Wednesday, 20. June 2007, 22:06:15
Nie myślałam, że mój pierwszy wpis w blogu Piotrka będzie takim, którego On już nie przeczyta. Znałam Piotrusia z liceum, przychodził do nas na lekcje historii, później był wspólny kurs historii przygotowujący do egzaminów wstępnych na studia i wreszcie studia, co prawna na różnych kierunkach, ale w tym samym mieście co pozwoliło nam czasami nawet razem podróżować. Bardzo miło wspominam te chwile. Piotrek był takim naszym "Słoneczkiem" zawsze uśmiechniętym, biegnącym z pomocą i rozweselającym otoczenie. Na zawsze takim dla mnie pozostanie, choć w głębi duszy ciągle słyszę głos "to niesprawiedliwe".
Choćby maleńki usmiech dla Piotrka - to ogromnie trudne - choć momentami wspomnienia potrafią zdziałać cuda. Chciałam podzielić się z Wami jednym z listów, które do mnie pisał:
11 stycznia 2002 r.
WOW i krótki mail

Ola, piszę artykuł do ogólnopolskiej Gazety Studenckiej. Poza tym mogę dodać że jak artykuł przejdzie przez redakcyjne sito i pójdzie do druku, nie omieszkam podrzucić Ci egzemplarza

))
a teraz króciutko co u mnie

Zacząłem zbierać materiały do pracy magisterskiej. Mam same super przygody w związku z tym. Piszę jako pierwsza osoba na politologii na UŚ o Macedonii. Dokładnie to piszę o sytuacji mniejszości albańskiej w Republice Macedonii w latach 1991 – 2002. Mój promotor jest fascynatem Bałkan i wspiera mnie duchowo. W Polsce są tylko 2 książki o Macedonii. Większą część materiałów będę miał w wersji angielskiej bo ściągam od Macedończyków. Jak wiesz byłem w lipcu w Macedonii i tak zafascynowałem się ich krajem, że postanowiłem pisać o Macedonii. Macedończycy są naprawdę super. Zaprzyjaźniliśmy się i jesteśmy cały czas w kontakcie. Sami wysyłają do mnie smsy z pytaniami jak mają mi pomóc w zbieraniu materiałów i czy coś mają mi załatwić. A ja jestem tak nakręcony i podbudowany duchowo że hej. Większość ludzi u nas na uniwerku smęci że ma głupich promotorów. A ja jestem zadowolony. Połączyłem przyjemne z pożytecznym. Ciągle myślami wracam do wakacji. A te wywarły na mnie wrażenie czego dowodem jest aż 150 zdjęć z samej Macedonii.
Mam wrażenie jakby świat zaczął się kręcić tylko wokół magisterki. Zacząłem akcję poszukiwania materiałów. W ciągu 1 wieczora siedząc w domku przed kompem ściągnąłem 121 artykułów Ryszarda Bilskiego z Rzeczpospolitej, który jest korespondentem ze Skopje. Nie siadając na laurach następnego dnia podskoczyłem do katowickiej redakcji Rz i dzięki miłej dziennikarce skontaktowałem się na komórkę z Bilskim. Nie przypadł mi z głosu i wypowiedzi do gustu (robił wrażenie jakby odpłynął w chmury) ale poradził mi jak i gdzie mam szukać informacji bardziej naukowych, bo te publicystyczne jak sama wiesz nie wystarczają. Ma mi dać namiary do specjalistów z zakresu tematyki pracy. Bądź co bądź fajnie jest łapać kontakty. Jako że czasem człowiekowi szczęście dopisuje, kolejnego dnia wybrałem się do biura podróży na Stojałowskiego bo chcę załatwić busik na wymianę studencką do Szegedu. Przy okazji rozmawiając z miłą 28latką dowiedziałem się że mieszkała na placówce dyplomatycznej w Chorwacji przez 18 lat. Jest zakochana w Chorwacji. Biegle włada sersko-chorwackim. Opowiedziałem jej moją historię z Macedonią i ona dała mi kontakt do gościa który wyłada jako native-speaker serbsko-chorwacki na tej naszej Bielskiej Akademii Techniczno-Humanistycznej i jest (tu myslałem że spadnę z krzesła) Macedończykiem z krwi i kości. Po polsku mówi słabo więc najlepiej porozumiewać się z nim po angielsku co na szczęście na sprawia mi problemu. Byłem w pozytywnym szoku: w życiu bym nie przypuszczał, że w Bielsku mieszka Macedończyk i to wykładowca, native speaker

W przyszłym tygodniu będę się z nim kontaktował. A nóż widelec będzie fajny i zgodzi się żebym mógł u niego uczyć się macedońskiego. Fajnie robić zakręcone rzeczy, no i przyda mi się to do dalszej pracy badawczej. Mój promotor zaproponował nawet żebym wysilił się pisząc pracę to pośle ją na konkurs do MSZ. Jak wszystko się będzie dobrze układać to może pojadę w przyszłym roku na wakacje na miesiąc do Skopje żeby odbyć praktykę w Towarzystwie Macedonia-Polska, bo takowe tam jest. Mi działalność w NGO's odpowiada bo dzięki AEGEE dużo się nauczyłem i FR i PR i zarządzania projektem. Boże ja chyba już mam bzika na punkcie Macedonii.
No to może trochę poopowiadam o Macedonii. Jak pisać to pisać, no nie? Najpierw imprezowałem u znajomych w Skopje (lub, żeby było po polsku - w Skopju). Poznałem ich w Rosji we Vladimirze. Świat w moich oczach wydaje się być pestką pomarańczy. Sama z pewnością doznałaś kiedyś tego uczucia. Jako że Polacy nie jeżdżą z gołymi rękoma, wiozłem ze sobą do FYROM'u tonę polskiego alkoholu, który niestety, mimo mej wstrzemięźliwości, w połowie wytrąbiliśmy z kumplem Serbem Nemanią vel Paszą w Belgradzie - odwiedziłem go jadąc do Skopje. Uratowałem Pana Tadeusza i wódkę miodową. Miałem poczucie, jakbym przyjechał bosy. No, ale przecież świat wokół alkoholu się nie kręci. Jest jeszcze nikotyna, seks i narkotyki, ma się rozumieć. Jak się to wszystko zmiksuje, to można nieźle odlecieć i to w różne strony

Spoglądając na tekst, który piszę, staje mi przed oczami Bartek Nowak z hasłem, że jestem zbyt kolokwialny. Ale co tam, raz się żyje. A tekst jest po to, by się nim bawić, jak pisał mój idol Witek Gombrowicz.
Wracając do tematu: na wtępie, po przyjeździe do Skopje, musiałem studzić porywy gościnności "braci słowian". Zaczęło się od tłumaczenia pojęcia "chcesz loda", co jak na Polaka, mającego czkawkę po Freudzie, przyprawiło mi uśmiech na twarzy. Gdybyś widziała śmiertelną minę kolegi, który zadał to pytanie, też byś padła

