100% Seji

W dzisiejszym świecie ten wygrywa wojny, kto ma lepsze CNN.

Subscribe to RSS feed

Posts tagged with "Konwenty"

Plakietka! Buty!

, ,

Wybrałem się na Inne Sfery. Od strony konwentowej impreza była sympatyczna, choć bez rewelacji (technicznie było poprawnie, choć nie przyglądałem się za bardzo - ważne, że był papier i ciepła woda, a śmieci sprzątano na bieżąco). Od strony towarzyskiej był to wyjazd udany - fajnie było spotkać paru dawno niewidzianych znajomych i poznać kilka nowych osób (KFC - gdzieś Ty się schował?).

Zgrzytało natomiast podejście do uczestników, prezentowane przez ochronę imprezy. Sprawdzanie identyfikatorów podczas "lotnej kontroli" nie może polegać na warczeniu "Plakietka!". Podobnie doglądanie, by konwentowicze nie wchodzili w butach na salę gimnastyczną przeznaczoną na sleeproom (podpowiedź na przyszły rok: wyłożyć parkiet folią), nie powinno polegać na wrzeszczeniu "Buty!" - tym bardziej, że ludzie stosowali się do zaleceń (choć jeśli przymyka się oczy na dziewczyny w mini i wysokich butach, to trudno mieć pretensję, że ktoś inny też nie chce ściągać adidasów albo klapek).

Stilgar nie wytrzymał i obstukał ochroniarza w sobotni wieczór, co poskutkowało błyskawiczną komunikacją do zespołu pilnującego imprezy, by używać słowa "proszę". "Czy mógłbyś zdjąć buty" lub "Proszę nosić identyfikator w widocznym miejscu" brzmi lepiej, nie wymaga wiele wysiłku, a zostawia zupełnie inne wrażenie. Tyle tylko, że ochrona/obsługa/organizatorzy powinni zostać przeszkoleni w tym zakresie na początku imprezy, a nie pod jej koniec i do tego przez uczestnika.

Konwent to impreza fanowska, ale nie wolno zapominać, że mimo wszystko uczestnik konwentu jest jednak klientem. Nie do końca w sensie "płacę i wymagam", bo to jeszcze nie ten poziom konwentów jest (porównując np. z amerykańskimi), ale mimo wszystko warto zadbać o to, by nie zniechęcić ludzi do marki imprezy. "Proszę" to fajne, magiczne słowo - może być wypowiedziane stanowczo i podparte autorytetem ochroniarza czy organizatora, ale powinno się pojawić.

Rozumiem, że mogło zadziałać zwykłe zmęczenie organizatorów, ale należy pamiętać o tym, że oferta konwentowa jest bardzo szeroka i szkoda tracić potencjalnych uczestników z powodu niemiłej ochrony. Nikt nie lubi być traktowany z góry, zwłaszcza na imprezie, której celem jest integrowanie miłośników fantastyki. Przecież wszyscy jesteśmy znajomymi, łączy nas wspólne hobby. Na znajomych nie ma potrzeby krzyczeć, wystarczy ich poprosić.

Grojkon przeniesiony: 21-23 maja 2010

, , ,

Ze względu na uroczystości związane z katastrofą w Smoleńsku, konwent Grojkon odbędzie się w terminie 21-23 maja 2010 roku.

Organizatorzy proszą o przekazanie tej informacji wszystkim zainteresowanym.

Reklama Grojkonu - 1 kwietnia

, ,

Poprzedni wpis był primaaprilisowym żartem, przygotowanym w porozumieniu z Althem (wieczorne konsultacje nad bannerem tak się kończą ;)). Odzew był minimalny, więc albo żart był zbyt subtelny, albo zbyt prostacki, albo też nikogo seks na konwentach nie rusza. ;)

Poniżej prawdziwa reklama Grojkonu 2010. Polecam imprezę, bo warto!

Grojkon – reklama konwentu

, ,

1 kwietnia ;)


Jeden z organizatorów konwentu Grojkon (16-18 kwietnia 2010, Bielsko-Biała; www.grojkon.com) poprosił mnie o wrzucenie bannera konwentu na bloga. Grojkon (odwiedziłem edycje 2008 i 2009) to bardzo fajna impreza, więc czemu miałbym jej nie wesprzeć? Przyszedł mail z bannerem, zapoznałem się z projektem. Teraz nie wiem, co o tym myśleć. Pozostawiam więc banner bez komentarza.

A Wy? Co o tym sądzicie?



Falkon 2009 - zdjęcia

, , , ...

Wrzuciłem do galerii zdjęcia z tegorocznego Falkonu. Niedużo i raczej średniej jakości. Z jakiegoś powodu strasznie trzęsły mi się ręce na konwencie. To pewnie przez wszechobecne mroczne gorsety. ;)

Zdjęcia: Falkon 2009.

[/ALIGN]

Falkon 2009 – prezentacje nowych gier fabularnych

, , , ...

Stwierdziłem, że nie będę pisał klasycznej relacji z Falkonu 2009. Za mało byłem na konwencie (w sensie obserwowania tego, co się dzieje, bo fizycznie to w zasadzie bez przerwy), zbyt niewiele punktów programu odwiedziłem, żeby rzetelnie opisać imprezę. Za to podzielę się wrażeniami z prezentacji dwóch gier fabularnych, przygotowywanych od jakiegoś czasu.

***
Poza Czasem, druga edycja
www:
http://blog.pozaczasem.pl

Podczas spotkania Thilnen i Ellentir opowiedzieli o zmianach, jakie zaszły w koncepcji gry podczas ostatnich dwunastu miesięcy. Na poprzednim Falkonie można było usłyszeć, że Poza Czasem ma mieć bezkostkową mechanikę. Tymczasem autorzy zakomunikowali, że odeszli od tego pomysłu (co mnie osobiście bardzo cieszy). Gra ma być oparta na k10, jeśli dobrze pamiętam. Inne zapowiedzi sprzed roku, jak zmieniona geografia świata (teraz jest zdecydowanie większy), bardziej zróżnicowane plemiona, nieco odmienne podejście do koncepcji Wybrańców (mniej restrykcyjne, już nie ma wykluczenia społecznego jak w pierwszej edycji) pozostały bez zmian.

