MK Caffee

Kawa z wierzchu, czekolada z dna

Subscribe to RSS feed

Sesja sentymentalna - KB #23

, , ,

Moją przygodę z RPG rozpocząłem dość młodo. Nie ciupałem bynajmniej w pierwsze dedeki, ani nie wyssałem miłości do gier z piersi grognarda. Fantastyką interesowałem się odkąd pamiętam. Zawsze czułem pociąg do baśniowych klimatów i rycerskich opowieści. Gdy wracam pamięcią do tych czasów muszę powiedzieć, że w pewnym sensie pierwsze ziarna zabaw fabularnych zasiała we mnie osoba mająca niewiele wspólnego z grami i fantastyką. Osobą ta był mój dziadek, który miał w zwyczaju opowiadać wnukom cudowne historie o dwóch rycerzach – Miszko i Tomko – którzy przemierzali słowiańskie knieje w pogoni za grubym zwierzem, przeczesywali prastare ruiny w poszukiwaniu skarbów i zdobywali warowne grody. Dziś już nie pamiętam, czy słuchając dziadkowych opowieści wykrzykiwałem: „To ja go tnę!” albo „Ruszamy po skarb!”, niemniej te historie uznaję za swoje protoRPG. Dzięki prostej sztuczce, która umieszczała mnie i kuzyna w centrum wydarzeń, opowieści te zapadły mi w pamięć, a po latach bez trudu odnalazłem się jak bohater gier fabularnych.

Na tradycyjne erpegi przyszło mi jednak czekać jeszcze lat kilka(naście?). W między czasie zaczytywałem się powieściami fantastycznymi i zagrywałem w planszówki. Po latach ze zdziwieniem czytałem, że ludzie dowiadywali się o różnych grach (i RPG w szczególności) z jakiegoś Razem. Dla mnie bramą do fantastycznych gier było czasopismo MY. Na jego łamach oprócz młodzieżowych artykułów i komiksów Baranowskiego (Opowieść z sopla lodu wyssana!) publikowano skrócone wersje takich planszowych przebojów jak Bruce Lee i Bogowie Wikingów czy też paragrafowy Dreszcz. Nakręcony wersjami próbnymi penetrowałem sklepy papiernicze i kioski Ruchu w poszukiwaniu ich pełnowartościowych odpowiedników.

Dreszcz wytropiłem w czasie wyjazdu na jedno z wówczas licznych spotkań rodzinnych. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście, gdy wśród popularnych gazet wypatrzyłem sylwetkę półnagiego wojownika okładającego mieczem bliżej nieokreślone, oślizgłe monstrum. Oczywiście do zakupu zostali namówieni rodziciele, a partie Dreszcza stały się przez pewien czas moją ulubioną rozrywką. Wkrótce poznałem wszystkie tajniki tej gry i sięgnąłem po inne paragrafówki takie jak Wehikuł Czasu. Niestety gry tego typu zawsze pozostawiały we mnie pewien niedosyt - ograniczenie wyboru do ledwie kilku ścieżek było niczym obelga dla rozbuchanej wyobraźni.

Kolejny krok w stronę gier fabularnych był, myślę, dość typowy dla tamtego okresu. W latach 90. na ubogim polskim ryneczku pojawiła się otaczana dziś nostalgicznym kultem gra planszowa Magia i Miecz. Nietrudno zgadnąć, że trafiła ona bezbłędnie w gusta młodego miłośnika fantastyki, który z lubością zanurzył się w magiczny świat i toczył heroiczne zmagania o Koronę Władzy. W jednym z dodatków do legendarnej gry znalazła się ulotka reklamująca nowe pismo o zaskakująco znajomym tytule. Brązowa ulotka mamiła zdjęciami figurek i promowała tajemniczą grę fabularną.

