Sunday, 5. October 2008, 09:41:24
nauka, praca, o mnie
Po miesiącach walki z brytyjsko-azjatyckim przemysłem gastronomicznym i krótkim epizodzie z angielską administracją przeniknąłem wreszcie do środowisk akademickich. Pierwszego października oficjalnie zostałem wcielony w szereg pracowników departamentu Bioinżynierii Imperial College, gdzie współpracuję z grupą zajmującą się ogólnie pojętym zagadnieniem szkieletu i biomechaniki.
Jednak nim zajmę się pełnowymiarową pracą (skanowanie, analiza danych, biomechanika) czeka mnie jeszcze trochę szkoleń i samodzielnej nauki. Na dzień dobry zostałem obłożony fachową literaturą z dziedziny ortopedii oraz programami do wizualizacji 3D. W piątek miałem swoje pierwsze spotkanie z aparaturą do tomografii komputerowej (μCT) ukrytą w podziemiach sąsiadującego z college'em Natural History Museum. Niewątpliwie trochę czasu minie nim uzyskam pełną kontrolę nad tym urządzeniem. Pierwszy dzień spędziłem głównie na paru kontrolowanych skanach, obróbce danych wyjściowych i ich wizualizacji. Około sześciu godzin pracowałem w cieniu komputerowego klastra w pocie procesorów przetwarzającego strumienie danych. W słuchany w szum wentylatorów gapiłem się w wielki, plazmowy ekran, na którym widniały gnaty artretycznych myszy. Kiedy mi wreszcie dadzą jakiegoś dinozaura?
Friday, 19. September 2008, 14:12:40
Wielka Brytania, podróże, różności
Powyższe powiedzonko wpadło mi do głowy parę lat temu, gdy pogrywałem w Dune podczas fali letnich upałów. Chociaż za żarem lejącym się z nieba nie przepadam, z żalem muszę stwierdzić, że w czasie niemal rocznego pobytu na angielskiej ziemi prawdziwie gorących dni uświadczyłem niewiele. Zliczyć je można na palcach jednej dłoni zasłużonego pracownika tartaku. Do refleksji skłoniło mnie kilka ciepłych dni na progu jesieni. Na "złotą polską" nie ma co liczyć, ale kto wie czym Anglia jeszcze zaskoczy.
Na własnej skórze przekonałem się o prawdziwości brytyjskich powiedzonek meteorologicznych. Po nawet krótkim pobycie na królewskiej ziemi wypada przytaknąć stwierdzeniu, że tylko Wielka Brytania ma prawdziwą pogodę, inne kraje mają po prostu klimat. Powiadają, że angielska pogoda zmienną jest, niczym kobieta, chociaż tak kapryśnej niewiasty ze świecą trzeba szukać... chociaż tu mogę być w błędzie. W cyklu dobowym można doświadczyć kilku zmian meteorologicznych - dzień rozpoczęty opadem deszczu, przejdzie w słoneczne popołudnie, zaowocuje mroźnym wieczorem, a zakończy się duszna nocą. Pogoda na Wyspach jest wdzięcznym tematem do rozmowy, dwoi się i troi, by dostarczyć ludziom tematów do pogawędek... jednak to o kobietach można rozmawiać bez końca. Zwłaszcza, że a na złośliwości wyspiarskiej aury nie ma dobrego sposobu.
Dwie zaobserwowane przeze mnie metody mogą pełnić co najwyżej rolę listka figowego. Pierwsza szkoła, imigrancka, propaguje znaną i sprawdzoną metodę na cebulkę, czyli od warunków atmosferycznych odcinamy się kilkoma warstwami odzieży (lub w przypadku dni słonecznych upychamy wszystko do plecaka). Jeśli mamy krzepkie ramiona oraz dużą torbę, to metoda w sam raz dla nas. Druga szkoła, tubylcza, wymaga bardziej siły charakteru i hartu ducha, i końskiego zdrowia. Należy się ubrać w to, co lubimy, i nawet śnieżna zamieć nie powinna nas powstrzymać od założenia hawajskiej koszuli i sandałów. Notabene strój taki doskonale sprawdza się podczas podróży londyńskim metrem, więc spróbować nie zaszkodzi. Obojętnie jakiej metody byśmy nie wybrali, słonecznych dni wciąż będzie nam mało, a kiedyś Wielka Brytania była imperium, nad którym słońce nie zachodzi. Kto wie, czy Anglik również skrycie nie marzy o rekonkwiście dawnych kolonii. Może warto wyruszyć na podbój antypodów?
