Skip navigation.

The Villain Strikes Back

Be the flame, not the moth.

512. Chędożę taki parytet!

Z pamiętnika lektorki:
Śpiewamy piosenkę patryjotyczną, niekoniecznie angolską, ale byla przerwa-
Witaj, majowa jutrzenko, świeć naszej polskiej krainie
Uczcimy ciebie piosenką przy hulance i przy winie
Felipe: I przy kochanej dziewczynie, zaśpiewamy, zatańczymy i do łóżka się położymy...

-inwencja twórcza czternastolatków ;P

Jestem zła. W sobotę była akcja zbierania podpisów pod ustawą obywatelską o parytetach, Na stronie Kongresu nie było słówenienieczka o Rzeszowie, więc zrezygnowana wzruszyłam ramionami. A dziś na azecie czytam artykuł, z którego dowiaduję się, że i u nas, w Mojrzeszowie, zbierano podpisy!
Ale gdzie?
Tajemnica to wielka jest...

511. Strefa rokendrola wolna od angola

Z wypowiedzi doktora Wilczura*:
-...bo czyż jest coś bardziej banalnego niż polski zespół w polskim radio śpiewający po polsku? A tak, polski zespół w polskim radio śpiewający po angielsku...
-...nie ma tej płyty? Naprawdę? W żadnym dobrym sklepie muzycznym? W takim razie muszę zaapelować jak do Związku Naturystów Polskich: wszystko ściągać!

Uwielbiam sobotnie wieczory z radiową trójką: najpierw lista przebojów (dziś, niestety, prowadzona przez Piotra Metza, zbyt rzeczowa - to właśnie smaczki najbardziej sobie cenię w prowadzeniu listy przez Piotra Barona), która jakoś nie straciła na jakości po odejściu Marka Niedźwieckiego; a potem Strefa.
Kocham Strefę, uwielbiam normalnie :smile: ale chyba już wspominałam o tym - w każdym razie 22-24 w soboty to czas, gdy nie usłyszysz na trójce słowa po angielsku, a żaden polski zespół nie zaśpiewa w czystej polszczyźnie (bo w gwarach jak najbardziej) tudzież jakiejkolwiek angielszczyźnie.
Strefa nie byłaby sobą, gdyby nie doktor Wilczur i jego cokolwiek najarany sposób prowadzenia audycji. Nie znam nikogo, kto robiłby to w taki sposób... i czasem ciężko oprzeć się wrażeniu, że najdroższy redaktor O. zaciaga się małym co-nieco w czasie prowadzenia audycji :smile:
Tak czy inaczej: polecam bardzo mocno :smile:

Gdy w tym kraju nie ma lata
Miejmy Wilka* za psubrata
Gdy w tym kraju nie ma zimy
To ze Strefą czas spędzimy

*chodzi o red. Owczarka Michała
co psioczy, warczy, lecz prężnie działa


Jestem w stanie słuchać nawet kawałka po niemiecku, haaaa xD dojcze szwajne werszyn, jak mawia doktor W.

510. Truizm

Z pamiętnika lektorki:
Mona: Natalia, robisz zadanie domowe?
Natalka: Nie!
Mona: Z czego?
Natalka: Z muzyki!

- :wink:

To niesamowite, jak trochę prawdziwej pracy pomaga na wydumane dołki :wink:

