The Villain Strikes Back

Be the flame, not the moth.

Subscribe to RSS feed

Czasami kontakt z dziećmi boli.

-Jeśli mój kot nie zdechnie do wakacji, oddam go do schroniska - oświadczyła w poniedziałek N. N. jest młodą nastolatką, która lubi zwierzątka.
-Pourqoi? - tak można ująć wyrazy twarzy dzieci z grupy.
-Ponieważ - wyjaśniła spokojnie N. - chcę mieć szczeniaczka, a kot nie lubi psów.

N. znalazła tego kota 4 lata temu. Że nie miała zbytniej ochoty się nim ciągle zajmować, ani trzymać w domu, kot jest zwierzakiem wychodzącym - do domu wchodzi tylko na noc, żeby spać w cieple.

-Dobra, dość komentarzy - powiedziałam, zaciskając zęby, bo sama miałam do dodania kilka uwag na temat odpowiedzialności i takich tam. - N. też na pewno nie jest lekko, podejmować taką decyzję.
-E, nie - rzuciła N. nieświadoma, że rzucam jej koło ratunkowe. - Ja nie jestem do tego kota przywiązana tak, jak pani do swoich. No i w schronisku nie będzie jej źle. Moja mama tam pracuje. Zresztą, kot się nie czuje chyba najlepiej, może zdechnie do wakacji.



-
Jeżeli nie zdechnie, przygarnie go zapewne mój uczeń z innej grupy.

Kolejny rok smile

Pięć lat temu zastanawiałam się, co można robić dzień przed ślubem smile
Dziś zdecydowanie bardziej świętuję 20 rocznicę śmierci Freddiego, a piata rocznica tego traumatycznego doświadczenia nie wzbudza we mnie większych emocji.
Ślub jak ślub.

Freddie był fajniejszy smile

Wiek moich uczniów

waha się od 10 do 30 roku życia smile Z powodów oczywistych, im młodsze, tym śmieszniejsze, choć w sumie wszystkie grupy mnie bawią smile
Rozmawiam z najmłodszą grupą (11-13) o bajkach i po omówieniu niektórych dzielę się info, że od 1/12 na tv4 będzie Czarodziejka z Księżyca.
-A co to za bajka? - pytają dzieci, które wszak nie były jeszcze w planach, gdy owa Czarodziejka dominowała Polsat.
-Bajka mojego dzieciństwa - odpowiedziałam, co było poniekąd przesadą, gdyż albowiem miałam wówczas jakieś 15 lat smile
-To znaczy - spytała z wahaniem Ola - znaczy, czarno-biała?

Ostatnio umarłam w ten sposób, gdy Daria zapytała mnie, czy pamiętam II wojnę światową (jasne, walczyłam na froncie;p).

Uwaga, znowu o kotach

tym razem z odrobiną polityki.
Bogowie mi świadkami, nigdy nie było mi po drodze z szalonym Jarosławem. Jego poglądy i sposób ich wyrażania mnie przerażają. Ale -
nie można zaprzeczyć, że do zwierzaków serce ma. Nie każdy zatrzymałby się, by podnieść leżące na drodze potrącone zwierzę, zająć się nim i zatrzymać. Dać mu dom.

Wspominałam kilkukrotnie wersję ostatecznego sądu, w którą wierzę, tę, w której za człowiekiem musi przemówić brat mniejszy, zwierzę. Jeśli przemówi dobrze, człowiek dostąpi raju. Cóż, niezależnie od chaosu ogarniającego jego jaźń, za samo zajęcie się tym czekającym na śmierć futrzakiem, Jarosław ma wstęp do nieba bram.

Nie rozumiem komentarzy szydzących ze śmierci Alika. Współczułam - i współczuję - Jarosławowi po śmierci brata, bo - mimo łotrostwa - stać mnie na tyle empatii, by wyobrazić sobie siebie w tej sytuacji i sama myśl o śmierci mojego brata mnie zabija. I kiedy patrzę na moje kociaki, młode i poniekąd zdrowe (Yossa ma zapalenie nerek) i myślę, że byłabym na miejscu Jarosława - pozbawionego futrzastego przyjaciela i wystawionego na bezmyślne szyderstwa, boli mnie serce.
Nie mogłabym dobrze myśleć o takich ludziach.

Poglądy polityczne to jedno.
Szydzenie ze śmierci przyjaciela, to drugie.
Alik za Jarosławem na pewno szepnie dobre słówko.

A czy moje potwory szepną coś miłego o mnie?..

Takie straszne, że aż śmieszne

- to wszystko, co mogę powiedzieć o dzisiejszym meczu CFC vs QPR (0:1 po podarowanym z najgłębszych czeluści sędziowskiego odbytu karnym). Nie przejmuję się zbytnio wynikiem, bo ten mecz był dla Chelsea nie do wygrania ze względu na sędziego.
Przysięgam na prochy babki (ze strony ojca, ze strony mamy babcia żyje i ma deliryczne sny, pisałam o tym), nigdy w życiu nie widziałam takiego meczu w Premiershipie - tudzież Premier League. Neverever. Nie wiem, czy sędzia jest fanem QPR, czy nie lubi CFC, czy Torres nie dał mu buzi i się mści*. Wątpię, by mecz był kupiony, bo primo: ślepota sędziego była zbyt oczywista, secundo: bezpośredniego zainteresowanego (w sensie QPR) na kupowanie meczu w Premier League najzwyczajniej nie stać.
W życiu nie oglądałam takiego kuriozum - od podarowanego karnego, przez dwie czerwone kartki (zwłaszcza ta Bosingwy była wyjęta z jeszcze głębszych czeluści odbytu niż karny. Może nawet z dwunastnicy), multum kartek żółtych (dziwnym trafem większość dla CFC, a sytuacja Kenny-Terry po prostu zwaliła mnie z nóg) po zwykłą ślepotę. Stronnicze uznawanie fauli, niezauważanie zagrań ręką...
Howard Webb (dziś, jako sędzia techniczny na meczu MU-City, uśmiechał się rekinim uśmiechem) jest paranoikiem - widzi rzeczy, których nie ma. Ale widzi też rzeczy, które faktycznie mają miejsce, a to Chrisowi Foyowi nie wychodziło dziś najlepiej.
Ciekawe, jak to się skończy, bo nawet co poniektórzy fani QPR kręcą nosem. Wygrana cieszy, wiadomo - ale podarowana wygląda jak jałmużna.
A fotka na dziś - David Luiz. Jak dla mnie, man of the match. Był wszędzie, a karnego spowodował tylko w oczach Foya.




*niestety, lubię Torresa. Staram się z tym walczyć, ale bezskutecznie. I tak, wiem, jakby nie był takim słodkim chłopaczkiem, nie lubiłabym go tak. Trudno, na usprawiedliwienie dodam, że nawet Villas-Boas klepie go po tyłku, gdy słodki Fernando schodzi z boiska.
February 2012
M T W T F S S
January 2012March 2012
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29