Przez dłuższy czas bezskutecznie poszukiwałem mitycznego czasopisma w okolicznych kioskach. W końcu trafiłem na 6 numer w punkcie Ruchu przy dworcu PKP. Na okładce dumnie prezentował się potężny mech, a w środku czekały artykuły o bezrogich wikingach, zasady do Kryształów Czasu i solowa przygoda, która wówczas wyglądała dla mnie jak niedorobiona gra paragrafowa. Wnet domyśliłem się, że do zabawy potrzeba co najmniej jednego, dodatkowego luda. Szczęśliwe towarzystwo skupione wokół planszowego MiMa dotarło do informacji o RPG własnymi ścieżkami, więc do dalszego zgłębiania tematu przeszliśmy bardzo płynnie. W krótkim czasie jeden z kolegów nabył podręcznik do Warhammera i mogliśmy rozpocząć pierwszą przygodę w Starym Świecie. Mieliśmy jeden zestaw kości i zdobyczne figurki - mojego bohatera-łowcę nagród reprezentował inkaski łucznik znaleziony w kinder-niespodziance.

Oczywiście nie mogłem uważać się za prawdziwego RPGowca, póki nie zdobyłem własnego zestawu kości. Sporą zasługę mają w tym polskie linie kolejowe. W tych czasach próżno było szukać dobrze zaopatrzonego sklepu z grami w Bydgoszczy, a zakupy pocztowe były interesem co najmniej niepewnym. Przeglądając kolejne MiMy trafiłem na adres katowickiego sklepu z grami, którego nazwy dziś już nie pomnę. Szczęśliwie Katowice leżały na trasie mojej corocznej podróży w góry do dziadków. W Katowicach trzeba było czekać na przesiadkę godzinę, a sklep z artykułami RPG, jak wynikało z analizy map, był położony niedaleko dworca. Tak zrodził się plan, dzięki którego bezbłędnej realizacji stałem się posiadaczem fiolki brokatowych kości, które służą mi do dziś.

Jak widać dziadkowie i polskie koleje odegrali niebagatelną rolę w mojej drodze ku RPG smile

Team Fortress 2 za darmo

, , ,

Przez cały tydzień Steam udostępnia możliwość gry w Team Fortress 2 za darmo. Jeżeli nigdy nie zetknęliście się z tym tytułem, teraz macie doskonałą okazję, żeby to naprawić. Bonusowo będzie można wytłumaczyć Misiołakowi jak mało wie o zabijaniu i dlaczego powinien wrócić do Tetrisa. TF2 jest strzelaniną FPP, która kładzie duży nacisk na grę zespołową i współpracę w celu osiągnięcia wyznaczonego celu (dostarczenie ładunku, eliminacja przeciwników, zajęcie punktów kontrolnych, zdobycie flagi itd.). TF2 oferuje 9 grywalnych, archetypowych klas (Skauta, Żołnierza, Pyro, Szpiega, Grubego, Snajpera, Inżyniera, Medyka i Demomana), stylistykę lat 50. i masę militarnego humoru. Jako że jest to jedna z moich ulubionych gier sieciowych, gorąco zachęcam do spróbowania swoich sił w radosnych potyczkach wrogich drużyn.

EDIT 24.06.2011:
Od wczoraj gra jest FREE-TO-PLAY. Kto wcześniej wydał pieniądze na grę, otrzymał automatycznie konto Premium. Żartownisie! bigsmile

Zdobycze Czarnej Krucjaty, czyli Darmowe RPG w Londynie - 2011

, , ,

Wczoraj wieczorem przejrzałem polskie strony poświęcone Dniu Darmowych Gier Fabularnych i muszę stwierdzić, że nasi wydawcy szarpnęli się wrzucając do puli "darmoszek" nawet pełne podręczniki. Niestety nie mam pojęcia jak ta szczodrość przełożyła się na akcje w wymiarze lokalnym. Mogę natomiast powiedzieć parę słów na temat londyńskiej akcji w Leisure Games. Nie wydaje mi się, żeby ktoś na Wyspach rozsyłał książki do domów wzorem Borejki, więc polscy RPGracze mogą czuć się wyróżnieni. Niemniej zabawa w Londynie też była udana.

Read more...

