Skip navigation.

Tęczowe rozmyślania

Vicious alias Gwoździu

Portfel pełen funtów, głowa pełna trocin...

Heh.Po dłuuugiej przerwie powracam...Mam nadzieję że już tak długich przerw nie będę miał ale to zobaczymy.

Tak jak w tytule.Nachodzą mnie ostatnio myśli na temat Polaczków pracującyh zagranicą.Taaa pisze Polaczków ponieważ mam do nich stosunek taki jaki mam... Ci ludzie w mniemaniu Polaków którzy zostają w Polsce i pracują ciężko na chleb są męczennikami i bohaterami - ponieważ wyjeżdżają z kraju w walce o chleb i wode. Żałosne jak nie wiem co. Na początku też uważałem że to dobry pomysł-brak perspektyw w kraju, otwarte granice, możliwość zyskania doświadczenia a przy okazji zzarobienia jakiś większych pieniędzy...I owszem jest tu odrobinka prawdy.Ale tylko odrobinka.

Zdanie zacząłem zmieniać około 2-3 lat temu. Jak mój znajomy wyjechał do "cudownej" Irlandii gdzie miał zapewnioną robotę na zmywaku.Miał tam siedzieć około pół roku.Ale już 3 czy 4 dnia pracy rzucił ją ponieważ pracodawca niechciał mu zapewnić odpowiedniego ubioru...Początkowo śmiałem się ze znajomego - że wydziwia (a znany jest z tego że lubi wydziwiać), że nie potrafi się dostosować etc. Przez kolejne miesiące szukał roboty - na próżno...Wrócił zgorzkniały ale i doświadczony. Przez następne miesiące śledziłem tę sprawę-ale nie z dzienników czy telewizji gdzie naszych biedaków nazywano bohaterami w męczeńskiej walce o życie.Słuchałem znajomych którzy tam byli i pracowali, którzy męczyli się na obczyźnie.I chyba każdy mówił, że -"miejscowi ok - nie robią kłopotów,a wręcz starają się by było jak najlepiej.Problem z innymi polakami którzy są w okolicy-kradną, piją, szaleją, robią wszelakiego rodzaju rozróby".To mnie zaczeło zastanawiać - Nikt z tymi polakami nie utrzymuje kontaktu od nas z polski- to z kim Oni utrzymują kontakty- kim są? Czemu zachowują się tak jak się słyszy?

Myślałem już sporo nad tym tematem...I wydaje mi się że wszyscy Polacy tam się tak zachowują - i wszyscy na wszystkich tam najeżdżają.Oczywiście napewno istnieją wyjątki-ale to wyjątki które potwierdzają tę regułę.Początkowo myślałem że to może zarobione pieniążki robią z naszych "bohaterów" bandy chuliganów.Potem przyjeżdżają do Polski i są to wielcy Panowi i Panie które mają "cash" kupili dom i samochód, ubierają się modnie i gadają już łamaną polszczyzną.I chyba to nie "cash"ale głupota. Pamiętam stwierdzenie jednego filozofa (choć nie pamiętam jak się nazywał),że człowiek jak urodzi się zły to już zawsze będzie zły-nie ważne gdzie się będzie wychowywał.Najwidoczniej z głupotą jest to samo.Ta głupota jak nie ma kontaktu z pieniędzmi bywa nie groźna ale jak już pojawiają się pieniądze to zaczyna być nie ciekawie.Praca na te pieniądze nie "rzeźbią" ich charakteru-nie uczą szacunku do pracy czy pieniądza.Taki burak przyjeżdża potem do Polski i jest bogaty, wielki i wszyscy powinni go kochać - gdy w anglii podciera tyłki starym ludziom czy zamiata ulice czy sprząta po "czystych" anglikach.Tu się ciapla w gównie - a tu wielki Pan...Jestem przeświadczenia że ŻADNA praca nie hańbi - ale pozostaje mentalność, i jak widzę buraka który uważa się za niewiadomo co a nic w życiu wartościowego nie zrobił to mnie krew zalewa. Tacy ludzie nawet nie pomyślą,że może dałoby się i w Polsce godnie żyć - i przy okazji godnie pracować - a nie harować jak wół w robocie której żaden anglik się nie chwyci. Że dałoby się coś powalczyć-możliwości są-trzeba może trochę własnej inwencji i pomysłu a nie siedzenia na dupie i oglądania TV.

Najgorsze w tym wszystkim jest to że takim Polaczkom wydaje się że są przez anglików doceniani i że warto u nich zostać.Heh owszem - anglikom się opłaca - lepiej wysłać do mycia garów czy do sprzątania polaków niż anglika.Taka mentalność jest i u nas.Przecież zatrudniamy ukraińców czy cyganów czy innych do robót za które nasi wziąść się nie chcą.Ile osób chce tam zostać? Sporo...A anglicy są nie głupi-podsycają w naszych intieligientach myśli o długiej pracy o pozostaniu u nich.Choć z tego co wiem,czytam i słysze - anglicy traktują nas tak jak My traktujemy cyganów czy rumunów!!! Użyteczni w niektórych pracach - ale lepiej trzymać się od nich z daleka...

Oczywiście,żeby nie było - nie pisze tu o ludziach którzy wyjeżdżają z Polski do pracy ale w swoim zawodzie - jako architekci,lekarze,elektronicy czy informatycy etc.Godna praca za godną płacę, gdzie możesz czuć się pełno wartościowym pracownikiem a nie popychadłem.

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie kłotnia z moją koleżanką (kiedyś bardzo bliską) gdzie o mało co nie pożarliśmy się tak napoważnie i moż na zawsze.Oraz kolejna informacja od pewnego gościa co ściąga samochody z zagranicy jak był w szkocji i opowiadał o Polaczkach - wielkich Panach co nos trzymali w górze, po polsku nie rozmawiali tylko po angielsku, a mieszkali w namiotach przed miastem...Nie raz i nie dwa już słyszałem takie historie.

Jak kogoś uraziłem to przepraszam- nie miałem tego na celu.Moim celem jest przemyślenie jeszcze raz sprawy Polaków wyjeżdżających do pracy zagranice.

A za niedługo nowe przemyślenie-nowy artykuł.Czekam na opinie.

"This is The CELL's world!!!"

Komórki...Jakże zmieniają nasze życie...Ludzie nie widzą już życia bez nich.Sam jestem uzależniony od nich już od tak długiego czasu...Od ponad 7lat...

Wystarczy popatrzeć jak bardzo zmienił się nasz świat dookoła-przez takie maleńkie pudełko-które świeci,wibruje,wydaje odgłosy.Na początku ludzie sądzili że nie będą im potrzebne telefony które zawsze będą mieli przy sobie.Pytali po co.Ale już telefon w samochodzie to był szczyt luksusu na który mogli pozwolić sobie tylko najbogatsi.A teraz?Twórcy telefonów prześcigają się w bajerach dołąnczanych do aparatu.Kamera cyfrowa, radio, WiFi, lusterka i bóg jeden wie co jeszcze.A na początku to tylko dzwoniło...

Rozwój całego przemysłu jest dość ciekawy-i nadal sądze że mocno kuleje.Nasze kieszonkowe przyjaciółki/przyjaciele nadal mają wg. mnie małe zaplecze związane z usługami.Nie chodzi mi o komisy gsm których jest naprawdę sporo.Chodzi mi o całą koniunkturę.Brak serwisów internetowych(jedne onetlajt wiosny nie czyni),tv komórkowa jest naprawdę na niskim poziomie,rozmowy video powiedzmy sobie - narazie są ciekawostką.Dostęp do obudów telefonów (każdy lubi sobie spersonalizować-przecież wygląd[dla mnie baaardzo ważny] oddaje nas samych), podstawek etc. jest znikomy.Może coś wkońcu ruszy?Czas pokaże.

Kolejną sprawą jest podejście ludzi do telefonów.Sam wielki Bill Gates powiedział już publicznie że przyszłość nie leży już bynajmniej w komputerach osobistych tylko właśnie w telefonach komórkowych.Udowadnia to już firma HTC- ich "telefon" HTC Shift ma już wbudowany system Windows Vista, mocny procesor, 1gb ramu.Ciekawe jak to nazwać-to już przecież nie palmofon- laptop z telefonem czy telefon z laptopem?Ogólnie uważam że i Symbian i Windows Mobile to wersje beta Linuxa i Windowsa (chodzi mi o pełne systemy) które już może za 3-4 lata zobaczymy jako standart w mobilnych aparatach.Pytanie jak będziemy nazywać taki sprzęt?Czy spowoduje to upadek laptopów i palmtopów(bo komputery stacjonarne pozostaną ze wzg.na wygodę)?Ciekawi mnie przyszłość.Może to kogoś zdziwi(choć wątpie w to) ale cały blog powstał i powstaje u mnie na telefonie.Wszelakiego fora,gg czy newsy czy maile ja już przeglądam na telefonie.Telefon ogólnie jest dla mnie również centrum rozrywki-gry (gównie emulacja starych konsol),muzyka,filmy,książki(ebooki)-oraz centrum pracy i nauki- word (pare prac już napisałem na telefonie),excell,acrobat reader i internet.Niektórzy pukają się w głowę jak mówie do czego używam telefonu...Jakoś nie dociera do co poniektórych że świat się zmienia.

Są też minusy telefonów komórkowych.Nie mówie już o tym że tworzą one raka-bo w te bzdury nie wierzę.3 lata temu czytałem że średnia wieku użytkowników sięga od 13 lat.Teraz na komunie dziecku daje się nie zegarek czy rower-tylko komórke czy laptopa.Więc minimalny wynosi już około 9 roku życia.Z jednej strony to dobrze-rodzic ma dziecko pod większą kontrolą,zawsze może zadzwonić i dowiedzieć się gdzie jest jego pupil.Ale z drugiej strony- wyobraźmy sobie że dziecku wyładował się telefon, bądź spadł/zepsuł etc. Rodzic postanawia zadzwonić i sprawdzić co się dzieje.Zamiast sygnału wołającego otrzymuje informację że użytkownik ma wyłączony aparat.Taka informacja okropnie denerwuje-w myślach tworzą się odrazu historie co się mogło stać naszemu dziecku-porywacze, złodzieje, pedofile-niestety nie mało w naszym obecnym świecie marginesu społecznego. Kolejna sprawa to dostęp dziecka do internetu-rodzice mogą zakładać nie wiem jakie zabezpieczenia na komputer ale na telefon jak narazie takowych nie ma, a wyłączenie dostępu do funkcji internetu może spowodować że dziecko będzie się boczyło-bo chce np. stały dostęp do gg.Kolejny problem że dziecko zamiast rozmawiać ze swoimi rówieśnikami to będzie smsował-bo jest szybciej, nie trzeba nigdzie wychodzić, bo jest wygodniej. To dzieci - a co ze starszymi użytkownikami?Hmm...Sam jestem niewolnikiem telefonu.I jak go nie mam przy sobie to się martwie-a może ktoś zadzwoni z czymś ważnym, a to może komuś się coś stało i się o tym nie dowiem, a to komuś się coś stanie i nie będę w stanie zadzwonić po pomoc, jestem z kimś umówiony-ktoś się spóźni a ja bez telefonu nie dowiem się o tym i będę się denerwował... To już jest uzależnienie.Do czego to prowadzi? Prowadzi to do tego że każdy już ma telefon (statystycznie rzecz uujmując - na jednego mieszkańca wypada conajmniej jeden telefon).Każdy który koło nas przechodzi ma to pudełko - w kieszeni, torebce...Ile w takim razie jest już tego na świecie...

Moją manią kiedyś była zmiana telefonów.Miałem ich coś około 33-34.Teraz już sam nie pamiętam.Zmieniałem gdyż lubiłem wszystko co nowe, co ciekawe no i żeby popatrzeć jak się ma konkurencja.Aż spotkałem się po raz pierwszy z telefonem z systemem operacyjnym symbian-i chęć zmieniania przeszła jak ręką odjął.Nareszcie mogłem spersonalizować swój telefon tak jak chciałem.Ustawić menu tak jak chciałem.Wgrać sobie to co potrzebowałem.Używać telefonu nie tylko do smsów i dzwonienia.Nareszcie wolność której potrzebowałem.Po 1,5 roku zmieniłem N-Gage(to ten pierwszy :wink: ) na Nokię 9500.Tutaj wolności jest jeszcze więcej nie mówiąc już o możliwościach.Czemu o tym pisze? Ano chodzi mi o to, że muszą powstawać telefony różne.Mam sproro znajmoych,rodziny którzy telefonu nie będą używać do niczego więcej jak do smsów i dzwonienia.Użycie aparatu to dla nich problem.Więc twórcy muszą dalej myśleć o produkcji "prostych" telefonów ale wg. mnie powinni prowadzić jakieś prezentcje, przeszkolenia żeby pokazać możliwości, nauczyć ludzi czegoś nowego...

Co przyniesie nam przyszłość? Ja jestem ciekawy.Zastanawiam się kiedy projektanci telefonów uraczą nas odbiornikiem TV tak jak mamy odbiorniki radia w telefonie.Ekrany są lepszej jakości więc może kiedyś?10mpx już mamy w Samsungu.Zoom optyczny już nie dziwi tak bardzo (pierwsza była nokia N93).Firmy produkujące soczewki robią teraz soczewki również dla firm produkujących telefony np. Carl-Zeiss w tel. Nokia N93, N95.Czekam na wszelkie nowinki.

Ksywki, drugie życie

Już dawno zaczęła mnie zastanawiać pasja ludzi do ukrywania swojego imienia, nazwiska we wszelakie ksywy, incognita etc. Już za dawnych czasów autorzy poematów, dzieł korzystali z "ksywek". Apogeum tej mani zaczęło się z czasem rozwinięcia internetu.Zawsze się zastanawiałem - CZEMU. Przecież nawet jakbym nazwał się imieniem albo nazwiskiem to i tak większość osób by nie wiedziała kim jestem. Chyba największym darem - a raczej chęcią jest poprostu UKRYCIE się lub zmienienie siebie w kogoś w zupełnie innego.Jak napisze jako np."Piękny 21" to na początku odrazu mamy skojarzenie - aha ładny i zapewne ma 21 lat... To niestety doprowadza do stanu w jakim są chaty internetowe.Faceci starają się podszyć za kobiety, kobiety za mężczyzn, dzieci za dorosłych, dorośli za młodych - dążenie do jakiejś swojej ukrytej doskonałości? Cheć ukrycia swoich wad?Ale to wprowadza zamęt...I śmieszne momenty których jest cała masa na bash.org.pl. Ale prowadzi też do krzywdzenia...Już nie mówię o tym że to świetny żer dla dewiantów(czy jak to się tam pisze) ale to wg. mnie prowokuje do znalezienia w sobie jakiejś dewiacji...Wkońcu przecież utożsamiamy się z naszą "ksywą"...Zaczynamy się zachowywać odmiennie-nie tylko w stosunku do siebie ale i do innych.Znam ludzi którzy rozmawiali w rzeczywistości i w chatcie.Ich rozmowy były zgoła odmienne(nie wiedziały na chatcie że jedna osoba rozmawia z drugą-ze swoim znajomym) co w ostateczności ich poróżniło choć byli znajomymi...

Pytanie-czemu tak staramy się ukryć?Bo wtedy jak nie widzę twarzy tej osoby to mogę się otworzyć? Być inny?Być wymarzonym,otwartym, śmiać się przez mordki (emoty)?Kiedy rzeczywistość jest zgoła inna bo nie mam znajomych, bo jestem nudny/nudna?Czemu nie staramy się w "realu" naprawić?Spróbować w prawdziwym życiu.Z prawdziwymi ludźmi.W życiu który chyba jako jedyny ma sens.Przecież internet to nic innego jak bajty...Nic nie warte.Które za pomocą jednego klawisza dają się całe skasować.Które nawet nie są namacalne(choćby jak papier).Byłem uczestnikiem wielu for internetowych których już nie ma...Wszystkie te myśli już są skasowane...I co pozostało po moim "ja" na tym forum?Kompletnie nic...

