100% Seji

W dzisiejszym świecie ten wygrywa wojny, kto ma lepsze CNN.

4400 - porwani hurtowo

, , ,

Z serialem 4400 zetknąłem się przypadkiem. Wiedziałem wprawdzie, że takowy powstał, ale jakoś nie było okazji zapoznać się z nim bliżej. Pewnego dnia, chyba dwa lata temu, trafiłem na pokaz zorganizowany przez telewizję AXN, tam obejrzałem pierwszy sezon i wsiąkłem.

Seria zaczyna się nieźle. Tytułowe 4400 osób, które zniknęły w tajemniczych okolicznościach na przestrzeni ostatnich 50 lat, powraca nagle w kuli światła, bez pamięci o swoim porwaniu. Kto ich uprowadził? Dlaczego właśnie tych ludzi? I najważniejsze: w jakim celu ich porwano i dlaczego wrócili? Na te pytania odpowiedzi poszukują Tom Baldwin i Diana Skouris, funkcjonariusze National Threat Assessment Command (NTAC), fikcyjnej sekcji Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA.

Bardzo szybko okazuje się, że ci, którzy powrócili, dysponują niezwykłymi, nadprzyrodzonymi zdolnościami. Powstaje problem, jak tak zwani "4400" przystosują się do życia w społeczeństwie (niektórzy wrócili wszak po pół wieku) oraz jak ludzie zareagują na odmienionych przybyszów. Dodatkowo, sami "4400" nie są jednomyślni co do swojego miejsca na świecie. W środku całego zamieszania znajdują się agenci NTAC, próbujący ustalić, czy "4400" stanowią zagrożenie dla państwa i obywateli. Rozwój wypadku dostarcza jednak zwykle tylko nowych pytań, zaś nieliczne odpowiedzi są niejednoznaczne i wcale nie ułatwiają rozwiązania zagadki.

Niedawno zakończył się czwarty już sezon serialu, więc ciężko jest nakreślić fabułę nie psując zabawy tym, którzy go jeszcze nie oglądali. Dlatego też skupię się raczej na powodach, dla których warto obejrzeć 4400. Jest to bowiem produkcja solidna, nastawiona na eksplorowanie fabuły i rozwijanie sporej liczby wątków pobocznych. Nie ma tu praktycznie "pustych" odcinków, każdy wnosi coś do opowiadanej historii. Minusem oczywiście jest konieczność oglądania wszystkiego po kolei, żeby nie zgubić się w rozwoju sytuacji.

Nieustanne rozwijanie fabuły jest poniekąd fundamentem największej wady 4400 - serial nie ma co prawda wielu niedoróbek, jednak pewne zjawisko wkurza mnie niemiłosiernie. Mianowicie, pomijając sezon pierwszy (który tak naprawdę jest zamkniętą mini-serię), każdy kolejny rozkręca się niesamowicie wolno. Ja lubię otwarcia z hukiem, w których wiele się dzieje. Natomiast tutaj mamy bardzo, bardzo powolny start: nakreślone zostają zwykle główne wątki fabularne, do tego autorzy dorzucają kilka istotnych, lecz zwykle mało efektownych wydarzeń. Owszem, potem z serialem jest jak z lokomotywą, jak się już rozpędzi, to nie sposób go zatrzymać. Końcowe odcinki sezonów mają tendencję do wywracania wszystkiego do góry nogami, dyktując zupełnie nowe zasady gry. Zanim jednak do tego dojdzie, musimy przebrnąć przez stadium ślimaka.

Nie twierdzę, że 4400 nudzi, wręcz przeciwnie. Chodzi o to, w jaki sposób twórcy dawkują kolejne informacje i rozbudowują całą historię. Pomiędzy sezonami w świecie serialu mija od kilku tygodniu do kilku miesięcy, czasem więcej. Całe napięcie budowane jest w kolejnych sezonach niejako od zera. Taki zabieg powoduje, że oglądamy kolejne rozdziały sagi, z których każdy jest mniej-więcej zamkniętą historią. Cierpią na tym oczywiście biedni widzowie, którzy chcieliby dostać jak najwięcej odpowiedzi na nurtujące ich pytania.

Siłą 4400 jest, jak już wspomniałem, rozbudowana fabuła. Wątków jest sporo, dość mocno zaakcentowana jest między innymi kwestia społecznej akceptacji uprowadzonych. Jednak konflikt na linii "4400" - zwykli ludzie nie jest jedynym. Samym porwanym też daleko do jednomyślności, dzieli ich między innymi podejście do sposobu, w jaki powinni wykorzystać nowo nabyte umiejętności. Dodatkowo, sprawa "4400" ma daleko idący wpływ na życie nie tylko głównych bohaterów serialu i ich rodzin, ale i na cały świat. Tematów więc nie brakuje.

