Skip navigation.

Log in | Sign up

photo of Mona

The Villain Strikes Back

Be the flame, not the moth.

526. Barbie wieczorową porą

Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku,
Wszyscy znamy bajkę o chorym koteczku
A pani Monika też się w łóżku poci,
Nie wrąbała dzisiaj serka, ni łakoci,
Tylko małą pizzę, no a na niej serki
Oglądając przy tym Barbie Muszkieterki
Była, trzeba przyznać trochę uprzedzona
Jak to do nowości uprzedza się Mona
no a jeszcze Barbie... no i różu tony
I straszna grafika, i faceci - łomy,
Okazało się jednak, wbrew przewidywaniom,
Że różowa Barbie nie jest Barbie tanią
Ma pomysły, koncepcje i siłę przebicia
Umie walczyć i sprzątać i - nie uwierzycie-
Nie poluje na księcia, na miłość nie czeka
Można niemal w Barbie zobaczyć człowieka.
A najlepsze w filmie poza Barbie-modą
Była sama w sobie pogoń za przygodą,
Bo w finale Barbie księciunia ratuje,
Księciunio się szybko do randki gotuje,
A Barbie mu na to - sorry, nie bądź bucem,
Mnie wzywa przygoda i szybko nie wrocę.
I tak właśnie myślę se, że feministki
Ciutkę za szybciutko porobily czystki,
Bo film może i tryskać różowym kolorem
Ale gadkę prowadzi prokobiecym tonem,
zaś faceci co mają oklepane nerki
Pierunem doceniają pikne muszkieterki.

Tak, jestem przeziębiona i leżę w wyrku, a do tego odpadam po rozmowie z ex-studentem z Brazil, który postanowił mi wyznać, że się we mnie podkochiwał i czy nie poszłabym z nim do łóżka, gdyby pojawił się kiedyś w Europie. I że ofkorz żałuje, że się za mnie nie wziął, gdy się widywaliśmy, tralalalala...
Biorąc pod uwagę liczbę facetów, którzy rzucają mi hasła w stylu 'oj, jak żałuję, że kiedyś ci nie wyznałem, że czuję do ciebie miętę, a teraz za późno....', to ja jednak albo muszę zyskiwać na wartości, albo moi znajomi popadają gremialnie w alkoholizm i mi takie rzeczy wyznają po pijaku.
Bozz, bozz, co się dzieje :smile:

525. Eutanazja przy kawie

Z pamiętnika sisterki:
MiHu: a jak siedzę nisko to obraz się ciemny robi i wszyscy wyglądają jak foreman
Mona: xD
MiHu: i muszę ich jakoś rozpoznawać więc jest foreman foreman, foreman z laską, foreman knypek (taub) i foreman lachon
Mona: xDDD
MiHu: czasami przychodzi inny foreman i narzeka, wtedy wiem że to cuddy

- oglądanie hałsa wciunga

Jak zwykle wstałam o poranku (= dziesiątej), obudzona bezlitosnymi promieniami słońca topiącymi śnieg do wtóru parapetowego staccato, uniosłam swe boskie ciało, przyoblekłam je w szlafrok, wzięłam z rąk wiernego Morta kawę z mlekiem skondensowanym z Gostynia (wspieram lokalny przemysł) i zasiadłam do czytania njusów.
I musiałam zareagować na ten artykuł, że można nawiązać kontakt z ludźmi w stanie wegetatywnym. Może i można. Ale - weźcie to pod uwagę, że jestem zdrowa na ciele, umyśle i duszy - ja NIE CHCĘ, by ze mną nawiązywać kontakt.
Nie odważyłabym się na noszenie bransoletki z napisem 'do not resuscitate', ale jesli reanimacja zakończyłaby się moją śpiączką bez większych szans na wybudzenie - chciałabym, by mnie odłaczono od aparatury. Ofkorz, zanim się mnie odłączy, można ze mnie to i owo poprzeszczepiać (wszystko mi jedno co, doprawdy). Ale nie męczyć siebie i mnie wegetacją, ktora - nawet jesli się zakończy - prowadzić może najprawdopodobniej do nieodwracalnych zmian w mózgu.
Podobnie w wypadku chorób przerażających mnie swoim przebiegiem prowadzącym nieuchronnie do śmierci - chciałabym odejść na własnych warunkach, wtedy, kiedy poczuję, że to mój czas.
Owszem, jestem osobą wierzącą - ale mój Bóg nie wymaga ode mnie poświęcania się w Jego imię wbrew mojej woli.

Łatwo to się pisze w odniesieniu do własnej osoby, to prawda. Morcisław ma jednak takież samo nastawienie i mam nadzieję, że w tak koszmarnej opcji, jeśli musiałabym... no, mam nadzieję, że dałabym radę respektować jego prośbę nad mój egoizm.

Dlaczego o tym piszę? A dlatego, żeby jak najwięcej osob o tym wiedziało. Bo przecież, jeśli coś by się stało - to sama w swojej sprawie się nie wypowiem :smile:


A teraz idę pod prysznic i powygrzewam się jeszcze w tym pięknym słoneczku :smile:

524. Wiosna :)

Ja wiem, że zima potworna, i śnieg, i ślisko, i koszmar, tragedia i rozpacz... ale pomyślcie, już niedługo, za kilka tygodni... wiosna ^^ a za trzy miesiące maj! I majowe czereśnie, z ktorych wraz z ciocią Ha. uskuteczniać będę wysokowyskokowe napoje ^^
Już niedłużeniutko :smile:
Z tejże okazji otwarłam szafę, zrobiłam w niej porządek i stwierdziłam, że koniecznie, ale to koniecznie, muszę zrzucić (z)boczki.
I zasiadłam, jak to ja - z szaloną konsekwencją, i nad kuflem piwa zaczęłam obmyślać, jak też ja tych boczków nie zrzucę, gdy się już za nie wezmę :smile:
Co nastąpi niewątpliwie niedługo, ale... jeszcze nie dziś :smile:

A za oknem...

523. Niestandardowe haiku zimowe

Zima, styczeń, ból, cierpienie
I ogolny weltschmerz
Tylko zupa od teściowej grzeje mnie w kolanka


Tak w ogóle to w porządku, dziękuję :smile:
February 2010
M T W T F S S
January 2010March 2010
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28