Gra ukaże się, kiedy będzie skończona, czyli za jakieś dwa lata – taka przynajmniej padła zapowiedź, choć myślę, że bardziej wiążąca jest jej pierwsza część o ukończeniu prac, niż ogólny termin. Na razie fani musieli zadowolić się warsztatami tworzenia postaci, które dały pewną próbkę tego, jak gra obecnie wygląda. O kreacji postaci można przeczytać na blogu wydawnictwa (brakuje tam informacji o puli punktów, która zbieramy i rozdzielamy, tworząc postać).

Samo tworzenie postaci jest bardzo proste (i na milę czuć je WoDem i Gasnącymi Słońcami, jak i kartę postaci – kropeczki!; w sumie nic dziwnego, autorzy są fanami tych gier i było to także widać w pierwszej edycji). Mam tylko nadzieję, że liczba opcji do wyboru w poszczególnych etapach zostanie nieco rozbudowana w stosunku do tego, co pokazano na konwencie. Strona opcji na plemię (trzy zalety i dwie wady) jako materiał bazowy, mający różnicować ludy Bogini, to dla mnie trochę za mało.

O samej mechanice niewiele więcej jestem w stanie powiedzieć, ale wnioskując z karty postaci i tego, co ujawniono podczas prezentacji, druga edycja Poza Czasem mechanicznie zmierza w stronę conflict resolution. Zamiast kilkudziesięciu umiejętności dostaniemy, na obecną chwilę, dziewięć, powiązanych z obszarami działalności (np. Dwór, Wojna, Rzemiosło, Wiedza). Zamiast rzucać na Uwodzenie, Urok osobisty i Gadane podczas podrywania księżniczki, wystarczy poturlać na Dwór. Do tego dojść może premia za odgrywanie, czyli mechanika będzie w jakimś stopniu powiązana z rozgrywką (inny przykład: wplecenie Słabości postaci w fabułę sesji powoduje przyznanie graczowi 1 PD). Mam nadzieję, że to nie koniec nowości, a PC będzie miało fajną mechanikę, która choć w części będzie nawiązywać do stosowanych obecnie rozwiązań, wspierając to, co dzieje się na sesji.

Pierwsza edycja Poza Czasem okazała się dobrze napisaną, fajna grą, która cierpiała przede wszystkim z powodu kiepskiej szaty graficznej i słabej reklamy. Po kolejnej falkonowej prezentacji jestem przekonany, że druga edycja także będzie dobrze napisaną, fajną grą. Pozostaje liczyć na dobry skład i grafików oraz na dokładne betatesty.

***
Robotica RPG
www:
http://www.roboticarpg.pl

Jakiś czas temu w sieci pojawiła się informacja o nowym, polskim systemie science-fiction zatytułowanym Robotica. Moje pierwsze wrażenie było mieszane: fajny pomysł (wreszcie jakieś SF!) połączony z przeciętną, jak na razie, prezentacją gry – grafiki są OK, ale teksty opisujące system nie do końca spełniają funkcję informacyjną. Może i oddają one charakter świata gry, ale o niej samej nie mówią za dużo. Udałem się więc na spotkanie z autorem, Rafałem Olszakiem (jednocześnie wydawcą gry jako firma Cyfrografia), by dowiedzieć się więcej.

Moje osobiste wnioski po prezentacji pokrywają się z tymi, które można było usłyszeć w kuluarach – choć tutaj oczywiście piszę tylko za siebie. Jak na razie, bazując na informacjach przedstawionych podczas prezentacji i materiałach z sieci, Robotica konstrukcją przypomina gry z lat 90 (nawet okładka – nie taka zła, wbrew temu, co na prelekcji twierdził Kaduceusz – przywołuje na myśl cyberpunkowego Chromebooka). Mechanika nie będzie obejmować żadnych gadżetów typu karty czy żetony. System nastawiony ma być na eksplorację: jest świat, są postacie, można robić, co się chce – brak jest więc określonego celu czy tez motywu gry, czyli bardzo przydatnego indiowego „dlaczego gramy?”: żeby przywrócić nadzieję, odzyskać honor, obronić ludzkość, itd. Odniosłem wrażenie, że Robotika to taki SFowy heartbreaker – co być może zagra na rynku jako zaleta, wszak tego typu gry u nas jeszcze nie było. Nie wiem, czy autor systemu śledzi zmiany, jakie zaszły w sposobie konstruowania gier fabularnych – wydaje mi się, że nie (lub też świadomie je odrzuca).

Z ciekawostek: poza robotami i bytami transcendentalno-informatycznymi czyli nadistotami (przy ograniczeniu, że w drużynie może być tylko jedna!), grać będzie można także ludźmi (klonami). Z kolei cechy psychiczne postaci mają być przedstawione za pomocą wykresu radarowego zamiast liczbowego opisu współczynników – choć nie wyjaśniono, jak miałoby to działać w praktyce.

Przez całe spotkanie miałem wrażenie, że zostało ono przygotowane bardziej jako prelekcja do wygłoszenia, niż spotkanie z możliwością zadawania pytań – na które autor gry nie był za bardzo gotowy. Nie potrafił z początku odpowiedzieć na pytanie Nida, który, wymieniwszy kilka (jeśli nie kilkanaście) tytułów zachodnich gier spytał, dlaczego miałby wybrać Robotikę a nie na przykład Eclipse Phase. Z kolei Kaduceusz usłyszał, że o grupie docelowej dla gry i ewentualnej niszy, którą system miałby zająć, powinien porozmawiać z osoba odpowiedzialną za marketing w wydawnictwie. W odpowiedzi na moje (i – zdalnie – Deckarda) pytanie o inspiracje (transhumanistyczna SF: filmy, książki, gry, itd.) usłyszałem, że było ich dużo (podczas prezentacji przywołano Blade Runnera i Transformers), ale nie zostaną one wymienione w podręczniku, bo taki zabieg nie ma sensu – gracze są przecież inteligentni i sami sobie znajda odpowiednie źródła.

