Friend Like Me
Wednesday, 27. August 2008, 16:42:49
Pani z tłumu wzięta...Zwykły profil, smutne oczy...
Dzisiaj będzie trochę krócej... Ostatnio się rozpisałem właściwie nad niczym, dzisiaj będzie bardziej treściwie, za to krócej niż zazwyczaj... Widzicie tą Panią na górze? Spotkałem ją przypadkowo... z profilu jaka jest - każdy widzi. Wcześniej szedłem naprzeciwko niej - widziałem jej oczy. Powiem Wam, że tak smutnych oczu dawno nie widziałem...
Zastanawia mnie, gdzie jest miejsce na problemy człowieka w wielkim mieście, w takiej Warszawie. Do tej pory na ulicach stolicy nie widziałem chociażby jednej sytuacji, w której jeden człowiek pomógłby drugiemu - całkiem bezinteresownie. Każdy chodzi swoimi drogami. Nasze drogi się jednak krzyżują częściej, niż sobie to wyobrażamy...
Nie tak dawno sam mogłem doświadczyć tej "warszawskiej znieczulicy"... Na dzień przed zatrułem się jakimś świństwem. Kiedy wsiadłem tamtego dnia do autobusu w drogę na drugi koniec Warszawy (okolice Okęcia), wszystko było jeszcze w porządku. Kiedy wsiadłem do autobusu w drogę powrotną - zaczęło się. To była czysta tragedia. Byłem blady, pot ze mnie leciał ciurkiem, w żołądku miałem wielką tragedię. Jeszcze nigdy nie chciało mi się tak wymiotować. Czułem się, jakbym był pod wpływem silnych środków odurzających. Szczerze mówiąc - zapewne wyglądałem jak ćpun na detoksie. Nie wiem, jak dojechałem, nie wiem... Pamiętam tylko, że poprosiłem ludzi z autobusu o pomoc. Nie wiedziałem wtedy, jak niby miała by ona wyglądać, ale ludzkim odruchem w takich sytuacjach jest proszenie o pomoc. Zgadnijcie - nikt nie pomógł. Obudziłem się następnego dnia w mieszkaniu...
Całe meritum sprawy sprowadza się do prostego stwierdzenia: przechodząc wzdłuż ulicy, jadąc autobusem, czekając na tramwaj, napotykamy ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy. Często wystarczy życzliwe spojrzenie, aby zrobiło się lżej na duchu drugiemu człowiekowi. Często jednak nie patrzymy ludziom w oczy - tak jak na zdjęciu, widząc profil, widzimy postać bez wyrazu...
Oh Laura - Friend Like Me
wsłuchajcie się w tekst...















Anonymous # 27. August 2008, 16:48
jakoś tak daje do myślenia ten wpis...
yoshiru # 27. August 2008, 16:52
Anonymous # 27. August 2008, 18:37
mądry ten twój wpis i działa na człowieka jak magnes że tak się wyraż-daje dużo do myślenia nie telko nad samym sobą ale nad wszystkim co nas otacza nawet sobie do tej pory z tego sprawy nie zdawałam ... PS.Kurcze Wendy masz gadane aż się łezka w oku zakręciła...
Anonymous # 27. August 2008, 19:00
Wydaje się, że takie jest życie w dużych miastach. Ale znam osobiście ludzi, którzy jeszcze mają krew w sercu i którzy potrafili pomóc nawet człowiekowi wyraźnie pijanemu, który upadł i skręcił kostkę... Kiedy się zacznie pomagać, ludzie może i staną i popatrzą "ojej jaka tragedia" ale potem i sami mogą zacząć pomagać. Mogą, ale nie muszą.
Anonymous # 27. August 2008, 20:56
coś mi to przypomina...moze troche z innej strony,ale... Akurat tak się złożyło,że od jakiegoś miesiąca moje życie kreci się wokół jednej osoby,a konkretnie tego zeby jej nie stracić chociaż najgorsze już minęło,teraz robie wszystko zeby odzyskała zdrowie... Totalna znieczulica na OIOM-ie !!! Tak,nie tylko tramwaje,autobusy...również szpitale... rozumiem-intensywna terapia,trzeba ratować życie,oczywiście trzeba się dostosować,ale jak człowiek może być normalny kiedy te 'motyki'-pielęgniarki ( śląskie określenie że tak powiem suki...) widzą rozpacz bliskich osób i doskonale wiedząc,ze pacjentowi jest potrzebna rodzina i kontakt ( przecież to najlepszy sposób pobudzania mózgu,a tym samym wybudzenia) wpuszczą cie 2 razy dziennie na 15 minut na salę? I co człowieku zrobisz przez te 15 minut,kiedy kilka minut zabiera samo nałożenie odpowiedniego stroju i dezynfekcja rąk? Dlaczego jedni ludzie rozumieją sytuację i pozwalają mi przy nim siedzieć czasem 3 godziny bez przerwy,potrafią pocieszyć,porozmawiać? A inni mają to w dupie co ty czujesz,co czuje pacjent? A tu przecież chodzi o życie...
Anonymous # 28. August 2008, 08:15
Eh, no cóż tak juz jest- niestety! Ale my mozemy byc inni. :*
yoshiru # 28. August 2008, 11:39
Anonymous # 13. October 2008, 19:36
Przeczytalam Twojego bloga i żałuję że nie piszesz nic nowego. Bardzo fajnie się czyta to co piszesz, wychodzi Ci to tak jakoś naturalnie :)
Gratuluje i pozdrawiam
J.
TheFallenAngel # 24. October 2008, 10:03
Niektórzy mówią, że to kwestia genów, albo wychowania i otoczenia...
i może coś w tym jest, wszystko to ma w końcu wpływ na naszą osobowość. Ale najważniejsze jest, by pokazać innym, ze są jeszcze ludzie, którzy potrafią udzielić bezinteresownej pomocy i to nie tylko tym, którzy głośno o nią proszą, ale i tym, którzy krzyczą - milcząc...
Pozdrawiam:)