Stare gry - to ma sens!
Sunday, 8. March 2009, 17:36:04
Parę dni temu skończyłem przechodzić Secret Operations, dodatek do gry Wing Commander: Prophecy, piątej odsłony serii doskonałych space simów. Moje granie w „taki staroć” znajomy, poza wytknięciem grze wieku, skomentował następująco: Masz nowego kompa. Zagrałbyś w coś nowego. Jest sens grać w stare gry?Sens jest. Lubię grać w dobre tytuły, niezależnie od daty wydania. W gry z serii Wing Commander zagrać chciałem od kiedy tylko usłyszałem o tym tytule, jakoś na początku lat 90. Wtedy jednak nie miałem PC-eta, potem zaś nie miałem gry. Dopaść wszystkie pięć części udało mi się parę lat temu, m.in. dzięki MidMad, jak się okazało, fance serii. Przechodziłem je powoli, grając w dodatki i zachwycając się fabułą, animacjami, grą aktorów (od Heart of the Tiger) i doskonałym intro do The Price of Freedom (jedno z moich ulubionych intro ever: part 1 i part 2).
Nie mam problemu z graniem w stare gry. Więcej, nierzadko znajduje je lepszymi od najnowszych, wypchanych grafiką i muzyka produkcji. Być może dlatego, że wychowałem się na Commodore 64 (i innych 8-bitowcach; czasem zresztą wracam do tych czasów dzięki emulatorowi CCS64). Nie chcę tu rzucać wyświechtanym sloganem, że gry kiedyś były lepsze. Jednak gdy patrze na dzisiejsze produkcje zajmujące całą płytę DVD i porównuje je z niekiedy rewolucyjnymi produktami wydanymi dwadzieścia lat temu, którym do działania wystarczyło 64 KB pamięci, to bez wahania wskazuję starsze tytuły jako lepsze. Może nie chodzą w rozdzielczości 1900x1200 i nie ogłuszają muzyką dobiegającą z głośników 7.1, ale znajduję o wiele przyjemniejszym zagrać po raz tysięczny w Sid Meier's Pirates!, niż dla przykładu po raz drugi podejść do FarCrya (który może i był ładny, ale nudny i przewidywalny).
Jeśli o mnie chodzi, replayability w grach, rozumiane jako zwykła chęć ponownego zagrania w dany tytuł, skończyło się wraz z Quake 2. Doom (1 i 2), pierwszy Quake – w to z przyjemnością grałem po kilka razy. Co z tego, że teraz tytuły oferują po kilka zakończeń, a fabuła rozgałęzia się, dorzucając nowe wątki i różne sposoby na rozwiązanie problemów. Zdecydowanie lepiej bawię się grając w Arkanoid i wymiękając tradycyjnie – jak to mam w zwyczaju od 1986 - w okolicach 10 planszy. Lubię nowe gry, gram w nie, ale jak na razie jedynym tytułem, który zdarzyło mi się w ciągu ostatnich paru lat uruchomić ponownie, to odświeżona wersja Sid Meier's Pirates! - tak, ta gra jest dobra w każdej odsłonie i na każdej platformie (a grałem na C64, w dwie wersje pecetowe i na PSP). Nowym tytułom brakuje czegoś, co bodaj w Secret Service określono jako 'miodność” - to coś, co w perspektywie czasu sprawia, że o grze się pamięta. Co was zachwycało w 2003? Pamiętacie tytuł? Ja wiem, w co zagrywałem się przez całą piątą klasę podstawówki: The Last Ninja.
Wczoraj zacząłem przechodzić Wiedźmina. Znając opinie znajomych, recenzentów i pracy branżowej myślałem, że zostanę powalony na kolana i odbuduje nieco nadwątloną wiarę we współczesne gry. Tymczasem po paru godzinach zabawy jestem rozczarowany – gra jak gra, rewolucji nie ma. Owszem, wgląda ładnie, fabuła zapowiada się interesująco, ale Ultima VII wciągała już w pierwszej minucie. Tutaj jak na razie „tego czegoś” zabrakło (no i nie wiem, kto to nazwał cRPG...). Być może zmienię zdanie, gdy przejdę całość, o czym nie omieszkam poinformować. Na razie jednak pozwolę sobie odpalić emulator i pograć w coś, co nie zajmuje mi 10+ GB na dysku, a poziomem dostarczanej zabawy bije wszystko na głowę: Bubble Bobble.








Anonymous # 8. March 2009, 23:05
W Piratów grałem na C64 i dwie wersje na PC. Zresztą Sid daje radę też w każdej cywilizacji - te gry wracają na ekran monitora. Walnę też czasem w Transport Tycoon tym bradziej, że chadza w wersji Open. Quake to czysty sentyment i choć grałem w jedyneczke masę razy, teraz naprawdę boję się to odpalać, żeby mnie grafika nie przygniotła. Z czasów C64 spróbowałem jakiś czas temu ekonomicznej gry Vermeer (jednak w pojedynkę jest dosyć nędzna, a z bratem grało mi się najlepiej), do Microprose Soccer brakuje mi dżoja, więc nie gram, zresztą do Flimbo's Quest także.
Na PC lubię wracać także do SWATów, Rainbow Sixów, Shogun: Total War, C&C Generals oraz do takiej strzelanki TPP o tym jak to ruskie podbiły nowy jork (tytuł mi uleciał, ale jest jakiś erpeg o podobnym). No i HoMM 2 (tak dwa właśnie).
Neurocide
Jano # 9. March 2009, 00:14
Anonymous # 9. March 2009, 06:11
Cały czas co jakiś czas wychodzą gry do których wracam bo dają frajdę - Transport Tycoon, Europa Universalis 2, Hearts of Iron 2, Chaos League, Unreal Tournament i parę innych.
Jasne, nie są to gry na poziomie serii Battle Island, większość światów przedstawionych w nowoczesnych grach nie wciąga tak jak Arctic Baron, zaś zręcznościówki są prymitywne i nie mają co równać się z ideałem wszechczasów czyli River Raidem.
Anonymous # 10. March 2009, 16:41
Chaos League czy UT to stara gra? :P To w takim wypadku w co ja grywam najczęściej? :)
A jakoś nie mogę zgodzić się w tej gloryfikacji starych gier. Żeby nie było, sam jestem wielkim fanem starych gier, przez jakiś czas byłem redaktorem serwisu o starych grach i mocno aktywowałem się na polskiej scenie abandonware. Ale nie uznaje gloryfikacji starych gier, bo większość z nich jest fajna do momentu ponownego odpalenia. Prawda, są wyjątki (The Settlers na przykład), ale są wbrew pozorom bardzo nieliczne.
A co do Wiedźmina, to czego ci brakuje w tej grze jako cRPG? W ogóle jesteś w stanie podać jakąś definicje? Gatunki gier ewoluują. Ludzie w momencie pojawienia się BG też krytykowali że ta gra nie ma nic z cRPG wspólnego, bo przecież cRPG typowe to Eye of Beholder. W dzisiejszych czasach taki Drakensang jest nazywany klasycznym cRPG, gdzie do klasyki mu kompletnie daleko... Wszystko się zmienia :) . Masz gdzieś platformówki w stylu SuperFrog? ;)
A no i najważniejsze, w tamtych latach to dopiero wychodziła masa chłamu... ;)
Seji # 10. March 2009, 19:01
Po kilkunastu godiznach grania mam troche zarzutow. Wiecej ponarzekam, jak skoncze. Moze mi sie jeszcze odmieni? :)
Aha, nie mam problemu z odpalaniem starych gier. moze dlatego, ze dla mnie najwazniejszy jest pomysl, a nie setka aktorow upchnieta na 20 DVD i takie tekstury, ze grafe trzeba chlodzic cieklym azotem.
Anonymous # 11. March 2009, 13:13
@Diabeł
Chaos League czy UT to nie są stare gry - wystarczyłoby, żebyś przeczytał całe zdanie. Jest tam o tym, że cały czas wychodzą fajne gry, co świadczy o tym, że podane przykłady nie są starych ;P
I naprawdę sporo starych gier zachowuje fajność jak się je z powrotem odpali. Niedawno 'skończyłem' po raz kolejny Darklandsy oraz ukończyłem Wizardry VII i nic nie straciły od czasu, kiedy po raz pierwszy je odpaliłem - powiedziałbym nawet że cały czas się bronią pomysłem i wykonaniem. Choć nie dotyczy to wszystkich - Magic Candle'a już nie zmogłem.
Anonymous # 16. March 2009, 16:35
"Czego mi brakuje? Np. otwartego swiata, a nie uliczek pozagradzanych barierkami (akt I). Lubie sobie polazic po polach i lasach, a w Wiedzminie mam predefiniowane obszary questow/spotkan i koniec."
No ale ja pytałem co powoduje że ta gra wg ciebie nie powinna być cRPG. Przecież w 90% cRPGów świat jest strasznie ograniczony, a swoboda to domena naprawdę niewielu cRPG... ;)
Seji, widzisz a ja mam problem, bo naprawdę niewiele tytułów jest nieśmiertelna. Zwróć uwagę że za pewne myślimy o zupełnie innych liczbach mówiąc dużo/mało :) . Poza tym, ile można grać w tą samą grę nonstop? Wszystko się kiedyś przejada. Na Moonstona na singlu nie mogę już patrzeć a The Horde znudziło mnie po 3 godzinach(a kiedyś bardzo się w to zagrywałem).
Seji # 16. March 2009, 16:41
Tak, lubie oldschool. ;)
Łukasz Lenard # 16. March 2009, 18:28
Krakonman # 19. March 2009, 20:50
Anonymous # 22. March 2009, 17:32
Kurcze, musze wykopac Dungeon Keepera 2 i zobaczyc czy ruszy pod wine ;)