509. Falkon 2009: to nieładnie niezorganizować własnych urodzin (by N.)

Falkon 2009 był skądinąd bardzo wyczekiwanym przeze mnie konwentem, jako że ominęły mnie trzy ostatnie edycje, no i chciałam się przekonać, co też się zmieniło.
I w każdym innym przypadku napisałabym: na szczęście nic. Niestety, ten Falkon był jubileuszowym i ostrzyłam sobie ząbki na coś rewelacyjnego, gdy tymczasem było jak na każdym zapamiętanym przeze mnie Falkonie: radośnie, nieregulaminowo i totalnie chaotycznie :smile:
Miejscówka była przykra, szczerze mówiąc, jedynym jej plusem była bliskość knajpy (i uprzejmość barmanek, które nie zamknęły lokalu o 2rano). Do centrum daleko (ach, pizzo z Czerwonego Października, czy nadal jesteś taka wspaniała?), do szkoły z noclegami daleko, kicha... ale przynajmniej nikt się nas nie czepi, jeśli na Rkonowej skzole nie będzie pryszniców (a raczej nie będzie...).
Wszelakoż - przy wejściu otrzymaliśmy informatorki. Rewelacyjny pomysł z malutkim programem! Może niezbyt sprawdził się na Falkonie z powodu natłoku punktów programu, ale idea kapitalna :smile: Natomiast okładka głównego informatora (choć był to w zasadzie flavourbook) - b-o-s-k-a :smile: Śliczna, a'la burtonowska grafika, piękne wykonanie... gdyby tylko korektor sprawdził pisownię zawartości, byłoby bez zarzutu :smile:
Orgowie - byli gdzieś, ale kojarzyłam ich ze znajomości i fotek, bo ciężko było wyłowić jakiekolwiek ciało decyzyjne w organizacyjnym chaosie (choć to akurat było zawsze immanentną cechą Falkonów, mam niejako sentymentalny stosunek do tego aspektu). Posiedziałam czas jakiś w grinrumie i nabrałam nowych doświadczeń, głównie odnośnie wymagań ws. wody, ciastek, chrupek i cukierków.
A'propos orgów, jednego muszę wymienić z ksywy, bo
a) zwrócił się do mnie per 'pani' (zonk)
b) pocinał po konwencie o 4-5 rano, dmuchając w urodzinową trąbkę i nie dając ludziom spać. Dlaczego? Bo to urodziny Falkonu, a Supłowi wydało się, że przypominanie o tym ludziom śpiącym na korytarzach, schodach itp. (baza noclegowa była nie tylko za daleko, ale i za mała) będzie genialnym rozwiązaniem.
Była też jedna orgówna*, której imienia nie wspomnę, Krakon bowiem ochrzcił ją jako MGP. Na marginesie, Krakonku, dysponujemy jej pełnymi personaliami, gdybyś był zainteresowany, daj znać p: orgówna ta realizowała się w przedsięwzięciu, które położyło się cieniem na całym konwencie, a mianowicie gothyckim pokazie mody.
Gothycki pokaz mody zaczął się z ponad godzinnym opóźnieniem - dlaczego? Bo wcześniej odbywały się próby. Najwyraźniej nie mogły one odbyć się rano, w południe, bądź po południu. Orgowie nie uznali za słuszne przeproszenie za opóźnienie, natomiast dostało się zmęczonym i pokruwionym nieco oczekiwaniem widzom za stanie nie tam, gdzie trzeba, siedzenie nie tam, gdzie trzeba oraz aktywności ruchowej. Absolutnym zaskoczeniem było dla mnie zarezerwowanie czterech pierwszych rzędów dla obsługi! Ofkorz, wraz z moimi towarzyszami zbrejkaliśmy te rule, i zasiedliśmy dumnie i chmurnie, by podziwiać niewinne gothki, na które, nolens volens, spadł ciężar negatywnych emocji spowodowanych długim oczekiwaniem oraz MGP (mogłabym napisać kim, ale jestem miłaaaaa). Powinnam dostać pisemne podziękowania za trzymanie w ryzach Sayrel, naprawdę, ale nikt nie docenia mojego wysiłku (oprócz Sayrel;p).
O gothyckim pokazie mody mogłabym wiele napisać, ale poprzestanę na jednym, drobej wskazówce dla projektantki tejże odzieży:
KOBIETY MAJĄ PIERSI! GORSETY POWINNY MIEĆ MIEJSCE NA PIERSI! INACZEJ BĘDZIE TO WYGLADAĆ PRZERAŻAJĄCO I TANDETNIE!
Choć w sumie, biorąc pod uwagę powodzenie tych szmatek, kupujące dziewczęta też mają niskie wymagania ;P

Tyle ogólników, czas na prywatę - bo, przyznam z bólem, jeżdżę na konwenty, by spotkać się z ludźmi. A na Falkonie ich obrodziło :smile: Zatem dziękuję za miłe chwile Mortowi, MiHowi, Sayrel, Nelkowi, Nidowi, Jasiowi, luckowi, biednemu Jackowi (me scuzi;p), Funiowi, Krakonkowi, Sejiemu, Miśkowi, Torowi, Squirel, Martvej, Homikowi, Azi i jej przesympatycznej koleżance o ksywce niedozapamiętania, Garnkowi, Matiemu orz Ostremu, który na żywca wygląda zupełnie inaczej niż na fotkach :smile:
Na pewno są jeszcze osoby, o których zapomniałam, ale tym też dziękuję za mile spędzony czas.

I cóż - do zobaczenia na Rkonie :smile:

*osoba, ktora chce być organizatorką, tylko kiepsko jej to idzie

Zima, zima, zima...

Z pamiętnika villaina:
Mona: Trzep, Morcik, trzep mocniej!
- do Morta, strzepującego termometr, rtęciowy ofkorz

W skrócie-

1. Mort ma grypkę, Mona chrypkę (właściwie kaszel, ale się nie rymuje)
2. O Falkonie napisze Mona jutro, bo dziś goliła sweter (no ze zmechaceń, a nie, że jej zarósł)
3. Aby zyskać lżejszą atmosferę zapachową przy diecie zmierzającej ku mocno czosnkowej, Mona zrobiła dziś zimowe mandarynki: bierzesz mandarynkę, wbijasz w nią duuużo goździków i kładziesz na kaloryferze; rewelacja :smile:
4. Termometr ma specjalny dzióbek do mierzenia temperatury, Mona myślała, że ten dzióbek ma właśnie spod pachy wystawać... nic dziwnego, że miała problemy z mierzeniem temperatury ;P Mort się ciepkę zdziwił, jak wyszło mi 35st.C... na szczęście najpierw skulał się ze śmiechu po podłodze, a potem zaaplikował termometr pod moniastą pachę, tym razem odpowiednio.

Człowiek uczy się przez całe życie ^^
November 2009
M T W T F S S
October 2009December 2009
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30