Chwyty obrazkowe

, ,

Obawiam się, że wujek Google niekiedy dość beztrosko kieruje ludzi w moją stronę. Niestety gdy ktoś dopytywał o "chwyty obrazkowe dla nie pełnoletnie dziewczenta", nie mógł znaleźć satysfakcjonującej treści. Postanowiłem zatem odpowiedzieć na życzenie publiczności i dać upust radosnej twórczości! (Tak naprawdę dałem się ponieść prokrastynacji, by na moment oderwać się od naukowych raportów.)

Znana i lubiana pełnoletnia pani Kasia w roli dziewczęcia przedstawi chwyt obrazkowy:
Fast sketch by ~Misiolak

A żeby nie było, że całkiem nie w temacie, chłopaki zagrają jej SKAczącą nutę: Mam nadzieję, że choć trochę zaspokoiłem public demand. Osobiście zaś dziękuję za polecenie fajnego zespołu PodobaMiSię![/ALIGN]

Kwiaty nie dla boga

,

Limitless / Jestem Bogiem, 2011

Pewnego razu powstał supernarkotyk, "który czyni mózg niezwykle wydajnym", sprawia, że "chłoniesz ogromną wiedzę" i stajesz się "nadzwyczaj skupionym, szybkim, sprawnym, a nawet atrakcyjnym". Jak wiadomo narkotyki są do dupy, więc tajemniczy producent ani myśli korzystać z dobrodziejstw pigułki, a ta trafia na ulicę. Jednym ze szczęśliwych jej odkrywców jest Eddie Morra - aspirujący do roli pisarza nieudacznik z listą porażek dłuższą niż zapuszczone kudły. Uwaga, to ważny motyw, przyrost inteligencji okazuje się być odwrotnie proporcjonalny do długości włosów. Eddie łyka magiczną pigułę, a nam pozostaje podziwianie efektów.

Pigułka czyni go nadzwyczaj inteligentnym. Szkoda, że przez większość czasu musimy wierzyć twórcom na słowo. Oprócz sceny "pierwszej komunii" i bardzo fajnych technicznie przerywników z "nieskończonym zoomem" próżno doszukiwać się wyjaśnień jak działa mózg Eddiego i dlaczego robi to co robi. Najwyraźniej jest to tak genialne, że zwykły umysł nie jest w stanie pojąć. Tylko dlaczego wielki plan na życie ogranicza się do bycia sławnym i bogatym, najlepiej już w przyszłym miesiącu?

Pigułka czyni go szybkim i sprawnym. Powiedziałbym, że raczej efektywnym, co podkreślają sceny multitaskingu. Scen walki jest tu niewiele, a bohater i tak dostaje w kość.

Pigułka czyni go atrakcyjnym. Bądźmy szczerzy, grający Eddiego Bradley Cooper nawet jako żul wygląda pociągająco, tym bardziej że w roli konkurencji występują modelowy alfons-diler, złotozęby gangster, stetryczały rekin finansjery, tudzież łysiejąca płotka. Z drugiej strony aktor-brzydal musiałby się wykazać nie lada sztuką, żeby sprzedać widzom przemianę w amanta.

Pigułka ma efekty uboczne, ale w zasadzie tak na niby. Mimo że inni amatorzy pigułki "padają" jak muchy, Eddie ani myśli odstawić specyfiku. Ba, ze wszystkich kłopotów wychodzi obronną ręką. Albo kładzie na nie lachę - nic nie pamiętam, jestem cały we krwi... oj tam! Reżyser pewnie chciał, byśmy wierzyli, że Eddiemu udaje się to dzięki podrasowanej inteligencji, niestety na ekranie widać tylko działania zakulisowego bożka (tego od machiny).

