Skip navigation.

Log in | Sign up

photo of Martin

Good Morning mister Sunshine!

about things I don't feel pity about...

Seszyn...

, , , ...

Kiedyś to przetrawię...

Taraaam! Sesja się zaczęła. Właściwie, to nie sesja właściwa, tylko tak jakby zerowa. Bo ogólnie, to powinno się zacząć od 2 lutego - zaczęło się dzisiaj. Koniec miał być 15 lutego - kończy się 27 stycznia. Kolejna zagadka do rozwiązania przez dziennikarzy WWSH.

Więęęc, mam już czwóreczkę z historii Polski XX w., które to ćwiczenia prowadzi przeurocza i przemiła Pani magister Maria W. (oskarżona o przemęczanie studentów nadmiarem wiedzy na temat taktyki "salami"). Się cieszę, bo jeden kolos mniej, a teraz każdy kolos się liczy :smile:. Tak więc jedno mam już z głowy, dzisiaj była literatura powszechna, którą prawdopodobnie położyłem, jednak gwarantowana trója jest (to za mój urok osobisty).

Jutro psychologia - zapamiętałem dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że nie rozumiem sformułowania

Bodziec bezwarunkowy wywołuje reakcję bezwarunkową bodźca obojętnego występującego wraz z bodźcem bezwarunkowym - staje się on bodźcem warunkowym wywołującym reakcję warunkową


oraz z teorii rozwoju psychoseksualnego, która powinna brzmieć:

Stadium oralne, analne, falliczne, okres latencji, stadium genitalne


zapamiętałem słowa-klucze, czyli

oral, anal, fallus, lateks, genitalia


Mam nadzieję, że to mi wystarczy.


Co do pracy - szukam nowej. Muszę zrezygnować z callcenter, bo głowa mi pęka od gadki-szmatki z pijakami, wiedźmami, bijaczami, innymi typami na temat wciśnięcia im "niesamowicie opłacalnej usługi HaloNet". Wysłałem CV do FreshPoint'a - będę robił kanapki i parzył kawę. Fascynujące.

EDIT: Idę się uczyć tej psychologii. Czuję, że fallus to nie wszystko.

So I say: thank you for the music!

, , , ...

Takie rzeczy tylko w Słubicach :smile:

Niedawno wróciłem z psychologii, na którą nie dotarłem, no i z retoryki i erystki, na którą zdążyłem. Siedzę przed komputerem, słucham "Thank You for the Music" (v. Mamma Mia! OST), piję herbatę, za oknem zimno i ciemno (w końcu wschód), a jutro czeka mnie angielski. Wszystko okej. Serio.

W piątek zaczynam pracę w Sense - od 17 do zamknięcia. Będę barbackiem :wink: Czyli pomocą barmana. No i napiwki 50:50, także fajnie. Ogólnie po wtorku myślałem, że padnę. Jak wróciłem, tak zasnąłem. 5 wykładów pod rząd przerasta moje możliwości. Ogólnie dochodzę do wniosku, że dziennikarstwo to niewdzięczna profesja, ale zobaczymy...

Chciałem pojechać do domu na następny weekend (tak, ten długi), ale nie wiem, czy mi dadzą wolne. O ile mnie nie wyleją po tym piątku, co jest całkiem możliwe. A w Słubicach nie byłem już 2 miesiące. Najbliższa okazja na Boże Narodzenie, w razie czego. O ile dostanę wolne.

Nie chce mi się pić, nie chce mi się palić, nawet na imprezy nie chce mi się chodzić. Co jest w tym dziwnego, to to, że i piję, i palę, no a na imprezy też chodzę. Wbrew sobie? - nie. Po prostu tak jakoś wychodzi. W ogóle życie mi się odwraca do góry nogami, ale zobaczymy, czy teraz będzie ta lepsza półkula, czy gorsza. Jak gorsza, to będzie nadzieja, że kolejna będzie lepsza. Jak teraz będzie lepsza, to będzie fajnie, bo już życia nie będę chciał zmienić.

Ostatnio kolega mówi do mnie: "poszłem tam, żeby wziąść to, ale w sumie to tego nie chcem" - gościu jest na polonistyce na UW. Nie wiem, czy sobie jaja robił, czy co, ale... już z nim nie gadam.

Adios!

Friend Like Me

, , ,

Pani z tłumu wzięta...
Zwykły profil, smutne oczy...


Dzisiaj będzie trochę krócej... Ostatnio się rozpisałem właściwie nad niczym, dzisiaj będzie bardziej treściwie, za to krócej niż zazwyczaj... Widzicie tą Panią na górze? Spotkałem ją przypadkowo... z profilu jaka jest - każdy widzi. Wcześniej szedłem naprzeciwko niej - widziałem jej oczy. Powiem Wam, że tak smutnych oczu dawno nie widziałem...

Zastanawia mnie, gdzie jest miejsce na problemy człowieka w wielkim mieście, w takiej Warszawie. Do tej pory na ulicach stolicy nie widziałem chociażby jednej sytuacji, w której jeden człowiek pomógłby drugiemu - całkiem bezinteresownie. Każdy chodzi swoimi drogami. Nasze drogi się jednak krzyżują częściej, niż sobie to wyobrażamy...

Nie tak dawno sam mogłem doświadczyć tej "warszawskiej znieczulicy"... Na dzień przed zatrułem się jakimś świństwem. Kiedy wsiadłem tamtego dnia do autobusu w drogę na drugi koniec Warszawy (okolice Okęcia), wszystko było jeszcze w porządku. Kiedy wsiadłem do autobusu w drogę powrotną - zaczęło się. To była czysta tragedia. Byłem blady, pot ze mnie leciał ciurkiem, w żołądku miałem wielką tragedię. Jeszcze nigdy nie chciało mi się tak wymiotować. Czułem się, jakbym był pod wpływem silnych środków odurzających. Szczerze mówiąc - zapewne wyglądałem jak ćpun na detoksie. Nie wiem, jak dojechałem, nie wiem... Pamiętam tylko, że poprosiłem ludzi z autobusu o pomoc. Nie wiedziałem wtedy, jak niby miała by ona wyglądać, ale ludzkim odruchem w takich sytuacjach jest proszenie o pomoc. Zgadnijcie - nikt nie pomógł. Obudziłem się następnego dnia w mieszkaniu...

Całe meritum sprawy sprowadza się do prostego stwierdzenia: przechodząc wzdłuż ulicy, jadąc autobusem, czekając na tramwaj, napotykamy ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy. Często wystarczy życzliwe spojrzenie, aby zrobiło się lżej na duchu drugiemu człowiekowi. Często jednak nie patrzymy ludziom w oczy - tak jak na zdjęciu, widząc profil, widzimy postać bez wyrazu...



Oh Laura - Friend Like Me
wsłuchajcie się w tekst...

Szczęście w nieszczęściu?

, , , ...

Pani z tramwaju...
Ona chyba też miała kiepski dzień.


To dziwne, ale czasami rzeczy, które z pozoru wydają się być negatywnymi, przeistaczają się w coś pozytywnego. Dzisiaj zostałem zwolniony z pracy, tak na przykład :smile:. Redukcja etatów, nieporozumienie, szef-idiota. Długo by opowiadać. Najważniejsze w tym to, że już nie pracuję w Silver Screenie. Cóż więc w tym dobrego? Na pierwszy rzut oka nic, no ale miałem dzisiaj wolne.

Wolne nie od parady, nie zmarnowane na gapienie się w TV, siedzenie na GG, czy inne rzeczy, które uwielbiam robić. Dzień wolny spędziłem na szukaniu nowego mieszkania. Szukałem, dzwoniłem (raczej siostra), pytałem, odkładałem słuchawkę po usłyszeniu "proszę wpłacić 240 zł, podpiszemy umowę, będzie mieszkanie". Aż zupełnie przypadkowo wpadłem na stronę agencji nieruchomości, ale już tej prawdziwie realnej, nawet nie wiem jak, nie pamiętam, ale trafiłem. I zadzwoniłem. Porozmawiałem. Umówiłem się na spotkanie. Poszedłem na nie z siostrą. Bardzo miła pani, nazywa się Anna Holly (święta Anna?!?), pokazała nam mieszkanie. Żadne luksusy, ale mieszkanie jest naprawdę fajne! 40 metrów kwadratowych, duuuży pokój, duuuża kuchnia, łazienka trochę gorsza, ale i kibel jest, i wanna :smile:. Super, naprawdę super. Stare budownictwo, wysoki sufit, super balkon, no i lokalizacja! Koło Wileńszczaka, więc wszędzie się dojedzie i ogólnie blisko Biedronka :smile:

Kiedy wyszedłem z mieszkania (IV piętro, przypominam), popatrzyłem to w prawo, to w lewo, a moim oczom ukazał się budynek Novego Kina Praha. A że ja w tych klockach siedziałem, to postanowiłem wpaść i zapytać się o pracę. Kazali CV przynieść. To przyniosę - jutro mam to w grafiku. I być może pójdę tam do pracy, bo fajni ludzie na oko :]. Ale mam oczywiście plan awaryjny, który brzmi: McDonald's! Niektózy pewnie się z tego zaśmieją, ale 10,50 PLN na rękę za godzinę pracy piechotą nie chodzi, a każda kasa się przyda - temu nikt nie zaprzeczy.

Tak więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Kolejny raz utwierdzam się w tym przekonaniu. Zwolnili mnie z pracy (stawka: 7,10 PLN/h minus podatek, to jakoś lekko ponad 6 PLN/h na rękę), ale znalazłem mieszkanie i mam perspektywę znalezienia lepiej płatnej pracy! Czego chcieć więcej od dnia?

Uwaga! Polecam zakupy w Lidlu dla palaczy papierosów - oryginalna cena za L&M Blue (lighty) to 8,05 PLN - Lidl ma stałą promocję, za paczkę ulubionych papierosków zapłacimy 6,75! Przy okazji: pamiętam, jak kiedyś L&M'y kosztowały 4,75 xD I po co nam ta Unia Europejska? :smile:

I tym oto optymistycznym akcentem kończę.



Trawnik czeka...

, , ,


Krótka rozmowa z tatą:

- No cześć Marcin, jak tam w pracy leci?
- No wszystko okej, fajni ludzie, trochę małe pieniądze, ale wszystko okej!
- Marcin, a po co Ty właściwie pracujesz?
- No jak to "po co"? Żeby na studia trochę odłożyć!
- Przecież ja Ci dam na studia...!
- Yyyyyy...
- Wracaj lepiej do domu, nie ma komu trawy kosić.
- :no:

Przy okazji: zostałem Użytkownikiem Tygodnia! Member of The Week of My Opera Community - to brzmi dumnie! :raider:


Nigdy nie pozbawiaj nikogo nadziei, może to wszystko co mu zostało.
Jacson Brown