Laos vol. 3
Monday, 8. September 2008, 13:14:09
Kolejne trzy dni sa trudne do opisania.. To historia na dluzsze posiedzenie. To czas szalenstw na motorkach, nieoczekiwanych spotkan (wielkie pozdro dla Magdy i Michala
), wspolnych piw, wiejskich dyskotek, rozmow do nocy, niesamowitych wodospadow, plantacji kawy i dziesiatek butelek coca coli dziennie.
To tez czas troche bardziej autentycznych przezyc. Laotanskich bezdrozy. Malych wiosek. szukania hosteli po ciemku i pierwszego tego lata zimna!!!
Po trzech dniach nadszedl czas oddac motorki. Wiec jeszcze pozegnalna wspolna kolacja z Michalem i Magda, nocna ulewa i kapiel w strumieniach deszczu. A rano dalej na poludnie. Po 3 godzinach ladujemy w Si Phan Don, krainie 4 tysiecy wysp na Mekongu. To chyba najspokojniejsze miejsce w jakim kiedykolwiek bylem. Czas tu praktycznie nie plynie, wiec co nam pozostaje jak nie tylko dopasowac sie.
Siedzimy cale dnie na tarasie, na brzegu plynacego leniwie Mekongu i saczymy drinki. Gramy, gadamy, usmiechamy sie do obslugi hostelu.
Btw, to chyba jakis narodowy sport w Laosie, kto wiecej razy usmiechnie sie do turysty.
To tez czas zwiedzania wysepek, rozczarowanego przewodnika, ktory uslyszal od nas ze nie wejdziemy z nim do zadnego wodospadu (nie wiedzial co prawda, ze widzielismy juz najlepsze w Laosie), i twardych targow przy wymianie dolarow na kipy w jedynym na wyspie banku. cos w stylu:
-"What's the rate when exchanging dollars to kips?"
-"8450"
-"Ok, give us 8500 per dollar"
-"No!!!" I cisza..
Po dwoch dniach znow przyszla kolej na podroz. Pol godziny do granicy z Kambodza. Potem granica. Drewniana budka ledwo trzymajaca sie kupy, zardzewialy szlaban a do tego jak wisienka na torcie granicznik wystrojony jakby za chwile mial tedy przejezdzac krol Kambodzy.
A do tego wszystkiego kosmiczny sklad naszego busika, narzekajacy Amerykanin, ktory spedzil noc na granicy czekajac az zapelni sie do konca busik, dwoch Koreanczykow w lakierkach!!! i pewien "Afroamerykanin" nie potrafiacy wypelnic deklaracji wjazdowej. 
A dalej kraj Khmerow. I pola ryzowe, i palmy po horyzont.
Marcin
Po trzech dniach nadszedl czas oddac motorki. Wiec jeszcze pozegnalna wspolna kolacja z Michalem i Magda, nocna ulewa i kapiel w strumieniach deszczu. A rano dalej na poludnie. Po 3 godzinach ladujemy w Si Phan Don, krainie 4 tysiecy wysp na Mekongu. To chyba najspokojniejsze miejsce w jakim kiedykolwiek bylem. Czas tu praktycznie nie plynie, wiec co nam pozostaje jak nie tylko dopasowac sie.
-"What's the rate when exchanging dollars to kips?"
-"8450"
-"Ok, give us 8500 per dollar"
-"No!!!" I cisza..
Po dwoch dniach znow przyszla kolej na podroz. Pol godziny do granicy z Kambodza. Potem granica. Drewniana budka ledwo trzymajaca sie kupy, zardzewialy szlaban a do tego jak wisienka na torcie granicznik wystrojony jakby za chwile mial tedy przejezdzac krol Kambodzy.
A dalej kraj Khmerow. I pola ryzowe, i palmy po horyzont.
Marcin







How to use Quote function: