Portfel pełen funtów, głowa pełna trocin...
Tuesday, 18. March 2008, 13:52:43
Heh.Po dłuuugiej przerwie powracam...Mam nadzieję że już tak długich przerw nie będę miał ale to zobaczymy.
Tak jak w tytule.Nachodzą mnie ostatnio myśli na temat Polaczków pracującyh zagranicą.Taaa pisze Polaczków ponieważ mam do nich stosunek taki jaki mam... Ci ludzie w mniemaniu Polaków którzy zostają w Polsce i pracują ciężko na chleb są męczennikami i bohaterami - ponieważ wyjeżdżają z kraju w walce o chleb i wode. Żałosne jak nie wiem co. Na początku też uważałem że to dobry pomysł-brak perspektyw w kraju, otwarte granice, możliwość zyskania doświadczenia a przy okazji zzarobienia jakiś większych pieniędzy...I owszem jest tu odrobinka prawdy.Ale tylko odrobinka.
Zdanie zacząłem zmieniać około 2-3 lat temu. Jak mój znajomy wyjechał do "cudownej" Irlandii gdzie miał zapewnioną robotę na zmywaku.Miał tam siedzieć około pół roku.Ale już 3 czy 4 dnia pracy rzucił ją ponieważ pracodawca niechciał mu zapewnić odpowiedniego ubioru...Początkowo śmiałem się ze znajomego - że wydziwia (a znany jest z tego że lubi wydziwiać), że nie potrafi się dostosować etc. Przez kolejne miesiące szukał roboty - na próżno...Wrócił zgorzkniały ale i doświadczony. Przez następne miesiące śledziłem tę sprawę-ale nie z dzienników czy telewizji gdzie naszych biedaków nazywano bohaterami w męczeńskiej walce o życie.Słuchałem znajomych którzy tam byli i pracowali, którzy męczyli się na obczyźnie.I chyba każdy mówił, że -"miejscowi ok - nie robią kłopotów,a wręcz starają się by było jak najlepiej.Problem z innymi polakami którzy są w okolicy-kradną, piją, szaleją, robią wszelakiego rodzaju rozróby".To mnie zaczeło zastanawiać - Nikt z tymi polakami nie utrzymuje kontaktu od nas z polski- to z kim Oni utrzymują kontakty- kim są? Czemu zachowują się tak jak się słyszy?
Myślałem już sporo nad tym tematem...I wydaje mi się że wszyscy Polacy tam się tak zachowują - i wszyscy na wszystkich tam najeżdżają.Oczywiście napewno istnieją wyjątki-ale to wyjątki które potwierdzają tę regułę.Początkowo myślałem że to może zarobione pieniążki robią z naszych "bohaterów" bandy chuliganów.Potem przyjeżdżają do Polski i są to wielcy Panowi i Panie które mają "cash" kupili dom i samochód, ubierają się modnie i gadają już łamaną polszczyzną.I chyba to nie "cash"ale głupota. Pamiętam stwierdzenie jednego filozofa (choć nie pamiętam jak się nazywał),że człowiek jak urodzi się zły to już zawsze będzie zły-nie ważne gdzie się będzie wychowywał.Najwidoczniej z głupotą jest to samo.Ta głupota jak nie ma kontaktu z pieniędzmi bywa nie groźna ale jak już pojawiają się pieniądze to zaczyna być nie ciekawie.Praca na te pieniądze nie "rzeźbią" ich charakteru-nie uczą szacunku do pracy czy pieniądza.Taki burak przyjeżdża potem do Polski i jest bogaty, wielki i wszyscy powinni go kochać - gdy w anglii podciera tyłki starym ludziom czy zamiata ulice czy sprząta po "czystych" anglikach.Tu się ciapla w gównie - a tu wielki Pan...Jestem przeświadczenia że ŻADNA praca nie hańbi - ale pozostaje mentalność, i jak widzę buraka który uważa się za niewiadomo co a nic w życiu wartościowego nie zrobił to mnie krew zalewa. Tacy ludzie nawet nie pomyślą,że może dałoby się i w Polsce godnie żyć - i przy okazji godnie pracować - a nie harować jak wół w robocie której żaden anglik się nie chwyci. Że dałoby się coś powalczyć-możliwości są-trzeba może trochę własnej inwencji i pomysłu a nie siedzenia na dupie i oglądania TV.
Najgorsze w tym wszystkim jest to że takim Polaczkom wydaje się że są przez anglików doceniani i że warto u nich zostać.Heh owszem - anglikom się opłaca - lepiej wysłać do mycia garów czy do sprzątania polaków niż anglika.Taka mentalność jest i u nas.Przecież zatrudniamy ukraińców czy cyganów czy innych do robót za które nasi wziąść się nie chcą.Ile osób chce tam zostać? Sporo...A anglicy są nie głupi-podsycają w naszych intieligientach myśli o długiej pracy o pozostaniu u nich.Choć z tego co wiem,czytam i słysze - anglicy traktują nas tak jak My traktujemy cyganów czy rumunów!!! Użyteczni w niektórych pracach - ale lepiej trzymać się od nich z daleka...
Oczywiście,żeby nie było - nie pisze tu o ludziach którzy wyjeżdżają z Polski do pracy ale w swoim zawodzie - jako architekci,lekarze,elektronicy czy informatycy etc.Godna praca za godną płacę, gdzie możesz czuć się pełno wartościowym pracownikiem a nie popychadłem.
Do napisania tego tekstu skłoniła mnie kłotnia z moją koleżanką (kiedyś bardzo bliską) gdzie o mało co nie pożarliśmy się tak napoważnie i moż na zawsze.Oraz kolejna informacja od pewnego gościa co ściąga samochody z zagranicy jak był w szkocji i opowiadał o Polaczkach - wielkich Panach co nos trzymali w górze, po polsku nie rozmawiali tylko po angielsku, a mieszkali w namiotach przed miastem...Nie raz i nie dwa już słyszałem takie historie.
Jak kogoś uraziłem to przepraszam- nie miałem tego na celu.Moim celem jest przemyślenie jeszcze raz sprawy Polaków wyjeżdżających do pracy zagranice.
A za niedługo nowe przemyślenie-nowy artykuł.Czekam na opinie.
Tak jak w tytule.Nachodzą mnie ostatnio myśli na temat Polaczków pracującyh zagranicą.Taaa pisze Polaczków ponieważ mam do nich stosunek taki jaki mam... Ci ludzie w mniemaniu Polaków którzy zostają w Polsce i pracują ciężko na chleb są męczennikami i bohaterami - ponieważ wyjeżdżają z kraju w walce o chleb i wode. Żałosne jak nie wiem co. Na początku też uważałem że to dobry pomysł-brak perspektyw w kraju, otwarte granice, możliwość zyskania doświadczenia a przy okazji zzarobienia jakiś większych pieniędzy...I owszem jest tu odrobinka prawdy.Ale tylko odrobinka.
Zdanie zacząłem zmieniać około 2-3 lat temu. Jak mój znajomy wyjechał do "cudownej" Irlandii gdzie miał zapewnioną robotę na zmywaku.Miał tam siedzieć około pół roku.Ale już 3 czy 4 dnia pracy rzucił ją ponieważ pracodawca niechciał mu zapewnić odpowiedniego ubioru...Początkowo śmiałem się ze znajomego - że wydziwia (a znany jest z tego że lubi wydziwiać), że nie potrafi się dostosować etc. Przez kolejne miesiące szukał roboty - na próżno...Wrócił zgorzkniały ale i doświadczony. Przez następne miesiące śledziłem tę sprawę-ale nie z dzienników czy telewizji gdzie naszych biedaków nazywano bohaterami w męczeńskiej walce o życie.Słuchałem znajomych którzy tam byli i pracowali, którzy męczyli się na obczyźnie.I chyba każdy mówił, że -"miejscowi ok - nie robią kłopotów,a wręcz starają się by było jak najlepiej.Problem z innymi polakami którzy są w okolicy-kradną, piją, szaleją, robią wszelakiego rodzaju rozróby".To mnie zaczeło zastanawiać - Nikt z tymi polakami nie utrzymuje kontaktu od nas z polski- to z kim Oni utrzymują kontakty- kim są? Czemu zachowują się tak jak się słyszy?
