Skip navigation.

100% Seji

W dzisiejszym świecie ten wygrywa wojny, kto ma lepsze CNN

Posts tagged with "sieć"

Dystrybucja cyfrowa potrzebna od zaraz

Amerykańska stacja telewizyjna ABC zrobiła widzom psikusa, wyciągając wtyczkę serialowi Defying Gravity1. Serial anulowano po wyemitowaniu ósmego odcinka z trzynastu, pod pretekstem niskiej oglądalności. Pierwsze doniesienia mówiły o całkowitym wycofaniu tytułu, jednak ABC ogłosiło, że jedynie „szukają dla serii lepszego czasu emisji”. Szukają tak od połowy września.

W międzyczasie kolejne odcinki zaczęły emitować stacje kanadyjskie: CTV (współproducent serialu – jeden epizod) i SPACE (pozostałe – do końca sezonu brakuje jeszcze dwóch). Stacje te dostępne są jedynie dla mieszkańców Kanady. W ten oto sposób widzowie dostali niespodziewanego kopniaka w tyłek i serialu do końca nie obejrzą, chyba że przeprowadzą się do Kanady albo zaczną kombinować: znajdą odpowiednią stronę z linkami, zaopatrzą się w odpowiedni program, zgrają odpowiedni plik, obejrzą, skasują, a potem będą drżeć ze strachu przed RIAA i innymi, podobnymi cerberami ery analogowych wytworów artystycznych i prawa z poprzedniej epoki (jak na razie niedoścignionym wzorem pozostaje dla mnie ZAiKS, który dwa lata temu domagał się kasy za utwory udostępnione na licencji Creative Commons – w głowie się nie mieściło, że ktoś może się dzielić muzyką za darmo).

Aby to zmienić, wystarczyłoby, żeby producent wystawił pliki na swoim serwerze i pobierał opłatę – od ściągniętego pliku lub jakąś formę abonamentu. Trzy lata temu pisałem o pomyśle ryczałtowej opłaty za ściąganie rozważanym we Francji, niestety odrzuconym (dziś Francja znajduje się wśród krajów najbardziej nalegających na masową penalizację udostępniania plików). Od tamtego czasu nie tylko producenci nie zmądrzeli i nie zorientowali się, że żyją w epoce szybkiej i łatwej wymiany informacji dzięki globalnej sieci, wręcz przeciwnie – propozycje rozwiązania problemu stają się coraz bardziej radykalne, a głosy, by odświeżyć założenia prawa autorskiego, giną w jazgocie koncernów krzyczących o stratach powodowanych przez piratów (które to straty ani nie są dobrze udowodnione, ani rzetelnie udokumentowane).

Kwestie finansowe są główną osią „sporu o ściąganie”. Istnieje jednak inny aspekt tej sprawy: dobro widza, który chciałby coś obejrzeć. Owszem, są już na szczęście stacje telewizyjne, które na swoich stronach udostępniają różne produkcje, jednak najczęściej możliwość oglądania zagwarantowana jest jedynie dla mieszkańców danego kraju (powód: opłaty licencyjne). Znów zaczyna się kombinowanie: proxy, Tor lub ponowne poszukiwanie odpowiedniej strony z linkami. A wystarczyłoby umieścić na stronie formularz do płatności kartą, żeby widzowie, którym stacja telewizyjna zdejmie serial z ramówki, nie musieli szukać w sieci kiepskiej kopii ripowanej z satelity przez nastolatka z tunerem TV. Ta opcja albo dodatkowa opłata „na artystów” doliczana chętnym do abonamentu internetowego mogłyby załatwić sprawę.

Mam nadzieję, że doczekam dnia, w którym producenci dostrzegą korzyści i zyski! płynące z dystrybucji cyfrowej, a któraś ze stacji telewizyjnych udostępni swojego trackera torrentowego. Chętnie zapłacę.

_______________
1Defying Gravity to bardzo sympatyczne SF, którego fabuła nie opiera się wyłącznie na kolejnej teorii spiskowej i mrocznej tajemnicy rozpisanej na sześc sezonów i „expanded universe interactive game”, ale przede wszystkim na relacjach międzyludzkich i pytaniach o to, ile można poświęcić, by osiągnąć cel.


mBank: ale fajny samiec z Ciebie

,

Przeglądałem informacje o kończącej się akcji promocyjnej mBanku. Z ciekawości kliknąłem na link do regulaminu. Plik PDF załadował się zgodnie z oczekiwaniami.

