Skip navigation.

MK Caffee

Kawa z wierzchu, czekolada z dna

Na co się qrwa gapisz?

,

Gdyby to jakże elokwentne pytanie zadano mi podczas projekcji Men Who Stare at Goats (Człowiek, który gapił się na kozy/Czarujący szpieg, 2009), z trudem przyszłoby mi udzielenie odpowiedzi. Ba! Do tej pory nie wiem, co miało powstać z twórczej pracy Granta Heslova i jego zespołu. Komedia? Satyra? Komentarz polityczny? Socjologiczny? Dokument? Kpina z militarystycznych zapędów Ameryki? Zabawa w Iluminatów i propagandę fnorda? Nowe orędzie miłości i pokoju?

Mam nieodparte wrażenie, że reżyser również nie jest pewien odpowiedzi. W rezultacie przygody Boba Wiltona, niedoszłego korespondenta wojennego ze złamanym sercem, i Lyna Cassady'ego, byłego ezoterycznego wojownika, są nudne jak flaki z olejem. Sytuację ratują nieco retrospekcje z historii psychodelicznej brygady esperów, ale i ten wątek grzęźnie coraz bardziej w piaskach Iraku. Ani niezłe one-linery (We tried invisibility, but then worked it down to just not being seen.*), ani plejada gwiazd (grają dobrze, tylko nie wiadomo co) nie są w stanie rozruszać nijakiej fabuły. Nawet czar scen, w których Ewan McGregor pouczany jest o ścieżkach Jedi, nie trzyma długo.

Suma sumarum znalazłem odpowiedź na tytułowe pytanie. Gapię się na kiepski film.

Spragnionych George'a Clooney'a w pustynnych klimatach odsyłam do jego wcześniejszych filmów, miłośników przekazów podprogowych do trylogii Iluminatus, pozostałym proponuję wybrać cos innego z kinowej oferty.


Ocena (fatalny):



*Próbowaliśmy niewidzialności, ale okroiliśmy to do bycia niezauważonym.

Ghoulash z dyni

, ,

W Polsce Dzień Wszystkich Świętych kojarzony jest przede wszystkim ze zniczami, rodzinnymi wyprawami na cmentarze i powszechną atmosferą zadumy. Życzliwi dorzucą pewnie jeszcze jesienną pluchę, zimno i wszechobecną szarugę. Niemal w tym samym czasie, gdy Polacy pochylają się nad grobami bliskich, na ulice anglojęzycznych miast wylegają kolorowe tłumy zjaw, krwiopijców i wilkołaków, by żądać należnych im ofiar i wieszczyć nieszczęścia. Potępieńczym korowodom przewodzi upiornie wyszczerzona dynia, rozświetlająca mroki nocy piekielną poświatą. Jakże różne postawy przyjmuje człowiek wobec śmierci - z jednej strony chrześcijańskie Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki, z drugiej sięgające korzeniami do czasów pogaństwa Halloween i El Día de los Muertos.

Read more...

Baba trupom nie przepuści

,

Miesiąc temu Lawdog zechciał podzielić się ze społecznością internetową kultową (w pewnych kręgach P:) produkcją filmową, jaką jest Zombienator. Jak na dobry survival horror przystało, Zombienator wyrwał mi bebechy i wyjadł mózg. By pozostać dłużej w tym stanie i dobrze wpasować się w atmosferę dzisiejszego święta, sporządziłem mały przegląd filmów grozy. W przybliżeniu.

Read more...

Pod parasolką... olką... olką...

, , ,

Wielka Brytania do najsuchszych miejsc na ziemi z pewnością nie należy. Dziwnym zatem nie jest, że tutejszy naród przyjął ze zrozumieniem piosenkę Rihanny o deszczochronie. Wątek podchwycił mieszkający w słonecznej Kalifornii Gerard Way i poszedł krok dalej przenosząc swoje parasolowe fascynacje na karty komiksu.

Na pierwsze zeszyty The Umbrella Academy trafiłem przed dwoma laty, buszując w podziemiach Forbidden Planet. Co mnie wówczas urzekło, to kreska Gabriela Bá, brazylijskiego rysownika pozostającego pod wyraźnym wpływem Mignoli, oraz na wskroś pulpowe otwarcie - dość powiedzieć, że historię rozpoczyna Latający Atomowy Łokieć, który pieczętuje klęskę kosmicznej kałamarnicy na zapaśniczym ringu. Z braku gotówki postanowiłem poczekać na wydanie zbiorcze.

