Jak to wierni wojują
Thursday, June 28, 2007 6:38:36 PM
Od tysiącleci, już chyba, trwa wieczna wojna między wierzącymi w różnorakie byty a nie podzielającymi ich wiary. Kiedy świat już trochę się podniósł z intelektualnego niebytu, ale tylko odrobinę, gdyż po dzień dzisiejszy momentami mam wrażenię, że żyję wśród jaskiniowców i jaskiniowcy rządzą tym krajem, prześliśmy z argumentów siłowych, do argumentów słownych. Niestety podobnie jak to miało kiedyś miejsce w walce dwóch rycerzy o ich sprawy, a dokładniej sprawy wiary i ateizmu, ten broniący wiary jest słaby we władaniu mieczem. Można powiedzieć wręcz, że walczy mieczem fikcyjnym. Jednak ten wyimaginowany miecz jest tak nieustępliwy, że rycerz ateizmu musi się nieźle napocić, żeby pokonać rycerza wiary. Dlaczego? Gdyż miecz rycerza wiary, jak szaty nagiego króla, jest tak lekki, tak łatwo nim władać, tak swobodnie można nim wymachiwać na wszystkie strony, że aż trudno się przed nim obronić.
Mimo z góry przegranej walki, rycerz wiary jej nie zaprzestaje. Mimo krwawiących ran i resztek sił, adrenalina która uderza mu do głowy powoduje, że ten dalej macha, nieustępliwie, dla zasady. Ale co w tym wszystkim jest najgorsze, to chęć tego wierzącego rycerza, aby wszyscy inni machali tak bezcelowo tym urojonym mieczem głupoty miast nauczyć się władać prawdziwym mieczem ze stali.
Mimo z góry przegranej walki, rycerz wiary jej nie zaprzestaje. Mimo krwawiących ran i resztek sił, adrenalina która uderza mu do głowy powoduje, że ten dalej macha, nieustępliwie, dla zasady. Ale co w tym wszystkim jest najgorsze, to chęć tego wierzącego rycerza, aby wszyscy inni machali tak bezcelowo tym urojonym mieczem głupoty miast nauczyć się władać prawdziwym mieczem ze stali.