Potem spojrzałem na belkę czytnika PDF i zgubiłem szczękę. Regulamin we właściwościach pliku wpisany miał następujący tytuł:

"ale fajny samiec z Ciebie, kurda prawie jak heteryk, to rzadkość u gejów, strasznie mnie to kreci i niewykluczone, ze aż dam sie dorwać"

Plik wciąż jest do ściągnięcia ze strony mBanku (zlinkowany wyżej); dla chetnych mam kopię. :>

Co prawda pewnie usuną cały wpis wraz z końcem promocji (31 maja), ale i tak dam im znać jutro.

Ktoś chyba się zagapił z Ctrl+C/Ctrl+V. :P

UPDATE 25.05.2009 21:25
Już poprawili.

Screeny (kliknij, aby powiększyć)



GryFabularne.pl - 1 kwietnia

, ,

Poprzedni wpis to oczywiście primaaprilisowy żart. Choć nie do końca. Założenia są jak najbardziej prawdziwe w kontekście tego, co chciałbym zobaczyć w sieci. Niestety, brakuje inwestora. ;)

Jeśli jednak za pół roku czy za rok odkryję na jakimś portalu kącik dla wydawców, z całą maszynerią wspierającą wydawanie gier, będę się cieszył. Tak więc, jeśli macie środki, możecie pożyczyć sobie pomysł. Albo dajcie mi znać, a chętnie pomogę w realizacji. Tanio. :>

GryFabularne.pl

, ,

1 kwietnia ;)

1 stycznia 2010 roku wystartuje inicjatywa GryFabularne.pl. Będzie to portal społecznościowy, który ma zamiar zebrać społeczność graczy w jednym miejscu i ułatwić miłośnikom gier fabularnych komunikację i wymianę doświadczeń.

Wizja: w 2013 roku chcemy być największym (liczba zarejestrowanych użytkowników, ale też odsetek aktywnych w serwisie) i oferującym najlepsze usługi portalem społecznościowym skierowanym do graczy. Rozwiązania, które zamierzamy wdrożyć, czerpią z modelu Web 2.0. Chcemy zaoferować blogi, miniblogi, polecenia, networking, wsparcie dla sesji online (Skype, fora, komunikatory, specjalistyczne oprogramowanie do grania w RPG po sieci) oraz narzędzia dla twórców gier, w tym sklep internetowy i wydawnictwo „small press” – publikacje elektroniczne i druk na żądanie (o tym więcej w przyszłości).

Misja: najważniejszy jest gracz. Rozwiązania i narzędzia, jakie oferujemy, są przeznaczone dla niego. Jesteśmy graczami i chcemy, aby inni mogli skorzystać z naszych doświadczeń. Chcemy być partnerem – nie mentorem, opiekunem – ale nie nadzorcą. Naszym zdaniem jest dostarczyć narzędzi, Waszym – wykorzystać je. Chcemy być pomocni, otwarci na Wasze głosy, dostarczyć wam najlepszych rozwiązań, by Wasze gry stały się jeszcze lepsze. Dla twórców będziemy miejscem, gdzie będą mogli zająć się tworzeniem gier, uzyskując pomoc w ich promocji i wydaniu. Zależy nam na rozwoju rynku RPG w Polsce i mamy zamiar konsekwentnie wspierać fanowskie i profesjonalne inicjatywy.

Cele biznesowe: (bez wdawania się w detale, zainteresowanych prospektem prosimy o kontakt) zakładamy, że przedsięwzięcie wyjdzie na zero za pięć lat, a zacznie na siebie zarabiać po kolejnych pięciu. Nie mamy zamiaru udawać, że wszystko operuje dzięki powietrzu i dobrej woli. Pieniądze przede wszystkim wydawane będą na inwestycje zgodne z założeniami portalu: na promowanie gier fabularnych. Przede wszystkim chcemy zapewnić piszącym dla nas autorom uczciwą wierszówkę. Mamy pewność, że rynek gier fabularnych w Polsce da się odbudować i rozbudować do poziomu, na którym działalność tego typu będzie opłacalna dla wszystkich. Serwis oparty na Web 2.0 będzie miał zarząd ograniczoną do minimum, którego celem będzie sprawowanie kontroli nad podstawowymi założeniami przedsięwzięcia, jak i realizacja celów biznesowych. Niewielka redakcja zarządzać będzie treścią platformy. Głównym inwestorem jest duża firma outsourcingowa. Korzystanie z serwisu, poza opcjami dla wydawców, będzie bezpłatne. Reklamy będą profilowane pod kątem publikowanych treści.

Zapraszam do współpracy. Więcej informacji (detale technologiczne, design serwisu, etc.) pod koniec kwietnia.

