Skip navigation.

exploreopera

| Help

Sign up | Help

Posts tagged with "sieć"

Zaczynam się bać

,

Niedawno Lorca pisała o słowach kluczowych, po których internauci trafiają na jej blog. Dziś zajrzałem w statystyki i znalazłem to...

opowiadania kobiet o ginekologach

Wystarczy, że na blogu pojawiły się dwa z szukanych słów. Strach otworzyć lodówkę.

Jak zostałem celebrytkiem

,

Wczoraj w sieci wypłynął link: fandomciuchy.blox.pl. Kliknąłem i opadła mi kopara. Ktoś, kto wymyślił plotkarski serwis o fandomie, musiał mieć albo za dużo wolnego czasu, albo strasznie się nudzić w pracy.

Poklikałem, obejrzałem, pośmiałem się - trudno się nie śmiać z samych siebie. A dziś po południu dostaje wiadomość, że mnie obsmarowali. Plotki, ploteczki, to ja rozumiem. Ale to? Po chwili rechotałem na całe gardło. Dowalili mi bezbłędnie. Tak, to musi być nadmiar wolnego czasu. :)

Drogie Fandomciuchy! Niniejszym daję wam nie dość, że link, to jeszcze całą notkę na moim blogu i lecę zasubskrybować RSS od Was. Piszcie, obśmiewajcie, plotkujcie, donoście. Macie już jednego wiernego czytelnika. No, chyba, że Wam poziom spadnie...

Ale ten różowy design... Ja rozumiem, że "pudelek fandomu", ale to jednak przegięcie

PS. Kto to celebrytek dowiecie się z Wikipedii (o ile artykułu nie skasują, bo jest oznaczony do wywalenia).

Utop wieść w Bagnie

, , ,

Od paru lat sporą porcję codziennych wieści otrzymuję dzięki serwisowi Digg. Digg to sztandarowy przykład Web 2.0, strona, której treść w całości tworzona jest przez użytkowników. W skrócie: userzy dodają wieści; userzy głosują na dodane wieści; wieść która przekroczy pewien poziom punktowy publikowana jest na stronie głownej. Na bazie tego pomysłu powstało kilka diggopodobnych serwisów, mniej lub bardziej będących kopią oryginału.

Niedawno ruszyła polska fandomowa mutacja Digg: Bagno. Serwis działa wedle wspomnianych wyżej zasad: wieść można "utopić w bagnie", a gdy zgromadzi ona odpowiednio dużo punktów, zostanie "wyłowiona" i umieszczona na stronie głównej. Bagno przeznaczone jest dla treści związanych z fantastyką (filmy, gry komiksy, fandom) ale i informacjami z pogranicza (nauką popularną).

Czy Bagno chwyci? Zobaczymy. Dla tego typu portalu aktywni użytkownicy to sprawa kluczowa - muszą bowiem nie tylko dodawać treść, ale także oceniać ją. W każdym razie zamierzam Bagno co nieco powspierać. Przede wszystkim z ciekawości, czy się przyjmie i aby zobaczyć, jak projekt się rozwinie. Uważam też, że tego typu serwis potrzebny - to udoskonalony, elektroniczny odpowiednik poczty pantoflowej. Zamiast posyłać znajomym link do fajnego wpisu na blogu, który wygrzebało się w sieci, lepiej namówić ich do korzystania z Bagna i tam wrzucać ciekawe linki. Jeśli treść jest dobra, przebije się na pierwszą stronę (dla niektórych plusem może być także brak odgórnego nadzoru jakiegoś redaktora wannabe, który coś potnie, przekręci lub odrzuci, bo mu się z wewnętrzną etyką, jego widzimisię lub inną polityką firmy nie będzie zgadzało). Zapewne będą też tam trafiać informacje o najciekawszych tekstach i wydarzeniach, o których raportowały fantastyczne vortale - można więc ograniczyć liczbę odwiedzanych stron lub subskrybowanych kanałów RSS.

Bagno wciąż jest rozwijane (to dopiero wersja beta) i część rzeczy zapewne się zmieni (lub zacznie działać poprawnie, jak na przykład linki do kategorii). Warto jednak spróbować coś utopić i poobserwować efekty - dla ułatwienia zamieszono kawałek kodu, który umieszczony dajmy na to w blogowej notce wyświetla pod wpisem wygodny przycisk do publikowania wieści w serwisie, komu się notka spodoba, ten kliknie.

