508. Poetycznie będzie ;P
Friday, 30. October 2009, 10:12:01
Marcin: Musimy czytać Pana tadeusza, bueee...
Mona: No, ja nie wiem, czy takie bueeee, tam są takie momenty, że wiesz...
Mateusz: Taaa? Jakie?
Mona: No, na przykład - siedzi sobie Telimena pod drzewkiem, podchodzi do niej młody Tadeusz i widzi paradę mrówek na jej białych pończoszkach, więc niby nic, niby sprzata mrówki, ale po tej pończoszce zasuwa łapą wyżej i wyżej...
Mateusz: Oooo... to może jednak przeczytam... ale naprawdę tak jest?
Mona: Uj, żebyś ty wiedział, jakie rzeczy pisali w tym czasie
Mateusz: Oooo...
W zamierzchłych czasach, gdy jeszcze nie znałam Beera i nie wiedziałam, jak prostą i nieskomplikowaną istotą jestem, pisałam wiersze. Poezją trąciło, hm?
A pisałam, pisałam - w podstawówce okolicznościowe laurki, w liceum sonety (mój ostatni były również pisał, oboje tonęliśmy w gothyckim mroku poezji - do dziś pamiętam początek jednego z Tomkowych wierszy: 'niespokojnym wzrokiem błądzę, mroczne mną kierują żądze', ale tylko raz ma się osiemnaście lat;p), na studiach bodajże dwa wiersze napisałam i opublikowałam na valkirii, bo potem poznałam wspomnianego już Beera i dowiedziałam się, że jestem prosta i nieskomplikowana.Przy okazji zarzuciłam pisanie wierszy na rzecz pisania tekstów do Wiedźmina: Gospodarstwa Wiejskiego, którymi to tekstami ścigalismy się z Beerem z uporem godnym lepszej sprawy... ach, nie mogę powstrzymać lirycznego usmiechu: pod pewnymi względami byl to najwspanialszy okres w moim zyciu
W międzyczasie moja dusza uparcie rymowała. Powróciłam zatem do rymów, wszelakoż częstochowskich, poniekąd słusznie zakladając, że Nobla jako poetka nie dostanę, a obracając się w kręgach rymów oblatanych i kiczowatych, mogę z powodzeniem rozbawiać ludzi.
I tak właśnie do dziś rymuję z pasją i brakiem umiejętności, sprawiając w rzeczy samej radość i ubaw - potrafię, jak wczoraj, zaśpiewać 'Money, money, money' używając właściwie dwóch rymujących się słów 'Morcik' i 'torcik', doprowadzając miaużonka do łez ze śmiechu. Potrafię również używać moich częstochowskich zdolności w edukacji. I to jak
Zaczęło się, jak zwykle, banalnie - rodzice poprosili, by przypominać ich latoroślom, żeby ubierały kurtki, gdy wychodzą ze szkoły na przerwie. Coby przekazać to lekko, ułożyłam na poczekaniu hasło 'kiedy z klasy wypełzamy, grzecznie kurtki ubieramy'. We wszystkich moich grupach (mam je trzy, każda bardziej rozbrajająca od poprzedniej) to chwyciło, ale tylko babiniec (czyli grupa samych dziewczątek) poczuł swąd inspiracji.
Od tego czasu babiniec pisze wiersze. I to jakie! Umoralniające!
Na ten przykład, wiersz Weroniki na temat nie darcia dzioba, a podnoszenia kończyny górnej i odzywania się dopiero wtedy:
Kiedy cos powiedzieć chcemy
Lub poprawić pani błąd
Kończynę górną podnosimy
No i nie krzyczymy
Jesli krzykniesz lub odpowiesz niepytana
Pani zdenerwuje się
I wyciagnie ze swojej szuflady
Maczugę lub miecz
Więc na lekcji nie bądź głośny
Bo wystarczy tylko chcieć
Rękę w gorę podnieść
I oznajmić zdanie swe
Wiersz opublikowany za zgodą Autorki
Dziewczęta piszą również moralitety o niespóźnianiu się, nie żarciu na lekcji, nie stosowaniu przemocy fizycznej i te pe...
I tak właśnie łączę przyjemne z pożytecznym w moim babińcu
Zabawne jest to, że przez cały czas uciekałam przed gimnazjalistami, teraz uczę wyłącznie gimnazjalistów i w życiu nie miałam milszych uczniów
Moze po prostu jestem na ich poziomie ;PPP