Thursday, 7. August 2008, 14:47:32
recenzje, film, komiks
Na przedpremierowy seans Hellboy'a (05.08.2008) ruszyłem pełen nadziei na dobrą zabawę. Guillermo del Toro pierwszą ekranizacją, jeśli nie rzucił na kolana, to pokazał, że czai bazę i potrafi zręcznie obracać wątkami z książkowego pierwowzoru. Ron Perlman przyprawił sobie rogi i dał się pomalować na czerwono, tworząc postać niemal żywcem wyjętą z komiksu. Fani dostali akcję, horror i trochę humoru. Można było ze spokojem oczekiwać na drugie podejście. To, co zobaczyłem, podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Cóż takiego się stało, że Hellboy II: Złota Armia nie świeci tak, jak powinien? Read more...
Monday, 21. July 2008, 02:05:31
kulinaria, restauracje, recenzje, podróże
...
Każde dziecko wie, że życie Anglika kręci się wokół „domu publicznego”, przez pospólstwo zwanego pubem. Tu każdy człowiek znajdzie wytchnienie po pracy, azyl przed gniewem współmałżonka/-ki czy beztroską pogawędkę nad pintą ale. Tu także wpadnie na śniadanie, by pokrzepić nadwątlone nocnymi przeżyciami ciało obfitą liczbą kalorii. Konsumpcję tradycyjnego brytyjskiego śniadania w naturalnym otoczeniu pubu można niewątpliwie zaliczyć do jednej z ważniejszych atrakcji kulinarnych Wysp, tuż obok słynnych fish’n’chips zawiniętych w Times’a. Doniosłość tego wydarzenia odciśnie głębokie piętno na niezahartowanym ciele obcokrajowca i nieraz powróci do niego falą wspomnień.

Read more...
Thursday, 17. July 2008, 23:56:32
komiks, recenzje
Zgodnie z obietnicą i ku udręce 2/3
Fandomu Centrum trzecia notka jest o komiksach. Na szczęście jest krótko, zwięźle i z reguły na temat. Na koniec każdej notki wystawiam ocenę w siedmiostopniowej skali
FUDGE:
wspaniały - 7
bardzo dobry - 6
dobry - 5
przeciętny - 4
słaby - 3
bardzo słaby - 2
fatalny - 1
Niniejszym przedstawiam garść minirecenzji ostatnio przeczytanych przeze mnie historii.
Read more...
Friday, 11. July 2008, 12:54:48
internet, blog
Nie zastanawiałem się zbyt długo nad wyborem własnej platformy blogerskiej, bez namysłu poszedłem szlakiem wytyczonym przez znajomych pionierów-weteranów, jakimi są Borys i Seji. Niestety ze smutkiem muszę stwierdzić, że Opera jednak mnie rozczarowała. Bezsprzecznie ma najlepiej rozwiązany system komentarzy, jednak możliwości personalizacji i edycji bloga po prostu leżą. Jakoś ślęczenie na css'em, żeby wprowadzić drobne zmiany (np. własny baner) mnie nie pociąga. Być może istnieją jakieś proste metody na rozwiązanie moich problemów, ale jako świeżego użytkownika Opera zostawia mnie na lodzie.
Dwie sprawy irytują mnie szczególnie:
1) Opera dość dziwnie reaguje na wprowadzanie encji, takich jak na przykład niełamliwa spacja. Po pierwszym kliknięciu Preview kod znaku pojawia się w tekście i dopiero ponowne kliknięcie Preview powoduje wczytanie znaku. Gdyby nie nerwowe kliknięcie dalej byłbym przekonany, że Opera encji nie widzi.
2) Personalizacja bocznego menu pozostawia wiele do życzenia. W zasadzie można powiedzieć o braku możliwości edycji. Elementów takich jak tagi czy komentarze nie da rady przesunąć. A jeśli chciałbym zamienić miejscami moje zbiory linków czeka mnie żmudne przepisywanie kodu.
Są jakieś prostsze sposoby?
Tuesday, 8. July 2008, 13:09:22
o_mnie, kulinaria
Chocolate Is The Answer! Who Cares What the Question Is!Jeżeli Ty zastanawiasz się nad pytaniem, nie znajdziesz w tym artykule satysfakcjonującej odpowiedzi. Czekolada - ten znany powszechnie przysmak przebył długą drogę z Nowego Świata, nim przybrał obecną, słodką postać.Read more...