DGCC
Monday, April 14, 2008 10:52:49 PM
DGCC: de gustibus coś tam coś tam to internetowa wariacja na temat sentencji de gustibus non est disputandum. Owszem, o gustach dyskutować nie ma sensu. Inna sprawa jednak, kiedy ktoś przez pryzmat swoich preferencji ocenia jakiś produkt. Nóż mi się wtedy w kieszeni otwiera. Ja, dla przykładu, nie słucham jazzu, bo mi się nie podoba. Po co miałbym się katować muzyką, o której mógłbym tylko powiedzieć, że jest do bani? Niezależnie, jak wirtuozersko ktoś by mi ten jazz zagrał, nie strawię i już. Więc nie słucham i nie komentuję - bo i po co? Jeśli ktoś jednak decyduje się zawrzeć bliższą znajomość z dowolnym produktem (pop)kultury, który nie wpasowuje się w jego gust odbiorcy, sam jest sobie winien. Tym bardziej, jeśli można było zapoznać się wcześniej z jakąś próbką.Esse na swoim blogu krótko podsumował film Doomsday, postapokaliptyczną brytyjską produkcję. W skrócie: dno dna, obrzydliwe, strata kasy. Skoro tak, to po co szedł do kina na film, którego zwiastuny jasno i wyraźnie pokazywały, o czym jest ten tytuł?
Już po obejrzeniu zapowiedzi widać, że fabuła będzie miałka, za to sporo pojawi się w filmie akcji. Nikt Doomsday nie reklamował jako wielkiego dzieła kinematografii. Wybrałem się na ten film jako na radosny, sobotni wypełniacz czasu. Spodziewałem się jatki, krwi, trupów, kiczu i dobrej zabawy - i wszystko to dostałem. Zgadzam się, że jest to produkcja przeciętna, która jednak broni się świetną muzyką i ostro popapraną stylistyką. Widać, że to Brytyjczycy robili ten film. Poza tym fani znajdą w Doomsday masę nawiązań, z czego najbardziej wyraźne to Ucieczka z Nowego Jorku i cykl Mad Max. W filmie jest masa przemocy, drastycznych scen i ogólnie pojętego krzywdzenia bliźnich na różne, czasem wymyślne sposoby.
Czego jednak można spodziewać się po tytule, w którym przedstawiono odizolowane społeczeństwo degenerujące się przez ponad dwadzieścia lat? Intrygi miłosnej, trudnych wyborów i artystycznych wzruszeń? Plakat wyraźnie ostrzega: film dla fanów gatunku. Po co więc iść na produkcję, która się nie spodoba? Nie mam pojęcia.
Oczywiście, może się tak zdarzyć, że ktoś trafi do kina nieświadomy, jaki seans rozpocznie się za chwilę. Jednak w takiej sytuacji zjechanie z góry na dół filmu, którego nie chciało się oglądać, jest po prostu głupie. Nie lubisz - to nie jedz, a na przyszłość uważniej sprawdzaj menu.
Kiedy idę do kina na thriller, spodziewam się thrillera, a nie komedii. Podobnie, gdy w trailerze widzę punkowe towarzystwo wytatuowane w tribalowe wzroki, wymachujące ostrymi narzędziami na tle eksplozji, nie oczekuję dramatu sądowego. Kiedy jednak jakimś cudem wybiorę się na film, który nie leży w zakresie moich zainteresowań, nie marudzę potem, że nudno było - bo jak mogłoby być inaczej? Gust jest po to, żeby się nim kierować.
DGCC i tyle. A jeśli ktoś jest masochistą i lubi oglądać produkcje, które mu nie leżą, to niech przynajmniej nie pisze potem recenzji.
Doomsday polecam jako niewymagającą rozrywkę, która w paru miejscach potrafi zaskoczyć i rozbawić. Ostrzegam, że krew w filmie leje się gęsto, trupów jest masa, a do tego dochodzi nieortodoksyjna scenografia, przypominająca patchwork (co sprawdza się doskonale i jeszcze mocniej podkreśla popaprany charakter wyniszczonej przez wirusa Szkocji). Zresztą, zobaczcie zwiastun. Jeśli potem pomyślicie: "Jaki fajny głupi film! Muszę go zobaczyć!", będziecie bawić się doskonale. Inni niech wybiorą się na jakieś kino familijne albo włączą Kuchnia.tv.







Radek DrozdalskiDrozdal # Tuesday, April 15, 2008 12:28:49 AM
Można by ją jednym słowem podsumować - HOT! Iście mokry sen nerda prawie.
I dzięki takiemu sprytnemu markettingowi obaczyłem że film nie dla mnie.
A z "złych filmów" to chcę zobaczyć Dungeon Siege (nowy stuff od Uwe Bohla) z kuwa Burtem Reynoldsem grającym króla oraz elfami-ninja!
