JAPONIA - REAKTYWACJA

Subscribe to RSS feed

Kumano kodou w Wakayama-ken

Wycieczka na Kumano kodou jak zwykle była ciekawa. Piszę "jak zwykle", chociaż w sumie ciągu naszych dwóch pobytów w Japonii udało się nam wybrać tam jedynie dwukrotnie, dwa lata temu na 3 dni, z plecakami i namiotem, a w tym roku tylko na jednodniową wycieczkę, niestety. Planowaliśmy powtórzyć doświadczenie z poprzedniej wyprawy i wybrać się pod namioty, niestety, japońskie pola namiotowe, chociaż pod względem zaplecza prezentują się o niebo lepiej od naszych, kompletnie nie są zaprojektowane do pieszych wycieczek. Po pierwsze, jest ich niewiele, po drugie, jeśli już uda się jakieś znaleźć w interesującej na s okolicy, to na internecie i w przewodnikach w punkcie dojazd najczęściej rzeczywiście jest właśnie dojazd - przecież nikt nie chodzi na pola namiotowe, tam się przyjeżdża samochodem, prawda? Japońska idea kampingu wygląda właśnie mniej więcej tak, że bierze się samochód, namiot do bagażnika i jazda...a potem wieczorem można się zwinąć i wrócić do domu smile A już jeśli chodzi o taką sprawę, jak rozmieszczenie ich tak, żeby dało się pomiędzy nimi przemieścić pieszo w ciągu dnia i zrobić sobie kilkudniową rundkę przez góry z plecakami od pola do pola - zapomnijcie.
Trzeba jednak zaznaczyć, że na japońskich polach namiotowych, choćby i najmarniejszych, zawsze będzie toaleta z bierzącą wodą, w dodatku całkiem czysta. Na większości są prysznice, czasem nawet bezpłatne, a jeśli już płatne, to z automatem na monety, którymi płaci się za podgrzanie wody - zimną można lać za darmo.
Ale ale, wracając do naszej ostatniej wycieczki. Kumano kodou to dosłownie "stare ścieżki Kumano". Nazwa odnosi się do starych tras pielgrzymkowych, biegnących głównie wzdłuż wybrzeza półwyspu Kii (to ten cypelek na południe od Kyoto i Nary). Charakterystyczną cechą tych tras są figurki Jizo poustawiane tu i ówdzie wzdłuż ścieżek, którymi najwyraźniej ktoś się opiekuje - widzieliśmy świeże kwiatki powkładane do flakoników.
Nasza ostatnia trasa znajdowała się nieco na południe od Wakayamy i biegła w poprzek przez góry - wspinaliśmy się i schodziliśmy w ciągu 4.5h dwukrotnie, i to na całkiem ostre podejścia, więc wycieczka dała nam nieźle w skórę. Towarzyszył nam poznany kilka miesięcy temu Japończyk - Tomo, który w przeciwieństwie do znakomitej większości zamkniętych w sobie i średnio kontaktowych studentów japońskich, okazał się całkiem towarzyski i otwarty. Może to dlatego, że jego imię pisze się znakiem na przyjaźń, kto wie? ;-)
Z ciekawszych rzeczy, które widać na zdjęciach, to terasowa uprawa mandarynek, z których znana jest Wakayama. Na bardzo stromych stokach Japończycy potrafili zrobić takie "schodki" z ziemi i posadzili mnóstwo drzew mandarynkowych. Ja nawet nie chcę wiedzieć, ile się trzeba nachodzić i nawspinać, żeby to wszystko pozbierać, jak już dojrzeje. Alicja stwierdziła, że te mandarynkowce zepsuły scenerię, hehe. Muszę się tutaj zgodzić, góry wyglądałyby znacznie ładniej bez przycupniętych na nich stad drzewek.