Myślałem już sporo nad tym tematem...I wydaje mi się że wszyscy Polacy tam się tak zachowują - i wszyscy na wszystkich tam najeżdżają.Oczywiście napewno istnieją wyjątki-ale to wyjątki które potwierdzają tę regułę.Początkowo myślałem że to może zarobione pieniążki robią z naszych "bohaterów" bandy chuliganów.Potem przyjeżdżają do Polski i są to wielcy Panowi i Panie które mają "cash" kupili dom i samochód, ubierają się modnie i gadają już łamaną polszczyzną.I chyba to nie "cash"ale głupota. Pamiętam stwierdzenie jednego filozofa (choć nie pamiętam jak się nazywał),że człowiek jak urodzi się zły to już zawsze będzie zły-nie ważne gdzie się będzie wychowywał.Najwidoczniej z głupotą jest to samo.Ta głupota jak nie ma kontaktu z pieniędzmi bywa nie groźna ale jak już pojawiają się pieniądze to zaczyna być nie ciekawie.Praca na te pieniądze nie "rzeźbią" ich charakteru-nie uczą szacunku do pracy czy pieniądza.Taki burak przyjeżdża potem do Polski i jest bogaty, wielki i wszyscy powinni go kochać - gdy w anglii podciera tyłki starym ludziom czy zamiata ulice czy sprząta po "czystych" anglikach.Tu się ciapla w gównie - a tu wielki Pan...Jestem przeświadczenia że ŻADNA praca nie hańbi - ale pozostaje mentalność, i jak widzę buraka który uważa się za niewiadomo co a nic w życiu wartościowego nie zrobił to mnie krew zalewa. Tacy ludzie nawet nie pomyślą,że może dałoby się i w Polsce godnie żyć - i przy okazji godnie pracować - a nie harować jak wół w robocie której żaden anglik się nie chwyci. Że dałoby się coś powalczyć-możliwości są-trzeba może trochę własnej inwencji i pomysłu a nie siedzenia na dupie i oglądania TV.
Najgorsze w tym wszystkim jest to że takim Polaczkom wydaje się że są przez anglików doceniani i że warto u nich zostać.Heh owszem - anglikom się opłaca - lepiej wysłać do mycia garów czy do sprzątania polaków niż anglika.Taka mentalność jest i u nas.Przecież zatrudniamy ukraińców czy cyganów czy innych do robót za które nasi wziąść się nie chcą.Ile osób chce tam zostać? Sporo...A anglicy są nie głupi-podsycają w naszych intieligientach myśli o długiej pracy o pozostaniu u nich.Choć z tego co wiem,czytam i słysze - anglicy traktują nas tak jak My traktujemy cyganów czy rumunów!!! Użyteczni w niektórych pracach - ale lepiej trzymać się od nich z daleka...
Oczywiście,żeby nie było - nie pisze tu o ludziach którzy wyjeżdżają z Polski do pracy ale w swoim zawodzie - jako architekci,lekarze,elektronicy czy informatycy etc.Godna praca za godną płacę, gdzie możesz czuć się pełno wartościowym pracownikiem a nie popychadłem.
Do napisania tego tekstu skłoniła mnie kłotnia z moją koleżanką (kiedyś bardzo bliską) gdzie o mało co nie pożarliśmy się tak napoważnie i moż na zawsze.Oraz kolejna informacja od pewnego gościa co ściąga samochody z zagranicy jak był w szkocji i opowiadał o Polaczkach - wielkich Panach co nos trzymali w górze, po polsku nie rozmawiali tylko po angielsku, a mieszkali w namiotach przed miastem...Nie raz i nie dwa już słyszałem takie historie.
Jak kogoś uraziłem to przepraszam- nie miałem tego na celu.Moim celem jest przemyślenie jeszcze raz sprawy Polaków wyjeżdżających do pracy zagranice.
A za niedługo nowe przemyślenie-nowy artykuł.Czekam na opinie.