Na prelekcji poruszono też kwestię recepcji zapowiedzi Robotiki w sieci (m.in. na Bagnie) i anonimowości osób wypowiadających się krytycznie na temat udostępnionych materiałów. Wbrew obawom autora gry, który z paroma internautami chciałby porozmawiać na temat wrzuconych w siec opinii, nie są to w większości osoby anonimowe (tzn. udzielają się w fandomie od dłuższego czasu i/lub da się dopasować nazwisko do nicka), a namiary na nie, chociażby mailowe, znaleźć można zazwyczaj bez problemu – do czego zachęcam. Fajnie, że autor gry śledzi komentarze w sieci.

Głowna idea Robotiki jako gry jest bardzo fajna. Jakie będzie wykonanie, okaże się po wydaniu gry, co ma nastąpić w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. W tej chwil dla mnie wygląda to na chęć wydania kolejnej autorki, tyle że w pełnym kolorze. Dobrze, że będzie kolejna gra na ryku. Niefajnie, że jak na razie, poza pomysłem, nie oferuje ona w zasadzie nic nowego. Na pełną ocenę trzeba oczywiście poczekać, aż podręcznik się ukaże.

[/ALIGN]

Falkon 2008 – wysoki standard z gotkami w tle

, , , ...

Dlaczego na tym konwencie tyle mówi się o grach, które jeszcze nie istnieją, albo już nie istnieją? Ponieważ w Polsce nie ma innych. - Krakonman


Tegoroczna, dziewiąta już edycja lubelskiego Falkonu, odbyła się w dniach 14-16 listopada 2008 roku. Organizatorzy ponownie wynajęli budynek lubelskiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji. Kto był na Falkonie rok temu, mógł spodziewać się znajomych zakamarków. Jak było rok temu, opisałem tutaj. Tegorocznej edycji udało się uniknąć kilku potknięć z 2007 roku, lecz pewne sprawy nadal pozostały nierozwiązane.

Co nie wyszło
W tym roku znów nie było pryszniców. Zagadywani organizatorzy odpowiadali zgodnie, że „prysznic znów się nie zmieścił”. W zeszłym roku próbowano wnieść do budynku przenośną kabinę prysznicową, jednak na przeszkodzie stanęły za wąskie otwory drzwiowe i okienne. W tym najwyraźniej spróbowano ponownie – lub też taka była oficjalna wersja. W każdym razie myć się trzeba było w umywalce. Dobrze, że chociaż jedna łazienka dała się zamknąć.

Przy okazji pytań o prysznic wyszła ciekawa sprawa: każdy z zapytanych orgów na początku odpowiadał, że to nie jest jego działka, gdyż zajmuje się on wyłącznie swoim poletkiem – tu padała nazwa jakiegoś pionu logistycznego. Nie, panie i panowie – organizator zapytany o coś przez uczestnika nie może zasłonić się plakietką z napisem „Media internetowe” i uznać sprawę za załatwioną. Uczestnikowi należą się albo informacje, albo wskazanie osoby bardziej kompetentnej. Istnieje jednak pewien zakres wiedzy (rozmieszczenie sal, osoby odpowiedzialne czy też właśnie obecność prysznica), który powinien być znany wszystkim organizatorom. W innym wypadku jest to zwyczajne olewanie uczestników imprezy. W tym miejscu chciałbym podziękować Simanowi i Ślivce za konkretną pomoc i dobre chęci.

Drugim zgrzytem był ścisk w salach sypialnych. Co prawda miejsca do spania było zdecydowanie więcej niż rok temu, ale nadal ci, którzy przyjechali w piątek w nocy lub w sobotę rano, mieli pewne problemy ze znalezieniem kawałka wolnej podłogi (pomijając korytarze). Tutaj pomogła wspomniana wyżej Ślivka, organizując salę dla spóźnionych warszawiaków, do których dołączyliśmy w składzie Raven, Krakonman i niżej podpisany.

Pomieszczenie, w którym się rozbiliśmy, miało być w sobotę wykorzystywane przez parę godzin na pokazy malowania figurek, a w niedzielę na LARPa. Sobotnim rankiem spakowaliśmy się, wsunęliśmy bety pod ściany (realizując obietnicę daną wcześniej Ślivce), żeby nie przeszkadzały i poszliśmy się bawić. Kiedy po paru godzinach wróciliśmy, sala była absolutnie pusta. Pod jedną z ławek znalazłem tylko swoje buty. Nie zdążyłem się nawet wkurzyć, gdy odkryliśmy nabazgraną na drzwiach wiadomość od Neratina o przeprowadzce. Neratin był na tyle przytomny, że zostawił swój numer telefonu, więc po chwili mogliśmy zrobić remanent, czy niczego w naszych betach nie brakuje. Rozumiem intencje organizatorów, lecz nasze rzeczy złożone pod ścianami nikomu nie przeszkadzały, do tego zostawiliśmy je w sali na naszą odpowiedzialność. Co więcej, przeniesiono je bez zapytania nas o zgodę. Dla dobra moich nerwów i nerwów orgów nie polecam powtarzać tego numeru w przyszłości.

Po południu wróciliśmy na miejsce ze wszystkimi manelami. Nie był to jednak koniec perypetii. W niedzielę rano, jakoś niedługo po dziewiątej, do sali wpadł jakiś org (ksywy nie zarejestrowałem bądź też wyparłem) i kazał nam się pakować, ponieważ o jedenastej miał się rozpocząć LARP. Grzecznie odpowiedzieliśmy, że jesteśmy tego świadomi i w trakcie pakowania się. Org wrócił po kilkunastu minutach i kategorycznie zażądał, żebyśmy salę opuścili natychmiast. Najwyraźniej nikt tej osoby nigdy nie nauczył, że istnieje coś takiego, jak prośba, a różne sprawy można załatwić bez machania szabelką. Może doszkoli się do przyszłorocznej edycji konwentu i zrozumie, że takie podejście do ludzi wiele nie daje. Po co sala miała stać pusta przez półtorej godziny?. Tego się nie dowiedzieliśmy.

Tyle o tym, co mi się nie podobało. Kilka dodatkowych słów podsumowania znajdziecie na końcu. Czas na trochę lukru.

