Wiele się dzieje, oj - wiele... Nie wiem nawet, czy dam radę. Ba! Tyle mnie w życiu przykrości już spotkało, że nie wątpię, że dam radę - może tylko czasami, kiedy nikt nie widzi i nie ma nikogo, żeby podać husteczki.
Wiele się dzieje, oj - wiele. Najwięcej dzieje się ze mną. Czuję, że jestem tym, kim nie powinienem być. Ale nie ze swojej winy w stu procentach. W większości tak, ale nie w całości. Czasami trudno się pozbierać po jakiejś informacji - przeszedłem, żyję. Po śmierci przyjaciela - przeszedłem, żyję. Po różnych przypadłościach - przeszedłem, żyję. Po czymkolwiek, co Ciebie zaboli - przeszedłem, żyję. Czemu mam teraz nie przejść i nie żyć? Umrzeć? Ha! Dobre...
Słucham badziewnej muzyki, o tym, czego w życiu powinno się zasmakować. Ja w stu procentach to znam. Banalnie brzmi? Wiem, ale to nie banał. I nie tak dawno pisałem, że niczego w życiu nie żałuję. Teraz wiem, że żałuję wszystkiego.
Pani z tłumu wzięta... Zwykły profil, smutne oczy...
Dzisiaj będzie trochę krócej... Ostatnio się rozpisałem właściwie nad niczym, dzisiaj będzie bardziej treściwie, za to krócej niż zazwyczaj... Widzicie tą Panią na górze? Spotkałem ją przypadkowo... z profilu jaka jest - każdy widzi. Wcześniej szedłem naprzeciwko niej - widziałem jej oczy. Powiem Wam, że tak smutnych oczu dawno nie widziałem...
Zastanawia mnie, gdzie jest miejsce na problemy człowieka w wielkim mieście, w takiej Warszawie. Do tej pory na ulicach stolicy nie widziałem chociażby jednej sytuacji, w której jeden człowiek pomógłby drugiemu - całkiem bezinteresownie. Każdy chodzi swoimi drogami. Nasze drogi się jednak krzyżują częściej, niż sobie to wyobrażamy...
Nie tak dawno sam mogłem doświadczyć tej "warszawskiej znieczulicy"... Na dzień przed zatrułem się jakimś świństwem. Kiedy wsiadłem tamtego dnia do autobusu w drogę na drugi koniec Warszawy (okolice Okęcia), wszystko było jeszcze w porządku. Kiedy wsiadłem do autobusu w drogę powrotną - zaczęło się. To była czysta tragedia. Byłem blady, pot ze mnie leciał ciurkiem, w żołądku miałem wielką tragedię. Jeszcze nigdy nie chciało mi się tak wymiotować. Czułem się, jakbym był pod wpływem silnych środków odurzających. Szczerze mówiąc - zapewne wyglądałem jak ćpun na detoksie. Nie wiem, jak dojechałem, nie wiem... Pamiętam tylko, że poprosiłem ludzi z autobusu o pomoc. Nie wiedziałem wtedy, jak niby miała by ona wyglądać, ale ludzkim odruchem w takich sytuacjach jest proszenie o pomoc. Zgadnijcie - nikt nie pomógł. Obudziłem się następnego dnia w mieszkaniu...
Całe meritum sprawy sprowadza się do prostego stwierdzenia: przechodząc wzdłuż ulicy, jadąc autobusem, czekając na tramwaj, napotykamy ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy. Często wystarczy życzliwe spojrzenie, aby zrobiło się lżej na duchu drugiemu człowiekowi. Często jednak nie patrzymy ludziom w oczy - tak jak na zdjęciu, widząc profil, widzimy postać bez wyrazu...
Oh Laura - Friend Like Me wsłuchajcie się w tekst...
Pani z tramwaju... Ona chyba też miała kiepski dzień.
To dziwne, ale czasami rzeczy, które z pozoru wydają się być negatywnymi, przeistaczają się w coś pozytywnego. Dzisiaj zostałem zwolniony z pracy, tak na przykład . Redukcja etatów, nieporozumienie, szef-idiota. Długo by opowiadać. Najważniejsze w tym to, że już nie pracuję w Silver Screenie. Cóż więc w tym dobrego? Na pierwszy rzut oka nic, no ale miałem dzisiaj wolne.
