436. Znerwicowane bąbelki :)
Sunday, 4. January 2009, 15:17:33
Z pamiętnika nocnego villaina:
Ciemną nocą budzi mnie Mort, potrząsając mną jedną ręką, a drugą rzucając w powietrzu. 'Co jest, u kaduka - myślę - wybiera jakiś numer na urojonej gigantycznej komórce?'
-Bąbelki - mówi z anielskim spokojem Mort, patrząc na mnie otwartymi oczkami.
-Jakie, motyla noga, bąbelki?
-Nnno, takie z pianki...
-Jakiej, łobuz, pianki?
-Nnno, na przykład takiej do golenia... - wyjaśnia Morcik i na powrot zapada sen, zostawiając otępiałą i duszącą się ze śmiechu Monę.
Jutro jest poniedziałek. Nie taki zwykły poniedziałek - to pierwszy dzień od trzech tygodni, w którym idę do pracy. Po trzech tygodniach. Ojoj...
Na gazetowym forum ktoś umieścił posta 'ja wróciłam z wyspy skądinąd obiecanej, bo mimo kilku przeprowadzek nie byłam w stanie znieść wibracji zza ścian' - ucieszyło mnie to niezmiernie, bo dotyka to właśnie mojego problemu.
Nie jestem jakimś schizem, naprawdę. Jestem prawdopodobnie jedyną osobą, która była w stanie zasnąć w pokoju podczas wymiany okien. Nie przeszkadzają mi dzieci bawiące się na podworku, przejeżdżające samochody, przelatujące samoloty, takie tam...
Prawdziwy koszmar poznałam tu, gdzie ludzie przyzwyczajeni są do uskuteczniania basów, ale ściany są nie te... ściany są niczym gipskarton, więc słychać dokładnie wszystko, przede wszystkim łomoczące basy. Najgorsze jest to, że jakimś cudem nie słychać basów u koneserów muzyki poważnej, rockowej, jazzowej czy metalowej. Nie, jakimś dziwnym trafem jest to zawsze muzyka typu 'umpa-umpa'. Muzykę typu 'umpa-umpa' toleruję w miejscach publicznych, ale w domku wolałabym jednak odpocząć.
Niestety.
Najgorsze w tym jest wpływ na psychikę - kiedy mimowolnie nasluchujesz, czy sąsiedzi nie basują, kiedy czujesz fizyczny ból gdy już basują (ot, taki ból brzuszka codziennie), i kiedy wiesz, że i tak odpalą te basy - ale nie wiesz kiedy. I męczysz się z tym gorzej niż męczą cię same basy.
I dlatego właśnie planuję powrót na łono cywilizacji. Nie z powodu przytłaczającej tęsknoty (sry) za dzięcieliną i gryką, nie z rozterek emocjonalnych i nie z ogólnego weltschmerzu.
Chcę wrócić do domu, bo nabawiłam się nerwicy na tle basów przez cienkie ścianki.
To strasznie żałośnie brzmi, prawda? I niepoważnie. Dziecinnie, powiedziałabym.
Ale, mimo wszystko, nikomu nie życzę.
Ciemną nocą budzi mnie Mort, potrząsając mną jedną ręką, a drugą rzucając w powietrzu. 'Co jest, u kaduka - myślę - wybiera jakiś numer na urojonej gigantycznej komórce?'
-Bąbelki - mówi z anielskim spokojem Mort, patrząc na mnie otwartymi oczkami.
-Jakie, motyla noga, bąbelki?
-Nnno, takie z pianki...
-Jakiej, łobuz, pianki?
-Nnno, na przykład takiej do golenia... - wyjaśnia Morcik i na powrot zapada sen, zostawiając otępiałą i duszącą się ze śmiechu Monę.
Jutro jest poniedziałek. Nie taki zwykły poniedziałek - to pierwszy dzień od trzech tygodni, w którym idę do pracy. Po trzech tygodniach. Ojoj...
Na gazetowym forum ktoś umieścił posta 'ja wróciłam z wyspy skądinąd obiecanej, bo mimo kilku przeprowadzek nie byłam w stanie znieść wibracji zza ścian' - ucieszyło mnie to niezmiernie, bo dotyka to właśnie mojego problemu.
Nie jestem jakimś schizem, naprawdę. Jestem prawdopodobnie jedyną osobą, która była w stanie zasnąć w pokoju podczas wymiany okien. Nie przeszkadzają mi dzieci bawiące się na podworku, przejeżdżające samochody, przelatujące samoloty, takie tam...
Prawdziwy koszmar poznałam tu, gdzie ludzie przyzwyczajeni są do uskuteczniania basów, ale ściany są nie te... ściany są niczym gipskarton, więc słychać dokładnie wszystko, przede wszystkim łomoczące basy. Najgorsze jest to, że jakimś cudem nie słychać basów u koneserów muzyki poważnej, rockowej, jazzowej czy metalowej. Nie, jakimś dziwnym trafem jest to zawsze muzyka typu 'umpa-umpa'. Muzykę typu 'umpa-umpa' toleruję w miejscach publicznych, ale w domku wolałabym jednak odpocząć.
Niestety.
Najgorsze w tym jest wpływ na psychikę - kiedy mimowolnie nasluchujesz, czy sąsiedzi nie basują, kiedy czujesz fizyczny ból gdy już basują (ot, taki ból brzuszka codziennie), i kiedy wiesz, że i tak odpalą te basy - ale nie wiesz kiedy. I męczysz się z tym gorzej niż męczą cię same basy.
I dlatego właśnie planuję powrót na łono cywilizacji. Nie z powodu przytłaczającej tęsknoty (sry) za dzięcieliną i gryką, nie z rozterek emocjonalnych i nie z ogólnego weltschmerzu.
Chcę wrócić do domu, bo nabawiłam się nerwicy na tle basów przez cienkie ścianki.
To strasznie żałośnie brzmi, prawda? I niepoważnie. Dziecinnie, powiedziałabym.
Ale, mimo wszystko, nikomu nie życzę.








Chainic # 5. January 2009, 18:05
Mona # 5. January 2009, 21:57
Krzysztof Hryniów # 6. January 2009, 11:25
Mona # 6. January 2009, 21:43
Anonymous # 7. January 2009, 20:24
- A tam puka?
- I coze tako nauka... serce (nie basy!).
- A to Polska właśnie!
Mona # 7. January 2009, 21:57
:.
Anonymous # 8. January 2009, 10:39
jaka wiosna ja się zapytowuję? -18,5°C tha i breagha..
Mona # 8. January 2009, 20:06
Krzysztof Hryniów # 9. January 2009, 11:47
Mona # 9. January 2009, 18:22