... I w bolesciach po urzedach popierdalac bedziesz.
Friday, October 26, 2007 10:16:25 PM
Za kazdym razem gdy mysle, ze biurokracja nie moze stac sie jeszcze bardziej uciazliwa i groteskowa, w trybie natychmiastowym zostaje bolesnie sprowadzony na ziemie. Truizmem jawi sie stwierdzenie, ze nie ma nic bardziej frustrujacego niz latanie od okienka do okienka, ale w sprawach zwiazanych z zalatwieniem zwolnienia z WFu owa frustracja urasta do epickich rozmiarow.
Za kazdym razem gdy mysle, ze biurokracja nie moze stac sie jeszcze bardziej uciazliwa i groteskowa, w trybie natychmiastowym zostaje bolesnie sprowadzony na ziemie. Truizmem jawi sie stwierdzenie, ze nie ma nic bardziej frustrujacego niz latanie od okienka do okienka, ale w sprawach zwiazanych z zalatwieniem zwolnienia z WFu owa frustracja urasta do epickich rozmiarow.
W zeszlym roku akademickim, na poczatku drugiego semestru wyladowalem w szpitalu z peknietym plucem. Odma oplucnowa, coz za sliczna nazwa. W dniu wypisu ze szpitala dostalem od lekarza prowadzacego zwolnienie na kolejne kilka miesiecy (czyli w praktyce na reszte semestru). Pod koniec semestru nadszedl czas zdobywania wpisow... Uslyszalem, ze moje zwolnienie jest niewazne (argument, ze zostalo wystawione przez specjaliste z SOR, a nie przez jakiegos interniste okazalo sie nie miec znaczenia). Dostalem polecenie, zeby stawic sie na komisje lekarska, w celu uzyskania "waznego" zwolnienia do okazania w sekretariacie Studium Wychowania Fizycznego i Sportu UJ. Pech chcial, ze owe komisje zbieraly sie raz w tygodniu, na godzine, wiec martwiac sie bardziej egzaminami musialem tymczasowo zaniechac prob zalatwienia tej sprawy. Problem powrocil we wrzesniu. W koncu dane mi bylo stawic sie w rejestracji przy Armii Krajowej 5. Od Przemilej Pani (PP) dowiedzialem sie, ze komisja przyjmie mnie, jesli przedstawie skierowanie od lekarza... Tu pojawil sie pierwszy zgrzyt, bo za cholere nie bylem w stanie zrozumiec dlaczego mialbym latac po lekarzach i zdobywac jakiekolwiek skierowania. PP podala mi jeszcze wzor takowego podania, i kazala stawic sie pol godziny przed komisja. Raznym krokiem powedrowalem do swojego lekarza pierwszego kontaktu, tak jak przykazanym mi bylo. Na miejscu Pani Doktor (PD) zrobila o taaaakie *rozsuwa dlonie na cala szerokosc* oczy i powiedziala, ze nie rozumie o co chodzi. Byl to dla mnie konkretnych rozmiarow zonk, gdyz zapewniono mnie, ze dostanie takiego podania to czysta formalnosc. Sprobowalem wyjasnic o co chodzi i wyciagnalem swistek z zapisanym wzorem podania. PD wyraznie zdezorientowana oswiadczyla, ze nie moze mi wypisac podania bo... nie ma takiego druku. Asekuracyjnie dodala natychmiast, ze jesli podpisze jakikolwiek swistek poza przydzielonymi odgornie, to "nie dostanie z NFZ pieniedzy za konsultacje". Po dluzszej rozmowie wypisala mi zykle skierowanie, nie wg wzoru, za to na urzedowym swistku, jak Bozia przykazala. Zadowolony powedrowalem do przychodni na Armii Krajowej umowionego dnia. Gdy wyjasnilem Innej Pani (IP) w rejestracji o co chodzi, popatrzyla do mnie jakbym co najmniej pomachal jej penisem przed nosem, spiewajac jednoczesnie "Miedzynarodowke". Oswiadczyla, ze na komisje nalezy sie rejestrowac z co najmniej dwu-trzytygodniowym wyprzedzeniem. Zgrzytajac zebami poprosilem, zeby wpisala mnie na pierwszy wolny termin. Gdy poprosila o skierowanie podalem je, zerkajac na nia z mina zwiastujaca wszystko co najgorsze. Jeszcze nie wiedzialem, ze kulminacja dopiero miala nadejsc. "Co to jest?" spytala IP, patrzac pogardliwie na przyniesiony swistek. Poczulem goraco rozlewajace sie po calym ciele, a rzadza mordu jela ogarniac mnie z coraz wieksza sila. "To jest SKIEROWANIE", wycedzilem, starajac sie trzymac rece z daleka od gardla IP. "Ale to nie takie skierowanie ma byc", oswiadczyla IP, a ja poczulem, jak tama samokontroli peka na calej dlugosci. Policzylem do dziesieciu i wywarczalem to co uslyszalem od PD. W odpowiedzi uslyszalem: "no to nie wiem, niech lekarz zapisze na tym swistku, ale wedlug wzoru". Poprosilem o zapisanie mnie na wolny termin, i powiedzialem, ze zalatwie skierowanie. "Wolny termin jest za tydzien... Ale bez skierowania nie moge pana wpisac".
Nie zabilem jej, nie oplulem nawet, ani nie obrzucilem wyzwiskami. Potulnie powedrowalem do PD. Gdy wrocilem po paru dniach (latanie po przychodniach, after all, nie jest moim jedynym zajeciem) uslyszalem: "dobrze, prosze sie zglosic na komisje we czwartek... 8go listopada". Przysiaglbym, ze uslyszalem w tamtym momencie sataniczny rechot, zupelnie jakby w lochach przychodni zaniosly sie upiornym smiechem zastepy upadlych aniolow. Nie pozostalo mi nic innego jak zglosic w sekretariacie, ze spoznie sie ze zlozeniem indeksu. I to sporo.
W calej tej sytuacji dreczy mnie jedno pytanie. Skoro mam sie stawic na komisje lekarska, ktora ma okreslic co mi dolega i czy zwalnia mnie to z zajec Wychowania Fizycznego... to, do jasnej kurwy nedzy, po co na skierowaniu ma byc zawarte rozpoznanie choroby?
Z ta, iscie buddyjska, zagadka pozostawiam drogiego czytelnika, i zycze mu (i sobie jednoczesnie), zeby kazda biurwe (bo przeciez nie urzednika) w tym kraju postawiono pod sciana i rozstrzelano. Za wolnosc wasza i nasza.
PS A nie nalezy zapominac, ze bede sie musial jeszcze uporac z WKU... I hate my life.














Seji # Sunday, October 28, 2007 10:03:37 PM
Juz bys sie przyzwyczail. :P
GlowTheGlow # Monday, October 29, 2007 8:46:17 PM
I nie, nie zamierzam sie przyzwyczajac do patologii. Kobiecie napierdalanej przez meza-alkoholika powiedzialbys to samo? x)
Seji # Monday, October 29, 2007 8:50:24 PM