Kontakt:
Biuro Zarządu: Marcin Segit (marcin.segit@gryfabularne.pl)
Kontakt biznesowy: biznes@gryfabularne.pl
Współpraca: wspolpraca@gryfabularne.pl

Dodatkowe informacje

Stawiamy na model społecznościowy (Web 2.0), co nie oznacza, że czekamy tylko na to, co nam dostarczycie. Po pierwsze, podpisaliśmy kontrakty z kilkunastoma twórcami i propagatorami gier, zarówno polskimi i zagranicznymi. Są wśród nich wydawcy, autorzy, ale także bloggerzy. Nie zamierzamy przyjść do Was z pustymi rękami i czekać, aż coś zrobicie. Po drugie, będziemy wypłacać wierszówkę autorom tekstów opublikowanych w serwisie. Najlepsi mogą liczyć na stały angaż. Płacić będziemy także za redakcję i korektę tekstów. Model rozliczenia newsów zostanie przedstawiony w późniejszym terminie (pracujemy nad nim; najprawdopodobniej będzie miał formę atrakcyjnego rozliczenia bezgotówkowego – gry, książki, gadżety).

Owszem, skoro mamy zamiar za coś płacić, to chcemy mieć nad tym kontrolę. Nie obawiajcie się, nie będziemy domagać się od Was zrzeczenia się praw autorskich. Poziom kontroli nad publikacjami, jaki będziemy sprawować, ma na celu zapewnić jedynie ogólny nadzór treści (to ma być serwis o RPG, a nie o porno). Do tego chcemy wyłapywać zdolnych autorów. Newsy, jak wspomniałem wyżej, będą oparte na mechanizmie Bagna, które stanie się częścią portalu. Treści tworzone przez użytkowników nie będą moderowane, wyjąwszy przypadki stojące w sprzeczności z obowiązującym prawem (przede wszystkim te wymienione w Kodeksie Karnym). Blogi nie będą profilowane – nie muszą być wyłącznie o grach! Nie mamy zamiaru ani ochoty prowadzić akcji policyjnych i nękać użytkowników za jeden wulgaryzm lub treści nie pasujące do naszej wizji lub poglądów. My dajemy narzędzia, Wy możecie ich używać tak, jak Wam przyjdzie na to ochota.

Owszem, to jest biznes. Jednak jeśli ktoś będzie chciał wydać z naszą pomocą grę, może liczyć na uczciwe warunki umowy. Zależy nam na rozwoju rynku, a nie na jego dobiciu. Osoby zarządzające przedsięwzięciem mają inne źródła dochodu i nie muszą dorabiać na dwudziestu kopiach cudzego podręcznika. Podkreślamy, że założeniem jest rentowność portalu, a nie naszych kieszeni. Zysk będzie inwestowany w rozwój technologiczny serwisu, poszerzanie oferty jak i rozbudowę rynku gier fabularnych w Polsce.

Więcej o tym, co mamy do zaoferowania, grafiki, nazwiska twórców, podamy w ciągu najbliższych miesięcy.

Jeśli macie pytania, prosimy zadawać je w komentarzach.

Zaczynam się bać

,

Niedawno Lorca pisała o słowach kluczowych, po których internauci trafiają na jej blog. Dziś zajrzałem w statystyki i znalazłem to...

opowiadania kobiet o ginekologach

Wystarczy, że na blogu pojawiły się dwa z szukanych słów. Strach otworzyć lodówkę.

Jak zostałem celebrytkiem

,

Wczoraj w sieci wypłynął link: fandomciuchy.blox.pl. Kliknąłem i opadła mi kopara. Ktoś, kto wymyślił plotkarski serwis o fandomie, musiał mieć albo za dużo wolnego czasu, albo strasznie się nudzić w pracy.

Poklikałem, obejrzałem, pośmiałem się - trudno się nie śmiać z samych siebie. A dziś po południu dostaje wiadomość, że mnie obsmarowali. Plotki, ploteczki, to ja rozumiem. Ale to? Po chwili rechotałem na całe gardło. Dowalili mi bezbłędnie. Tak, to musi być nadmiar wolnego czasu. :)

Drogie Fandomciuchy! Niniejszym daję wam nie dość, że link, to jeszcze całą notkę na moim blogu i lecę zasubskrybować RSS od Was. Piszcie, obśmiewajcie, plotkujcie, donoście. Macie już jednego wiernego czytelnika. No, chyba, że Wam poziom spadnie...

Ale ten różowy design... Ja rozumiem, że "pudelek fandomu", ale to jednak przegięcie

PS. Kto to celebrytek dowiecie się z Wikipedii (o ile artykułu nie skasują, bo jest oznaczony do wywalenia).

Polecanka

,

Zapraszam na bloga mojej siostry. Znajdziecie tam milusi cytacik z książki do religii dla pierwszej klasy liceum wraz z krótkim, acz celnym komentarzem. Liczę na więcej interesujących cytatów z tego podręcznika do prania mózgów. :)

Utop wieść w Bagnie

, , ,

Od paru lat sporą porcję codziennych wieści otrzymuję dzięki serwisowi Digg. Digg to sztandarowy przykład Web 2.0, strona, której treść w całości tworzona jest przez użytkowników. W skrócie: userzy dodają wieści; userzy głosują na dodane wieści; wieść która przekroczy pewien poziom punktowy publikowana jest na stronie głownej. Na bazie tego pomysłu powstało kilka diggopodobnych serwisów, mniej lub bardziej będących kopią oryginału.

Niedawno ruszyła polska fandomowa mutacja Digg: Bagno. Serwis działa wedle wspomnianych wyżej zasad: wieść można "utopić w bagnie", a gdy zgromadzi ona odpowiednio dużo punktów, zostanie "wyłowiona" i umieszczona na stronie głównej. Bagno przeznaczone jest dla treści związanych z fantastyką (filmy, gry komiksy, fandom) ale i informacjami z pogranicza (nauką popularną).

Czy Bagno chwyci? Zobaczymy. Dla tego typu portalu aktywni użytkownicy to sprawa kluczowa - muszą bowiem nie tylko dodawać treść, ale także oceniać ją. W każdym razie zamierzam Bagno co nieco powspierać. Przede wszystkim z ciekawości, czy się przyjmie i aby zobaczyć, jak projekt się rozwinie. Uważam też, że tego typu serwis potrzebny - to udoskonalony, elektroniczny odpowiednik poczty pantoflowej. Zamiast posyłać znajomym link do fajnego wpisu na blogu, który wygrzebało się w sieci, lepiej namówić ich do korzystania z Bagna i tam wrzucać ciekawe linki. Jeśli treść jest dobra, przebije się na pierwszą stronę (dla niektórych plusem może być także brak odgórnego nadzoru jakiegoś redaktora wannabe, który coś potnie, przekręci lub odrzuci, bo mu się z wewnętrzną etyką, jego widzimisię lub inną polityką firmy nie będzie zgadzało). Zapewne będą też tam trafiać informacje o najciekawszych tekstach i wydarzeniach, o których raportowały fantastyczne vortale - można więc ograniczyć liczbę odwiedzanych stron lub subskrybowanych kanałów RSS.

Bagno wciąż jest rozwijane (to dopiero wersja beta) i część rzeczy zapewne się zmieni (lub zacznie działać poprawnie, jak na przykład linki do kategorii). Warto jednak spróbować coś utopić i poobserwować efekty - dla ułatwienia zamieszono kawałek kodu, który umieszczony dajmy na to w blogowej notce wyświetla pod wpisem wygodny przycisk do publikowania wieści w serwisie, komu się notka spodoba, ten kliknie.

Oczywiście tego typu serwisy nie są pozbawione wad (tu polecam wikipedyczny wpis o Digg, a zwłaszcza sekcję o krytyce). Największym felerem paradoksalnie stać się może naczelna zasada działania: jeśli userzy będą wrzucać kiepskie treści i potem je promować, nikt nie będzie tego czytał. Wypada jednak życzyć Bagnu, by dorobiło się takiej bazy userów - i takich kontrowersji - jak Digg. To by było coś.

PS. Tak, mi też się nazwa "bagno" nie podoba, ale to koń darowany i tak dalej... ;)

Drogi blogasku

, , ,

Drogi blogasku

Napisałem dziś dwa komentarze na Polterze. Ale już mi lepiej. Kolejny raz zajrzę tam za jakieś dwa tygodnie. Może znów kogoś wywalą albo jakiś nastolatek napisze, ze Gaiman zlikwidował fantastyczne getto w USA, bo tak powiedział pewien dziadek, a wszystko przez wymianę pokoleń. Chyba przestałem być targetem, bo wymagam jakości i jako-takiego obeznania w temacie. Aha, przestroga dla nastolatków (ale innych, niż ci od Gaimana) - nie uczcie się rozpoznawać wieku ikon, bo nie macie prawa się na tym znać. Tak powiedział Recenzent. A poza tym zacznę chyba kibicować jakiejś wschodzącej gwiazdce fandomu, nie wiem tylko, od kogo zacząć, jako że możliwości jest wiele – etycy, tłumacze, krytycy. Czekam na propozycje.

Pozdrawiam nieżyczliwie i idę spać.
PS. Niniejszy post powstał w związku z brakiem nowych złośliwych komentarzy Borejki. Borejko, wróć!

Suplement.polter.pl

, , , ...

Kilka miesięcy temu pożegnałem się z Polter.pl. Powody odejścia z redakcji były różne, głównie te, które przedstawiłem w zlinkowanej notce na polterowym blogu. Ostatnie parę dni pokazało, że trzeba się było nie cackać, tylko napisać parę rzeczy wprost.

Słowem wyjaśnienia: tak się złożyło, ze znam kilka fajnych wiewiórek. Wiewiórki te buszują w sieci, głownie w miejscach, w których się udzielałem i od czasu do czasu przysyłają mi różne ciekawostki podejrzane na monitorach. To takie moje Osobowe Źródła Informacji sztuk kilka, używając obowiązującego dziś języka. Ogólnie rzecz biorąc dzięki wiewiórkom wiem, co się dzieje w różnych zakamarkach sieci, co sobie cenię. Cenię także wiewiórki, jako zwierzaki uczciwe i porządne, a dodatkowo obdarzone zdrowym rozsądkiem.

Kilka dni temu Starlift, były redaktor naczelny Polter.pl i długoletni współpracownik tego serwisu (jeden z ojców-założycieli wersji portalu odpalonej w 2001 roku; ja dołączyłem w 2002) postanowił - prawem zwykłego czytelnika, powodowany pośrednio artykułem z Esensji - skomentować obecny stan Polter.pl (warto przeczytać w zasadzie tylko pierwszą stronę flejmu, reszta to śmieci). Rzecz normalna w przypadku mediów: czytam, oceniam, wymagam. Pozwoliłem sobie dopisać do jego wypowiedzi parę słów, jako że w wielu punktach zgadzam się ze Starliftem i tekstem z Esensji (wpis wrzucę na końcu notki jako dodatek). Co się stało potem? Dostał zjeby od byłych kolegów z redakcji. Ja pośrednio zresztą też.

Ale nie to było najlepsze. W pewnej chwili zaczęły spływać do mnie raporty od wiewiórek dotyczące rozmów, jakie w swoim gronie toczyła redakcja - ludzie, z którymi Starlift i ja mieliśmy okazję nie tylko kilka lat pracować, ale i bawić się, przyjaźnić czy też po prostu lubić się. W redakcji panowała też zasada, że jeśli się coś nie podoba, to się o tym mówi. Tymczasem, za sprawą notki Starlifta, obecni redaktorzy zaczęli po nas jechać - tak po prostu. Gdyby jeszcze pisali prawdę, wtedy zamknął bym paszczę, stulił uszy po sobie i co najwyżej przeprosił. A tak powstała niniejsza notka.

Po co ten wpis? To suplement do mojego pożegnania z Polter.pl, to także słowo do tej części redakcji, z którą poznałem się słabo lub wcale, żeby wiedzieli, jak było naprawdę. Swego rodzaju sprostowanie bzdur wypisywanych przez parę osób. Nie jest to przyjemne, ale to dla mnie wyśmienita okazja, by zamknąć tę sprawę raz na zawsze.

Na początek kulisy mojego odejścia: jak napisałem w tamtej notce, byłem zmęczony i potrzebowałem zająć się własnym życiem w nieco większym wymiarze godzin. Ale nie planowałem pożegnania na styczeń. Bezpośrednią przyczyną przyśpieszająca moją decyzję było wymuszenie na mnie przez redaktora naczelnego (obecnego rednacza Polter.pl) publikacji tekstu. A raczej próba wymuszenia, bo nie zgodziłem się na to. Hasło "zrobisz wyjątek" oznaczałoby początek kolejki wyjątków, dodatkowo naruszało to zasady pracy redakcyjnej i podważało pozycję szefa działu - za jakość i dobór tekstów odpowiadałem osobiście i nie maiłem zamiaru robić jakichkolwiek wyjątków dla kogokolwiek. Wyboru właściwe nie miałem. Do naczelnego nie docierało, co robi, a ja mogłem albo respektować redakcyjną hierarchię (naczelny mówi - redakcja robi), co oznaczałoby pogwałcenie zasad pracy jednolitych dla całego serwisu oraz naruszyłoby pewną autonomię działu (w serwisie był wyznaczony ogólny profil tekstów - fantastyka; dobór treści należał do szefów działów i redakcji tychże), albo zrezygnować z pełnionej funkcji. A że sprawa ta wpisywała się pewien ciąg - nazwijmy to po imieniu - durnych pomysłów, złożyłem rezygnację. Miałem dość użerania się z wyskokami paru osób, które na przykład wymyśliły sobie, że zakażą redaktorom serwisu wypowiadania się w całym Internecie (słownie: całym Internecie) oraz negatywnego komentowania recenzowanych przez serwis produktów (pomysł łamał Prawo Prasowe i Konstytucję RP, ale widać nie takie rzeczy można wymuszać na ludziach robiących za darmo w hobbystycznym serwisie; potem dowiedziałem się, że ten wspaniały pomysł upadł z mojej winy, ale o tym niżej). Podążyłem więc w ślady Starlifta, który odszedł parę miesięcy wcześniej z zupełnie innych powodów (wpomina o nich na swoim blogu).

Teraz kilka ciekawostek z ostatnich dni. Wpis Starlifta sprawił, że na forum redakcyjnym Polter.pl pojawiło się kilka ciekawych komentarzy odnośnie naszych osób co z kolei ja pozwolę sobie skomentować. Określono nas m.in. jako 'elementy ekstremistyczne". Najwyraźniej ta ekstrema przejawiała się pięcioletnią pracą dla Polter.pl (przypominam: serwis fanowski, brak wynagrodzenia) i zapewne blokowaniem durnych pomysłów. Co ciekawe, po moim odejściu wspomniana wyżej idea ograniczenia wolności wypowiedzi redaktorom Polter.pl nie weszła w życie - widać mam nadprzyrodzone zdolności, skoro potrafię uwalać durne projekty samą siłą woli, nie będąc obecnym przy ich tworzeniu, choćby i zdalnie po kablu. Nie powiem, schlebia mi to. Najciekawsze, że to określenie padło w kontekście rozmowy o stanie serwisu, który to ponoć jest cudowny, o czym niżej. Ale i tak najlepszym jest to, że to między innymi za czasów tych właśnie elementów ekstremistycznych (łapie się tu więcej osób, niż tylko nas dwóch) serwis osiągnął szczyt popularności.

Pojawił się też ciekawy zarzut, ze Starlift i ja nie szkoliliśmy nowych redaktorów, by miał kto przejąć pałeczkę. Będę nieskromny: przez pięć lat wyszkoliłem (i to cholernie dobrze) jakieś 90% moderatorów serwisowego forum i kilkunastu moderatorów treści (newsy) oraz co najmniej kilku redaktorów językowych i technicznych, obaj też tworzyliśmy od podstaw dział redakcji tekstów. Wraz ze Starliftem napisaliśmy helpy do nowego Poltera, Starlift w tym celu zresztą stworzył dział info i dbał o jego rozwój, pilnowaliśmy spójności serwisu (sposób prezentacji treści jednolity dla wszystkich działów) doglądaliśmy jakości, pokazywaliśmy ludziom, co robią źle. Kiedy jakiś dział potrzebował pomocy, byliśmy tam. Ale kiedy my potrzebowaliśmy pomocy, zwykle nie było chętnych - był taki czas, kiedy przez parę miesięcy sam wrzucałem wieści na serwis na zmianę ze Starliftem, nikomu innemu się nie chciało. Widać powinniśmy teraz przeprosić za to wszystko, bo jednak było to za mało. A że nikt z nas nie wyszkolił zastępcy? A zgłosił się chętny do siedzenia nad serwisem kilka godzin dziennie i pilnowanie około stu osób w redakcji i/lub kilkuset na forum? Nie przypominam sobie, poza jednym czy dwoma wyjątkami. Jak napisałem, nikomu się nie chciało - więcej, parę miesięcy po starcie nowego silnika serwisu zdarzali się ludzie dalej pracujący starym trybem, mimo maili, upomnień, dosyłania instrukcji.

Z powyższym wiąże się kolejna zabawna rzecz: ponoć nie szkoliliśmy nikogo, bo uważaliśmy, że "Poltergeist to my". Większej głupoty nie słyszałem. Poltergeist był ZESPOŁEM. Redakcją. Drużyną. W tak rozbudowanym serwisie, jakim stał się Polter, nie było miejsca na gwiazdy i brylowanie. Jednostka bez całego zaplecza mogła niewiele, liczył się właśnie zespół (i, jak to się teraz modnie mówi, team spirit). Każdy chętny do pracy dostawał swoją działkę - a wierzcie mi, rzadko widać było las rąk. Polter.pl to nie był Starlift czy Seji, to była cała redakcja - do której wliczam też moderatorów, od czasu do czasu traktowanych przez różnych polterowych "ja wiem lepiej" jak ludzi drugiej kategorii (odcinanie dostępu do forum redakcyjnego i tym podobne kwiatki). Jeśli było parę osób bardziej widocznych na zewnątrz, to tylko dlatego, że więcej się udzielały poza serwisem i były z nim kojarzone. Ale same i tak nic by nie zrobiły, gdyby nie cały zespół. Polter.pl pokazał mi, czym jest dobrze zgrana drużyna i jakie efekty potrafi uzyskać. Dziś widać tendencję odwrotną i różne gwiazdeczki chcą zabłysnąć dzięki serwisowi - cóż, wypada życzyć powodzenia.

