Weekendzik spędzony poza domem, a jednak zupełnie grzecznie...wreszcie miałyśmy z Agą mnóstwo czasu, żeby się nagadać. A potrafimy gadać o wszystkim i o niczym, więc razem z Agnieszką i jej sąsiadką urządziłyśmy sobie babskie pogaduchy przy swojskim winku. Luźna rozmowa "na każdy temat" w końcu, jak to zwykle bywa, zeszła na temat zdrady, zazdrości, szczerości i zaufania....i co? I mam takie dziwne wrażenie, że jestem jakaś inna...przecież życie byłoby o wiele prostsze, gdyby ludzie potrafili ze sobą normalnie rozmawiać, mówić o swoich uczuciach i przede wszystkim, gdyby się nie okłamywali. Przecież szczerość to podstawa. Dla mnie to proste - jeżeli się z kimś wiążę, to go nie okłamuję i wymagam tego samego. Jeśli w związku nie ma kłamstw, to jest zaufanie, a jak jest zaufanie, to nie ma zazdrości. Ja wiem, niby to żadne odkrycie, ale wiele ludzi o tym wie i dla większości z nich jest to tylko trafna teoria, której nie potrafią, albo nie chcą wprowadzić w praktykę. Tylko dlaczego???
Hahaha...no cóż zamieszanie z terminami sprawiło, że zmuszona zostałam do zmiany uczelni, ale podobno nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, więc może nawet lepiej, że tak się stało. Teraz tylko muszę dostarczyć dokumenty i to by było na tyle
Za to ostatnio zauważyłam, że coś się z czasem zmienia...jakby wszystko stanęło na głowie. Ja coraz lepiej dogaduję się ze znajomymi mojej mamy, a ona coraz więcej czasu spędza z moimi. Już się przyzwyczaiłam do tego, że spotykamy się razem, że wspólnie urządzamy sobie grille i ogniska, że moi znajomi przeszli z moją mamą "na TY". I nawet mi się to podoba. Atmosfera jest taka luźna, a ja dzięki temu nauczyłam się o wiele bardziej bezpośrednio rozmawiać z mamą. Tylko czasem wydaje mi się, że wszystko jest jakoś tak odwrotnie - do góry nogami. Jak tak dalej pójdzie to pewnego dnia będę sobie piła kawkę i plotkowała z przyjaciółkami mamy, a ona wpadnie pełna entuzjazmu razem z moimi znajomymi i powie - "Wychodzę na imprezę, nie czekaj na mnie z kolacją!" - na co ja odpowiem - "Tylko wróć przed 3" Hahha...no i czy wszystko jest na swoim miejscu???
Chyba dzieje się coś niedobrego i węszę w tym jakąś teorię spiskową. A może to obcy mnie porwali i coś mi poprzestawiali Już sama nie wiem co się dzieje, zaczynam wątpić w to co do tej pory wydawało mi się niemal pewne. No takie np. Gliwice - wydawało mi się, że to na Śląsku. A jednak nie! W poszukiwaniu odpowiedniej uczelni zaopatrzyłam się w kilka informatorów. Wzięłam ten opatrzony tytułem "Uczelnie wyższe w woj. świętokrzyskim" otworzyłam na chybił trafił i co znalazłam? - Politechnika Śląska w Gliwicach. No pomyłka - pomyślałam sobie. Przełożyłam kilka kartek do przodu i przeczytałam - Politechnika Rzeszowska, AGH, UJ i jakaś szkoła w Tarnowie (już nawet nie pamiętam jaka). No tak chyba wszyscy poza mną wiedzieli że Gliwice, Rzeszów, Kraków i Tarnów są w świętokrzyskim. Ale na tym nie koniec. Jeszcze nie tak dawno sprawdzałam sobie terminy rejestracji elektronicznej na studia. Na stronie uczelni "X" znalazłam informację: Rejestracja elektroniczna będzie możliwa od 30.06.2009 do 01.09.2009. Ehhh....mam mnóstwo czasu pomyślałam. Zajrzałam dziś na stronkę uczelni, dokonałam już niemal całkowitej rejestracji, podałam wszystkie dane...został mi tylko wybór kierunku studiów i zatwierdzenia rejestracji. Jakież było moje zdziwienie kiedy przeczytałam komunikat: "Upłynął termin rejestracji na te studia." A ja głupia myślałam, że 8 lipca jest zawsze wcześniej niż 1 września. I znów moja wiedza okazała się bezwartościowa. Udało mi się prawie zarejestrować na stronie jednej ze świętokrzyskich uczelni - no trudno niech będzie i ta - ale jeszcze nie ma pewności czy uda mi się dokonać opłaty rekrutacyjnej przed zakończeniem rejestracji, bo bez tego oczywiście nie mogę jej dokończyć. Ehhh... no i muszę się zaopatrzyć w białą, papierową, wiązaną teczkę A4, bo jak przeczytałam to jeden z "niezbędnych" elementów dokumentacji dostarczanej przez osoby ubiegające się o przyjęcie na studia. Cholera, a ja zawsze myślałam, że liczy się wiedza i umiejętności...gdybym tylko wcześniej wiedziała, że wszystko zależy od tej papierowej teczki....ehhhh...wszystko to czarna magia
No nareszcie! Odebrałam dziś świadectwo dojrzałości. Wynik całkiem OK Ustne: polski - 100%, angielski - 95% Pisemne: polski - 81%, angielski 98%, chemia 80% No mogłoby być lepiej, ale biorąc pod uwagę jak ciężko przychodziło mi zebrać się do nauki i jak potem trudno było się skupić, to chyba nie mam na co narzekać - no chyba, że na siebie, że taka leniwa byłam. Chociaż w sumie to chyba nie byłam - raczej nadal jestem. Nic mi się dziś nie chce, padam z nóg...i jeszcze ta pogoda. Lubię upały, ale zakupy w taki dzień to nie był dobrzy pomysł - zresztą i tak kupiłam nie to po co poszłam...ehhh