Myśli niepoukładane

Każda decyzja, którą musisz podjać samodzielnie, jest trudna

Kolejny wpis, który pojawia się po długiej przerwie. Dlaczego? Czy blog przestał dawać mi to co było dla mnie istotne kiedyś? Czy przestał być jedynym miejscem, gdzie mogę ogarnąć to co się we mnie dzieje?

Nie, nie sądzę. Mogłabym powiedzieć, że przyczyną jest brak czasu. Tak, właśnie tak. Zbyt dużo zajęć. Nie ma już czasu na myślenie, obserwowanie i analizowanie.

Pytanie dlaczego do tej pory go nie usunęłam. Może przez sentyment. Nie, to nie to.
On był i wciąż jest mi potrzebny, bo chociaż w natłoku obowiązków zagubiłam się gdzieś i przestałam szukać czasu na analizowanie tego co przedstawia mi społeczeństwo i co daje mi życie, ciągle odczuwam, że jednak tego potrzebuję. Co rano rzucam się w wir życia, ale wieczorem - na chwilkę przed zaśnięciem, kiedy moje oczy błagają o odpoczynek, a powieki same opadają w dół bez względu na to, czy tego chcę czy nie - pojawiają się w mojej głowie obrazy. Najpierw pojedyncze, niewyraźne, z czasem stają się coraz bardziej dostrzegalne. Jest ich coraz więcej. I coraz więcej myśli. Brak tylko siły żeby je ogarnąć. Sen pomaga się ich pozbyć na jakiś czas, ale potem przychodzi kolejny wieczór i znów myśli zaczynają się kłębić w mojej głowie. Postanowiłam się ich pozbyć. Nawet nie wiem od czego zacząć.

Od kilku lat chodził mi po głowie pomysł wyjazdu z tego kraju... z tego kontynentu!
Nie znalazłam tu nic co dałoby mi szczęście, ale bałam się zmian. Bałam się, że to zbyt poważna decyzja. Myślałam o tym co będzie, jeśli nie dam rady. Nagle pojawił się ktoś, kto chciał jechać ze mną. Czułam się znacznie pewniej wiedząc, że nie będę sama. Ludzie w ogóle mają taką dziwną skłonność do szukania towarzystwa. Ciekawe dlaczego... dlaczego nie możemy być zupełnie sami. Odizolować się od wszystkiego i od wszystkich i żyć według swoich własnych zasad. Dlaczego musimy organizować się w społeczności, zakładać rodziny. Dlaczego szukamy przyjaźni, znajomości. Nigdy chyba tego nie zrozumiem.

Wracając jednak do tematu wyjazdu. Pojawił się w mojej głowie taki projekt, by wyjechać, gdzieś do Afryki, albo Ameryki Południowej. Gdzieś, gdzie znalazłby się ktoś, kto być może potrzebowałby mojej pomocy. Nie byłam tylko pewna, czy jestem na tyle silna, by poświecić się tak zupełnie dla innych. Nigdy nie byłam typem altruistki. Bałam się, że bez wsparcia mogę nie dać rady i to mnie przerażało najbardziej. Kiedy usłyszałam, że jest ktoś, kto ma podobne plany, byłam wniebowzięta!!!

Ustaliłyśmy, że najpierw skończymy studia, a potem wyjedziemy przynajmniej na rok. Tzn. Ona myślała o roku - ja myślałam o wyjeździe na stałe. Nigdy nie marzyłam o zakładaniu rodziny, więc nie czułam potrzeby wracania, do przeszłości. Wiedziałam, że jeśli zdecyduję się na ten wyjazd na rok, to już tam zostanę.

Czas jednak mijał, a ja coraz bardziej odnosiłam wrażenie, że z punktu widzenia tej osoby było to tylko kaprys, który z czasem się jej znudził. Może się myliłam - nie wiem. Ale kiedy słyszałam o wszystkich innych planach, które miała na życie, czułam że na wolontariat nie ma tam miejsca.

Ze mną było inaczej. Bywały chwile, kiedy wciągałam się w wir tego życia, które jest tu i teraz. Czasem nawet myśląc o przyszłości pojawiały się w mojej głowie mniej lub bardziej realne projekty, które wykluczały wyjazd. Bardzo często jednak miałam chwile zwątpienia. Czasem wydawało mi się, że pomysł jest zbyt nierealny, bym mogła go zrealizować. Czasem zwyczajnie dochodziłam do wniosku, że to nie do końca to o czym marzę. Bo nie zawsze to co inni ludzie mogliby nazwać wielkim celem, może dać Ci spełnienie.

Pojawił się na przykład pomysł, by zostać i rozwijać zainteresowania. Oczywiście nikt nie daje mi pewności, że po skończeniu studiów, znajdę pracę w zawodzie i będę mogła rozwijać się dalej w tym kierunku, ale jeśli się nie zaryzykuje, to nie ma szans, by się tego dowiedzieć. Wydawałoby się pomysł idealny. Trzymałam się go od dawna. Zawsze byłam dziwnych dzieckiem. W przeciwieństwie do koleżanek nigdy nie chciałam być aktorką, czy modelką. Zawsze chciałam uczyć angielskiego. Marzyłam, żeby przed nazwiskiem mieć "prof. dr hab.", albo coś w tym rodzaju. Dziwne jest jednak, że z czasem marzenie to stało się coraz bardziej odległe. Najpierw wydało mi się trochę nierealne. Z czasem zaczęłam mieć wątpliwości, czy to jest to co dałoby mi satysfakcję.

Wtedy na pierwszy plan zaczął się wysuwać pomysł wyjazdu. Na początku byłam z siebie dumna, wydawało mi się, że to wskazuje wyraźnie, że jednak nie jestem takim złym człowiekiem. W końcu zły człowiek, nie myślałby nawet o tym, by zrezygnować z wszystkiego tylko po to, by pomagać innym. Ale ja nie jestem dobrym człowiekiem. Uświadomiłam sobie, że gdybym pojechała, to przynajmniej po części moje powody byłyby bardzo egoistyczne. Ja po prostu chciałabym w końcu poczuć, że jestem komuś potrzebna! Dużo myślę teraz o tym wyjeździe i obawiam się, że nie z takich pobudek ludzie powinni decydować się na coś takiego. Oczywiście dochodzą do tego inne rzeczy, takie jak chociażby fakt, że chciałabym jakoś odwdzięczyć się mamie i nie chciałabym jej zawieść.
Mnóstwo wątpliwości.
A mimo wszystko wizja wyjazdu i pracy w wolontariacie tak często do mnie powraca. Może to jest właśnie to co powinnam zrobić? Może nie przejmując się bliskimi i tym jakie pobudki mną kierują, powinnam rzucić wszystko i zrobić to co czuję. Boję się, ale może tak trzeba.

Uważasz, że możesz nienawidzić mnie bardziej?Zaakceptować chaos

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies

June 2012
M T W T F S S
May 2012July 2012
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30