Saturday, 21. February 2009, 21:44:14
Słucham doktora Wilczura i piję kefir. Litr kefiru w sobotę - nie alkohol, jak normalni ludzie. Kefiru. Ale to dlatego, że żyję powrotem do bogoojczyźnianego kraju (zarówno tym za tydzień, jak i Dzikim Planem). Żyję też przyszłym tygodniem, który obfituje w pracę (codziennie od 9am do 9pm), masaż holistyczny, knajpę z Maikonem (mój ex-student ulubiony, niebieskooki blondyn, naturalnie gej), babyshower Ani i diabli wiedzą co jeszcze.
A, studentów. Ale może ich przemilczę, bo wylewanie żółci na tych zrytych ignorantów, których horyzonty myślowe są już tylko punktem widzenia jest bez sensu. Brazylijczycy w Dublinie zadają pytania w stylu:
Gdzie wy uprawiacie seks, skoro nie macie moteli? (My, Europejczycy, możemy uprawiać seks w domkach)
Czy Polska ma swoją ligę piłkarską? (noż, jak odpowiedziałam asno i precyzyjnie, to nie zadawali mi więcej takich pytań)
Czy w Irlandii zawsze jest zimno? (A czy w Brazylii zawsze jest gorąco?)
Kto to jest Brian Cowen? (po 4 miesiącach pobytu i Ire i codziennego patrzenia na twarz Taoiseach w gazetach i tv)
Dlaczego są tu napisy w dwóch językach?
I mój absolutny faworyt z wczoraj:
Taaak? Irlandia była okupowana przez Brytyjczyków?Qrdwa, qrdwa, qrdwa. Przysięgam, niekiedy mam ochotę wziąć ich za te durne, pełne samozadowolenia ryje i długo oraz metodycznie walić o kaloryfery. Ochotę na to, by powiedzieć 'jak nie podoba ci się Ire, to po kiego qrde czorta wyjeżdżałe/aś ze swojej zajebistej Brazylii, o której opowiadasz mi takie rzeczy, że przysięgam na grzybki w occie mojej mamy, moja noga nie postanie tam w życiu?' Nie rozumiem ludzi, którzy jadą za granicę bez próby dowiedzenia się czegokolwiek o kulturze, historii etc.
A to są, diabli by ich wzięli i na widłach poniesi, dorośli ludzie! I to, qrdwa, wykształceni! Jakim cudem, psia ich mać trąbką kosmitów trącana JA mam większe pojęcie o życiu politycznym Brazylii niż oni?
I oni tu przyjeżdżają się uczyć. Uczyć, qrdwa, qrdwa, qrdwa! Jak można się uczyć będąc tak pełnym pogardy dla kultury innej niż ojczyźniana? Jak można mieć tak centralnie w odbycie fakt, że nie jest się w domu?
Jedna Brazylijka mówi, że na Walentynki jest współlokator dał jej płytę Iglesiasa, którego ona kocha. No, więc dał jej płytę, a ona co? 'A po co to?' - nawet nie podziękowała, bo ONA, Brazylijka, walentynki obchodzi w czerwcu. I ona nie widzi nic niestosownego w tym, że nawet mu nie podziękowała. Dlaczego? 'Bo ja nie mam z Irlandią nic wspólnego' - mowi. Oprócz tego, że tu mieszkasz i pracujesz, że w teorii przyjechałaś uczyć się języka, a bez kultury języka nie poznasz... a, idź w cholerę.
Nie, nie wszyscy tacy są. Ale przerażająca, przytłaczająca większość. Jeśli zdarzy się w 15osobowej grupie jeden rodzynek, to człowiek czuje się jak szczęściarz.
Nie. Moje doświadczenie z tą kulturą nie jest złe - nie będę uogólniać, bo znam kilkoro fajnych Brazileiros, kilku z nich nawet z opery

, mam kilku wspomnienia godnych studentów (aczkolwiek już nigdy nie spotkam drugiego Fabia, och, Fabio...) - ale ci studenci, ktorych spotkałam, nie sprawiali czarującego wrażenia.
Jakoś... nie będzie mi ich brakować.
I tak miałam nie wspominać o studencikach, a tak wyszło. Czy są gorsi niż oszkalowana przeze mnie turystyka na wsizie? Nie, nie są gorsi. Po prostu są inni, ale poziom doprowadzania mnie do załamania jest podobny

Idę se kefiru dolać i pomyśleć, że niedługo będę mogła o nich zapomnieć ^^