Podsumowując nie jest to łamigłówka z zawiłą intrygą, film akcji, film obyczajowy, ani też dramat psychologiczny. Co zatem? Sprawnie opowiedziana reklamówka pigułki szczęścia podszyta dreszczykiem emocji i przyprawiona technicznymi sztuczkami. Z żalem muszę stwierdzić, że film wpisuje się w długą listę sloganowych "bezów" - jedzenie bez kalorii, sylwetka bez wysiłku, skóra bez zmarszczek, raty bez spłaty, pieniądze bez pracy, pozycja bez kwalifikacji, bohater bez wyrzeczeń. Podobnie jak każda beza zapowiada się smakowicie, ale w ustach czuć tylko słodki piasek. Algernon się w grobie przewraca.

Ocena: słaby

Sztokfisz na wakacjach

, , ,

Gwałtu! Rety! Nie do wiary! Dzięki wyszukiwarce ktoś niedawno trafił na mojego bloga używając frazy "sztokfisz niesmaczny". W tym miejscu muszę stanowczo zaprotestować i wysilić się na nowy wpis kulinarny. Sztokfisz jest smaczny... no dobra, powiedzmy, że jest w porządku, jeśli go dobrze przyrządzić.

Poniżej sentymentalny przepis na naszego bohatera, który opracowałem po powrocie z letnich wojaży w 2009 roku. Ja byłem w Norwegii, a sztokfisza postanowiłem wysłać w bardziej egzotyczne rejony, gdzieś w okolice Tajlandii i Sri Lanki.

Read more...

Gra-i-fika - KB #13

, , ,

Co mi się zdaje, że z pełnoprawną, treściwą notką nie zdążę na aktualną edycję karnawału, więc dla podtrzymania uwagi podzielę się kilkoma szkicami mojego autorstwa. W celu uzyskania lepszej jakości ilustracji, polecam ciągnąć za linki pod nimi. Dla zainteresowanych - więcej dobroci na misiolak.deviantart.com.

Read more...

Pulp Art - KB #13

, , , ...

Jeśli chodzi o ilustracje w RPG, to moje spojrzenie nie odbiega od przedstawionego w poprzedniej karnawałowej notce. Ilustracje, podobnie jak gadżety, pełnią rolę zapłonu dla wyobraźni. O ile jednak gadżety stanowią wartość dodaną, grafiki są wręcz niezbędnym narzędziem tworzenia świata, pierwszym inicjatorem wyobraźni. Dzięki ilustracjom mogę pokochać grę już po kilku, a nie kilkuset stronach lektury.

Read more...

Legendy Przebudzonej Ziemi

, , ,

Szczerze mówiąc nie przepadam za literaturą okołogrową (game related) - umili czas, ale rewelacji bym się nie spodziewał - taka książka pociągowa. Jakiś rok temu wpadło mi w ręce kilka tomów historii ze świata Earthdawna. Jako że Przebudzenie Ziemi jest jednym z moich ulubionych RPG, skusiłem się do zakupu, głównie ze względu na możliwość obcowania ze wspaniałym światem Barsawii i zajrzenia za jego kulisy, choć nader korzystna cena również zrobiła swoje.

Read more...

Jak przestałem się martwić i pokochałem gadżety - KB #11

, , ,

Wychodzi na to, że aktywuję się tylko na co którąś edycję Karnawału i z radością spieszę poinformować o moich przemyśleniach. Jak zwykle na opak. Kwestię dodatków książkowych mogę podsumować następująco - uwielbiam opisy świata, miejsc, postaci, uwielbiam dodatki, które sprawiają, że czuję tętno wyimaginowanego świata, których każdy akapit inspiruje i rozbudza w mej głowię żądzę przygody. Te kryteria bez wątpienia spełniają podręczniki do Earthdawna, podobną przyjemność odczuwałem przeglądając dodatki do Delta Green. Z pewnością znalazłoby się więcej godnych polecenia pozycji, ale nie o tym będzie mowa. Odłóżmy zatem na półkę papierowe tomy - chociaż to o nich zazwyczaj mowa, gdy zajmujemy się tematem dodatków w RPG. Sięgnijmy po kostki, karty, figurki, mapy i inne wytwory ludzkiego rzemiosła.

Read more...

February 2012
M T W T F S S
January 2012March 2012
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29