Najważniejsze zostawiłem jednak na koniec. Przez nasze krytyczne uwagi zostaliśmy określeni jako "osoby nieżyczliwe serwisowi". Jest to nie tylko kolejny świetlany przykład niewłaściwego użycia telepatii, ale także bardzo wyraźny sygnał do użytkowników Polter.pl - nie podoba ci się? Jesteś nam nieżyczliwy! Zupełnie jakbym słyszał polityków PiS, przeciwko którym są media, układ i cztery pory roku, ale wszystko idzie w najlepszym kierunku. Krytykować nie wolno, bo wszystko jest wspaniałe i cudowne (skoro jest tak cudownie, to po co rozmawiać o stanie serwisu bez ekstremistów?). Dodatkowo okazuje się, że wszelkie niepowodzenia (jednak jakieś są!) to wina poprzedniej ekipy. Czyżby Poltera robiła kiedyś III RP, a teraz nastały nowe porządki? Ciekawe, za poprzedniej ekipy statystyki rosły, teraz ponoć ostro spadają. Starlift i ja wypowiedzieliśmy się jako czytelnicy, którzy dodatkowo maja pojęcie o tworzeniu serwisu - kazano nam zamknąć paszcze. Jutro pewnie padnie na bogu ducha winnego usera. Pamiętaj więc, nie krytykuj Polter.pl. To cudowny serwis.

I jeszcze a'propos nieżyczliwości - Polter.pl za moich czasów był serwisem informacyjnym. Można było go czytać lub nie, doceniać lub bluzgać, ale czy ktoś kiedyś słyszał tekst o "nieżyczliwych czytelnikach"? Media nie są dla ludzi im życzliwych lub nie, media są dla tych, którzy ich potrzebują, podejście emocjonalne nie ma tu znaczenia. Widać Polter.pl staje się jakąś kliką, która wymaga poklasku i zrozumienia (i głaskania po główce), a nie serwisem prasowym. Głos czytelników był zawsze ważny dla redakcji, ale widać i to się zmieniło. Dla kogo więc będzie Polter.pl poza grupą zadowolonych z siebie redaktorów, którzy swe niepowodzenia zrzucają na nieobecnych?

I to chyba tyle. Nie powiem, że ucieszyło mnie to wszystko. Zwłaszcza, że nikt nie miał odwagi powiedzieć Starliftowi i mnie powyższych rzeczy prosto w oczy - a wypowiedzieli je ludzie, których znamy od dawna i z którymi współpracowaliśmy parę lat. Widać łatwiej jest bredzić w zamkniętym gronie i wyjaśniać w ten sposób niepowodzenia serwisu osobom nowym w redakcji.

I to tyle. Rozdział zatytułowany "Polter.pl" uważam za zamknięty, proszę mi więcej nie proponować pisania dla tego serwisu (owszem, miałem kilka ofert). To już, cytując Lorcę, "Nie mój cyrk, nie moje małpy".

Redakcji Polter.pl życzę teraz miłego szukania wiewiórek. Wiewiórki zaś zapraszam w umówione miejsce o stałej porze po odbiór wynagrodzenia.

Dziękuję za uwagę.
***
Moja opinia o Polter.pl z komentarza na blogu Starlifta (przepraszam za brak polskich liter i literówki, ale nie mam siły tego poprawiać):

O blogach, spolecznosci, itd.19-05-2007 23:53
Najpierw slowo wstepu: uzurpuje sobie prawo wypowiedzenia sie tutaj jako osoba, ktora przez 5 lat pomagala tworzyc Poltera, budowac serwisowa spolecznosc i starala sie, zeby to, co serwisu bylo w serwisie, a to, co czytelnikow i spolecznosci - razem z nimi. Bo jedno i drugie nie zawsze idzie w parze. Nie wypowiadalem sie tu przez dluzszy czas z roznych powodow, ale tym razem pozwole sobie na dluzszy wpis. Powody jak w pierwszym zdaniu.

Mam pytanie: czy ktos z redakcji wie, czym jest Web 2.0, sledzi rozwoj tego fenomenu spolecznego od dluzszego czasu i ma wogole pojecie, czym on sie charakteryzuje?

Nie ma czegos takiego, jak Web 1.5 czy Web 1.0. Bo to tak, jakby byc troche w ciazy. Owszem, mozna pewne elementy zapozyczyc, ale Web 2.0 one nie stworza. Ani nic posredniego, niezaleznie od zyczen tworcow.

To technikalia.