Wolne nie od parady, nie zmarnowane na gapienie się w TV, siedzenie na GG, czy inne rzeczy, które uwielbiam robić. Dzień wolny spędziłem na szukaniu nowego mieszkania. Szukałem, dzwoniłem (raczej siostra), pytałem, odkładałem słuchawkę po usłyszeniu "proszę wpłacić 240 zł, podpiszemy umowę, będzie mieszkanie". Aż zupełnie przypadkowo wpadłem na stronę agencji nieruchomości, ale już tej prawdziwie realnej, nawet nie wiem jak, nie pamiętam, ale trafiłem. I zadzwoniłem. Porozmawiałem. Umówiłem się na spotkanie. Poszedłem na nie z siostrą. Bardzo miła pani, nazywa się Anna Holly (święta Anna?!?), pokazała nam mieszkanie. Żadne luksusy, ale mieszkanie jest naprawdę fajne! 40 metrów kwadratowych, duuuży pokój, duuuża kuchnia, łazienka trochę gorsza, ale i kibel jest, i wanna . Super, naprawdę super. Stare budownictwo, wysoki sufit, super balkon, no i lokalizacja! Koło Wileńszczaka, więc wszędzie się dojedzie i ogólnie blisko Biedronka
Kiedy wyszedłem z mieszkania (IV piętro, przypominam), popatrzyłem to w prawo, to w lewo, a moim oczom ukazał się budynek Novego Kina Praha. A że ja w tych klockach siedziałem, to postanowiłem wpaść i zapytać się o pracę. Kazali CV przynieść. To przyniosę - jutro mam to w grafiku. I być może pójdę tam do pracy, bo fajni ludzie na oko :]. Ale mam oczywiście plan awaryjny, który brzmi: McDonald's! Niektózy pewnie się z tego zaśmieją, ale 10,50 PLN na rękę za godzinę pracy piechotą nie chodzi, a każda kasa się przyda - temu nikt nie zaprzeczy.
Tak więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Kolejny raz utwierdzam się w tym przekonaniu. Zwolnili mnie z pracy (stawka: 7,10 PLN/h minus podatek, to jakoś lekko ponad 6 PLN/h na rękę), ale znalazłem mieszkanie i mam perspektywę znalezienia lepiej płatnej pracy! Czego chcieć więcej od dnia?
Uwaga! Polecam zakupy w Lidlu dla palaczy papierosów - oryginalna cena za L&M Blue (lighty) to 8,05 PLN - Lidl ma stałą promocję, za paczkę ulubionych papierosków zapłacimy 6,75! Przy okazji: pamiętam, jak kiedyś L&M'y kosztowały 4,75 xD I po co nam ta Unia Europejska?
Piękny dzisiaj dzień nastał Otóż dowiedziałem się czegoś o sobie samym - mianowicie tego, że mi nie zależy! Trochę to niebezpieczne, ale co tam... Matura to bzdura!
Przyszedł czas na to, żeby sobie uświadomić, że kilka egzaminów zaważy na mojej przyszłości. Przerażające, prawda. Ale czym bardziej podejdzie się do tego na luzie, tym mniej się zestresuję i więcej informacji odnajdę w swojej głowie, która, co tu dużo kryć, przez ostatnie kilka dni przeżywa natężenie wiedzy .
Sytuacja z poprzedniego wpisu się wyjaśniła - pozytywnie i negatywnie, chociaż ta negatywna też w sumie wyszła na pozytywną! I o to chodziło - o uświadomienie sobie, że narcyzm czasami popłaca A jeżeli ktoś ma z tym problem, to przykro mi, ale ja mu w tym nie pomogę...
I tak znalazłem się na 4 dni przed maturą w bardzo dobrym humorze, którego prawie nic nie może zepsuć - chyba, że brak papierosów, co podtrzymuje mój dobry humor
Wszystkim powodzenia na maturze, no i w dalszym, już dorosłym życiu!
P.S. Widzieliście napis na świadectwie ukończenia liceum? "Ten dokument zaświadcza o uzyskaniu wykształcenia średniego" Tak! Jesteśmy średniakami!
No i urlop w Karpaczu dobiegł końca. Było naprawdę fajnie! Byliśmy też w Czechach, zgodnie z coroczną tradycją... Żałuję, że nie miałem okazji pojeździć na nartach, ale za kilka dni mam egzamin na prawo jazdy i jakbym połamał nogę, to nie wiem, czy byłbym w stanie prowadzić Nic straconego! Będzie okazja następnym razem!
Balety... Ach... Cóż tutaj dużo mówić. W piątek było po prostu wspaniale! Nigdy w życiu nie byłem na tak fajnych baletach. Być może dlatego, że miałem niesamowitą banię, spowodowaną wypiciem 6 Millerów i wypaleniem 10 Marlboro Light'ów... Nie wiem. Wiem tylko tyle, że było wspaniale!
Mamy 99 zdjęć, z czego na 60 jest Beret :/ Potem narzekała, że nie ma baterii. Zdjęcia wrzucę już niedługo, tymczasem posłuchajcie tej wspaniałej piosenki... Ech... Życie mi ratuje nie pierwszy raz.
EDIT: Moje zdjęcia już są w dziale Photos. Reszta już wkrótce!