Oczywiście tego typu serwisy nie są pozbawione wad (tu polecam wikipedyczny wpis o Digg, a zwłaszcza sekcję o krytyce). Największym felerem paradoksalnie stać się może naczelna zasada działania: jeśli userzy będą wrzucać kiepskie treści i potem je promować, nikt nie będzie tego czytał. Wypada jednak życzyć Bagnu, by dorobiło się takiej bazy userów - i takich kontrowersji - jak Digg. To by było coś.

PS. Tak, mi też się nazwa "bagno" nie podoba, ale to koń darowany i tak dalej... ;)

Drogi blogasku

, , ,

Drogi blogasku

Napisałem dziś dwa komentarze na Polterze. Ale już mi lepiej. Kolejny raz zajrzę tam za jakieś dwa tygodnie. Może znów kogoś wywalą albo jakiś nastolatek napisze, ze Gaiman zlikwidował fantastyczne getto w USA, bo tak powiedział pewien dziadek, a wszystko przez wymianę pokoleń. Chyba przestałem być targetem, bo wymagam jakości i jako-takiego obeznania w temacie. Aha, przestroga dla nastolatków (ale innych, niż ci od Gaimana) - nie uczcie się rozpoznawać wieku ikon, bo nie macie prawa się na tym znać. Tak powiedział Recenzent. A poza tym zacznę chyba kibicować jakiejś wschodzącej gwiazdce fandomu, nie wiem tylko, od kogo zacząć, jako że możliwości jest wiele – etycy, tłumacze, krytycy. Czekam na propozycje.

Pozdrawiam nieżyczliwie i idę spać.
PS. Niniejszy post powstał w związku z brakiem nowych złośliwych komentarzy Borejki. Borejko, wróć!

Suplement.polter.pl

, , , ...

Kilka miesięcy temu pożegnałem się z Polter.pl. Powody odejścia z redakcji były różne, głównie te, które przedstawiłem w zlinkowanej notce na polterowym blogu. Ostatnie parę dni pokazało, że trzeba się było nie cackać, tylko napisać parę rzeczy wprost.

Słowem wyjaśnienia: tak się złożyło, ze znam kilka fajnych wiewiórek. Wiewiórki te buszują w sieci, głownie w miejscach, w których się udzielałem i od czasu do czasu przysyłają mi różne ciekawostki podejrzane na monitorach. To takie moje Osobowe Źródła Informacji sztuk kilka, używając obowiązującego dziś języka. Ogólnie rzecz biorąc dzięki wiewiórkom wiem, co się dzieje w różnych zakamarkach sieci, co sobie cenię. Cenię także wiewiórki, jako zwierzaki uczciwe i porządne, a dodatkowo obdarzone zdrowym rozsądkiem.

Kilka dni temu Starlift, były redaktor naczelny Polter.pl i długoletni współpracownik tego serwisu (jeden z ojców-założycieli wersji portalu odpalonej w 2001 roku; ja dołączyłem w 2002) postanowił - prawem zwykłego czytelnika, powodowany pośrednio artykułem z Esensji - skomentować obecny stan Polter.pl (warto przeczytać w zasadzie tylko pierwszą stronę flejmu, reszta to śmieci). Rzecz normalna w przypadku mediów: czytam, oceniam, wymagam. Pozwoliłem sobie dopisać do jego wypowiedzi parę słów, jako że w wielu punktach zgadzam się ze Starliftem i tekstem z Esensji (wpis wrzucę na końcu notki jako dodatek). Co się stało potem? Dostał zjeby od byłych kolegów z redakcji. Ja pośrednio zresztą też.

Ale nie to było najlepsze. W pewnej chwili zaczęły spływać do mnie raporty od wiewiórek dotyczące rozmów, jakie w swoim gronie toczyła redakcja - ludzie, z którymi Starlift i ja mieliśmy okazję nie tylko kilka lat pracować, ale i bawić się, przyjaźnić czy też po prostu lubić się. W redakcji panowała też zasada, że jeśli się coś nie podoba, to się o tym mówi. Tymczasem, za sprawą notki Starlifta, obecni redaktorzy zaczęli po nas jechać - tak po prostu. Gdyby jeszcze pisali prawdę, wtedy zamknął bym paszczę, stulił uszy po sobie i co najwyżej przeprosił. A tak powstała niniejsza notka.