Do widzenia

Zegnam sie.
Wszystko co dobre szybko sie konczy i tak oto konczy sie moj pobyt w Japonii. Zbyt dobrze mi tu bylo, by bez zalu rozstac sie z tym wszystkim, co tak bardzo mi sie podoba. Chcialam napisac cos madrego, ale Grzesiek patrzy mi przez ramie, skarzy sie, ze sushi, ktore zjedlismy na sniadanie juz dawno zostalo strawione, i generalnie mnie rozprasza.
Wlasnie zaladowalam na strone nasza ostatnia wycieczke na Kumano kodou. Sliczna byla.
Nie zdazylam juz popodpisywac zdjec, wiec musicie meczyc Grzeska. Po moim wyjezdzie powinien miec wiecej czasu;-)

Asuka

Wszystko, co dzialo sie bezposrednio przed okresem Nara, dzialo sie gdzies w okolicach Asuka. Dlatego w niektorych miejscach kofun na kofunie kofunem pogania. Do tego w regionie odkopano rozne pozostalosci po wczesniejszych dworach cesarskich (stolice przenoszono po smierci cesarza), roznych swiatyniach, a nawet slady po dworze Fujiwarow (bardzo wplywowego rodu). Tu tez znajduje sie Asuka-dera - swiatynia, ktora odegrala olbrzymia role we wprowadzaniu buddyzmu do Japonii (poniewaz jak zwykle strasznie sie gubilam, nie trafilam do niej).
Ale ja, jadac do Asuki, bardziej myslalam o przeslicznych polach tarasowych, podobno najladniejszych w calej prefekturze Nara. Japonczycy, ktorzy maja manie liczenia wszystkiego i wyznaczania wszystkiego, co najladniejsze, najwieksze itd., wybrali sobie 100 najladniejszych tarasow w kraju. I to sa jedne z nich. Sliczne.

Houryuuji

Najstarszy na swiecie kompleks drewnianych budynkow. Naprawde ladna swiatynia.

Podswietlona Nara

Przez jeden tydzien sierpnia wolontariusze zapalaja w Narze tysiace swieczek. Noce sa cieple, wiec i naryjczycy, i wszelkiej masci turysci chetnie spaceruja po miescie. Niestety zdjecia nie dorownuja rzeczywistym widokom.

Wtorek z Yayoi

Z Yayoi znamy sie juz (o rany!) 10 lat, tylko okazji do spotkan jakos tak malo...

Z panstwem Yamanaka

Pan Yamanaka ma firme w Polsce, ale na wakacje przyjechal do Nary. I jak tylko sie dowiedzial od naszej kolezanki, ze ja i Grzesiek (blizej nieznana mu para Polakow) tez spedzamy tu letnie miesiace, z blizej nieznanych nam powodow postanowil sie z nami spotkac. I tak oto spedzilismy bardzo mily dzien w Osace z nim i jego zona. A na koniec zostalismy zaproszeni do tradycyjnej japonskiej restauracji na tradycyjny, dopasowany do pory roku posilek. Bylo ciekawie.

Yasu

Yasu nazywa sie "miastem dotaku", poniewaz znaleziono ich tam az 24. (Dotaku to dzwony z okresu Yayoi.)
W Yasu sa tez kofuny, ktorym mozna zajrzec do srodka i niby-wioska z okresu Yayoi. A oprocz tego mnostwo innych ciekawych miejsc, ktorych nie mialam czasu odwiedzic.

Dlaczego tu tyle matsuri?

Grzesiek ostatnio wyartykuowal swoje obawy, ze jeszcze moment, a na jego stronie beda same matsuri. Osobiscie uwazam, ze stronie to nie grozi, bo w sierpniu wiekszosc matsuri nas ominie, a w dodatku zdarza nam sie ogladac i inne rzeczy. Wytlumacze sie jednak: Grzesiek jest len i nie chce mu sie zajmowac swoja strona, wiec ja przejelam paleczke i zamieszczam tutaj to, co mi sie podoba. Jesli ktos jest niezadowolony, musi pogonic Grzeska. Wydaje mi sie jednak, ze malo kto moze byc niezadowolony, bo jakos nikt tu nie zaglada.

Dlaczego tu tyle starych domow?

Pewnie dobrze wiecie, ze Grzesiek sie zarzekal, ze jego noga w zadnym starym japonskim domu juz nie postanie, bo wszystkie wygladaja tak samo. Zatem oswiadczam, ze wszystkie stare domy to moja sprawka. A do Nate zaciagnelam Grzeska niemal sila.