AdrianBorejko # Tuesday, April 15, 2008 6:50:03 AM
Seji # Tuesday, April 15, 2008 7:13:34 AM
AdrianBorejko # Tuesday, April 15, 2008 7:16:56 AM
Radek DrozdalskiDrozdal # Tuesday, April 15, 2008 1:04:40 PM
Miała byc akcja a zrobił się teledysk.
Z fajnych złych filmów to poamiętam że XXX (pierwszy) był na prawdę satysfakcjonujacy - niemalże tak satysfakcjonujacy jak Bond z większa iloscią wybuchów i mordobicia okraszonymi nikłymi pokładami finezji.
Borys # Tuesday, April 15, 2008 1:19:54 PM
Drozdal: A idźże z xXx.
Radek DrozdalskiDrozdal # Tuesday, April 15, 2008 2:17:47 PM
A widzialem w weekend ponownie Night of the Hunter, w filmie pada jeden strzal i moze troszke zbyt bajkowe klimaty (w koncu to 1957 rok produckji) jak na moj gust, ale ogolnie doskonale kino (religijni fanatycy, lub raczej wyznawcy biblii sa wszedzie i nie sa tworem ostatnich dziesiecioleci). Nie wiem czemu tutaj o tym pisze, moze musze odreagowac
Anonymous # Tuesday, April 15, 2008 4:16:29 PM
Anonymous # Tuesday, April 15, 2008 4:17:38 PM
Althalth # Tuesday, April 15, 2008 4:28:50 PM
Seji # Tuesday, April 15, 2008 5:09:28 PM
Uwe lubie. :P Jakos w trakcie wyrabiania sobie gustu nauczylem sie doceniac kicz. Ja lubie sie na filmie dobrze bawic - rozrywki dostarczaja mi zarowno Dwunastu gniewnych ludzi jak i chocby wyzej opisany Doomsday. Oczywiscie pierwszy film ogladam z zupelnie innym nastawieniem niz drugi. Na wspomniane 10 000 BC poszedlem z nadzieja, ze dostane dobry glupi film - i sie zawiodlem. To byl kiepski glupi film, bo takie tez sie da zepsuc (Emmerich ma zreszta w tym wprawe - patrz Independance Day).
Wydaje mi sie, ze to jest kwestia tego, ze ja wszelka popkulture po prostu lubie (choc umiejetnosc bawienia sie przy Britney przychodzi z wiekiem ;P). Mnie zwyczajnie bawia takie produkcje, a to jest w tym chyba najwazniejsze - dobra zabawa.
@JJThopson
Slashery uwielbiam, od malego zreszta - wychowalem sie na Koszmarze z ulicy Wiazow. :D
@Drozdal, Borys
xXx to takie sobie bylo, ale kinowe Aniolki Charliego (obie czesci) to byl full wypas! Kicz straszliwy, ale swietnie podany, szybka akcja i doskonale dobrana muzyka. Ogladalem z przyjemnoscia.
Jarekbekonowicz # Tuesday, April 15, 2008 5:41:38 PM
Co do dobrych złych filmów - jest cały szeroki gatunek exploitation, który chociaż schlebia niskim gustom, podoba się też odbiorcom bardziej świadomym, którzy doceniają kicz i groteskę (czasem niezamierzoną ;p).
i muszę wreszcie obejrzeć któryś "film Uwe"... To określenie powoli nabiera indywidualnego sensu, niedługo zacznie się je stosować jako epitet z małej litery, albo wręcz nazwie się tak gatunek.
Anonymous # Tuesday, April 15, 2008 7:52:11 PM
Seji # Tuesday, April 15, 2008 8:10:32 PM
Mniej wiecej to: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3922010
Choc nie do konca - to raczej moja wlasna wariacja na temat tego slowa. Ale wez wspomniane "Aniolki Charliego" - laski, fury, lomot w tle. Artystycznych wartosci to nie ma zadnych - ale za to jakie fajne. :D
Ja nie nazywam tego kiczem, bo jest kiczem. To taki "moj kicz"- nie oznacza, ze cos jest do bani, ale pomaga mi kategoryzowac rozne produkcje.
Anonymous # Thursday, April 17, 2008 7:21:57 PM
Mariusz Kornatkamariuszkornatka # Sunday, April 20, 2008 10:37:27 AM
Dzięki za recke
Radek DrozdalskiDrozdal # Sunday, April 20, 2008 5:03:20 PM
Dzisiaj DUNGEON SIEGE!
Seji # Sunday, April 20, 2008 7:41:16 PM
Anonymous # Sunday, April 20, 2008 7:58:26 PM
Seji # Sunday, April 20, 2008 8:00:41 PM
AdrianBorejko # Tuesday, April 22, 2008 1:23:17 PM
Tak to było Sedżaj że sie nie zobaczyliśmy. Przepraszam.
Seji # Tuesday, April 22, 2008 5:31:54 PM