Po co ten wpis? To suplement do mojego pożegnania z Polter.pl, to także słowo do tej części redakcji, z którą poznałem się słabo lub wcale, żeby wiedzieli, jak było naprawdę. Swego rodzaju sprostowanie bzdur wypisywanych przez parę osób. Nie jest to przyjemne, ale to dla mnie wyśmienita okazja, by zamknąć tę sprawę raz na zawsze.

Na początek kulisy mojego odejścia: jak napisałem w tamtej notce, byłem zmęczony i potrzebowałem zająć się własnym życiem w nieco większym wymiarze godzin. Ale nie planowałem pożegnania na styczeń. Bezpośrednią przyczyną przyśpieszająca moją decyzję było wymuszenie na mnie przez redaktora naczelnego (obecnego rednacza Polter.pl) publikacji tekstu. A raczej próba wymuszenia, bo nie zgodziłem się na to. Hasło "zrobisz wyjątek" oznaczałoby początek kolejki wyjątków, dodatkowo naruszało to zasady pracy redakcyjnej i podważało pozycję szefa działu - za jakość i dobór tekstów odpowiadałem osobiście i nie maiłem zamiaru robić jakichkolwiek wyjątków dla kogokolwiek. Wyboru właściwe nie miałem. Do naczelnego nie docierało, co robi, a ja mogłem albo respektować redakcyjną hierarchię (naczelny mówi - redakcja robi), co oznaczałoby pogwałcenie zasad pracy jednolitych dla całego serwisu oraz naruszyłoby pewną autonomię działu (w serwisie był wyznaczony ogólny profil tekstów - fantastyka; dobór treści należał do szefów działów i redakcji tychże), albo zrezygnować z pełnionej funkcji. A że sprawa ta wpisywała się pewien ciąg - nazwijmy to po imieniu - durnych pomysłów, złożyłem rezygnację. Miałem dość użerania się z wyskokami paru osób, które na przykład wymyśliły sobie, że zakażą redaktorom serwisu wypowiadania się w całym Internecie (słownie: całym Internecie) oraz negatywnego komentowania recenzowanych przez serwis produktów (pomysł łamał Prawo Prasowe i Konstytucję RP, ale widać nie takie rzeczy można wymuszać na ludziach robiących za darmo w hobbystycznym serwisie; potem dowiedziałem się, że ten wspaniały pomysł upadł z mojej winy, ale o tym niżej). Podążyłem więc w ślady Starlifta, który odszedł parę miesięcy wcześniej z zupełnie innych powodów (wpomina o nich na swoim blogu).

Teraz kilka ciekawostek z ostatnich dni. Wpis Starlifta sprawił, że na forum redakcyjnym Polter.pl pojawiło się kilka ciekawych komentarzy odnośnie naszych osób co z kolei ja pozwolę sobie skomentować. Określono nas m.in. jako 'elementy ekstremistyczne". Najwyraźniej ta ekstrema przejawiała się pięcioletnią pracą dla Polter.pl (przypominam: serwis fanowski, brak wynagrodzenia) i zapewne blokowaniem durnych pomysłów. Co ciekawe, po moim odejściu wspomniana wyżej idea ograniczenia wolności wypowiedzi redaktorom Polter.pl nie weszła w życie - widać mam nadprzyrodzone zdolności, skoro potrafię uwalać durne projekty samą siłą woli, nie będąc obecnym przy ich tworzeniu, choćby i zdalnie po kablu. Nie powiem, schlebia mi to. Najciekawsze, że to określenie padło w kontekście rozmowy o stanie serwisu, który to ponoć jest cudowny, o czym niżej. Ale i tak najlepszym jest to, że to między innymi za czasów tych właśnie elementów ekstremistycznych (łapie się tu więcej osób, niż tylko nas dwóch) serwis osiągnął szczyt popularności.

Pojawił się też ciekawy zarzut, ze Starlift i ja nie szkoliliśmy nowych redaktorów, by miał kto przejąć pałeczkę. Będę nieskromny: przez pięć lat wyszkoliłem (i to cholernie dobrze) jakieś 90% moderatorów serwisowego forum i kilkunastu moderatorów treści (newsy) oraz co najmniej kilku redaktorów językowych i technicznych, obaj też tworzyliśmy od podstaw dział redakcji tekstów. Wraz ze Starliftem napisaliśmy helpy do nowego Poltera, Starlift w tym celu zresztą stworzył dział info i dbał o jego rozwój, pilnowaliśmy spójności serwisu (sposób prezentacji treści jednolity dla wszystkich działów) doglądaliśmy jakości, pokazywaliśmy ludziom, co robią źle. Kiedy jakiś dział potrzebował pomocy, byliśmy tam. Ale kiedy my potrzebowaliśmy pomocy, zwykle nie było chętnych - był taki czas, kiedy przez parę miesięcy sam wrzucałem wieści na serwis na zmianę ze Starliftem, nikomu innemu się nie chciało. Widać powinniśmy teraz przeprosić za to wszystko, bo jednak było to za mało. A że nikt z nas nie wyszkolił zastępcy? A zgłosił się chętny do siedzenia nad serwisem kilka godzin dziennie i pilnowanie około stu osób w redakcji i/lub kilkuset na forum? Nie przypominam sobie, poza jednym czy dwoma wyjątkami. Jak napisałem, nikomu się nie chciało - więcej, parę miesięcy po starcie nowego silnika serwisu zdarzali się ludzie dalej pracujący starym trybem, mimo maili, upomnień, dosyłania instrukcji.

Z powyższym wiąże się kolejna zabawna rzecz: ponoć nie szkoliliśmy nikogo, bo uważaliśmy, że "Poltergeist to my". Większej głupoty nie słyszałem. Poltergeist był ZESPOŁEM. Redakcją. Drużyną. W tak rozbudowanym serwisie, jakim stał się Polter, nie było miejsca na gwiazdy i brylowanie. Jednostka bez całego zaplecza mogła niewiele, liczył się właśnie zespół (i, jak to się teraz modnie mówi, team spirit). Każdy chętny do pracy dostawał swoją działkę - a wierzcie mi, rzadko widać było las rąk. Polter.pl to nie był Starlift czy Seji, to była cała redakcja - do której wliczam też moderatorów, od czasu do czasu traktowanych przez różnych polterowych "ja wiem lepiej" jak ludzi drugiej kategorii (odcinanie dostępu do forum redakcyjnego i tym podobne kwiatki). Jeśli było parę osób bardziej widocznych na zewnątrz, to tylko dlatego, że więcej się udzielały poza serwisem i były z nim kojarzone. Ale same i tak nic by nie zrobiły, gdyby nie cały zespół. Polter.pl pokazał mi, czym jest dobrze zgrana drużyna i jakie efekty potrafi uzyskać. Dziś widać tendencję odwrotną i różne gwiazdeczki chcą zabłysnąć dzięki serwisowi - cóż, wypada życzyć powodzenia.

Najważniejsze zostawiłem jednak na koniec. Przez nasze krytyczne uwagi zostaliśmy określeni jako "osoby nieżyczliwe serwisowi". Jest to nie tylko kolejny świetlany przykład niewłaściwego użycia telepatii, ale także bardzo wyraźny sygnał do użytkowników Polter.pl - nie podoba ci się? Jesteś nam nieżyczliwy! Zupełnie jakbym słyszał polityków PiS, przeciwko którym są media, układ i cztery pory roku, ale wszystko idzie w najlepszym kierunku. Krytykować nie wolno, bo wszystko jest wspaniałe i cudowne (skoro jest tak cudownie, to po co rozmawiać o stanie serwisu bez ekstremistów?). Dodatkowo okazuje się, że wszelkie niepowodzenia (jednak jakieś są!) to wina poprzedniej ekipy. Czyżby Poltera robiła kiedyś III RP, a teraz nastały nowe porządki? Ciekawe, za poprzedniej ekipy statystyki rosły, teraz ponoć ostro spadają. Starlift i ja wypowiedzieliśmy się jako czytelnicy, którzy dodatkowo maja pojęcie o tworzeniu serwisu - kazano nam zamknąć paszcze. Jutro pewnie padnie na bogu ducha winnego usera. Pamiętaj więc, nie krytykuj Polter.pl. To cudowny serwis.

I jeszcze a'propos nieżyczliwości - Polter.pl za moich czasów był serwisem informacyjnym. Można było go czytać lub nie, doceniać lub bluzgać, ale czy ktoś kiedyś słyszał tekst o "nieżyczliwych czytelnikach"? Media nie są dla ludzi im życzliwych lub nie, media są dla tych, którzy ich potrzebują, podejście emocjonalne nie ma tu znaczenia. Widać Polter.pl staje się jakąś kliką, która wymaga poklasku i zrozumienia (i głaskania po główce), a nie serwisem prasowym. Głos czytelników był zawsze ważny dla redakcji, ale widać i to się zmieniło. Dla kogo więc będzie Polter.pl poza grupą zadowolonych z siebie redaktorów, którzy swe niepowodzenia zrzucają na nieobecnych?

I to chyba tyle. Nie powiem, że ucieszyło mnie to wszystko. Zwłaszcza, że nikt nie miał odwagi powiedzieć Starliftowi i mnie powyższych rzeczy prosto w oczy - a wypowiedzieli je ludzie, których znamy od dawna i z którymi współpracowaliśmy parę lat. Widać łatwiej jest bredzić w zamkniętym gronie i wyjaśniać w ten sposób niepowodzenia serwisu osobom nowym w redakcji.

I to tyle. Rozdział zatytułowany "Polter.pl" uważam za zamknięty, proszę mi więcej nie proponować pisania dla tego serwisu (owszem, miałem kilka ofert). To już, cytując Lorcę, "Nie mój cyrk, nie moje małpy".

Redakcji Polter.pl życzę teraz miłego szukania wiewiórek. Wiewiórki zaś zapraszam w umówione miejsce o stałej porze po odbiór wynagrodzenia.

Dziękuję za uwagę.
***
Moja opinia o Polter.pl z komentarza na blogu Starlifta (przepraszam za brak polskich liter i literówki, ale nie mam siły tego poprawiać):

O blogach, spolecznosci, itd.19-05-2007 23:53
Najpierw slowo wstepu: uzurpuje sobie prawo wypowiedzenia sie tutaj jako osoba, ktora przez 5 lat pomagala tworzyc Poltera, budowac serwisowa spolecznosc i starala sie, zeby to, co serwisu bylo w serwisie, a to, co czytelnikow i spolecznosci - razem z nimi. Bo jedno i drugie nie zawsze idzie w parze. Nie wypowiadalem sie tu przez dluzszy czas z roznych powodow, ale tym razem pozwole sobie na dluzszy wpis. Powody jak w pierwszym zdaniu.

Mam pytanie: czy ktos z redakcji wie, czym jest Web 2.0, sledzi rozwoj tego fenomenu spolecznego od dluzszego czasu i ma wogole pojecie, czym on sie charakteryzuje?

Nie ma czegos takiego, jak Web 1.5 czy Web 1.0. Bo to tak, jakby byc troche w ciazy. Owszem, mozna pewne elementy zapozyczyc, ale Web 2.0 one nie stworza. Ani nic posredniego, niezaleznie od zyczen tworcow.

To technikalia.

Co do spolecznosci: Borejko, pomysl na wykorzystanie potencjalu blogow byl - niech ludzie bloguja. I swietnie im to wychodzilo do momentu, az aktos wpadl na pomysl odgonrego sterowania spolecnzoscia - punkty za notki. Co zarznelo roznorodnosc dosk skutecznie - teraz 90% wpisow jest o rpg, fandomie i graniu. Bo moze news pojdzie.

A news isc musi. Polter pzestal publikowac teksty. Zapycha dziury blogami. Przez ostatnie kilka miesiecy obserwuje degeneracje serwisu - bo inaczej tego nazwac nie mozna. Te same newsy na RSS przychodza po pare razy dziennie - znak, ze ktos poprawial w nich bledy (agregator RSS wysyla je wtedy ponownie), do tego zwykle sa opoznione wwzgledem sieci (w tym innych serwisow PL) o dzien, dwa, bywa ze wiecej. Brak newsow erpegowych pomine milczeniem, bo tu juz zostalo siasc i plakac. Tekstow w serwisie praktycznie nie ma - jak to ktos na forum wyjasnil, brak ludzi, ktorzy teksty moga zredagowac - starczy popatrzec na dzial RPG, ktory publikowal co 2-3 tygodnie, a teraz puszcza nowy tekst co 2-3 miesiace.

Szkoda. Szkoda tym bardziej, ze wiem, ile kostzowalo zbudowanie pozycji Poltera, a teraz widze, jak latwo jest to wszystko roztrwonic. Ale pal szesc newsy i teksty. Najbardziej mi szkoda "spolecznosci" - nie w sensie ludzi, ale struktury. Zarznieto ja koncertowo. Bo co z tego, ze userzy produkuja "content", skoro leci on na jedno kopyto? To jest zwyczjanie nudne. I na cholere komu blog, skro zaraz wjedzie moderator i z buta wywali za jedno niecenzuralne slowo albo notke o religii (tak, zdarza mi sie sledzic rozne watki tutaj)? Serwis chce miec slszna tresc, niech zatrudni blog-autorow/blog-writerow, a nie wali ludzi po nerach.

