Kwiaty nie dla boga
Tuesday, April 12, 2011 10:42:51 PM
Limitless / Jestem Bogiem, 2011Pewnego razu powstał supernarkotyk, "który czyni mózg niezwykle wydajnym", sprawia, że "chłoniesz ogromną wiedzę" i stajesz się "nadzwyczaj skupionym, szybkim, sprawnym, a nawet atrakcyjnym". Jak wiadomo narkotyki są do dupy, więc tajemniczy producent ani myśli korzystać z dobrodziejstw pigułki, a ta trafia na ulicę. Jednym ze szczęśliwych jej odkrywców jest Eddie Morra - aspirujący do roli pisarza nieudacznik z listą porażek dłuższą niż zapuszczone kudły. Uwaga, to ważny motyw, przyrost inteligencji okazuje się być odwrotnie proporcjonalny do długości włosów. Eddie łyka magiczną pigułę, a nam pozostaje podziwianie efektów.
Pigułka czyni go nadzwyczaj inteligentnym. Szkoda, że przez większość czasu musimy wierzyć twórcom na słowo. Oprócz sceny "pierwszej komunii" i bardzo fajnych technicznie przerywników z "nieskończonym zoomem" próżno doszukiwać się wyjaśnień jak działa mózg Eddiego i dlaczego robi to co robi. Najwyraźniej jest to tak genialne, że zwykły umysł nie jest w stanie pojąć. Tylko dlaczego wielki plan na życie ogranicza się do bycia sławnym i bogatym, najlepiej już w przyszłym miesiącu?
Pigułka czyni go szybkim i sprawnym. Powiedziałbym, że raczej efektywnym, co podkreślają sceny multitaskingu. Scen walki jest tu niewiele, a bohater i tak dostaje w kość.
Pigułka czyni go atrakcyjnym. Bądźmy szczerzy, grający Eddiego Bradley Cooper nawet jako żul wygląda pociągająco, tym bardziej że w roli konkurencji występują modelowy alfons-diler, złotozęby gangster, stetryczały rekin finansjery, tudzież łysiejąca płotka. Z drugiej strony aktor-brzydal musiałby się wykazać nie lada sztuką, żeby sprzedać widzom przemianę w amanta.
Pigułka ma efekty uboczne, ale w zasadzie tak na niby. Mimo że inni amatorzy pigułki "padają" jak muchy, Eddie ani myśli odstawić specyfiku. Ba, ze wszystkich kłopotów wychodzi obronną ręką. Albo kładzie na nie lachę - nic nie pamiętam, jestem cały we krwi... oj tam! Reżyser pewnie chciał, byśmy wierzyli, że Eddiemu udaje się to dzięki podrasowanej inteligencji, niestety na ekranie widać tylko działania zakulisowego bożka (tego od machiny).
Podsumowując nie jest to łamigłówka z zawiłą intrygą, film akcji, film obyczajowy, ani też dramat psychologiczny. Co zatem? Sprawnie opowiedziana reklamówka pigułki szczęścia podszyta dreszczykiem emocji i przyprawiona technicznymi sztuczkami. Z żalem muszę stwierdzić, że film wpisuje się w długą listę sloganowych "bezów" - jedzenie bez kalorii, sylwetka bez wysiłku, skóra bez zmarszczek, raty bez spłaty, pieniądze bez pracy, pozycja bez kwalifikacji, bohater bez wyrzeczeń. Podobnie jak każda beza zapowiada się smakowicie, ale w ustach czuć tylko słodki piasek. Algernon się w grobie przewraca.
Ocena: słaby









Unregistered user # Thursday, April 14, 2011 8:04:52 PM