W stolicy spotkałem 5 zakręconych kolesi z orkiestry symfonicznej (studenci grający na trąbkach, klawesynie, oboju, klarnecie i waltorni) i 2 skrzypaczki (jedna z nich robiła za pierwsze skrzypce). Przyszły mi do głowy wspomnienia z muzyka i w pewnym momencie pomyślałem nawet: dlaczego go rzuciłem. Na szczęście szybko się zreflektowałem i zacząłem znowu normalnie myśleć. Piliśmy Szprit, czyli wino z wodą, który ogólnie wchodzi do gardła niepostrzeżenie. Równie szybko dają o sobie znać procenty. Byłem na koncercie tej orkiestry symfonicznej, w amfiteatrze, vis a vis prawosławnego kościoła. Piękny widok i roznoszące się Bolero Ravela pod gołym, bezchmurnym niebie. Dla takich chwil warto podróżować. Pozostając w kręgach muzycznych, dodam, że w pociągu do Budapesztu dosiadł się do mnie koleś, który czytał partyturę (sam kiedyś musiałem bawić się tym cholerstwem) a w Ohrid poznałem 17latka który zaczynał karierę solową. Maksymalny dupek, ale mieliśmy ze znajomymi z niego niezły ubaw. Głos miał do dupy - marna imitacja Michaela Jacksona - jak widzisz, bez komentarza.
Ze Skopje, które nie jest tak piękne jak Ohrid, o czym będzie niżej, udaliśmy się do Galicznika na "makiedońsku swadbu" co znaczy macedoński ślub. Tak przy okazji, ułatwiam sprawę, bo w Macedonii używa się cyrylicy. Dziękuję zatem Bogu i historii, że ten rodzaj pisma jest mi znany. Tym faktem wzbudziłem nawet podziw tamtejszej ludności. Dziwne. Czyżby myśleli, że mają monopol na jego używanie? Sam ślub to nudne przedstawienie, ale jego końcówka rozwaliła moją psyche. Pamiętam, jak w Nowym Sadzie tańczyliśmy w knajpie z serbską muzyką. Tu było to samo, tylko że przy wielkim ognisku, w gwieździstą noc i w przyśpieszonym tempie. Starzy i młodzi tańczyli, trzymając się za ręce. Czułem się jak w radosnym transie. W chwili refleksji uświadomiłem sobie, że my Polacy nie bratamy się tak chętnie, nie idziemy wspólnie w tany (pomijam weselną ciuchcię i węża, sznur, czy jak go tam zwali) Z lotu ptaka, tam w Galiczniku, to wszystko wyglądało jak prastary obrzęd, który pielęgnowany przez pokolenia, dotrwał aż do naszych czasów. Nad ranem, po super macedońskim winie marki wino, miałem lekkiego kaca. W Galiczniku spotkałem Polkę, która 27 lat temu wyszła za mąż za Macedończyka i jak sama powiedziała: w Macedonii czuje się jak w raju. Tęskni czasem - jak wyznała - za Polską, ale nie narzeka. Przeszła swoje i wcale jej nie zazdroszczę. W zeszłym roku, w marcu, gdy toczył się konflikt macedońsko-albański, Tetovo, gdzie mieszka, było ostrzeliwane przez Albańczyków. Kobiety i dzieci uciekły do stolicy. Mężczyźni zostali, by bronić dobytku. Spojrzałem na twarz jej męża, który stał obok zamyślony. Miał rysy człowieka zmęczonego, po przejściach. Pomyślałem, że przy nich, wyglądam jak bachor wyjęty z żurnala, w koszulce z napisem Big Brother. Ale co mogę zrobić w takim momencie? Nic, tylko pomachać na "do widuwania". Tak też zrobiłem.