Do czego doprowadzi nas przyszłość? Może za niedługo nie będzie już imion i nazwisk?Po co?Przecież życie na internecie jest ciekawsze?Przecież internet jest wszędzie?Mogę nie wychodzić z domu i pouczyć się matematyki,polskiego,angielskiego.Nauczyć się malować, grać na gitarze.Po co mi realny nauczyciel człowiek.Przecież może mnie tego nauczyć- Figiel, DoRaN czy jakiś inny gość.A może przy urodzeniu dziecka będziemy mu już nadawć 4 imię- ksywe na internet?Przecież życie realne rani, jest trudne.Po co się męczyć?Przecież internet wszystko mi w spokoju i w domu załatwi.Znam parę osób które sobie nie radzą w życiu towarzyskim.Ale jak wejdą na internet gg albo chat to już są znani, lubiani i kochani.Tylko co to daje?

Oczywiście nie mówię tutaj o ksywkach podwórkowych.Bo ich geneza jest z goła inna. To nie my jee sobie tworzymy.To ludzie nam je tworzą.I genezy ich są różne, czasami zabawne, dziwne a czasem poprostu od nazwiska :wink: ,Choćby mój Gwoździu :smile: .

Zastanawiające jest szaleństwo ostatnich miesięcy...Nasza-klasa.pl . Nagle wszyscy się pokazują.Podają imię i nazwisko i nawet zdjęcie sobie wkleją...Koniec ukrywania?Szukamy znajomych i prześcigamy się w ilości "znajomych"...A nie da się ich znaleźć inaczej?A może ta Asia894 z chata to Twoja koleżanka z klasy? Pamiętam moją rozmowę - jeszcze w liceum - z dziewczyną z sąsiedniej sali.Ona już się zemną chciała umówić na spotkanie-na randkę...A jak jej powiedziałem że siedzę w sali obok to szybko uciekła(był słychać tylko tupot nóg :smile: )...W "realu" na mnie nawet nie zaszczyciła spojrzeniem...A czy byłem inny?Nie.Pisałem tak jak myślałem tak jak zachowuje się na codzień...

Szaleństwo ksyw jest okropna.Ale jakoś dzieje się to poza nami...Ale już widać że niektórzy nie mogą zapomnieć że ja to np. Marcin a nie PilotF15...Czy naprawdę chcemy by zanikło normalne Maciek,Gośka,Asia, Wojtek?Imienia nie zmienimy.Ksywki można jak kto chce i gdzie chce (pamiętne ataki Sneaka na forum ngage.com.pl - zmieniał IP i logował się pod innymi ksywami aż doszło do momentu że modzi wywalali wszystkich nowo zalogowanych...)

Też miałem swoją fascynację tym światem.Moje ksywki też mają swoją genezę.Gwoździu (nikt praktycznie nie mówi mi po imieniu ze znajomych) od nazwiska, Odin (moja pierwsza ksywa) od mojej fascynacji mitologią skandynawską-bóg wojny pokazujący się po bitwie w postaci Kruka), Nail (Gwoździu po angielsku :wink: ) i Vicious - od postaci Vicious'a z Anime Cowboy Bebop(jedyna postać z wszystkich filmów,anime etc. która tak naprawdę była ZŁA)... Czy one mnie opisują?Hmm wątpie.Ani nie jestem zły(chyba P: ) ani nie param się wojaczką...

Podsumowywując - gdzie jest granica wolności...Czy naprawdę potrzebujemy ksyw?Czy nie da się bez nich obejść?Nie można pisać poprostu imienia?Przecież samo imie w milionach użytkowników same w sobie jest ksywą... Vicious-Nail-Odin-Gwoździu a jedna osoba.Ta sama osoba.