Co się udało – mniej lub bardziej
Na tegorocznym Falkonie udało mi się wreszcie sporo czasu spędzić na zaliczaniu punktów programu. Być może sprawił to głód konwentu (wcześniej w tym roku udało mi się tylko pojechać wiosną na żywiecki Grojkon), choć bogata oferta programowa miała w tym zapewne swój niemały udział. Na uczestników czekało siedem bloków prelekcyjno-konkursowych oraz pokazy, LARPy, zwariowane koń-kursy i inne atrakcje. Było więc z czego wybierać i prawdę mówiąc, ciężko w którym nie działoby się coś ciekawego.

Zacząłem od prezentacji gry fabularnej Deliria. Liczyłem na autorkę, a tymczasem okazało się, że jest to wydawnictwo komercyjne, w założeniach autora taki lepszy Changeling: the Dreaming. System wydaje mi się być przesiąknięty wiccą, neopogaństwem, druidyzmem i tego typu tematyką. Szkoda tylko, że prelegentka nie ukrywała, że gry nie lubi, a jej zakup był błędem. Po co więc opowiadać o tym na konwencie?

Na spotkaniu z redakcją cthulhowego fanzinu The Outsider Żucho opowiadał o planach związanych z fanzinem. Można było tez nabyć trzeci numer pisma i pomęczyć ½ redakcji zina pytaniami. Indiana, niestety, nie dotarł ze względu na zmianę godziny spotkania.

Potem trafiłem na prelekcję Magneza o głupich i niedorzecznych miejskich legendach. Całość była interesująca (choć osoby siedzące w temacie nie dowiedziałyby się niczego nowego), choć podejście prelegenta do tematu moim zdaniem pozostawiało nieco do życzenia. Zdaję sobie sprawę, że kwestia istnienia życia pozaziemskiego i ewentualnych odwiedzin kosmitów na Ziemi wywołuje rożne reakcje, ale napieprzanie się z nieżyjącego już uczestnika zdarzenia w Emilcinie, Jana Wolskiego, było zwyczajnie niesmaczne.

Spotkanie z redakcją magazynu Rebel Times, jak zresztą inne spotkania z growymi wydawnictwami, przebiegło w kameralnej atmosferze. Ajfel i Sting opowiedzieli o piśmie, planach na przyszłość oraz sprzedali kilka plotek i anegdot z polskiego rynku gier. Podobnie kameralny przebieg miało spotkanie z Wydawnictwem Imaginator, zapewne ze względu na wczesną porę (kto to ustawił na 10:00 w sobotę?!). Quendi opowiedział o Exalted, obiecał wydanie gry w grudniu 2008 i twardo odmawiał odpowiedzi na pytania o polską edycję Legendy Pięciu Kręgów. Wydaje się jednak, że Exalted ma jednak szanse ukazania się przed L5K: na prelekcji można było zapoznać się z wersją roboczą tłumaczenia, zaś sam podręcznik został już przekazany do składu.

Interesująca była tez pogadanka Andrzeja Pilipiuka o przygotowaniach do pisania cyklu Oko jelenia, Autor opowiadał o materiałach, z jakimi zapoznał się przed przystąpieniem do prac nad cyklem: historia Norwegii, znaleziska archeologiczne, daty, ludzie miejsca. Do tego można było dowiedzieć się, co w Oku jelenia nie odpowiada prawdzie i dlaczego (brak informacji, licentia poetica, itd.).

Dawno niewidziany przez mnie Cypis przywiózł z UK zdjęcia i opowieści o tamtejszym fandomie, siedzibie Games Workshop i playtestach Dark Heresy. Wielki Space Marine przed wejściem do głównego budynku GW robi wrażenie.

Nieco lepsza frekwencja towarzyszyła spotkaniom z Wydawnictwem Menhir. Thilnen i Ellentir, twórcy gry fabularnej Poza czasem, najpierw cierpliwie wysłuchali uwag na temat swojej gry (zawsze uważałem, że Menhir miał najlepszy PR na rynku), po czym opowiedzieli fanom systemu (których dość liczna, jak na niszowy system, obecność na spotkaniach chyba nieco zaskoczyła twórców gry) o przygotowaniach do wydania drugiej edycji PC. Nowości i zmiany w drugiej edycji to między innymi:
  • 12 plemion (kilka zniknie, pojawią się w ich miejsce nowe), które mają wyczuwalnie różnic się od siebie kulturą
  • nowa historia i geografia świata gry (Tir Na Danu nie będzie już wyspą)
  • Wybrańcy-bohaterzy, choć już niekoniecznie wybrańcy Bogini
  • brak podziału na klasy znanego z poprzedniej edycji
  • mechanika bezkostkowa (karmiczna) plus możliwy do wprowadzenia element losowy oparty na jednej kości
Więcej o pracach nad drugą edycją PC znajdziecie na blog.pozaczasem.pl.

Ellentir i Thilnen poza nowa edycją sojej gry planują coś jeszcze: kolejny erpegowy tytuł Armie apokalipsy. Jako że prace nad gra jeszcze na dobre się nie zaczęły, nie powiedziano nic o planach wydawniczych („when it's done”), przybliżono za to założenia systemu.

Świat osadzony będzie w nieco zmodyfikowanych współczesnych realiach. Jeśli chodzi o historię, to kiedyś Ziemią rządziły demony. Sędzia stworzył dla nich przeciwwagę i wysłał do świata ludzi anioły, z których część zbuntowała się przeciwko swojemu panu, a pozostałe podjęły walkę z demonami. Ukrzyżowanie syna czy też wysłannika Sędziego odebrało moc części demonów, pozostałe zdołały się ukryć i zapaść w letarg.

Kim jest Sędzia, nie wiadomo. Być może jest to najwyższy byt, lecz równie dobrze może być to skomplikowany mechanizm rządzący światem, w który wbudowano algorytm apokalipsy. Historia świata dobiega końca, a wraz ze zbliżaniem się zagłady powraca pradawna moc, a wraz z nią anioły i demony, które budzą się w mieście zwanym Nowe Jeruzalem.

