Sztampa, sztampa, sztampa.
Wednesday, May 7, 2008 3:19:24 PM
Dziennikarze dziennika zrobili teścik, natomiast redaktorka Pardonu dodała komentarz. Cóż, Ameryki nie odkryła. Problem jednak polega na tym, że to samo mówią licealiści już gdy zaczynają przygodę z maturą. Ale ich się nie słucha, bo to banda zbuntowanych nastolatków. A nauczyciele, nawet jak jednak słuchają i się zgadzają, to mają związane ręce.
Matura jest sztampą. Nie jest chwilą do popisywania się swoimi odkrywczymi myślami. To po prostu moment, kiedy masz odpowiedzieć na zadane pytanie w taki sposób, w jaki przewidział to ktoś w CKE. Jasne, że klucze ulegają modyfikacjom podczas sprawdzania prac. Ale nowe możliwości odpowiedzi dorzuca się po którejś sprawdzonej pracy. Co mają więc zrobić ci, którzy trafili się egzaminatorowi na początku? Liczyć na to, że weryfikator wyłapie 'błąd' egzaminatora...
A poza tym, to matury w miarę. Polski jakoś poszedł, angielski - pierwszy arkusz słabizna, drugi bez większych problemów.
A już pojutrze geografia. Szlag...
No. Blogaffkowy obowiązek spełniony :-P
Matura jest sztampą. Nie jest chwilą do popisywania się swoimi odkrywczymi myślami. To po prostu moment, kiedy masz odpowiedzieć na zadane pytanie w taki sposób, w jaki przewidział to ktoś w CKE. Jasne, że klucze ulegają modyfikacjom podczas sprawdzania prac. Ale nowe możliwości odpowiedzi dorzuca się po którejś sprawdzonej pracy. Co mają więc zrobić ci, którzy trafili się egzaminatorowi na początku? Liczyć na to, że weryfikator wyłapie 'błąd' egzaminatora...
A poza tym, to matury w miarę. Polski jakoś poszedł, angielski - pierwszy arkusz słabizna, drugi bez większych problemów.
A już pojutrze geografia. Szlag...
No. Blogaffkowy obowiązek spełniony :-P








MonaVillain # Wednesday, May 7, 2008 7:00:58 PM
Radek DrozdalskiDrozdal # Thursday, May 8, 2008 2:35:24 PM
Sprawa zakonczyla sie tak, ze 4 na koncowym z polskiego zostalo i z matury pisemnej bylo 3.
I Misiek ja tez (jako w roku nie pamietam juz ktorym - 2000, 2001?) pisemna z Anglika zdawalem - w tamtych czasach bylo nas chya czworka na 15 klas maturalnych. Jezeli mnie pamiec nie myli dostalem 3 i bawilem sie swietnie - bo i atmosfera niezwykle kameralna. Pisalismy wspolie z ludzmi zdajacymi Niemiecki i Biologie.
Czasy sie zmieniaja, a tak prawde mowiac to mi matura do niczego w zyciu sie nie przydala. Znaczy mam jeden semestr studiow (Ochrona Srodowiska - lol - czytaj Oczyszczanie Sciekow i budowa oczyszczalni) na wydziale budowlanym. Wszysto co wiem i czym zarabiam na zycie nauczylem sie samemu
PS. Nie wiedzialem, ze jestes taki mlody i wydaje mi sie ze nawet w realu w zeszlym roku sie spotkalismy w Kraku.
MisiekMisiek-TCBOO # Thursday, May 8, 2008 3:05:04 PM
Bo wyglądam na 24-27 ;-)
Ostatnio jak byłem płacić za szkołę [przed weekendem majowym], w której robiliśmy Dragon, to jedna księgowa poleciała po podpis prezesa pod umową a z drugą gadałem - bla bla, gadka szmatka o pogodzie i maturach zbliżających się.
Ja: - Eh, i za chwilę trzeba się będzie wbić w garniak i pomaszerować na maturę.
Księgowa: - A, pan w komisji?
Ja: - Nie, jestem maturzystą.
Mina księgowej - bezcenna. Nie wiem co miała szerzej otwarte - oczy czy usta
A co do maturki:
No cóż, w tej chwili jest tak, że każdy przedmiot zdawany jest innego dnia, jeśli jeszcze nie wiesz ;-) więc na sali miałem - i będę miał - tylko ludzi zdających to samo co ja
Z ocenami to już kwestia szkoły i nauczyciela. U nas ze dwa chyba latka temu wprowadzili takie cudo co się nazywa 'średnia ważona' i dzięki temu niby wszystko miało być sprawiedliwsze. Nic bardziej mylnego, każde obliczenia matematyczne można 'nagiąć' dodając jakiś czynnik ;]
A tak btw: jak donoszą ludzie piszący WoS, arkusz rozszerzony był absolutnie przerąbany. Po tym i akcji z gimnazjalnym humanistycznym strach się bać co jutro zobaczę o 9.00... CKE szaleje.
Radek DrozdalskiDrozdal # Thursday, May 8, 2008 3:11:27 PM
I wiem ,ze zdaje sie w osobnych klasach, ale nasza szkola miala dosc ograniczone miejsce - dlatego upychali tych, ktorzy zdawali mniej popularniejsze przedmioty razem.
A co do kraka w grudniu to bylo to gdzies okolo 20-stego. Seji i Nid beda wiedzieli lepiej.
A i studia ssa, bo na prawde majac 19, 20-sia lat i zero doswiadczenia zyciowego poza szkola tak na prawde nie wiesz co bedziesz chciec robic w przyszlosci i gdxie pracowac. Najczesciej uczysz sie tego co zasugeruja tobie rodzice, alebo to co jest pod reka (lub to co jes w miescie gdzie chcesz wyemigrowac na nauke
Sa oczywista ludziska, ktorzy wiedza czego chca dalej sie uczyc, ale to najczesciej nie przeklada sie dobrze na prace zarobkowa
MonaVillain # Thursday, May 8, 2008 4:00:44 PM
Moją maturę wspominam z niezwykłym sentymentem, gdyż albowiem iż poszłam pisać polski z nastawieniem, że napiszę na 5 (co zrobiłam, pomijając fakt, że wśród szerokiego przekroju literackiego w mojej głęboko specyficznej pracy <zawsze miałam pamięć do cytatów, a właśnie miałam fazę na Micińskiego;p> znalazły się całe dwie lektury szkolne) - a temat miałam kapitalny, coś o człowieczeństwie i dramatach egzystencjalnych, marzenie dla wodziary, którą wtedy akurat kończyłam być
Maturę z anglika wspominam równie mile jak Drozdal
A moja ustna matura z historii była najśmieszniejszym epizodem, jako że wylosowałam najprostsze tematy świata, czyli konsekwencje chrztu Polski, postanowienia Kongresu Wiedeńskiego (którą to tematykę wielbiłam) i polskie partie po 1949. Najbardziej pamiętam, że weszłam z maskotką, którą przedstawiłam komisji, a komisja z pełną powagą witała się z małą białą owieczką o imieniu Maurycy
Ach, matura
Co do studiów - częściowo zgadzam się z Drozdalem, licencjat niewiele mnie nauczył, choć ćwiczenia z literatury z niejakim profesorem Gladskym były rozkoszą intelektualną na którą czekałam cały tydzień, do dziś wspominam go z sentymentem, bo, podobnie jak moje polonistki, nie narzucał interpretacji, stawiając na dyskusję. Jak to w Polsce bywa, dyskusja nie należy do ulubionych metod studentów preferujących, niestety, pogadankę heurystyczną - ale ja swoje z tych zajęć wyniosłam. Najwięcej o tym, jak przekazywać wiedzę.
Magisterka zaś - to zupełnie inna para kaloszy. Mój promotor, opisu którego pozwolę sobie oszczędzić, sam nie nauczył mnie niczego. Wskazał mi jednakowoż książki, których sama bym nie znalazła, pokazał tok myślenia, na który sama bym nie wpadła, uwidocznił ogrom perspektyw badawczych, niesamowite sprzężenie dyscyplin naukowych... no i do dziś marzę o tym, że gdy już osiądę na stałe, zajmę się na serio pracą naukową nad aksjosemiotyką.
