Niedawno wróciłem z psychologii, na którą nie dotarłem, no i z retoryki i erystki, na którą zdążyłem. Siedzę przed komputerem, słucham "Thank You for the Music" (v. Mamma Mia! OST), piję herbatę, za oknem zimno i ciemno (w końcu wschód), a jutro czeka mnie angielski. Wszystko okej. Serio.
W piątek zaczynam pracę w Sense - od 17 do zamknięcia. Będę barbackiem Czyli pomocą barmana. No i napiwki 50:50, także fajnie. Ogólnie po wtorku myślałem, że padnę. Jak wróciłem, tak zasnąłem. 5 wykładów pod rząd przerasta moje możliwości. Ogólnie dochodzę do wniosku, że dziennikarstwo to niewdzięczna profesja, ale zobaczymy...
Chciałem pojechać do domu na następny weekend (tak, ten długi), ale nie wiem, czy mi dadzą wolne. O ile mnie nie wyleją po tym piątku, co jest całkiem możliwe. A w Słubicach nie byłem już 2 miesiące. Najbliższa okazja na Boże Narodzenie, w razie czego. O ile dostanę wolne.
Nie chce mi się pić, nie chce mi się palić, nawet na imprezy nie chce mi się chodzić. Co jest w tym dziwnego, to to, że i piję, i palę, no a na imprezy też chodzę. Wbrew sobie? - nie. Po prostu tak jakoś wychodzi. W ogóle życie mi się odwraca do góry nogami, ale zobaczymy, czy teraz będzie ta lepsza półkula, czy gorsza. Jak gorsza, to będzie nadzieja, że kolejna będzie lepsza. Jak teraz będzie lepsza, to będzie fajnie, bo już życia nie będę chciał zmienić.
Ostatnio kolega mówi do mnie: "poszłem tam, żeby wziąść to, ale w sumie to tego nie chcem" - gościu jest na polonistyce na UW. Nie wiem, czy sobie jaja robił, czy co, ale... już z nim nie gadam.
Pani z tłumu wzięta... Zwykły profil, smutne oczy...
Dzisiaj będzie trochę krócej... Ostatnio się rozpisałem właściwie nad niczym, dzisiaj będzie bardziej treściwie, za to krócej niż zazwyczaj... Widzicie tą Panią na górze? Spotkałem ją przypadkowo... z profilu jaka jest - każdy widzi. Wcześniej szedłem naprzeciwko niej - widziałem jej oczy. Powiem Wam, że tak smutnych oczu dawno nie widziałem...
Zastanawia mnie, gdzie jest miejsce na problemy człowieka w wielkim mieście, w takiej Warszawie. Do tej pory na ulicach stolicy nie widziałem chociażby jednej sytuacji, w której jeden człowiek pomógłby drugiemu - całkiem bezinteresownie. Każdy chodzi swoimi drogami. Nasze drogi się jednak krzyżują częściej, niż sobie to wyobrażamy...
Nie tak dawno sam mogłem doświadczyć tej "warszawskiej znieczulicy"... Na dzień przed zatrułem się jakimś świństwem. Kiedy wsiadłem tamtego dnia do autobusu w drogę na drugi koniec Warszawy (okolice Okęcia), wszystko było jeszcze w porządku. Kiedy wsiadłem do autobusu w drogę powrotną - zaczęło się. To była czysta tragedia. Byłem blady, pot ze mnie leciał ciurkiem, w żołądku miałem wielką tragedię. Jeszcze nigdy nie chciało mi się tak wymiotować. Czułem się, jakbym był pod wpływem silnych środków odurzających. Szczerze mówiąc - zapewne wyglądałem jak ćpun na detoksie. Nie wiem, jak dojechałem, nie wiem... Pamiętam tylko, że poprosiłem ludzi z autobusu o pomoc. Nie wiedziałem wtedy, jak niby miała by ona wyglądać, ale ludzkim odruchem w takich sytuacjach jest proszenie o pomoc. Zgadnijcie - nikt nie pomógł. Obudziłem się następnego dnia w mieszkaniu...
Całe meritum sprawy sprowadza się do prostego stwierdzenia: przechodząc wzdłuż ulicy, jadąc autobusem, czekając na tramwaj, napotykamy ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy. Często wystarczy życzliwe spojrzenie, aby zrobiło się lżej na duchu drugiemu człowiekowi. Często jednak nie patrzymy ludziom w oczy - tak jak na zdjęciu, widząc profil, widzimy postać bez wyrazu...
Oh Laura - Friend Like Me wsłuchajcie się w tekst...
Tadaaam! Dodałem w końcu kolejne zdjęcia. Pierwsze przedstawiają Szkutę i Wychudzoną na Rzepińskiej, a było to podczas dłuuugiej drogi do domu ze szkoły. Najlepsze zdjęcia to te na śmietniku! Chcesz zobaczyć? - klikaj na zdjęcie na dole
Kolejnym albumem zdjęć jest album naturalny - czyli te zdjęcia, które mają ładne kwiatki, czyste niebo, zielone kolory i ogólnie są naturalne ze względu na swoją treść. Chcesz? - klikaj na dole.
Już niedługo nowe zdjęcia! Trochę starsze, ale zawsze będą
Pamiętacie jeszcze dzień 30. marca, kiedy to wyruszyliśmy w drogę do Częstochowy, aby pomodlić się za zdanie matury? Jeżeli tak, to fajnie, a jak nie pamiętacie, to macie zdjęcia
Oczywiście nie wszystkie, bo niektóre nie wyszły, ale te lepsze dałem ;] Jak chcesz wszystkie zobaczyć, to kliknij na zdjęcie Baśki - Pielgrzyma, który odnalazł swoją Ziemię Obiecaną (to właśnie mówi jej mina)!
Jest to dosyć przykre, ale czas zimy się skończył. Przynajmniej tej kalendarzowej, bo za oknem... cóż. Zima. Na Boże Narodzenie mieliśmy ładny obrazek za szybą, na Święta Wielkanocne - krajobraz zimowy. Żeby nie było zbyt wygodnie, to raz pada śnieg, potem świeci słońce, potem pada deszcz, potem jest nijako - i znowu pada śnieg.
kliknij, aby wejść do galerii Dlatego, chcąc wykorzystać czas "słoneczny", poszliśmy do parku w poszukiwaniu wiosny. Pani Przedszkolanki nie było, dlatego Marzanna nie została zabita poprzez udławienie wodą z Odry, ale było fajnie. Chociaż nie tak samo, jak kiedyś... Tak, jak w podstawówce, kiedy piekliśmy ciasto ze słońc i uśmiechów... xD
Człowiek zamiast miłości może mieć przyjaźń czyjąś i to będzie jeszcze więcej warte i będzie trwalsze, pewniejsze. Irena Solska