Mam ten komfort, ze wiem, jak Polter dziala (a przynajmniej dzialal) od srodka. teraz moge popatrzec, jaki jest efekt braku pewnych rzeczy i jak sie to odbija na odbiorze serwisu. Niewiedza, brak kompetencji, glupie pomysly - takie trzy najciezsze grzechy, niestety, widoczne na pierwszy rzut oka. Bo nie wystarczy pokazac palcem kierunek, zeby bylo super. Trzeba jeszcze wiedziec, w ktora strone nalezy isc.

Kwestia Esensji - az mi sie wierzyc nie chce, ze tresc arta redakcja poznala z trzeciej reki. Dziwne tez, ze sie tym, z tego co widac, nie przejela - bo to jest bardzow ielka szpila wbita w Poltera wlasnie. Wbita przez magazyn, ktory zawsze byl serwisowi przyjazny i z ktorym byly zawsze swietne kontakty (choc byc moze myle wlasne obycie w fandomie, a za tym wiedze, kto co gdzie itd, z kontaktami miedzymedialnymi - coz, moze czas sie zainteresowac fandomem, droga redakcjo?). I skoro Esensja zwraca uwage, to jest serio cos nie tak. Tym bardziej, ze Esensja potwierdza tylko obserwacje czynione od jakiegos czasu.

I na koniec: spojnosc przekazu. Raz ocena jest, raz nie ma, to robienie sobie jaj z czytelnikow. Moze blad? Moze zajaczek? Moze lenistwo redaktora? Kto wie? A poza tym separatorem dziesietnym w j. polskim jest przecinek, nie kropka - ale widac ktos madrzejszy postanowil upiekszyc serwis tym jakze radosnym bledem po raz drugi. Forma przekazu powinna byc jednolita, chyba ze Polter zmienia sie w usluge hostowania stron - powiadomcie o tym, prosze, bo mam kilka rzeczy do powieszenia w sieci.

Jesli ktos dotarl do tego miejsca, dziekuje za uwage. Powyzsze to moja opinia i nie bede jej ani bronil, ani polemizowal na jej temat - nie mam bowiem takiej ochoty, ani potrzeby. Napisalem po prostu, co mi lezalo na watrobie i wracam do rzadkiego lurkowania - rzadkiego, bo coraz mniej znajduje tu rzeczy interesujacych, a po newsy erpegowe sam sobie zagladam do zrodel, glownie zagranicznych, bo juz zaden serwis w Polsce w zasadzie ich nie publkikuje, pomijajac zapowiedzi z ISA i info o blogowych wpisach Portala.

Amazon przecenia baterie

Tym razem rozbawił mnie sklep internetowy Amazon. Takiej przeceny, jak na screenie obok, chyba jeszcze świat nie widział. Niestety, już poprawili ;).

PS. Pozdrówka dla Gogola za podesłanie linku.

Jak hackować świat od środka

,

MMORPG Second Life pozwala użytkownikom na pisanie skryptów w Linden Scriptic Language - wewnątrzgrowym języku programowania. Mimo przeznaczenia i ograniczeń w zastosowaniu (LSL służy do opisywania tworzonych w grze obiektów, skrypt może mieć maksymalnie 16 KB) ktoś znalazł sposób na uprzykrzenie ludziom życia - w świecie gry pojawiły się złote obręcze - wprost z produkcji Sonic the Hedgehog (tak, razem z towarzyszącym ich zbieraniu dźwiękiem ;)). Nagranie z tego wydarzenia można obejrzeć tutaj.

Myślałem, że niewiele rzeczy może mnie zaskoczyć, jeśli chodzi o technologię. Aż zrobiłem "łał". Dobrze, że do RL nie ma skryptów ;).