Gromadzenie funduszy zajęło więcej czasu niż zakładałem, lecz w końcu Siuta Apokaliptyczna (Apocalypse Suite) wylądowała w mojej biblioteczce, gdzie w spokoju mogłem poznać resztę historii. W czasie, gdy głowonóg dogorywał na zapaśniczym ringu, nagle i niespodziewanie na świat przyszło 43. niemowląt. Siedmioro z nich dostało się pod opiekę tajemniczego Monokla, według którego cudownie narodzone dzieci mają uratować świat od zagłady. By odpowiednio przygotować rodzeństwo do owego karkołomnego zadania, Monokl zakłada tytułową Umbrella Academy.

Jak nietrudno zgadnąć, wychowankowie Akademii dysponują nieprzeciętnymi zdolnościami i każde ma swój własny pokręcony charakterek:
- 00.01 - nadludzko silny Luther jest formalnym liderem grupy, choć nie bardzo odnajduje się w tej roli. Zamiłowaniu do eksploracji kosmosu zawdzięcza swój pseudonim (Spaceboy) i fuzję ciała z marsjańskim gorylem;
- 00.02 - ukrywający się pod ksywą Kraken, Diego to hiperzręczny twardziel i rodzinny odszczepieniec. Zdecydowanie preferuje prace w pojedynkę i nie waha się sięgać po radykalne rozwiązania;
- 00.03 - cokolwiek Allison powie, jest prawdą. Czasami dość pokrętną, ale zawsze prawdą. Problem w tym, że Rumor wolałaby być zwyczajną dziewczyną, która zamiast ratować świat, uratowałaby własne małżeństwo;
- 00.04 - rozmowy z umarłymi, lewitacja i telekineza to domena Séance. Podobnie jak i narkotyki...
- 00.05 znany jest po prostu jako Chłopiec. W młodości często uciekał w przyszłość, aż raz pobiegł za daleko. Całe życie spędził szukając drogi powrotnej. Nie do końca był to powrót udany;
- 00.06 - Ben ma diabła za skórą, dosłownie. Spod jego ubrania wyskakują ektoplazmowe macki i inne dziwadła. Pewnie dlatego wołają go Horror;
- 00.07 - Vanya może pochwalić się tylko wybitnymi uzdolnieniami muzycznymi, co na tle rodzinki może wydawać mizerną umiejętnością. Ale gdy Orkiestra Wyklętych zabiera się do Apokaliptycznej Suity, każda nutka ma znaczenie.


Największym atutem Akademii jest gotycko-pulpowy świat ożywiony kreską Bá. Way zręcznie żongluje ikonami popkultury, takimi jak zombie, roboty, szaleni naukowcy, geniusze zbrodni czy tajne stowarzyszenia; z tej mieszanki powstaje bardzo ciekawy koktajl. Jednak daleki jestem od peanów, jakie wygłasza Grant Morrison w przedmowie do albumu. Way wyraźnie stara się dać do zrozumienia, że za dość klasyczną historią o superbohaterach kryje się jakaś głębsza (mroczniejsza?) tajemnica. Nieliniowa narracja, intrygujący bohaterowie, klamry, retrospekcje, liczne zahaczki i niedopowiedzenia - wykłady z teorii narracji Gerard ma w małym palcu. Niestety w praktyce cała para idzie w gwizdek. Brakuje tu magii, która sprawia, że wracam do starych zeszytów Rorka czy minionych odcinków (niekiedy irytującego) Lost. Brakuje spoiwa, jakimi były odpowiednio białowłosa postać i tajemnicza wyspa. Bliski koniec świata, który powinien stanowić główną oś historii, spychany jest na margines przez mało znaczące wtręty. Owszem dowiaduję się z nich trochę o bohaterach, lecz nie ma w tym nic istotnego dla aktualnej fabuły. Być może jest to element szerzej zakreślonego planu, ale na mój gust to tylko kuglarskie sztuczki.

Niewątpliwie w tworzenie The Umbrella Academy włożono sporo talentu (Bá) i odjechanych pomysłów (Way). Widać, że Way ma solidne podstawy, ale musi jeszcze popracować, nim jego historie zaczną chwytać za gardło. Postępy będę pewnie sprawdzał w kolejnych tomach... szczerze mówiąc niespecjalnie mi się spieszy.

Ocena (przeciętna):



Scenariusz: Gerard Way
Rysunki: Gabriel Bá

The Worshipful Company of Sunday Gamers

, , , ...

Niedługo minie drugi rok mojego koczowniczego życia na Wyspach. Wielka Brytania, choć rajem może i nie jest, z pewnością jest miejscem, w którym każdy gracz, czytacz czy oglądacz, słowem miłośnik fantastyki wszelakiej może do woli sycić swe hedonistyczne żądze. Oczywiście stawiając po raz pierwszy stopę na obcym lądzie trudno trafić jakąś okazję, zwłaszcza gdy przewodnik ciągnie nas w ekspresowym tempie szlakiem lokalnych landmarków. Chciałbym zatem podzielić się nieco zdobytą w pocie czoła wiedzą i udzielić odpowiedzi na dwa zasadnicze pytania: Gdzie kupić? oraz Gdzie grać?

Read more...

Człowiek obcemu wilkiem

,

Dawno temu w naszej galaktyce powstawały niezapomniane, kultowe wręcz widowiska science fiction. Niestety ostatnimi czasy producenci zaczęli karmić nas papką z dodatkiem bezmózgiej fabuły i masą kolorowych fajerwerków. Ciekawe filmy zostały wyparte przez plastikowe Transformery i odgrzewane kotlety pokroju Star Trek czy Terminatora. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun Dystryktu 9., skrycie liczyłem na powiew świeżości.

Read more...

Będzie bigos?

,

Człowiek siedzi za morzami i nawet się nie spostrzeże, gdy z otchłani czasu wyskoczy jakiś potwór.

W tym wypadku potwór nazywał się Blenders, a jego pojawienie było tyleż niespodziewane, co miłe. O nowym albumie Blendersów chodziły słuchy od 2001 roku, czyli w zasadzie od wydania ostatniego krążka 'Kuciland'. Plotka wypływała co jakiś czas ponad informacyjny szum, by po chwili dać nura w głębinę. Z biegiem lat nawet oficjalna strona zespołu przestała wyświetlać jakiekolwiek treści... ale adres nie wrócił do dostawcy, co dawało jeszcze odrobinę nadziei.

Pod koniec sierpnia trafił do mnie ładunek prasy z Polski, gdzie między innymi rozpisywano się o letnich festiwalach muzycznych. Wśród chmary popowych gwiazdek sezonu moją uwagę przykuło tylko jedno słowo: Blenders. Krótkie przeszukanie internetu zaowocowało dawką świeżej, energetycznej muzy. Sądząc po pierwszych kawałkach bigosu nie będzie.

Nie co strzępić pióra po próżnicy. Trochę ich nie było, ale teraz czas nacieszyć ucho i oko - zwłaszcza, że promocyjny singiel doskonale wpasował się w dzisiejszą datę.

Wszystkiego najlepszego, Kasiu!



Fjording w stylu norweskim

, , , ...

Gorąco zachęcam do zapoznania się z relacją Kasi z naszej wyprawy do Naftolandii. A niniejszą notke proszę traktować jako skromne uzupełnienie fantastyczno-gastronomiczne.
 

Read more...

My, pierwsza brygada

, , ,


Żołnierzu! Nie siedź bezczynnie, gdy inni przelewają wirtualną krew. To prawda, że wojna nigdy się nie zmienia, ale my mamy do niej bardziej luzackie podejście. Nareszcie dajemy Ci to, o czym marzyłeś pykając w legendarną serię Metal Slug: czysty militarny wygrzew z odrobiną humoru. Nie mamy co prawda tak fikuśnego sprzętu, ale nasz wywiad i zbrojeniówka nieustannie pracują nad poprawą jakości naszych maszyn.

Jeszcze pytasz co armia może zrobić dla Ciebie?! Nauczymy Cię ścieżki noża i karabinu, nauczymy Cię działać w zespole, nauczymy Cię zjadać granaty i pluć ogniem. I wreszcie damy Ci szansę wykazania się na polu bitwy. Będziesz walczył w miastach i wioskach, na lądzie i w powietrzu (wody radzimy unikać, bo odstrzelą Cię jak kaczkę). Będziesz prowadził natarcia grzęznąc w stosach łusek, zdobywał wrogie posterunki i własną piersią bronił flagi. Pamiętaj! to zaszczyt polec w obronie flagi, ale upewnij się, że zabierzesz ze sobą wystarczająco dużo drani. W nagrodę nad trumną zanucimy Ci piosenkę.

Możesz liczyć na własny karabin, schludny mundur i zestaw bandaży, a jak się wykażesz męstwem kwatermistrz znajdzie dla Ciebie zgrabną bazookę. Bacz jednak, byś nie wpadł w sidła hien wojny ekonomicznej, które w dobie kryzysu chcą wycisnąć z Ciebie prawdziwą kasiorę za wirtualne pagony.


Dołącz do dzielnych Rojalistów lub zgiń marnie w szeregach Nacjonalistów!


________________________________________________________________________________________________________

Ocena (dobra):




Plusy:
+ fajny, militarny klimacik
+ "komiksowa" grafika
+ umiejętności specjalne
+ generalnie darmowa

Minusy:
- czuć "malizną" (1 tryb rozgrywki, 4 mapy 5 map, 3 rodzaje pojazdów, 6 rodzajów uzbrojenia)
- płatne mundury (kompletny strój kosztuje więcej niż przeciętna gra albo i dwie)


Battlefield Heroes.com - źródło gry i grafik


Późnowiosenne porządki

, , , ...

The day London stood still1
Nareszcie można powiedzieć, że wiosna za oknem zagościła na dobre. Londyńczycy zdążyli zepchnąć w otchłanie niepamięci traumę, jaką wywołał jednodniowy atak zimy. Kilka centymetrów białego puchu kompletnie sparaliżowało jedną z największych metropolii świata. Większość obcokrajowców przywitało ten fakt ze sporym zdziwieniem bezskutecznie wypatrując autobusów, które podwiozłyby ich do pracy. Pozostali radośnie wykorzystali dzień wolny na lepienie bałwanów i śnieżne bitwy. W efekcie już z dużo mniejszą dozą radości bankierzy podliczają milionowe straty spowodowane zimowym kryzysem. Gdyby śnieg popadał parę dni dużej, pewnie zostałby winowajcą załamania gospodarczego (z angielska credit crunch; prawda, że ładnie?). Swoją drogą przyczyny światowego kryzysu ciekawie klaruje Adam Cebula w kwietniowym Science Fiction. Jak się okazuje na samym marketingu daleko się nie zajedzie i trzeba jeszcze umieć coś zrobić, a nie tylko sprzedać. Zanim jednak trend się odmieni i business przestanie wabić mirażem rogu obfitości, przyjdzie jeszcze trochę poczekać.

Research - who would do this for a living?2
Na szczęście widmo kryzysu nie snuje się uczelnianymi korytarzami, więc badania w Imperial College idą pełną parą (angielski punkt widzenia), tudzież niespiesznie (polski punkt widzenia). Wesoło nakłuwam mózgi, miażdżę żelki, maluje słonie, pucuje, kroje i rachuje kości, a czasem zdarzy się poczytać jakieś naukowe tomiszcze.
Moim głównym projektem jest badanie zależności między strukturą istoty gąbczastej w kości udowej a rozmiarami/masą/sposobem poruszania zwierząt. Przeskanowałem już około 100 różnych gatunków - od tyciej ryjówki (długość kości udowej 4mm) po "byczego" słonia, a w kolejce czeka następne 50 egzemplarzy. Na dinozaura przestałem już liczyć. Chociaż na horyzoncie majaczy jakiś kopalny ptak.

Generalnie wszystko idzie gładko, dopóki problem nie zakłóci naszej radosnej działalność. Ponieważ badania to wręcz wymarzony poligon dla praw Murphy'ego, problem pojawi się na pewno. A kłopoty może sprawić wszystko...
W wersji ekstremalnej procedura dla kości wygląda następująco. Każdy gnat należy oczyścić, zmierzyć, sfotografować i skatalogować. Następnie kość idzie do tomografu, gdzie wykonywane są 3 skany: całości, główki (head) i knykci (condyle). Gdy kość jest bardzo długa trzeba wykonać co najmniej dwie projekcje, a potem poskładać otrzymane obrazy - to w przypadku skanu całości. Z za dużych końców trzeba wykroić centymetrowe sześciany, oczyścić i zeskanować. Powody są dwa: 1) im mniejszy obiekt umieścimy w stożku promieniowania, tym lepszą rozdzielczość możemy uzyskać, 2) jeżeli jakakolwiek część skanowanego obiektu opuszcza wiązkę promieniowania, na uzyskanym obrazie pojawiają się zakłócenia. Następnie skany są oczyszczane i układane w trójwymiarowe stosy, z których usiłujemy wycisnąć dane. Tyle szczegółów technicznych.
Procedura, jak widać, nie jest zbyt skomplikowana, ale na każdym etapie może się coś sp... popsuć. A to zostaniemy zarzuceni workami bezimiennych kości, a to dostaniemy nogę nie pierwszej świeżości, a to obiekt poruszy się podczas skanowania, skanów nie da się złożyć, a sprzęt odmówi posłuszeństwa. Do tej pory przeżyliśmy zapaść komputerów, jak i kilkakrotne awarie samego tomografu. O błędach w programach analitycznych nie wspominając.
Jeszcze nie udało się pokroić kości przed skanowaniem, ale wszystko przed nami... przymierzamy się.


Just blog it!
Jak się okazuje, regularne pisanie bloga "nieco" mnie przerosło. Niemniej wole mieć o czym pisać i nie mieć na to czasu, niż mieć czasu w nadmiarze i nic do napisania. Zatem w najbliższym czasie poprawy nie obiecuję.

Tymczasem życie toczy się dalej.

________________________________
1Dzień, w którym stanął Londyn - przypadkiem premiera remake'u klasycznej opowieści SF "Dzień, w którym stanęła Ziemia" zbiegła się z zimowym kataklizmem; aż dziwne, że nikt nie wykorzystał tego do promowania filmu!?
2Badania - kto by chciał tak zarabiać na życie? - powiedzonko, którym zaprzyjaźniony doktor zwykł kwitować swoje naukowe "wpadki".

November 2009
M T W T F S S
October 2009December 2009
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30