Pieniny 2007, czyli Susłakon
Saturday, 11. August 2007, 20:10:49
Pomysł rzucił Borys - jedźmy w Polskę dobrze się bawić. Propozycje były rożne, aż stanęło na Pieninach (Czorsztyn i okolice). Znaleźliśmy sensownie wyglądający nocleg (kwatera prywatna; niestety, plan nocowania w namiotach upadł z przyczyn technicznych), opracowaliśmy trasę dojazdu i wstępny plan aktywności na miejscu. Zapowiadało się nieźle.
W skład ekipy, która miała stawić się w Pieninach i siać postrach tudzież zgorszenie miejscowej faunie, florze, ludności a inszym żywym y martwym istotom, weszli: Borys, Lawdog, Lord Thomas, Misiolak, Malkav oraz właściciel niniejszego bloga. Przyznaje, że miałem pewne obawy, czy się dogadamy. Nieco kojarzyłem tylko Lawdoga, który kiedyś pisywał o Deadlands. Okazało się jednak, że ludzie to światli i obyci... Tfu, wróć, całkiem fajni goście. I myślę, że dogadaliśmy się nieźle.
Jak najłatwiej dostać się w Pieniny? Autobusem z Krakowa do Nowego Targu (polecam spróbować kotletburgera w minibarze), a stamtąd autobusem bądź busem dotrzeć do Czorsztyna, Sromowców, Szczawnicy czy Krościenka. Cala droga trwa około trzech godzin, wliczając przesiadkę (zakładając, że uda się dobrze zgrać połączenia). My na bazę wypadowa wybraliśmy Sromowce Niżne.
Spaliśmy tutaj (pokoje gościnne, dla chętnych pole namiotowe). Nie powiem, było miło. Sklep pod nosem, knajpka z tanim piwem i całkiem dobrym żarciem także. Jedynym minusem były cienkie ściany, co niestety utrudniało wieczorne rozmowy - parę razy zostaliśmy obstukani. Miejsce polecam, ale bardziej jako bazę wypadowo-noclegową, niż imprezową. Aha, było tanio, 17 zł za noc od osoby - bliskość Słowacji wymusza takie ceny, piwo w knajpie lali za 3,50 zł. Ale następnym razem będę szukał spania po słowackiej stronie - ceny takie same, a piwo i żarcie lepsze ;).
Co robiliśmy przez te pięć dni? Odpoczywaliśmy. Czas mijał nam na graniu w planszówki, zwiedzaniu, łażeniu bez celu, odwiedzaniu słowackich sklepów, szukaniu dobrego jedzenia, robieniu fotek i robieniu lekkiego bydła ;). Aha, no i staraliśmy się też dobrze bawić, co w zasadzie wiąże się z powyższym.
Co warto zobaczyć, będąc w Pieninach? Oprócz standardowego zestawu: zamek Czorsztyn, zapora wodna, zamek Niedzica, warto wybrać się na spacer po Pienińskim Parku Narodowym, nie zapominając przy tym o słowackiej stronie. Przyda się też zobaczyć Czerwony Klasztor, który jest od Sromowców Niżnych o rzut kamieniem - a dzięki kładce przez Dunajec dotarcie tam jest prostsze, niż kiedykolwiek przedtem (a dla spragnionych lane słowackie piwo zaraz za kładką). Można także zejść ze szlaków turystycznych i zafundować sobie wycieczkę polnymi drogami (które prowadzą np. do zapomnianej przez bogów i ludzi wioski...) lub też równą, słowacką szosą (w obu przypadkach przyda się dobra mapa) - my urządziliśmy sobie pieszy spacerek po słowackiej stronie od Niedzicy, przez Spiską Starą Wieś i Majere (komu się kojarzy?), aż do Czerwonego Klasztoru i Sromowców Niżnych. Zaowocowało to ciekawym odkryciem - po słowackiej stronie stacji spływu Dunajcem jest kilka, naliczyliśmy chyba z pięć. Po polskiej jest jedna. Widać każdy próbuje coś uszczknąć dla siebie.
Wypada też napić się dobrego piwa - wiem, powtarzam się, ale słowackie i czeskie piwa należą do moich ulubionych, ustępując jedynie ukraińskim. Trzeba też zjeść coś dobrego, choćby i oklepane knedliki z gulaszem. Przy tej okazji polecam restaurację w murach Czerwonego Klasztoru (lany Šariš!) oraz drugą, umiejscowioną przy słowackiej stacji spływu Dunajcem, naprzeciwko Sromowców Niżnych. Wędrując do niej zahacza się o lokalną ciekawostkę: plac zabaw umieszcozny wraz z cmentarzem na tej samej działce, rozdzielone kawałkiem chodnika prowadzącycm do kościoła.