Kiedy dowiedziałem się, od czego pochodzi tytuł serialu, zażartowałem, że pomysłów na odcinki nie zabraknie - jeden epizod opowiadać będzie historię jednego z porwanych. Na całe szczęście tak się nie stało. Owszem, zdarzają się odcinki skupiające się na jednej postaci, jednak służą one głównie rozbudowie społecznego tła serii. Istnieje jednakże kluczowa grupa bohaterów, wokół których skupione są główne wątki i to ich perypetie możemy śledzić przede wszystkim..

Fantastyka w 4400 podawana jest dość subtelnie. Owszem, są tu efekty specjalne, są różne fantastyczne motywy, ale wszystko to stosowane jest bardzo rozsądnie i w umiarkowany sposób. Siłą serii są bowiem nie wyczyny specjalistów od F/X, ale solidnie nakreślone postacie. Jasne, akcja też jest, ale główna rozgrywka toczona się nie za pomocą super-zdolności, lecz poprzez intrygi i spiskom.

Jak można się było spodziewać, serial nawiązuje do obecnej sytuacji na świecie. Sporo mówi się o uznaniu "4400" za terrorystów i wewnętrznego wroga, agentom NTAC zdarza się powoływać Patriot Act. Oczywiście, ani rząd USA, ani jego przeciwnicy nie mają czystych rąk. Miłośnicy teorii spiskowych będą jednak zawiedzeni - konspiracje występujące w 4400 mają charakter doraźny i nie sięgają swymi mackami w każdy zakątek globu; oczywiście, zdarzają się wyjątki.

Sezony 4400 są krótkie. Pierwszy liczy sześć odcinków, kolejne po trzynaście. Zgadzam się, to mało, ale dzięki temu twórcy mogą skupić się na konkretach, zamiast rozdymać produkcję do rozmiarów pełnowymiarowego serialu (co oczywiście musiałoby zaowocować "pustymi" odcinkami nie mającymi wpływu na główne wątki lub też nadmierną komplikacją fabuły). Jasne, zostawia to spory niedosyt, tym bardziej, że wbrew zapowiedziom tajemnice "4400" ujawniane są bardzo oszczędnie - w czwartym sezonie autorzy obiecali ukazać widzom "całą prawdę" na temat porwania, zamiast tego podsunęli jedynie nieco tropów i dodali kilka dodatkowych wątków.

Warto się z 4400 zapoznać. Jest to serial zrobiony sprawnie, nie powielający schematów z innych produkcji. CO mnie szczególnie ucieszyło, to zerwanie z podziałem na odcinki zwykłe i "mitologiczne" - takie rozwiązanie doskonale działało w The X-Files, późniejsze produkcje za wszelką cenę chciały dorównać dziełu Chrisa Cartera, kopiując na potęgę. I choć tu także mamy do czynienia z przedstawicielami służby rządowej, 4400 odszedł bardzo daleko od przygód Muldera i Scully. I bardzo dobrze - choć po obejrzeniu pierwszego odcinka miałem co do tego olbrzymie wątpliwości. W ogóle otwierająca 4400 mini-seria do pewnego moemntu sprawia wrażenie kolejnej kalki przygód dzielnych agentów FBI, na szczęście nic z tego nie pozostało w kolejnych sezonach.

Jeśli lubicie rozbudowana fabułę, spokojne, acz nie leniwe, tempo wydarzeń, a do tego lubicie, jak w serialu dzieje się coś więcej poza gonitwami i strzelaniem na prawo i lewo, sięgnijcie po 4400. To nie jest rewelacja na miarę The X-Files czy Millennium, ale po prostu solidna produkcja z kilkoma ciekawymi pomysłami, zaskakującymi zwrotami akcji i paroma tajemnicami, które będą wam spędzać sen z powiek.

Lawina - przygoda do ZC 1990Klient nasz pan

Comments

Borys Monday, October 15, 2007 7:54:35 AM

Moją opinię nt. "4400" znasz. Obejrzałem jeden z pierwszych odcinków, i to nawet niecały. Nie podobało mi się. Jasne, nie powinienem może wydawać opinii, skoro niemalże w ogóle nie znam tego serialu, ale z drugiej strony, jeżeli już po kilkunastu minutach mnie od niego odrzuciło, to o czymś to świadczy. O fabule większego pojęcia nie ma, ale wybitnie nie przypadł mi do gustu jakiś taki... tabloidalny sposób realizacji. "O! UFO! Oni zniknęli! A teraz się pojawili! UFO! I mają supermoce! UFO!".