W Armie apokalipsy grać będzie się przebudzonymi nadistotami, które wcielają się w zwykłych ludzi. Każda z nich ma przebłyski swojego poprzedniego życia, swoje podejście do rzeczywistości – autorzy ładnie zobrazowali to opisem anielicy w lateksie. Przebudzone byty walczą między sobą o przetrwanie, tworząc rozmaite frakcje, gdyż w innym wypadku zginą wraz z nadejściem apokalipsy. Być może koniec świata da się odsunąć bądź zmodyfikować na tyle, że niektórzy go przetrwają. Do tego dochodzą różnorakie organizacje ludzi (inkwizycja, templariusze, itd.), fantastyczne bestie apokalipsy etc.

Gra ma zawierać rożne wersje settingu – to samo miasto, lecz w odmiennych realiach. Siłą napędową mają być różnorodne moce przebudzonych i ich poglądy na nadchodzącą apokalipsę. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Podczas Falkonu trafiłem na dwa konkursy. Konkurs serialowy Squirrel był świetny, ale trudny jak nie wiem co. Wszystko niby było w porządku do momentu, gdy pały pierwsze pytania z Detektywa w sutannie. Zdobycie punktu graniczyło z cudem, choć czasem udawało się poprawnie strzelić. Równie fajny, choć nieco gorzej przygotowany i zdecydowanie za krótki (trwał godzinę, a powinien dwie) był konkurs wiedzy o starych grach fabularnych – były pytania ze Złego cienia! W ramach rozgrywek wewnątrzfandomowych Zespól Tłumaczy w składzie Krakonman i niżej podpisany pokonał Bobry Wojny (Szczur i [chyba] Gerard Heime Sting).

Na Falkonie 2008 odbył się, podobnie jak rok temu, pokaz mody gotyckiej. Tym razem umieszczono go w oficjalnym programie i dopisano, że będzie to również prezentacja mody fantastycznej. Pokaz zgromadził tłumy, aula była wypełniona po brzegi. Niestety, albo zabrakło elementu świeżości, jak rok temu, albo całość przygotowano z mniejszym rozmachem. Pokaz był krótszy niż zeszłoroczny, nie działo się też na nim nic szczególnego. Nie oszukujmy się, dwie gotki całujące się na scenie nie przebiją okularków spawacza czy plastikowej kosy z dyndającymi czaszeczkami. Do tego dorzucono jakiegoś kata, kolesia w cylindrze i takie tam dodatki. Mam nadzieję, że za rok pokaz wróci do swojej pierwotnej, czystej, mrocznej formy.

Podsumowanie
Fakon 2008 był dobrym konwentem. Od strony technicznej niewiele można mu zarzucić. Fajnym pomysłem, zapożyczonym m.in. z Polconów, było dostarczenie uczestnikom programu i informatora w postaci dwóch osobnych książeczek: w pierwszej był harmonogram imprezy, w drugiej dodatkowe informacje, teksty literackie, itp. Co prawda w przykonwentowym grillu przestali lać Perłę, a lokal w sobotę zamknięto o 16:00, ale na to organizatorzy mieli niewielki wpływ (zapomniałem zapytać, czy ktoś próbował się z przybytkiem dogadać, by jak rok temu można było napić się piwa i zjeść coś ciepłego nawet koło 22:00). Warto było pojechać do Lublina i na pewno wrócę tam za rok – jak co roku. Tym razem ominąłem 99% spotkań z pisarzami i prelekcji ogólnofantastycznych (najbardziej żałuje fizyki bitew kosmicznych prowadzonej przez Neratina), ale program erpegowy był na tyle bogaty, że trzeba było na coś się zdecydować.

Odniosłem jednak wrażenie, że organizatorzy popadli w rutynę – i trochę może w samozadowolenie, być może podszyte drobnym lenistwem. Falkon to świetny konwent, jeden z najlepszych w Polsce, utrzymujący poziom od lat. Być może właśnie w tym leży problem: orgom potrzebny jest powiew świeżości, lepszy lokal, jeszcze większy rozmach imprezy. Chciałbym, żeby Falkon zyskał także elementy targów gier – czy lepiej nawet, wzorem Polconu, targów popkultury (wydawnictwa growe można policzyć na palcach jednej ręki). Imprezie o takiej skali i zasięgu nie przystoi wystawiać dwóch księgarni rozłożonych na szkolnych ławkach i sklepu dla graczy gnieżdżącego się w niewielkiej salce.

Wydaje mi się także, że w tym roku organizatorzy byli nieco mnie zorientowani na uczestnika, a bardziej na to, by impreza się kręciła. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej nie należy zapominać, że konwent jednak jest robiony także dla uczestników, a nie wyłącznie dla samej idei konwentu (nasze wędrówki i wypytywanie kolejnych orgów złapanych na korytarzu).

Na koniec zabawna sprawa: w zeszłym roku parę osób zdziwiło się na mój widok, pytając czy ja w ogóle żyję. Teraz było to samo. Odpowiadam więc: żyję, wierzgam i znów mam zamiar nieco się podzielać w fandomie.

Tutaj znajdziecie zdjęcia z Falkonu 2008. Robiłem je Nokią N95-2. Nie, dalej nie mam porządnego aparatu. Telefon robi niezłe fotki, ale jak się okazało, trzeba go dość stabilnie trzymać, inaczej zdjęcia wychodzą rozmazane – stąd też nie najlepsza jakość fotorelacji. Następnym razem będzie lepiej.

Na zakończenie serdecznie pozdrawiam towarzystwo z pociągu (Martva, Virgo, Krakonman, Raven, Niddhog, Agrafek) oraz fandom warszawki (Morphea, Garnek, Szczur, Wojewoda, Jacek Brzeziński), Gerard Heime, Rincewind bpm) i śląski (Fungus), a także wszystkich, z którymi udało mi sie pogadać (Ajfel, Sting i wielu, wielu innych). Specjalne pozdrówka dla Mary i Elmy.

Fizyka Światów Wyimaginowanych 2008

, , , ...

O imprezie dał mi znać Murphy. Tak się jakoś złożyło, że on miał tam prelegować, a organizatorem okazał się nasz wspólny znajomy Viktor. Oczywiście nie mogłem przepuścić okazji, by zobaczyć mini-konwent zorganizowany pod pretekstem konferencji naukowej (lub odwrotnie).

