Zmiany zmiany zmiany
Tuesday, January 12, 2010 11:27:38 PM
Początek roku 2010 sponsorują literki K jak Koniec, E jak Ery, NNW jak Nory Na Wildzie. Niektórzy z PT Czytelników przypominają sobie być może, żem w realu zapowiadał rozstanie się z Filarecką na rzecz nabycia lokum własnego. W miarę możliwości też na Wildzie.
Życie to surfing jest jednak, w związku z czym wszystko się zgadza, jak w ruskim kawale. Nie swoje, tylko wynajęte, i nie na Wildzie, a na Ratajach, poza tym wszystko gra. Na ewentualne zarzuty, żem nie to obwieszczał, podnieść mogę tylko to, że nie spodziewałem się sam nie rozstania, ale zejścia z pewną prześliczną i przefajną Panią. Więc: rób plany, a Bóg roześmieje Ci się w twarz.
Na Wildzie mieszkałem prawie trzy lata. Dobre, złe, dobre, złe: jak ładnie przetłumaczył Pan Barańczak, w świecie mułów nie ma regułów. Gdy Pan B. Przypomniał sobie (gdzieś w połowie grudnia), że zasadniczo pobieżnie obiecałem mu wyprowadzić się do końca roku, poczułem niejaką ulgę. Nie, żeby na Filareckiej było mi niewygodnie, po prostu była to jedna z ostatnich rzeczy, które mnie z moim byłym szefem łączyły. Koniec wynajmowania od niego mieszkania oznacza dla mnie ostateczne zerwanie jakichś krzywych rozrachunków, długów pieniężnych, długów wdzięczności – i to obustronnie. Odtąd mogę mieć na niego wyjebane.
Inna rzecz, że rozstanie z Filarecką przyszło mi dość łatwo. Nie w sensie logistycznym – pakowanie rzeczy do pudeł, pudełek, pierdolników, kartonów, skrzyneczek, toreb, torebek zajęło mi ze 20 godzin. Zresztą, oto dowód:
Nowe mieszkanie jest mało towarzyskie. Tzn. niezależnie od tego, ze jest jakieś 10 m. kw. mniejsze, to mało w nim miejsca na przestrzeń publiczną, że tak powiem; nie ma kanap, ław ani niczego podobnego. Będą za to poduszki i szisza, co niejako zmieni profil organizowanych przeze mnie imprez.
Na razie jednak wygląda to tak:
Zapomniałem trochę, jak to jest mieszkać na osiedlu. Lecz podoba mi się, jako miła odmiana, choćby dlatego, że widok z okna mam taki:
Cóż jeszcze. Jest fajnie, jest wygodnie, nie ma netu, ale mam mobilny z Ery, nie ma telewizji, ale mam telewizor z DVD. Zwyczajnie i prosto: to tylko etap przejściowy. Na jak długo, zależy od dwóch czynników. Dodam, że to czynniki ludzkie, i na tym skończę.
Życie to surfing jest jednak, w związku z czym wszystko się zgadza, jak w ruskim kawale. Nie swoje, tylko wynajęte, i nie na Wildzie, a na Ratajach, poza tym wszystko gra. Na ewentualne zarzuty, żem nie to obwieszczał, podnieść mogę tylko to, że nie spodziewałem się sam nie rozstania, ale zejścia z pewną prześliczną i przefajną Panią. Więc: rób plany, a Bóg roześmieje Ci się w twarz.
Na Wildzie mieszkałem prawie trzy lata. Dobre, złe, dobre, złe: jak ładnie przetłumaczył Pan Barańczak, w świecie mułów nie ma regułów. Gdy Pan B. Przypomniał sobie (gdzieś w połowie grudnia), że zasadniczo pobieżnie obiecałem mu wyprowadzić się do końca roku, poczułem niejaką ulgę. Nie, żeby na Filareckiej było mi niewygodnie, po prostu była to jedna z ostatnich rzeczy, które mnie z moim byłym szefem łączyły. Koniec wynajmowania od niego mieszkania oznacza dla mnie ostateczne zerwanie jakichś krzywych rozrachunków, długów pieniężnych, długów wdzięczności – i to obustronnie. Odtąd mogę mieć na niego wyjebane.
Inna rzecz, że rozstanie z Filarecką przyszło mi dość łatwo. Nie w sensie logistycznym – pakowanie rzeczy do pudeł, pudełek, pierdolników, kartonów, skrzyneczek, toreb, torebek zajęło mi ze 20 godzin. Zresztą, oto dowód:
Nowe mieszkanie jest mało towarzyskie. Tzn. niezależnie od tego, ze jest jakieś 10 m. kw. mniejsze, to mało w nim miejsca na przestrzeń publiczną, że tak powiem; nie ma kanap, ław ani niczego podobnego. Będą za to poduszki i szisza, co niejako zmieni profil organizowanych przeze mnie imprez.
Na razie jednak wygląda to tak:
Zapomniałem trochę, jak to jest mieszkać na osiedlu. Lecz podoba mi się, jako miła odmiana, choćby dlatego, że widok z okna mam taki:
Cóż jeszcze. Jest fajnie, jest wygodnie, nie ma netu, ale mam mobilny z Ery, nie ma telewizji, ale mam telewizor z DVD. Zwyczajnie i prosto: to tylko etap przejściowy. Na jak długo, zależy od dwóch czynników. Dodam, że to czynniki ludzkie, i na tym skończę.













MonaVillain # Wednesday, January 13, 2010 9:45:02 AM
JoLorca # Thursday, January 14, 2010 5:06:34 PM
Unregistered user # Monday, January 18, 2010 10:24:00 AM