Z kolei taki "LOST" wciągnął mnie niemalże od pierwszej minuty. Każda rozsądna osoba przyzna, że to dobitnie świadczy o wyższości "Zagubionych" nad "4400". Tak merytorycznej, jak i "stylistycznej".

Seji Monday, October 15, 2007 8:05:18 AM

UFO - coz, tez tak myslalem (SPOILER ROT13! gb avr xbfzvpv :)), ale serio, Borysie: zobacz caly pierwszy sezon. To tylko 6 odcinkow. Jak wtedy Ci sie nie spodoba, OK. Uznam, ze po prostu wolisz telenowele o bieganiu po lesie.

"Lost", jak juz wspomnialem na tym blogu, ma dobry marketing. I w zasadzie tyle. Ani to serial nowatorski, ani nie trzymajacy non stop w napieciu. Do tego sporo jest tam lania wody. 4 sezony "4400" to, rpzeliczajac na odcinki, zaledwie 2,5 sezona "Lost", a interesujacej fabuly jest tam co najmniej cztery razy tyle, niz w rozwleczonych "Zagubionych".

Unregistered user Monday, October 15, 2007 12:52:21 PM

Malkav The Russian writes: Mi 4400 z początku pasowali. Potem, pod koniec drugiej serii już zaczynali nudzić. Oglądaliśmy to z moją dziewczyną z zaciekawieniem, aż w którymś momencie ona powiedziała "dość". Potem już oglądałem samotnie. Ostatni odcinek drugiej serii był całkiem fajny. Trzeciej serii jednak nie chciało mi się już oglądać. Nie porwał mnie ten serial tak jak Doctor Who czy Herosi. Leci w TV - fajnie, nie ma w TV - też fajnie.

Unregistered user Saturday, October 20, 2007 5:40:59 PM

gruszczy writes: Przebrnąłem przez drugi odcinek, przy drugim odpuściłem. Gorsi Heroes; nic specjalnego.

Seji Saturday, October 20, 2007 5:44:22 PM

Zadni Heroes. Raz, 4400 powstal wczesniej. Dwa, jest zupelnie o czyms innym. Obejrzyj dalej. Heroes to komiks o ludziach ze zdolnosciami. 4400 to SF o zmianch, jakie dzieja sie m.in. dlatego, ze csesc osob porawano iz wrocono odmienionych. Moce sa gleboko w tle i nie sa najstotniejszym elementem.

No, chyba ze no. Scanners to tez tacy Heroes.

Borys Saturday, October 20, 2007 6:09:26 PM

Proszę, proszę, jak Marcin AGITUJE. smile

Seji Saturday, October 20, 2007 10:02:45 PM

Nie agituje, tylko wyjasnia co poniektorym, ze maja zly tok rozumowania. :P

Unregistered user Sunday, October 21, 2007 4:32:03 PM

gruszczy writes: Scanners nie znam. A 4400 to dalej tacy gorsi Heroes. Kolesie od Heroes uczyli się na błędach kolesi z 4400. Wialo nuda, to se dalem spokoj. Za duzo jest fajnych seriali, zebym wracal.

Seji Sunday, October 21, 2007 6:06:17 PM

Gruszczy, jestes jak zwykle niereformowalny. ;)

Seji Tuesday, October 23, 2007 5:54:12 PM

Tak mi sie jeszcze nasunelo: po pierwszych trzech odcinkach 4400 widzialem ten serial jako kiepska kopie X-Files (agenci on i ona, tajemnicze sprawy, wojsko/agencja rzadowa, etc. - brzmi podobnie, nie?). To sie nieco zmienilo z koncem pierwzego sezonu, a zupelnie zniknelo po drugim. To tak a'propos "bo to takie gorsze Heroes". Ale oczywiscie trzeba obejrzec wiecej niz dwa odcinki.

AdrianBorejko Tuesday, October 23, 2007 7:23:37 PM

własnie zaczynam to ogladac. I jak widziałem kilkunastu "indywidualistów" w Lost to teraz jest gorzej. 4400. A to sporo sezonów.

Seji Tuesday, October 23, 2007 7:28:41 PM

OK, Borejko. Jak Ci sie nie spodoba, to uznam, ze ja pewnie jakis dziwny jestem. ;)

AdrianBorejko Wednesday, October 24, 2007 10:21:43 AM

zaczynam od 4 sezonu wiec... nie wiem. Chociaż RAMBO 4 był dobry(heh). A dwa pierwsze odcinki 4400 mogą być.

Seji Wednesday, October 24, 2007 10:25:23 AM

Od 4? Oj, sie pogubisz. :P

AdrianBorejko Wednesday, October 24, 2007 11:39:05 AM

(nie!!)wszystko rozumiem! Ale wróce do STAR TREKU Moda na sukces to je ono

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies