Tuesday, 12. May 2009, 18:26:48
Doszłam do wniosku, że skoro piszę tego bloga już od ponad roku, to pora na podsumowanie tej mojej "wirtualnej działalności"

Nie tak dawno kumpel powiedział mi: "Po co Ty się w ogóle tak produkujesz? Co Ty z tego masz? To tylko strata czasu."
Te słowa zmotywowały mnie do przemyśleń w tym temacie i doszłam do wniosku, że ten blog daje mi więcej niż mogłoby mu się wydawać.
Czy można powiedzieć, że to jest marnowanie czasu? Nie sądzę. Nigdy nie rzucałam wszystkich obowiązków, tylko po to żeby coś tu naskrobać. Pisałam tylko wtedy, kiedy miałam wolną chwilkę, albo kiedy tłoczące się w mojej głowie myśli nie dawały mi spokojnie pracować. A wtedy to był jedyny sposób, żeby odzyskać spokój i oczyścić umysł.
Kolejnym zarzutem jaki wysunął Piotrek było to, że moje wpisy bywają dość osobiste, a ja pisząc to wszystko na blogu udostępniam to publicznie. W ten sposób - jego zdaniem - odrzucam moje prawo do prywatności, a "pamiętnik" w formie elektronicznej traci swój intymny charakter.
No cóż, jest przecież możliwość uczynienia wpisów prywatnymi, więc to chyba nie stanowi problemu. Zresztą mogę nie umieszczać zdjęć i żadnych danych wtedy blog staje się bardziej anonimowy, a wpisy są tylko czysto teoretycznymi rozważaniami. Tylko po co??? Nie wstydzę się moich przekonań i mogę to samo powiedzieć wszystkim prosto w oczy. Inaczej to całe blogowanie nie miałoby sensu. Po co mówić coś, do czego nie ma odwagi się przyznać?
Być może ujawniam tu jakieś moje słabe punkty, ale wychodzę z założenia, że największym przejawem siły jest przyznanie się do swoich słabości. Tak więc nie mam powodów, żeby wstydzić się moich wpisów, albo też, żeby cokolwiek ukrywać.
No i w ten sposób odparłam chyba wszystkie "przeciw"

A co przemawia "za"?
No cóż...po pierwsze ten blog stanowi rodzaj takiej mojej
Myślodsiewnii. Jest moim sposobem na poukładanie sobie wszystkiego, na uporządkowanie tego chaosu, który czasem zaczyna się pojawiać gdzieś tam wewnątrz mnie.
Te wszystkie niepoukładane myśli, które kłębią się gdzieś w mojej głowie, potrafią naprawdę namieszać. Czasem mam wrażenie, że jeszcze chwila, a eksplodują i wprowadzą chaos w całym mim życiu. Wtedy właśnie przelewam je w słowa i dzielę się nimi z innymi. Porządkuję je i odzyskuję wewnętrzny spokój. To takie moje małe katharsis. Wyrzucam z siebie cały ból, cierpienie, niepewność i strach. I wszystko staje się prostsze. O wiele łatwiej to znieść, kiedy nie tłumię tego w sobie.
A kiedy jest pozytywnie - też mogę o tym napisać, bo radość jest największa wtedy, gdy możemy się nią podzielić z całym światem

Czy są jeszcze jakieś zalety? Z pewnością tak. Ludzie, którzy czasem odpowiadają na moje wpisy w wielu przypadkach pomagają mi rozwiać moje wątpliwości. Patrzą na wszystko z zupełnie innej perspektywy, a dzięki temu ich spojrzenie jest bardziej przejrzyste i obiektywne niż moje, czy kogokolwiek z moich znajomych. Te opinie są dla mnie bardzo istotne. Nie tylko te wyrażane w komentarzach, ale i te które umieszczają na swoich blogach. A ja czytam i wyciągam wnioski....

To chyba wszystko. Ale czy to mało? Nie wydaje mi się. Wręcz przeciwnie wynik jest jak najbardziej na plus, wiec czy się to komuś podoba, czy nie - zamierzam dalej pisać i dzielić się swoimi przemyśleniami. Czerpię z tego ogromną radość i nie sądzę bym chciała z tego zrezygnować.
A teraz z zupełnie innej beczki.
1) Mój pierwszy mały maturalny sukces! Jeden z kolegów, którym pomagałam się przygotowywać do matury z angielskiego zdobył 17/20 punktów

Jutro kolej na drugiego...no i na mnie

2) Dla większości to porażka, dla mnie malutki sukces. Z wyników próbnego egzaminu zawodowego wynika, że nie zdałabym praktycznej części. Niby nie ma się z czego cieszyć, bo trochę lipa. Ale z drugiej strony teoretyczną część zdałam (przynajmniej na próbnym), a z praktycznej udało mi się zdobyć 57% - to też niezły wynik biorąc pod uwagę, że ze mnie taki informatyk, jak...

Hahaha