433. Święta, święta... a ja ich nie czuję i remont planuję ;)
Friday, 19. December 2008, 21:47:41
Z pamiętnika villaina:
Mona: Czemu martwisz się tylko o MiHa, a nie o swoją jedyną i niepowtarzalną córeczkę, hęęęę?
Tata: Męża masz? Niech on się o ciebie martwi.
-Pfff ;P
Święta. We wsi Dublin nie ma samiwiecieczego we wsi - Bożego Narodzenia nie poczujesz. E, tam, choinki-dupinki... ale mięsko na Wigilię? I inne, niekoszerne rzeczy? Niekoszerne, bo nie-jak-w-domu, oczywiście
W tym roku rodzice przemycili dla nas opłatki na Wigilię, dzięki temu czuję się przybita faktem, że oni tam, a ja tu i w ogóle. W tamtym roku opłatków nie było i nie było problemu.
Poza tym szwajnszwagier wpadł na genialny pomysł zakupu jakiegokolwiek świątecznego akcesorium - pomysł genialny, nieodpakowane światełka od trzech dni leżą na stole i wszyscy mają je tam, gdzie plecy nazwę swą szlachetną tracą.
Kupiliśmy uszka z grzybkami i gotowy barszcz knorra (idziemy na łatwiznę), ale skoro nie czuję Bożego Narodzenia, to w ramach czucia Wielkanocy zakupiłam zakwas na żurek. Ma się pomysły, nie?
6 stycznia idę na umawiania się do SALONU
nie powiem, co za SALON, co Wam będę... ale umieszczę tu swoją fotę PO wizycie w SALONIE, żebyście mnie zobaczyli w całej glorii i chwale nim moi osobiści rodzice mnie zabiją. Bo mnie zabiją, nie mam co do tego wątpliwości.
Udało nam się odłożyć ździebkę kasy na planowane remonty mieszkaniowe... no i teraz myślimy - tu wyburzymy ściankę, tu przedłużymy rury, a tu będzie wisiał ten farfocel, co to nam ciocia Gienia stodziewiędźciesiątosiemtysięcyczterdzieścidwa lata temu dała. Bozz, chyba po prostu skorzystamy z funkcji architekta wnętrz. Znamy dwóch, więc jest ok - żaden nie jest dyplomowany, więc nawet lepiej, huh
I nawet nie wysilajcie się z wyrazami współczucia - ja nie mam najmniejszego zamiaru wizytować mieszkania w czasie remontu. No, chyba, że Mort nie będzie mógł 
Póki co tak se myślimy - że tu płytki, a tu wykładzina (nienawidzę dywanów, a sama idea paneli z planowanym kotem i psem mnie rozwala), no i oczywiście brak wanny (nasza łazienka jest tak mała, że po wejściu nie ma jak puścić bąka, bo się nie mieści;p), a kuchnia taka, siaka, owaka... no i może tapety winylowe zamiast malowania...
Takie to myśli chodzą po głowie M'n'M'som, a pracy w okolicach domku jak nie było, tak nie ma...
Mona: Czemu martwisz się tylko o MiHa, a nie o swoją jedyną i niepowtarzalną córeczkę, hęęęę?
Tata: Męża masz? Niech on się o ciebie martwi.
-Pfff ;P
Święta. We wsi Dublin nie ma samiwiecieczego we wsi - Bożego Narodzenia nie poczujesz. E, tam, choinki-dupinki... ale mięsko na Wigilię? I inne, niekoszerne rzeczy? Niekoszerne, bo nie-jak-w-domu, oczywiście
W tym roku rodzice przemycili dla nas opłatki na Wigilię, dzięki temu czuję się przybita faktem, że oni tam, a ja tu i w ogóle. W tamtym roku opłatków nie było i nie było problemu.
Poza tym szwajnszwagier wpadł na genialny pomysł zakupu jakiegokolwiek świątecznego akcesorium - pomysł genialny, nieodpakowane światełka od trzech dni leżą na stole i wszyscy mają je tam, gdzie plecy nazwę swą szlachetną tracą.
Kupiliśmy uszka z grzybkami i gotowy barszcz knorra (idziemy na łatwiznę), ale skoro nie czuję Bożego Narodzenia, to w ramach czucia Wielkanocy zakupiłam zakwas na żurek. Ma się pomysły, nie?
6 stycznia idę na umawiania się do SALONU
Udało nam się odłożyć ździebkę kasy na planowane remonty mieszkaniowe... no i teraz myślimy - tu wyburzymy ściankę, tu przedłużymy rury, a tu będzie wisiał ten farfocel, co to nam ciocia Gienia stodziewiędźciesiątosiemtysięcyczterdzieścidwa lata temu dała. Bozz, chyba po prostu skorzystamy z funkcji architekta wnętrz. Znamy dwóch, więc jest ok - żaden nie jest dyplomowany, więc nawet lepiej, huh
Póki co tak se myślimy - że tu płytki, a tu wykładzina (nienawidzę dywanów, a sama idea paneli z planowanym kotem i psem mnie rozwala), no i oczywiście brak wanny (nasza łazienka jest tak mała, że po wejściu nie ma jak puścić bąka, bo się nie mieści;p), a kuchnia taka, siaka, owaka... no i może tapety winylowe zamiast malowania...
Takie to myśli chodzą po głowie M'n'M'som, a pracy w okolicach domku jak nie było, tak nie ma...








PitMac # 19. December 2008, 23:51
Mona # 19. December 2008, 23:53
PitMac # 20. December 2008, 00:02
Mona # 20. December 2008, 00:09
Jasne, integrowanie integrowaniem, ale pracując z normalnymi Irlandczykami i normalnymi Polakami widzę, jak wiele wspólnych odniesień z dnia codziennego mamy.