Konferencja zatytułowana Fizyka Światów Wyimaginowanych odbyła się 9 marca 2008 roku w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Organizatorem było Koło Matematyczno-Przyrodnicze Studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, zwane potocznie SeMP.

O morderczej, jak na niedzielę, porze - 9:00 - stawiłem się w hollu dawno nie odwiedzanego przeze mnie instytutu (co prawda nie studiowałem tam, ale parę razy zdarzyło mi się zapuścić na tereny nauk ścisłych). Impreza - jak każdy konwent - rozpoczęła się z niewielkim poślizgiem spowodowanym koniecznością zmiany sali. Sali wykładowej, dodajmy. Kiedy organizatorzy rozstawiali sprzęt, powoli zbierała się publiczność. Łącznie przybyło jakieś 20-30 40 osób (wliczając organizatorów; dane od prowadzących imprezę). Trochę mało, zważywszy, że impreza była otwarta dla wszystkich, a na bramce nikt nie wołał o akredytację. Prawdę mówiąc, wiem o dwóch miejscach "nienaukowych", gdzie pojawiły się informacje o spotkaniu, więc raczej konferencji nie reklamowano zbyt szeroko. Choć z drugiej strony organizatorzy byli raczej z niewielkiej frekwencji zadowoleni.

Jako pierwszy wystąpił dr hab. Hubert Harańczyk (zainteresowani sami znajdą jego bliższe powiązania z fantastyką) z wykładem "Fizyka baśni - o niemożności latających smoków, krasnoludków i olbrzymów". Był to interesujący przykład, jak przy pomocy nauk ścisłych można analizować zjawiska fantastyczne - w tym wypadku różnego rodzaju istoty, od olbrzymów, przez krasnoludki, po smoki. Myślę, że badanie wytrzymałości kości gigantów na podstawie dostępnych rycin (oczywiście chodzi o wyliczenia teoretyczne) czy też analizy układu oddechowego krasnali (problem miniaturyzacji mięśnia sercowego, układu krwionośnego i oddechowego opartego na płucach) ma szansę stać się poważną dyscyplina naukową. Bonusem była próba przekonania publiczności, że pająki są fajne - zwłaszcza ptaszniki, które ponoć w dotyku i zachowaniu przypominają koty, a niby milusie świerszcze to kanibale i mordercy.

Prelekcja "Rzecz o transmutacji, kamieniu filozoficznym i gipsie - czyli krótka rozprawa o alchemii" Wiktora Niemca, nieco skrócona ze względu na czasowy poślizg, nie była dla mnie niczym nowym, ale zawsze przyjemnie jest posłuchać o rożnych pomysłach na produkcję złota (pozdrawiam CERN). Wiktor, oprócz problemu pozyskiwania metali szlachetnych, wspomniał także o rozwoju medycyny (leki chemiczne) i wkładzie alchemików w rozbudowę bazy farmakologicznej.

"Fizyka gier fabularnych" Marka Nogi była typową prelekcja konwentową. Murphy nie tylko wyjaśnił laikom, czym są RPG, ale też omówił pokrótce kilka rozwiązań mechanicznych na przykładzie różnych gier (m.in. Warhammer, 7th Sea, Violence, Legenda Pięciu Kręgów). Niestety, zabrakło czasu, by podyskutować z paroma kontrowersyjnymi tezami Marka, dotyczącymi roli Mistrza Gry i jego podejścia do gry i graczy (problem oszukiwania i wszechwładzy MG). Był to jedyny, w pełni poświęcony grom wykład w trakcie konferencji.

Witold Tatkiewicz wystąpił z prelekcja "Broń biała wczoraj, dziś i jutro u nas i gdzie indziej". O ile pamiętam, autor przedstawił się jako materiałoznawca. Po krótkim wstępie na temat dawnych technik wyrobu broni białej, autor skupił się na problemie uzyskania jak najlepszego ostrza (odpowiednio ostre i odpowiednio elastyczne) w warunkach współczesnych. Spore wrażenie na nieprzyzwyczajonych (czytaj: humanistach) zrobiły wykresy wytrzymałości materiałów, z których chcielibyśmy wykonać głownię miecza. Zakres proponowanych surowców był spory: od tytanu, przez osm, po różnego rodzaju polimery. Nie obyło się też bez zahaczenia o materiały fantastyczne (adamantium).

Ostatnim wystąpieniem podczas konferencji było "Fizyka w Star Trek - fantastyka jak bardzo naukowa?" Szymona Kukulaka. Prowadzący - trekkie - omówił mniej lub bardziej naukowe elementy uniwersum seriali i filmów spod szyldu Star Trek. Teleportacja, fazery, torpedy fotonowe i inne cuda startrekowej techniki broniły się lepiej lub gorzej przed naukowa argumentacją, choć jak okazało się w trakcie prelekcji, niektóre elementy scenografii dało się wyjaśnić bez uciekania się do fizyki kwantowej (mnogość ras humanoidalnych to wina niskiego budżetu humanoida każdy może zagrać). Obok wykładu o broni było to moim zdaniem najlepsze wystąpienie podczas konferencji.

Niestety, wykład "Matematyka a n-wymiarowe światy" Anny Pajor nie odbył się z powodu nieprzybycia prelegentki. Po zakończeniu oficjalnego programu chętni mogli pograć w planszówki.

Konferencja Fizyka Światów Wyimaginowanych była konferencją naukową. Owszem, wśród organizatorów byli ludzie jeżdżący na kownenty, w kuluarach można było radośnie pogadać o fantastycznej imprezie zorganizowanej przez Uniwersytet Jagielloński, ale to nie była typowa impreza fantastyczna. Z drugiej strony jednak czułem się tam jak na dobrym konwencie - być może dlatego, że jednak presja na prelegentów była wyższa. Na konwentach bywa tak, że zgłoszony punkt programu realizowany jest po łebkach. Tutaj każdy z autorów prelekcji przygotował prezentacje multimedialną i widać było, ze doskonale wiedzą, o czym mówią.

Owszem, przydałaby się szersza reklama, bogatszy program, informator (choćby w postaci zadrukowanej kartki A4) - tego zabrakło. Jednak pomysł oficjalnego połączenia fantastycznych tematów z naukowym podejściem pod szyldem uczelni wart jest kontynuowania - oczywiście nie jest to mowa idea, ale o ile mi wiadomo, całkiem świeża w przypadku UJ. Pozwala to nie tylko propagować interesująca rozrywkę, ale też dalej rozbijać pokutujący wciąż w wielu miejscach stereotyp zjawiska infantylnego, niegodnego zainteresowania "poważnych ludzi". Sami zresztą przyznajcie, czy ciekawsze jest żmudne liczenie wytrzymałości stalowego pręta, czy może ustalanie optymalnych parametrów miecza +2? ;) Pozostaje mieć nadzieję, że tego typu konferencje będą odbywać się częściej.

Zdjęcia z konferencji znajdziecie w albumie (większość jest niestety niezbyt wyraźna - pstrykałem komórką, a ta wymaga dobrego światła).

Falkon 2007 - i wszystkie inne

, , , ...

Znów pojechałem na Falkon. Na ten konwent jeżdżę co roku, poczynając od jego drugiej edycji w 2001. Do tej pory tylko raz, w 2006, nie udało mi się wybrać do Lublina. Falkon jest dla mnie tradycyjnym zamknięciem sezonu konwentowego (na Nordcon jakoś nie udało mi się na razie dotrzeć) i wolę nie myśleć, że znów mógłbym opuścić tak sympatyczną imprezę.

Zastanawiałem się, czy pisać klasyczną relację. Ale myślę, że nie ma to większego sensu. Kilka sprawozdań już się w sieci pojawiło, a ja nie muszę się znęcać nad biednymi organizatorami, wytykając im potknięcia i niedoróbki. Niemniej jednak pozwolę sobie na kilka słów o tegorocznej edycji, a potem będzie też o Falkonie, ale ciut z innej beczki.

Lubelski listopadowy konwent ma to do siebie, że wychodzi. Nie pytajcie mnie, jak to możliwe. Za każdym razem Falkon po prostu działa, niezależnie od okoliczności czy pogody (pamiętny atak zimy w 2004). Nigdy jednak nie miałem większych zastrzeżeń co do samej imprezy, jak i organizującej go ekipy. W tym roku jednak chyba zadziałała zła magia nowej lokalizacji, ponieważ kilka rzeczy się wysypało, a i mam o czym pomarudzić. Nie będę się jednak nad tym długo rozwodził, oto wpadki:

  • małe sale sypialne; ponoć wszystkich pomieszczeń do spania było aż dziewięć, jednak ich rozmiar był niezadowalający (zakładam, że wszystkie miały podobną powierzchnię, jako że kilku nigdy nie odnalazłem). Już w piątek wszystko było zapchane i ci, którzy przyjechali wieczorem, musieli spać na korytarzu;
  • nie było pryszniców - to największy i podstawowy minus nowej lokalizacji Falkonu. Organizatorzy chcieli wstawić przenośne prysznice toi-toi, ale okazało się, że nie mieszczą się one w drzwiach. Tak więc celem zachowania higieny należało stosować stary, sprawdzony, magiczny sposób na wykapanie się w umywalce;
  • w naszej noclegowni przez trzy dni był wisiał nigdy nie wymieniany worek ze śmieciami. Co prawda poradziliśmy sobie i jako kulturalni konwentowicze nie zrobiliśmy wokół niego wysypiska, ale jednak obsługa powinna była zaglądać we wszystkie kąty;
  • przynajmniej na jednych drzwiach od sali prelekcyjnej ropiska punktów programu wisiała z aktualnościami opisującymi piątek;
  • informatory nie dotarły na czas. Nie była to jednak wina organizatorów, ale pewnej firmy kurierskiej, która "wcięła" przesyłkę. Najpierw organizatorzy zostali poinformowani, że całość trafiła do Warszawy. Potem, że większość jednak jest w Lublinie. Oczywiście informatory można było odebrać z magazynu dopiero w sobotę rano. Ucierpiał na tym konwent, ucierpieli organizatorzy. W kuluarach można było usłyszeć nawet słowa "sąd" i "prawnik". I nic dziwnego, popieram.
To były wady. Przyznaję, że tyle mankamentów Falkonu nie wymieniłem jeszcze nigdy. Mógłbym się jeszcze poczepiać detali w stylu chaotycznej prelekcji Kaduceusza o grach narratywistycznych (swoją droga, Garnek to potwór w ludzkiej skórze), Simana, który o GNS mówił jakoś bez przekonania (a ludzie uciekali z prelekcji), czy też nikłej liczby punktów programu, które wzbudziły moje zainteresowanie (co nie znaczy, że program był zły - wręcz przeciwnie). Ale to tylko szczegóły. Na Falkonie bawiłem się bardzo dobrze. Zdjęcia znajdziecie w albumie, fotorelacja wyszła jednak tak sobie - kiepskie światło było, a wciąż pstrykam komórką.

Z zalet, poza ogromnym programem, warto tez wspomnieć o salach prelekcyjnych, które domyślnie wyposażone były w projektory multimedialne i komputery. Tak jest specyfika Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji, gdzie odbył się tegoroczny Flakon. Do tego aule przeznaczone dla prelegentów doskonale spełniły swoje zdanie. Gdyby nie kilka mankamentów wymienionych wyżej, byłoby to doskonałe miejsce na konwent. Dodatkowym plusem był leżący po drugiej stronie ulicy Grill Bar, serwujący tanie piwo (Perła!) i dobre, równie tanie żarcie z grilla (kaszanka!)

Aha, zapomniałbym o najważniejszym.

Na Falkonie 2007 odbył się pokaz mody gotyckiej.
A jako bonus dorzucam dwa teksty, które pojawiły się podczas prelekcji Kaduceusza, autorzy pozostają do mojej wiadomości. Humor nie jest wyszukany, ale cóż, wtedy nas to rozbawiło. ;)

Twoja Stara rozumie Kaduceusza!
Gamizm, Narratywizm, Twoja Stara!

Pragnę też podziękować Moraczowi, Multidejowi, Telefaxowi, Żółwiowi i Ravenowi za radosną podróż do Krakowa. :)

I to wszystko. A teraz też o Falkonie, ale trochę inaczej.