Najśmieszniejsze, że wcale nie chciałam iść na anglistykę. Wolałam psychologię, hah
Powiem ci, że nie żałuję, bo znalazłam w filologii działy, które mnie fascynują.
Inna rzecz, że w ciągu trzech lat studiów na uczelni pedagogicznej nie nauczyłam się NIC o uczeniu. NIC. Zero. Gówienko na miękko, jak zwykł mawiać mój tata, nauczyciel.
Praktyki? Śmieszna rzecz, sama miałam praktykantkę i pamiętam, jak ugadywałam się z moimi uczniami, że będą dla niej milutcy, nie będą zadawali krępujących pytań itp. I byli, dzięki temu naiwne dziecko może poszło uczyć w podstawówce, hehe;p
Nikt mnie nie nauczył, że nauczyciel musi być showmanem i codziennie dokonywać cudów w stu różnych sprawach
Anyways, kończąc ten przydługi komentarz nie oszczędzę morału: wyluzuj, rób to, co w chwili obecnej wydaje ci się OK, a może akurat będzie dobrze
Radek DrozdalskiDrozdal # Thursday, May 8, 2008 4:15:42 PM
Co do matur ustnych to posli i nagielski poszedl mi lekk, ale informatyka ustna (LOL) to dopiero byl odlot. Zdalem chyba na 5
Co do nauczycieli to wspominam bardzo milo moja pania od fizyki i pana od historii. Co do studiow - to nikt mi nie zapadl w pamiec - sami zmeczeni zyciem ludzie wykladali na budownictwie w koszalinie, ale w moim koledzu / studium informatycznym po liceum nie zapomne pana Kowalskiego wykladajac matematyke. Po raz pierwszy w zyciu czerpalem przyjemnosc z uczena sie rzeczy, do ktorych mam wrodzony wstret.
Ja zapewne widzicie - w robocie zycie oczy sie powolutku
MonaVillain # Thursday, May 8, 2008 4:25:50 PM
Na dodatek to nie ty decydujesz czego uczyć, tylko inni decydują za ciebie, wrrrrr :/
Jedyny państwowy wyjątek to NKJO w Rzeszowie - papierkowa robota, ale spoko studenci i duża dowolność wyboru materiałów (a ja kocham uczyć na podstawie materiałów autentycznych z neta ;p)
MisiekMisiek-TCBOO # Thursday, May 8, 2008 6:27:38 PM
Co?
A PO jest, ale matury z tego AFAIR nie ma.
Tu nie chodzi o ilość miejsca, tylko o to, że cała Polska pisze jeden, ten sam arkusz, który jest dostarczany rano danego dnia.
Krakau - no jakoś tak, HEY był 19, jak głosi moja galeria ;-)
Generalnie plan jest prosty - nie zdam teraz, zdam w sierpniu/za rok. Studia będą nie bałdzo, zrobię co się da, żeby je zmienić. Nie mam jakiegoś ciśnienia na dokładne liczby lat spędzanych w danym typie instytucji oświatowej ;-) mogę studiować dłużej niż 5 czy 6 latek :-P
Może to kwestia tego, że znam sporo osób:
a) nie pracujących w zawodzie
b) pracujących w zawodach nie uznawanych powszechnie za cool, trendi, wypas, wyczes etc.
a będących zadowolonymi
I jakoś tak... jeden jedyny słuszny sposób na życie? No nie da rady...
PeeS: Kurde, nasze wspomnienia z maturki jak na razie chyba będą ubogie... może ustne coś zmienią, ale specjalnie bym w to nie wierzył. Bo maskotek już mieć nie wolno :-P
Piotr WoykeWojewoda # Friday, May 9, 2008 9:22:00 AM
MisiekMisiek-TCBOO # Friday, May 9, 2008 12:40:33 PM
Cóż, geografia może być oceniana niekoniecznie jako trudna, ale na tle kilku(nastu?) poprzednich arkuszy... CKE nas nie lubi :-P
Zaskoczyli nas nieco... no cóż, zobaczymy jakie będą wyniki...