Zgłaszam spamera

Czasem dostaję spam - a kto nie dostaje? W takich przypadkach bywa, że forwarduję maila do niejakiego pana A. Buse, który jakimś dziwnym trafem pracuje we wszystkich chyba dużych portalach sieciowych w Polsce. Zwykle po paru godzinach dostaję odpowiedź: "konto zostało zablokowane". Na przykład, wczoraj dostałem list z propozycja zakupu bazy danych teleadresowych, posłałem delikwenta gdzie trzeba, a dziś portal o2.pl odpisał, że konto zostało zablokowane.

Łatwo, szybko i przyjemnie? Tak się tylko wydaje. Jakiś czas temu posłałem zgłoszenie do abuse Interii. Odpowiedź tamtejszego BOK była co najmniej zaskakująca:

Szanowny Panie,

Dziękujemy za zgłoszenie, niemniej jednak prosimy o przysłanie
listownie lub faksem na numer 012 xxx xx xx poniższego
oświadczenia:

imie nazwisko
adres e-mail

Treść oświadczenia:
Niniejszym oświadczam, że nigdy nie wyrażałem zgody na otrzymywanie
niezamówionych informacji handlowych od podmiotu
............................... a tym samym nie posiadam wiedzy skąd mój
adres e-mail znalazł się w bazie tego podmiotu.
Uprzejmie proszę o zablokowanie ww. podmiotu w trybie regulaminu uslugi.

data i podpis.


Oczywiście nic nie wysłałem - komu by się chciało iść na pocztę, skoro takie sprawy powinno się załatwiać jednym kliknięciem?

Zrzutka, panowie

Każdy lubi mieć coś swojego. Ale czasem związany z tym upór jest bezcelowy - moim zdaniem, oczywiście.

Krótka historyjka: pewien serwis internetowy pociął się z firmą, z która był tematycznie związany. Stronę zdjęto. Niedługo potem właściciel strony otrzymał propozycję przeniesienia się pod skrzydła dużego, prężnie działającego serwisu - gdzie dostałby od ręki hosting, silnik, grafikę i całkiem sporą autonomię działania (w ramach tegoż serwisu i jego domeny, oczywiście).

Właściciel strony odmówił. Co zrobił potem? Wywiesił ogłoszenie o zrzutce na serwer i transfer, bo chce dalej mięć swoją stronę, ale nie ma jej gdzie ani za co postawić. Owszem, niezależność to fajna rzecz, życzę powodzenia i udanej kwesty (potrzebna suma nie jest wysoka). Ciekawe tylko, ile razy taka kwesta będzie musiała być powtórzona i czy uda się za każdym razem?

Pamiętam jeszcze zrzutki na serwer i łącze w Poltergeiście - bywało ciężko, bo ludzie nie mieli pieniędzy. Jasne, altruiści są na świecie, więc pewnie pieniądze w tym przypadku uda się zebrać. Raz. Dwa. Może i trzy.

Ciekawi mnie tylko, co będzie, kiedy ten system, oparty na bardzo kruchych podstawach, padnie. Co wtedy zrobi właściciel strony? Dziś miałby przewagę w negocjacjach z serwisem, który wystosował zaproszenie. Za pół roku czy też za rok być może sytuacja odwróci się o 180 stopni i to serwis będzie dyktował warunki. Choć oczywiście projekt może wypalić - Wikipedia przecież działa.

Niezależność to fajna rzecz. Pod warunkiem, że cię na nią stać.

Czy na tym forum można poklikać?

Fora internetowe zabiły listy dyskusyjne. Pokolenie point'n'click zawładnęło też Internetem, porzucając wymóg skonfigurowania, choćby pobieżnie, klienta poczty, na rzecz graficznego środka komunikacji.

Ostatnio wydaje mi się, że nie dość, że fora opanowały sieć, to dla niektórych sam Internet to jedno wielkie forum. Na Poltergeiście w komentarzach pojawiają się wpisy typu witam opowieccie mi o co chodzi na tym forum by moglem razem z wami dawac komcie, a i na niniejszym blogu pokazał się wpis: nie iwme czy ktos odwiedza jeszcze to fotum (...). Pomijając literówki, sprawa jest jasna - gdzie są wpisy, jest i forum.

Usenetu też to nie ominęło, co jakiś czas ktoś wpada na przykład na pl.rec.gry.rpg i wyraża się o grupie per "forum". Widać trafił tam przez którąś z brakem www-usenet.

Cóż, poziom wiedzy, jak widać, niski jest w narodzie. Ale czemu się dziwić? W czasach, kiedy ikona Internet Explorera utożsamia jest z Internetem, mało co może jeszcze zaskoczyć.