Z Galicznika pojechałem na tydzień z summerowcami do Ohrid. Summerowcy to uczestnicy organizowanego przez European Student Forum AEGEE letniego wypoczynku. Ohrid to piękna miejscowość nad jeziorem, które jest dość duże, bo żeby zobaczyć drugi brzeg (strona albańska) trzeba wypłynąć na jego środek. Ohrid, otoczone z trzech stron górami, troszkę przypominało mi Bielsko. Jest to miejscowość turystyczna, z tą jedną różnicą, że nie ma tu obcokrajowców i rozpędzonego stada Japończyków. Powiedziałem Macedończykom, że chciałbym mieć tu dom, lub mieszkanie i przyjeżdżać na lato. Zewsząd dobiegała muzyka, i to nie Anastasia czy inna zachodnia papka, tylko ich swojska - macedońska. Jak dla mnie był to duży plus, bo dla własnego zdrowia psychicznego warto czasem uciec od świata zalanego betonem. Natury, przyrody i dzikości w tym kraju jest pod dostatkiem. Minusem były kible na styl turecki (porcelanowa podłoga, w niej dziura, nad dziurą zdegustowany Rzegocki, reprezentant kultury "pisuarowego tronu"). W Galiczniku, gdy przyjechał "minister za kultura" kibelek a'la Turcja, został zdezynfekowany czyli: podłoga, ściany i sufit zlane Domestosem. Umm, jak ja lubię te klimaty.
Ludzie z summera okazali się na tyle zwariowani, że stworzyliśmy zgraną paczkę. Pomijam Holendrów, którzy: byli drętwi, sceptyczni, poważni, pseudo-intelektualni a niektórzy bardzo anemiczni (biel jednej laski przeraziła mnie tak bardzo, że dziękowałem Bogu i rodzinie, że mam słowiańskie korzenie). Polacy byli super - roześmiana banda postrzeleńców. Obcokrajowcy pytali się nawet, czy znaliśmy się wcześniej, zwłaszcza, że na plaży robiliśmy niedwuznaczne pozy. Najlepszy był Włoch Roberto, który w swojej torebeczce nosił szczotkę do włosów, jointy i kondomy. Mieliśmy z nim niezłe jaja. W czasie spotkania z ambasadorem Niemiec Roberto wlazł pod stół i tuż obok przejętego kolesia, który gadał trzy po trzy, zaczął machać dłońmi a potem kukać z pod blatu. Dusiliśmy się ze śmiechu. Roberto jest niezłym narcyzem. Powiedziałem mu to bez ogródek. Zrobił sobie pasemka w czerwonawym kolorze. Jak sam wyznał, przyjechał do Macedonii, żeby sobie podupczyć. Sprawa obrała jednak taki obrót, że to on był dupczony i to przez faceta - właściciela jednej z ohrydzkich dyskotek. Był zadowolony z tego związku, bo miał drinki za darmo. Wiadomość o jego miłosnym związku, wcale nas nie zaskoczyła. Nieciekawie zrobiło się, gdy Roberto wyznał, że przepuścił wszystką kasę i nie ma jak wrócić do domu (nie miał nawet biletu powrotnego). Mógłbym pisać jeszcze o innych summer'owcach, bo to istna zbieranina indywidualności, ale nie będę Ciebie zanudzać.
Jak widzisz Macedonia tak mnie zafascynowała, że najchętniej poszedłbym do sądu i zarejestrował Stowarzyszenie Miłośników Makiedonii. Musiałbym znaleść 14 takich samych zapaleńców. Może wejdę na czata

. W domu mam 40 piosenek ludowych. Jedną z nich nauczyłem się na pamięć w Makedonii.
Czekam też na wieści z Niżnego Nowogrodu z Rosji bo jak dobrze pójdzie to pojadę tam na studia w przyszłym roku. W sierpniu miałem lekką załamkę bo Anglia mi nie wypaliła i z kasy nici ale rozmawiałem z tatą i powiedział żebym o finanse się nie martwił.
Wiesz, ten mail jest chyba jednym z tych rekordowych jakie piszę, ale co ja na to poradzę że lubię pisać. I gazeta bardziej podoba mi się niż radio, choć w tym ostatnim odbywałem ostatnio praktykę. Pomijam fakt że jestem na specjalności europejskiej no ale jak szaleć to szaleć a media mnie zawsze pociągały. Coś widzę że ten mail zrobił się istnym potokiem, że aż mokro się zrobiło zatem koniec, cholera jasna jak to Kowalewski grający Pana Sułka zwykł mawiać
Pozdrawiam i jak będziesz mieć chwilę wytchnienia lub natchnienia napisz 5 razy dłuższy mail,ale ja chyba jestem pod tym względem rekordzistą.