This Is It - part one
Tuesday, 13. October 2009, 20:24:16

Ostatni wpis, czyli dieta "ker-fu" został napisany dosyć dawno temu. Od tamtego dnia sporo w moim życiu się zmieniło - oczywiście nie obyło się bez dołów, które ostatecznie wyleczę wyjazdem w Bieszczady (już za tydzień, juppieee!). Ogólnie sytuacja wydaje się być lepsza, niż wcześniej. Pierogów już nie jadam, nawet biały chleb wykreśliłem z jadłospisu (zastąpiłem go półbagietką górlaską), chociaż od czasu do czasu zdarza mi się zgrzeszyć i zjeść coś istnie "zatańskiego" (wkurza mnie ta kampania...).
Tak więc zacząłem poprawiać jakość swojego życia. Jak ktoś dobrze zauważył, potrzebowałem "dnia dla siebie". Powiem szczerze: lenistwo - mimo że męczące - ma swoje zalety. I mam nadzieję, że częściej wezmę sobie dzień "wolny od życia", bo to mi służy. Szkoda, że patrząc na grafik, dzień taki będzie dopiero 29 października. Nie licząc wyjazdu w Bieszczady, którym jestem tak podniecony, że wspominam o nim po raz drugi.
Wiele się pozmieniało - oj, wiele. Okazało się, że nie potrzebuję niektórych pierwiastków życia, bez których wcześniej nie mogłem żyć. I co ciekawe - jest mi z tym o wiele lepiej. W ogóle muszę przyznać, że jest mi lepiej - we wszystkim (chociaż, jak Baśka pewnie pomyśli, nie ma słowa "wszystkie", "zawsze" etc.).
Kończąc, chciałbym nadmienić, że niektórzy z wykładowców to istne tępaki intelektualne, które - uświadamiając samym sobie swoją wartość - wprowadzają jeszcze większy chaos do naszych głów, co powoduje, że - rzecz jasna - coraz bardziej ich nienawidzimy.
Pozdrowienia dla mojej kawoszki - czekam na następną!

