W sumie nie mam się do czego przyczepić. Infrastruktura w okolicy jest niezła, myślę, że można znaleźć nocleg jadąc nawet w ciemno. Są sklepy (choć do dziś nie rozgryźliśmy, czym odżywiają się Słowacy, mając w swoich potravinach głownie alkohol i słodycze; pewnie chodzą na polską stronę po zakupy), restauracje, bary, a dla chętnych dyskoteki. Są też śliczne krajobrazy, cisza i spokój. Odpocząłem i wróciłem zadowolony, a co więcej, chcę tam znów pojechać. Ładnie, blisko, idealne miejsce na weekendowy wypad z Krakowa i okolic.
Moje zdjęcia.
Tutaj znajdziecie relację Borysa, zaś tutaj jego zdjęcia.
PS. Na wyjeździe została też poruszona kwestia susłaków - stąd też i alternatywna nazwa imprezy: Susłakon. Lord uparcie twierdził, że takie zwierzęta istnieją. My - że w żadnym razie. Ale... Obok prezentuję unikatowe w skali światowej zdjęcie susłaka. W Pieninach, jak się okazało, grasują ich całe stada. To kolejny powód, żeby tam pojechać. ;)PS2. Tak, ściąłem się. ;)
Co najwyżej z Raistlinem
By anonymous user, # 11. August 2007, 21:24:09
By Seji, # 11. August 2007, 21:24:32
Zresztą od początku wszyscy podchodziliśmy do niego jak pies do jeża, bo nie tylko Ty nie miałeś namiotu.
Wypadałoby wrzucić na YouTube filmik z LawDogiem zmagającym się z kotletburgerem -- ku przestrodze.
Trzeba było nie gadać źle o Arkonie.
Głównie jednego zjawiska i jednej osobie.
Zdjęcie z domniemanym susłakiem rulez, ale koniecznie powinieneś dodać napis I WANT TO BELIEVE.
By Borys, # 11. August 2007, 22:25:24
"Zdjęcie z domniemanym susłakiem rulez, ale koniecznie powinieneś dodać napis I WANT TO BELIEVE. "
Raczej cytat z Lorda, ale sie powstrzymam. ;)
I wiem, ze glownie o jednej osobie, ale jednak z rozmow wyszlo, ze to jest troche bardziej ogolny poglad na fandom, a ze ta jedna osoba byla akurat na tapecie... ;)
By Seji, # 12. August 2007, 07:12:22
Ale ja tak lubie się zidiociać
By Borejko, # 12. August 2007, 07:59:58
By Seji, # 12. August 2007, 08:02:59
By Borejko, # 12. August 2007, 09:48:27
By Seji, # 12. August 2007, 09:54:32
Noooo, a co do fandomu to trzeba pamietac o tym bardzo mocno. I uwazac na swoja wrazliwosc jezykowa
A mnie zawsze rozbawiala historia nazwy Sromowce. W barach miejscowi tubylcy uraczali nia przyjezdnych przy herbacie po goralsku.
By anonymous user, # 12. August 2007, 11:25:27
:P
Opowiedz o nazwie. Nie mielismy tyle szczescia.
By Seji, # 12. August 2007, 15:26:04
Seji, wyglądasz jakbyś wreszcie wstąpił do jakiejś konserwatywno-katolickiej, pseudo faszystowskiej bojówki
By anonymous user, # 12. August 2007, 16:44:07
By Borejko, # 12. August 2007, 19:11:50
Pewien mlody goral siedzial na hali z owieckami. I tak siedzial i siedzal, a wokol ludzie sie bogacili. A on tylko mial te owiecki. No i wkurzyl sie, idzie do lojca i gada:
- Lociec, ja mam juz dosc. Jade do miasta do pracy!
- Synu, a owce?
- A ja srom owce, lociec!
I w miejscu gdzie byla chalpa powstaly Sromowce.
Z tym, ze gorale mieli wiecej wrazliwosci jezykowej. Albo promili we krwii
By anonymous user, # 12. August 2007, 19:29:49
To wyzej to pisalem ja, Jarzabek
A zakonczenie bylo chyba - Lociec, ja srom owce!
By anonymous user, # 12. August 2007, 19:30:39
Dobre. Widzisz, Borysie, ile nas ominelo? Wracamy. :)
By Seji, # 12. August 2007, 19:38:09