Co do spolecznosci: Borejko, pomysl na wykorzystanie potencjalu blogow byl - niech ludzie bloguja. I swietnie im to wychodzilo do momentu, az aktos wpadl na pomysl odgonrego sterowania spolecnzoscia - punkty za notki. Co zarznelo roznorodnosc dosk skutecznie - teraz 90% wpisow jest o rpg, fandomie i graniu. Bo moze news pojdzie.

A news isc musi. Polter pzestal publikowac teksty. Zapycha dziury blogami. Przez ostatnie kilka miesiecy obserwuje degeneracje serwisu - bo inaczej tego nazwac nie mozna. Te same newsy na RSS przychodza po pare razy dziennie - znak, ze ktos poprawial w nich bledy (agregator RSS wysyla je wtedy ponownie), do tego zwykle sa opoznione wwzgledem sieci (w tym innych serwisow PL) o dzien, dwa, bywa ze wiecej. Brak newsow erpegowych pomine milczeniem, bo tu juz zostalo siasc i plakac. Tekstow w serwisie praktycznie nie ma - jak to ktos na forum wyjasnil, brak ludzi, ktorzy teksty moga zredagowac - starczy popatrzec na dzial RPG, ktory publikowal co 2-3 tygodnie, a teraz puszcza nowy tekst co 2-3 miesiace.

Szkoda. Szkoda tym bardziej, ze wiem, ile kostzowalo zbudowanie pozycji Poltera, a teraz widze, jak latwo jest to wszystko roztrwonic. Ale pal szesc newsy i teksty. Najbardziej mi szkoda "spolecznosci" - nie w sensie ludzi, ale struktury. Zarznieto ja koncertowo. Bo co z tego, ze userzy produkuja "content", skoro leci on na jedno kopyto? To jest zwyczjanie nudne. I na cholere komu blog, skro zaraz wjedzie moderator i z buta wywali za jedno niecenzuralne slowo albo notke o religii (tak, zdarza mi sie sledzic rozne watki tutaj)? Serwis chce miec slszna tresc, niech zatrudni blog-autorow/blog-writerow, a nie wali ludzi po nerach.

Mam ten komfort, ze wiem, jak Polter dziala (a przynajmniej dzialal) od srodka. teraz moge popatrzec, jaki jest efekt braku pewnych rzeczy i jak sie to odbija na odbiorze serwisu. Niewiedza, brak kompetencji, glupie pomysly - takie trzy najciezsze grzechy, niestety, widoczne na pierwszy rzut oka. Bo nie wystarczy pokazac palcem kierunek, zeby bylo super. Trzeba jeszcze wiedziec, w ktora strone nalezy isc.

Kwestia Esensji - az mi sie wierzyc nie chce, ze tresc arta redakcja poznala z trzeciej reki. Dziwne tez, ze sie tym, z tego co widac, nie przejela - bo to jest bardzow ielka szpila wbita w Poltera wlasnie. Wbita przez magazyn, ktory zawsze byl serwisowi przyjazny i z ktorym byly zawsze swietne kontakty (choc byc moze myle wlasne obycie w fandomie, a za tym wiedze, kto co gdzie itd, z kontaktami miedzymedialnymi - coz, moze czas sie zainteresowac fandomem, droga redakcjo?). I skoro Esensja zwraca uwage, to jest serio cos nie tak. Tym bardziej, ze Esensja potwierdza tylko obserwacje czynione od jakiegos czasu.

I na koniec: spojnosc przekazu. Raz ocena jest, raz nie ma, to robienie sobie jaj z czytelnikow. Moze blad? Moze zajaczek? Moze lenistwo redaktora? Kto wie? A poza tym separatorem dziesietnym w j. polskim jest przecinek, nie kropka - ale widac ktos madrzejszy postanowil upiekszyc serwis tym jakze radosnym bledem po raz drugi. Forma przekazu powinna byc jednolita, chyba ze Polter zmienia sie w usluge hostowania stron - powiadomcie o tym, prosze, bo mam kilka rzeczy do powieszenia w sieci.

Jesli ktos dotarl do tego miejsca, dziekuje za uwage. Powyzsze to moja opinia i nie bede jej ani bronil, ani polemizowal na jej temat - nie mam bowiem takiej ochoty, ani potrzeby. Napisalem po prostu, co mi lezalo na watrobie i wracam do rzadkiego lurkowania - rzadkiego, bo coraz mniej znajduje tu rzeczy interesujacych, a po newsy erpegowe sam sobie zagladam do zrodel, glownie zagranicznych, bo juz zaden serwis w Polsce w zasadzie ich nie publkikuje, pomijajac zapowiedzi z ISA i info o blogowych wpisach Portala.
Download Opera, the fastest and most secure browser