* * *
Na pierwszy Falkon pojechałem niejako w ciemno. Słyszałem dobre opinie o edycji z 2000 roku i uznałem, że warto się wybrać do Lublina. Zdaje się, że pociągiem pojechałem sam. Parę innych osób miało dotrzeć w piątek wieczorem. Wszedłem na konwent i... zgubiłem się.

Falkon 2001 na zawsze zapamiętam jako imprezę, na której znałem góra pięć, no może dziesięć osób: ekipę, która przyjechała z Krakowa, przypadkiem spotkanego znajomego oraz poznanego mailowo koordynatora konwentu, Krzysia-Misia. Cała reszta z rzeszy coś 600 uczestników była dla mnie tajemniczym tłumem, który przybył na konwent. Miałem już w tym czasie za sobą kilkanaście zlotów i trochę znajomych w fandomie, ale wtedy czułem się bardzo mały i bardzo, bardzo samotny. A kiedy dowiedziałem się, że zdecydowana większość uczestników pochodzi z Lublina i okolic (bliższych lub dalszych, ale generalnie z tzw. Ściany Wschodniej), zabrakło mi słów. To zdumienie towarzyszy mi zresztą do dzisiaj. Każdy Falkon to dla mnie kolejny powód do zastanowienia się, jak organizatorzy to robią, że są w stanie przyciągnąć na imprezę tyle osób z regionu.

W 2001 pojechałem do Lublina niczym na pierwszy konwent w życiu. Jednak wracając do Krakowa mogłem już powiedzieć, że znam kilkanaście - jeśli nie kilkadziesiąt - osób z lubelskiego fandomu. Z każdego kolejnego Falkonu wyjeżdżałem bogatszy o nowe znajomości. Tym razem też tak było, parę osób poznałem nieco lepiej, a i kilka nowych twarzy i ksyw będę musiał zapamiętać. Zrobię to z przyjemnością. To właśnie na Falkonach poznałem Nelka, Monę i Morta, Kaduceusza, a ostatnio Woykersa, Zrudę i Ankę oraz zwariowaną ekipę z Bielska. Nie sposób wymienić wszystkich. Zresztą, Falkon to też ci, którzy już się na tych i innych konwentach nie pojawiają, z różnych przyczyn: Garfield, Melon...

Na moim pierwszym Falkonie miałem tez okazję poznać organizującą konwent ekipę z Cytadeli Syriusza. Była to spora odmiana w porównaniu z paroma innymi konwentami, gdzie orgowie dla zwykłego uczestnika czy prelegenta byli zwykle niedostępnym gronem kryjącym się w organizatorce. Lubelska załoga przyjęła mnie niezwykle serdecznie. Nie wiem do dziś, dlaczego. Może akurat mieli dobry dzień, a może się dogadaliśmy. Albo tez przeważyło to, że pochodzę z Zamościa, czyli jestem "swój"? W każdym razie tak ciepłego przyjęcia nie doświadczyłem nigdy (pomijając R-Kon i Mikon, choć tam akurat z orgami znałem się już wcześniej parę lat).

I tak jest co roku. Te same roześmiane twarze, ci sami świetni ludzie. Co prawda Beata to już nie dziewczyna, ale żona Krzyśka, Żucho ściął włosy, Mazgarox urósł i przypakował, a kilka innych osób też się już ustatkowało lub jest na dobrej drodze ku temu, ale wiele więcej się nie zmieniło. No, może komuś przybyło parę kilo lub nieco siwych włosów. Ale parę dni temu znów był śmiech, radość, uściski i opowiadanie, co słychać. Litwin przemycał dla mnie ciastka z greenroomu, a Neratin wreszcie powiedział, kiedy umarł Tolkien. No i były pytania, czy ja jeszcze żyję fandomowo - wystarczyło ominąć jeden Falkon i już mnie uśmiercono, ale o tym kiedy indziej.

Falkon stał się dla mnie strasznie ważnym konwentem. Niby to już impreza masowa, tysiąc uczestników, zgiełk i szum, ale z drugiej strony to dalej konwent, na który pojechałem sam, a wróciłem z całym naręczem znajomych i przyjaciół. To wyjątkowe trzy dni na mojej prywatnej mapie konwentowej, dla których warto zrobić wszystko, by tylko pojechać do Lublina. Ale to przede wszystkim ludzie, których co prawda widzę rzadko, z którymi kontakt w ciągu roku najczęściej mam sporadyczny. Ale zawsze w listopadzie, kiedy siedzę w pociągu, wiem, że za parę godzin znajdę się wśród przyjaciół.

Dziękuję Wam za wszystkie moje Falkony. Liczę, że za kolejne sześć lat nadal będziemy mogli, jak co roku, spotkać się w Lublinie, napić piwa i powspominać Falkon 2007 - i wszystkie inne.

Promocja po polsku

,

Czasem wydaje mi się, że Wydawnictwo Portal nareszcie znormalniało, jego szef przestał bluzgać klientów w sieci i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Zaraz potem okazuje się, że wszystko jednak jest w normie.

Wydawnictwo Portal nie zaszczyci fanów swą obecnością na Polconie 2007, ponieważ nie ma zamiaru płacić akredytacji, jak wszyscy inni prelegenci. Takie są zasady Polconu 2007 – wszyscy płacą, z organizatorami włącznie. O sprawie poinformował na swoim blogu Szaman, koordynator konwentu.

To początek nowego trendu w biznesie: reklama po polsku. Ja się będę reklamował, a wy mi za to podziękujecie. Albo jeszcze dopłacicie. Na reklamę bowiem wydawać nie trzeba. Zrobi się sama, albo rękami frajerów.

UPDATE 06.08.2007
Cytat z Szamana:

Coraz więcej wskazuje, że gdzieś wdarło się jakieś nieporozumienie i osoba, która wysłała nam informacje, że nas bojkotuje, ech... zostawić to bo jak nie napiszę zabrzmi głupio. Grunt, że widzę światełko w tunelu. Mam nadzieję, że to nie nadjeżdżający pociąg.


UPDATE 22.08.2007
Jak donoszą wiewiórki, sprawa skończyła się tak, że do bojkotu nikt sie otwarcie nie przyznał, za to wykręcono się sianem. Portala na Polconie ma nie być. Ot, Polska.