Pożegnanie z monopolistą: przygarnij Pingwina.
Sunday, March 23, 2008 4:02:06 PM
Zaczęło się kilka tygodni temu, od ataku frustracji wywołanego padem świeżo reinstalowanego systemu.
Niecałe cztery tygodnie wystarczyły, żeby stracił sporo danych (na szczęście większośc zarchiwizowałem niewiele wcześniej). Listy kontaktów, archiwa, część zapisanych haseł (które musiałem odzyskiwać metodą prób i błędów) - z tego rodzaju rzeczami przyszło mi się pożegnać. Pozgrzytałem nieco zębami, usiadłem, pomyślałem... Wszedłem na stronę Ubuntu.pl. Poczytałem, sprawdziłem na Wiki różnice pomiędzy KDE a GNOME (thanks for the hint, JJThompson). Ściągnąłem obraz płyty instalacyjnej do Kubuntu. Wypaliłem. Wyczyściłem dysk twardy. Od nowa podzieliłem na partycje, a na najmniejszej zainstalowałem WinXP (uśmiechając się ironicznie, gdy OS odmówił przyjęcia oryginalnego CD-Key z nalepki - za to grzecznie łyknął "alternatywne rozwiązanie"). Na kolejnej partycji zainstalowałem bez najmniejszych kłopotów pingwina.
Pierwsze kilka dni było trudnych (choć nawet w 10% nie tak bardzo jak się spodziewałem), później poszło z górki. Od tamtego czasu nie włączyłem XPka ani razu, i rozważam całkiem poważnie czy nie zwolnić tych trzech GB. Jasne, kubuntu nie jest bez wad. System dość długo się ładuje, są problemy z instalacją drukarek (np. mojej Okipage 10ex - ta sztuka nie udała mi się do dziś), a niektóre zachowania OSa sprawiają, że oczy wręcz wychodzą mi z orbit (np. wtedy, gdy zniknął mi kicker, a ja nie umiałem go zmusić do ponownego pojawienia się). Mimo wszystko nie zanosi się na mój powrót do Windows, a płyta z Debianem grzecznie czeka na swoją kolej do wypróbowania...














Unregistered user # Sunday, March 23, 2008 7:03:54 PM
Unregistered user # Sunday, March 23, 2008 11:00:22 PM
Unregistered user # Saturday, July 5, 2008 11:33:20 PM