Skip navigation.

Log in | Sign up

photo of Martin

Good Morning mister Sunshine!

about things I don't feel pity about...

This Is It - part one

, , ,

Dawno mnie tutaj nie widziano. Byłem wczoraj w kinie na "Julie/Julia", gdzie bohaterka postanowiła pisać codziennie na blogu, zainspirowana kuchnią drugiej bohaterki. Fajnie jej to wychodziło, dlatego dziś pora na mnie. Nie będę pisał codziennie, ale obiecuję (który to już raz?), że co jakiś czas (na pewno częściej, niż 3 razy do roku) będę starał się coś mądrego napisać.



Ostatni wpis, czyli dieta "ker-fu" został napisany dosyć dawno temu. Od tamtego dnia sporo w moim życiu się zmieniło - oczywiście nie obyło się bez dołów, które ostatecznie wyleczę wyjazdem w Bieszczady (już za tydzień, juppieee!). Ogólnie sytuacja wydaje się być lepsza, niż wcześniej. Pierogów już nie jadam, nawet biały chleb wykreśliłem z jadłospisu (zastąpiłem go półbagietką górlaską), chociaż od czasu do czasu zdarza mi się zgrzeszyć i zjeść coś istnie "zatańskiego" (wkurza mnie ta kampania...).

Tak więc zacząłem poprawiać jakość swojego życia. Jak ktoś dobrze zauważył, potrzebowałem "dnia dla siebie". Powiem szczerze: lenistwo - mimo że męczące - ma swoje zalety. I mam nadzieję, że częściej wezmę sobie dzień "wolny od życia", bo to mi służy. Szkoda, że patrząc na grafik, dzień taki będzie dopiero 29 października. Nie licząc wyjazdu w Bieszczady, którym jestem tak podniecony, że wspominam o nim po raz drugi.

Wiele się pozmieniało - oj, wiele. Okazało się, że nie potrzebuję niektórych pierwiastków życia, bez których wcześniej nie mogłem żyć. I co ciekawe - jest mi z tym o wiele lepiej. W ogóle muszę przyznać, że jest mi lepiej - we wszystkim (chociaż, jak Baśka pewnie pomyśli, nie ma słowa "wszystkie", "zawsze" etc.).

Kończąc, chciałbym nadmienić, że niektórzy z wykładowców to istne tępaki intelektualne, które - uświadamiając samym sobie swoją wartość - wprowadzają jeszcze większy chaos do naszych głów, co powoduje, że - rzecz jasna - coraz bardziej ich nienawidzimy.

Pozdrowienia dla mojej kawoszki - czekam na następną!

Money, money, money

, ,



Ogólnie wpis ten będzie dosyć przykry. Nie, że się żalę, ale nie należeć będzie do najweselszych na tym blogu. Stało się. Od dzisiaj możecie mnie nazywać Marcin "niska-cena" Nowak. Już spieszę z tłumaczeniami.

Stereotyp studenta na wygnaniu jednoznacznie wskazuje na to, że ma być biedny. Jak piwo, to tylko SUPER MOCNE za 1,49zł, jak impreza, to w parku. Ja, co prawda, na dzień dzisiejszy mam na koncie 20zł, nawet chyba mniej, a już zastosowałem środki bezpieczeństwa, które wprowadzam, aby kwota ta starczyła mi przynajmniej na kilka dni.

Oto mój jadłospis:
1. Śniadanie: kawa (jeszcze trochę mam, nie wiem, co będzie, jak się skończy i ona).
2. Obiad: pierogi ruskie (paczka za 2,09zł z Kerfura starcza mi na trzy dni).
3. Kolacja: chleb, kiedyś z serem, teraz suchy (kupno masła przestało mi się opłacać dwa tygodnie temu, kiedy przy kasie okazało się, że do zapłaty za kostkę przyszło mi wybulić 5,90zł).

Na tym jadłospisie żyję już dwa tygodnie! I trzymam się nieźle, chociaż nie powiem, od czasu do czasu mam ochotę zaszaleć i kupić sobie jogurt (również "niska-cena", z Kerfura). Ale wtedy, kiedy już go kupię, mam wyrzuty sumienia. Uświadamiam sobie, że za ten jogurt miałbym obiad na 4 dni (mowa tutaj oczywiście o wyżej wspomnianych pierogach).

Tak więc, tym sposobem, przeszedłem na dietę, którą sam nazwałem 'dietą ker-fu'. I pocieszam się tym, że jak mi nie starczy pieniędzy, to państwo mnie będzie utrzymywało - kroplówki są naprawdę bogate w różne rzeczy potrzbne do życia, so...

no to sru!

Praga - po drugiej stronie rzeki

, , ,




No i w końcu światło dzienne ujrzał mój najnowszy projekt, tytułem przypominający o mojej słabości do patosu słownego, 'PRAGA - po drugiej stronie rzeki'. Projekt współrealizowany z Patrycją, o czym trzeba wspomnieć, bo inaczej by się obraziła :-)

Miłęgo oglądania!

Don't Leave Home

, , , ...



Co prawda grubo po północy, ale ja twardo siedzę na kompie, chodząc po Unsere Klasse i rozmawiając z Olgą na Fejsbóku. Jutro teatr. Łech... miałem się uczyć i uczyć, niestety - nic z tego nie wyszło. Okej, przeczytałem raz. Więcej nie zamierzam.

W ogóle to odkryłem swoje nowe powołanie. Będę Tatem Polakiem (parafrazując Matkę Polkę, nie wiem, czy poprawnie). Uwielbiam pomagać ludziom. Wyciągać ich z kłopotów. Myślę nad wstąpieniem do Monaru, czy PAH, wyjeździe do Afryki, budowaniu studni w Sudanie, namawianiu ludzi do oddawania swoich organów. Będę w tym świetny. Jak w "Beyond Borders". Albo w "Lessie: Comeback!". Będę Tatem Polakiem. Ratunkiem, opoką, ramieniem...!

I stało się. Znalazłem starą płytę Dido. "Sand in My Shoes". Jakie to przykre... to musi uwierać.

Jutro, a właściwie dzisiaj już, lecę na spotkanie w sprawie pracy. W ogóle ten dzień zapowiada się morderczo. Od rana szkoła, potem dwa spotkania, potem Targówek, potem znowu spotkanie. Planowany powrót o godzinie 23:00. O ile Adam Tramwajarz się nie spóźni.

Sesja w toku. Jak na razie wszystko do przodu, pomijając poprawkę z teatru. To też dzisiaj.
Odezwę się, jak odżyję.



Edit: A propos tego tatowania polkowania: jak mnie który Skurwiel wkurwi, to nie będzie ani studni, ani organów. Niczego nie będzie. Będzie koniec tatowania.

Hey, Jude! Don't be afraid...

, , , ...


Wiele się dzieje, oj - wiele...
Nie wiem nawet, czy dam radę. Ba! Tyle mnie w życiu przykrości już spotkało, że nie wątpię, że dam radę - może tylko czasami, kiedy nikt nie widzi i nie ma nikogo, żeby podać husteczki.

Wiele się dzieje, oj - wiele. Najwięcej dzieje się ze mną. Czuję, że jestem tym, kim nie powinienem być. Ale nie ze swojej winy w stu procentach. W większości tak, ale nie w całości. Czasami trudno się pozbierać po jakiejś informacji - przeszedłem, żyję. Po śmierci przyjaciela - przeszedłem, żyję. Po różnych przypadłościach - przeszedłem, żyję. Po czymkolwiek, co Ciebie zaboli - przeszedłem, żyję. Czemu mam teraz nie przejść i nie żyć? Umrzeć? Ha! Dobre...

Słucham badziewnej muzyki, o tym, czego w życiu powinno się zasmakować. Ja w stu procentach to znam. Banalnie brzmi? Wiem, ale to nie banał. I nie tak dawno pisałem, że niczego w życiu nie żałuję. Teraz wiem, że żałuję wszystkiego.

Ale... don't be afraid, Jude!