PitMac # 20. December 2008, 00:18
EE nic to mam nadzije że chociaz śnieg nie zawiedzie bo zapowiadaja go juz od hoho... A zerknij na ładna bajeczke u mnie:)
Mona # 20. December 2008, 00:23
Monika # 20. December 2008, 16:10
Mona # 20. December 2008, 16:45
Chainic # 21. December 2008, 00:09
poza tym u mnie na wigilię tez się je żurek;)czy tam biały barszcz.tak się przyjeło i tak jest:Da walka o równy rozdział grzybków do barsczu jest sroga;)
a tak w ogóleto powinnaś z robic sondę żebyśmy mogli obstawiać co masz zamiar zrobić w jakim salonie;) jak się serio robisz na łyso to za***ście gdyż bo ponieważ kobiety w króciutkich fryzurkach są mega mega^^
Mona # 21. December 2008, 00:18
A barszcz biały, to nie żurek, bo żurek musi mieć kiełbaskę, a na wigilii tradycyjnie mięska się nie je
A z sondą to dobry pomysł
Chainic # 21. December 2008, 11:05
Mona # 21. December 2008, 14:24
Ghandi # 21. December 2008, 15:56
kto się nie dziara ten fujara!
Mona # 21. December 2008, 16:03
No, ale Ghandi, żyjesz! Łał
Zupa grzybkowa... lubię grzybki
Buźka,
Mona teh Fujara
Anonymous # 21. December 2008, 22:32
Ale jak skomciuję to i tak coś jeszcze wymyślisz? Prrroooszę ;]
A ja nie lubię świąt. Męczy mnie cała szopka jaką się wokół nich robi. I zgodnie z radą Mony daną Wojwitowi, siedzę w domciu sam. Może się wreszcie pouczę? ;] Wypadałoby przynajmniej ten pierwszy rok tak w miarę normalnie zaliczyć. Ergo i pierwszy semestr...
Mona # 21. December 2008, 22:57
Co Ty, dziecino, w ogóle studiujesz i kaj? Bo zabyłam. Znaczy wiem, że w germanii ;P
Anonymous # 22. December 2008, 08:23
Tak, to ja ;]
Studiuję zarządzanie w germańskiej wiosce Posen na Akademii Ekonomicznej [co to niedługo ma być Uniwerkiem...].
Anonymous # 22. December 2008, 10:24
no żyję, żyję.. tylko w pracy nie mam zalogowanej na stałe opery i szczerze powiedziawszy nie pamiętam ani loginu ani hasła.. więc piszę jako rosomak.
grzybkowa z łazankami to dla mnie cała kwintesencja zapachu yule. tak mam.
w tym roku jednak nie będzie święta w ghandim. nie złożyło się. w ogóle się średnio składa, że użyje eufemizmu.
buźka Mona
Mona # 22. December 2008, 12:07
Ghandi: Uuu:/ to ja ci wirualne buziaki przesyłam i w ogóle. My też się jakoś świątecznie nie czujemy, no ale zważywszy okoliczności to taka normalka :.
Anonymous # 22. December 2008, 14:27
Originally posted by Mona: Misiek: Poznań ssie ;-)
Tirlu tirlu :-P E tam ssie, fajnie jest, miło, sympatycznie. A nie jak tu, w Lublinie, ciepanie się autobusami godzina za godziną... Koffam tramfaje ^^
Mona # 22. December 2008, 14:39
Galicja to Galicja, ja chciałam powiedzieć. I zdrowie Franza Josefa, hej
Ostrovitz # 22. December 2008, 20:58
A kiedyś w Krakowie, idąc po chodniku, a właściwie brnąc po kolana w śniegu, zapytałem rodowitego Krakusa, dlaczego nie odśnieżają. "Po co?" - zapytał z niekłamanym zdumieniem - "Przecież jutro znowu spadnie".
Mona # 22. December 2008, 21:44
A Krakusy to inna bajka, nie zapominaj, że Kraków to nie cała Galicja, tej
No i ludzie szczersi, bardziej od serca... i od serca ci pojadą, true, ale nie będą uśmiechać się nieszczerze i brumblać pod nosem
Ja bardzo długo miałam dylemat, z ktorą częścią PL się identyfikować, no i tak wyszło
PitMac # 22. December 2008, 23:02
Mona # 22. December 2008, 23:39
Mogę napisać, że mam tam rodzinę i sporo znajomych
Mogę też napisać, że podkręcam temat, bo mi więcej komciow wpada ;P
A serio: nie wiem, czemu mam wrażenie. Spędziłam część życia w pyrlandii, część w galicji, jakoś tak wyszło. Nie chcę generalizować, bo przeca nie mogę, ale jakoś w Galicji z więszą otwartością się spotkałam
Nawiasem mówiąc, czemu nikt nie zareagował 'czemu mówisz, że wam w galicji lenistwo i kombinatorstwo mozna zarzucić', hęęę?
Ostrovitz # 23. December 2008, 00:04
Ehem. Właśnie sobie uświadomiłem, że do każdej z rzeczonych miejscowości uczęszczałem w związku (związkach) z różnymi (albo i nie) paniami...
W każdym razie: urodzonym w szpitalu na Polnej. kto obeznany z historią poznańskich szpitali, ten zaraz wie, ile mam co najmniej lat:)
Mona # 23. December 2008, 00:13
A Poznań ma ulicę Żydowską z boską herbaciarnią i czekoladziarnią no i ciemną Fortunę
Ostrovitz # 23. December 2008, 00:30
Mona # 23. December 2008, 00:54
A ciemna fortuna jest zaiste boska
PitMac # 23. December 2008, 01:26
Mona # 23. December 2008, 01:36
PitMac # 23. December 2008, 02:13
Mona # 23. December 2008, 02:20
Miłych snów