Różności

Wszystko, co mi ślina na palce przyniesie :-)

Subscribe to RSS feed

Nuda, nic się nie dzieje...

, ,

Nigdy nie jedźcie na wyprawy ze mną.
Wczoraj postanowiłem, że wyjadę z Giżycka do pobliskich Kruklanek (pierwotny plan zakładał marsz z buta) i rozbiję się na dziko nad jeziorem. Ponieważ pomyliłem drogi, pobłądziłem w lesie i zaczęło mocno lać, zacząłem szukać pól namiotowych, które wg mapy miały być dwa. Tutaj ważna informacja: w Polsce jako kemping/pole namiotowe (do jednego wora) oznaczane są także ośrodki wczasowe, które durnego pokoju nie wynajmą jeśli nie bierzesz całego domku. Tak więc, zmarznięty i przemoczony po dwóch ulewach znalazłem się o 22ej bez noclegu. Poszedłem do ciągle otwartego sklepu spożywczego (jak miło, że ciągle są ludzie mający w głębokim poważaniu święta katolickie), kupić jakiekolwiek jedzenie - jak już się po ciemku rozbiję w lesie, żeby nie musieć rano zasuwać po prowiant. Na koniec pani przy kasie do mnie zagadała, więc pożaliłem jej się na swoją sytuację. Stojąc pod sklepem uzupełniałem kalorie, kiedy nieznajoma para zaoferowała mi nocleg. Mieli wielki pusty dom, który w sezonie wynajmują jako całość, ale że ja w potrzebie, to odstąpili mi gratis jeden pokój. Nawet piwem poczęstowali. Super są te małe mieściny!
Dzisiaj obudziłem się w nieswoim domu, więc możliwie szybko podziękowałem za gościnę i powędrowałem w stronę Giżycka (Kruklanki dały mi wszystko, co miały do zaoferowania), gdzie ostatecznie dojechałem autostopem (norweski rekord pobity - pierwsza próba i od razu sukces).
Wróciłem na kemping z dnia pierwszego, gdzie jako stały klient dostałem zniżkę (wg pani wydającej kasę, bo wg mnie zapłaciłem dokladnie tyle samo). Ponieważ mój poprzedni plan zakładający wędrowanie po różnych miejscach trochę nie wypalił, postanowiłem wykorzystać to, że jestem na Mazurach i pierwszy raz w życiu popływać kajakiem. I co? Nie mogło oczywiście być zbyt prosto. Nikt mi nie powiedział, że od kilku dni zapowiadany jest wiatr o sile 4ech stopni w jakiejśtam skali i owszem - z wiatrem w plecy płynęło się fajnie, ale nawrócić już nie dałem rady. Przez ponad dwie godziny walczyłem z falami, a skończyło się tak, że kawałek podcholowali mnie rybacy, po czym zgarnął mnie rutynowy patrol Mazurskiego WOPRu. Wstyd jak nic. Przynajmniej się ich pontonem przepłynąłem.
Jedyne spodnie mam zupełnie przemoknięte, więc leżę i próbuję się ogrzać w namiocie.
Został mi jeszcze jeden cały dzień - co teraz? Widziałem reklamę z lotami na spadochronie za motorówką. Brzmi ciekawie.

Giżycko

, ,

Wszyscy czekają na wpis podsumowujący Hiszpanię, a zamiast tego jest wpis o jakims Giżycku.
SZoPer wybrał się na Mazury! Sam, niestety.
Po 10ciu godzinach podróży (w tym dwóch przesiadkach) na zadziwiająco drogim bilecie, dotarłem do Gizycka - jednej z niewielu mazurskich miejscowości, do których dojazd nie jest utrudniony. Miasteczko niewielkie, bez wielkiej rewelacji, ale daje radę. I chociaz wszystkie ładne dziewczyny widziałem już po 3 razy, to sam sobie jestem winien - nie jedzie się na laski poza sezonem.
Wyprawa nie będzie niestety tak hardkorowa (wymagająca?) jak to niektórym zapowiadałem. Staram się przynajmniej zrealizować plan spania codziennie w innym miejscu. Dzisiaj legalny kemping w Giżycku, jutro mam do wydreptania ok 17 km do kolejnej miejscowości (której nazwa wymaga wsparcia się mapą) - może tam rozbiję się na dziko.
O ile pokonam strach przed kleszczami.

Home, sweet home...

, ,

I nastał czwartek. Po miesiącu włóczenia się po Europie, "jechania tak, jak wskazuje droga", nocowaniu w przeróżnych dziwnych miejscach... dotarliśmy do domów. Przynajmniej ci, którzy mieli na to ochotę.

Read more...

Love is not a science

, ,

W aucie zrobiło się dużo więcej miejsca. Cóż, jakieś straty muszą być. Brakuje latarki, ręcznika... chwila! Gdzie jest Basia?!

Read more...

Finisz

, ,

Wszystko, co ma poczatek - ma tez swoj koniec.
Po wybitnie leniwym tygodniu w Walencji, gdzie z pewnoscia odzyskalismy wszystkie kilogramy, ktore stracilismy przez poprzednie tygodnie (no dobra, Basienka nigdy ich nie stracila) zbieramy sie do powrotu.

Read more...

Oceanarium

, ,

Dzisiaj byl wyjatkowy dzien. W koncu nie codziennie wydajesz 20 euro, zeby poogladac pare rybek... Ale bylo warto.

Read more...

Walencja

, ,

Jestesmy w Walencji. "Pieciogwiazdkowy hotel" zalatwil nam przyjaciel Basi, Manuel, w samym centrum miasta smile Spedzimy tutaj ostatni ostatni tydzien naszego wyjazdu.

Read more...

Malva-rosa de Corinto

, ,

Pierwszy sierpnia, 4000 km na liczniku...

Read more...

Chwila w kafejce internetowej...

, ,

Dopiero teraz zobaczylem, jak wygladaja moje wpisy na blogu wrzucane przez MMS. Zdjecia sa ok, ale magicznym sposobem zniknela tresc, ktora zmudnie wklepywalem sad Postaram sie to zaraz na szybko uzupelnic...

Read more...

Sol we wlosach

, ,

Na Lazurowym Wybrzezu zatrzymalismy sie w miejscowosci o wdziecznej nazwie La Ciotat smile

Read more...