Skip navigation.

Log in | Sign up

photo of Mona

The Villain Strikes Back

Be the flame, not the moth.

506. Trzy słowa o feminizmie

Nasz RPO, niczym Zespół R, znowu błysnął, dając mi pretekst do kolejnego wpisu, głębokiego jak kałuża na naszym parkingu (a jest to najbardziej dziurawy parking po tej stronie Wyoming).
Kiedyś gawędziłam na temat feminizmu z moją gf, która wyznała mi, iż jest szowinistką, a feminizm ją brzydzi, choć nigdy się nim specjalnie nie interesowała.
Po dwóch minutach wyjaśnień okazało się, że jest feministką. A jej facet feministą. Dlaczego?
Dlatego, że - nie oni jedyni, niestety - PRAWO do równości mylili z OBOWIĄZKIEM równości. Feminizm, jak ja go pojmuję, nie jest zasadą absolutnej równości kobiety i mężczyzny. Dopuszcza nawet opcję kobiety w roli podnóżka mężczyzny (choć co to wtedy za mężczyzna;p), jeśli to jej pasuje. Ale walczy o to, by ta podnóżkowa kobieta, gdy zapragnie odmiany, mogła wstać z kolan i zacząć własne życie.
Zawsze czuję odrobinę goryczy, gdy widzę komentarze w typie 'ja mam swoją pracę, na karierze mi nie zależy, po co mi feminizm' - gdyby nie feministki, nie mogłybyśmy mieć nawet tej pracy, jaką mamy. Albo - 'że najważniejsze jest moje ukochane dzieciątko': gdyby nie feminizm, guzik miałaby do powiedzenia w sprawie swojego dziecka, które było własnością ojca i tyle. W antycznym Rzymie (gdzie kobiety cieszyły się wszak stosunkowo dużą swobodę), to ojciec uznawał dziecko za swoje - w przeciwnym razie mogł je zostawić na pustym placu, by zmarlo z głodu, gdyż nieuznanego niemowlaka nie można było nawet wziąć na niewolnika. No, ale mniejsza :smile:

Jestem feministką. Nawet jeżeli nie odczuwam dyskryminacji na co dzień, co jakiś czas rzeczywistość boleśnie i irytująco mi przypomina o tym, że jednak nie każdego taką samą miarką mierzą.
Szkoda, że to czyni mnie kobietonem, kobietą niespełnioną w normalnej roli i w dodatku durną jak snotling, bo nie wiem, czym normalna rola jest.

:)Walka klas trwa by JHB

Comments

Mighn 27. September 2009, 21:22

Feminizm i równouprawnienie - czyli to, dzięki czemu Kobieta stała się kobietą, Matka stała się matką a Dama stała się wyrobnicą. Migdy w historii chyba nikt nie zrobił sobie na złość tak, jak zrobiły sobie Kobiety wspierając swoje równouprawnienie - no ale chciałyście, to macie swoje, i nie narzekajcie. A to że przy okazji Feministki zrobiły dodatkowo na złość własnym rodziną, swoim facetom, swoim dzieciom - o to mam i słuszne pretensje do wspaniałych, dawno już zmarłych wojowniczek w spódnicach. No ale zapadła klamka w pysk, i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem - trzeba z tym żyć, bo w tym aspekcie dobrze już nie będzie nigdy.

Mona 28. September 2009, 10:11

Nie do końca rozumiem o co chodzi, bo i zaskakująco mało merytorycznych argumentów w Twojej wypowiedzi.
Piszesz 'nie narzekajcie' - my, Mona, nie narzekamy przecież - gdzie znalazłeś w notce narzekanie?!, więcej, jestesmy zadowolone ze swojego życia. Zdajemy sobie bowiem sprawę (my, Mona, ale dziękuję za zwracanie się do mnie w plural regales), że nie musiałyśmy urodzić się damą, która leżałaby i pachniała, mogłyśmy urodzić się niewolnicą, chłopką, która musialaby rodzic dziecko co rok prorok (a one, wyobraź sobie, nie zwykły leżeć i pachnieć). My, Mona, w pełni doceniamy rolę zmarłych wojowniczek w spódnicach - posiadając prawo do własności, mogąc podejmować prawne decyzje dotyczące własnej osoby, wydając własne pieniądze zarobione własną pracą.
Piszesz 'Feministki zrobiły dodatkowo na złość własnym rodzinom, swoim facetom, swoim dzieciom' i to jest bzdurka, Mighn. W czasach, gdy feministki zaczęły działać, one nie mialy rodzin, facetów i dzieci. To ich rodziny miały opiekunki, faceci żony (tudzież kochanki), dzieci matki.
Kobiety po prostu nie miały nic.

Przybliż mi jednakowoż, proszę, kontrowersyjną tezę, że w tym aspekcie już nigdy nie będzie dobrze. Sprecyzuję - napisz merytoryczną wypowiedź na temat 'kiedy w tym aspekcie było dobrze'. Jeżeli ujmiesz jakiś socjologiczny lub historyczny fakt, pozwolę ci nawet ponarzekać używając pustej demagogii :smile:

Mighn 28. September 2009, 11:53

Oj Mona, myślałem, że każdy wie w czym problem... ale ok.

Widzisz, jednym z największych "osiągnięć" feministek było jak wiadomo równouprawnienie Kobiet w każdym aspekcie życia (no - prawie każdym, do dziś nie udało się np. zmusić chłopów żeby dzieci rodzili :wink: ). I jak jest to coś chwalebnego, to nikt nie zastanawiał się nad aspektem ekonomicznym całego zamieszania, oraz nikt najwyraźniej nie brał pod uwagę aspektu rodzinnego całego zamieszania. Co prawda równouprawnienie nie wniosło generalnie żadnych zmian w najuboższej warstwie społecznej, bo generalnie sytuacja najbiedniejszych na równouprawnieniu absolutnie nic nie zyskała ani nie straciła, tak niestety w całej reszcie społeczeństwa nie wygląda to już tak dobrze.

Odwołując się do zmian wywołanych przez równouprawnienie musimy oczywiście brać pod uwagę kulturę i społeczeństwo w którym ten fakt zaistniał, czyli tylko i wyłącznie krąg kultury Europejskiej po XVIII wieku, czyli nawiązania czy to do Cesarstwa rzymskiego, czy też dzisiejszej kultury Islamu jest bezsensowne. (tak - Krąg kultury europejskiej to także USA, Kanada itp)

No dobrze, pomijając wiele dobrego które niesie za sobą równouprawnienie przyglądnijmy się na aspekt eknomiczno- społeczny, czyli punkt tarcia. Pierwotnym układem rodziny był pracujący Mąż i Ojciec oraz trzymająca w garści dom Matka- Żona, układ dość oczywisty i prosty On utrzymuje rodzinę, Ona dba o rodzinę. Dodajmy do tego że zarówno dzieci jak i majątek był wspólny, a Kobieta miała całkiem dużo do powiedzenia w temacie domu, wychowania dzieci, planowania czasu. Teraz dochodzi do sytuacji obecnej: On i Ona pracują, do tego zajmują się domem i wychowaniem dzieci - co z tego wynika?

- Brak stałej opieki nad potomstwem, konieczność korzystania z wątpliwej jakości przytułków czasowych zwanych przedszkolami.

- Osłabienie więzi rodzinnych: On i Ona wracają zmęczeni po pracy, i generalnie oboje nie mają na nic ochoty, a tu jeszcze dziećmi się zająć, posprzątać dom, zrobić pranie - i już wszystkim ręce opadają.

Ale najważniejszy problem to fakt pojawienia się na rynku pracy dodatkowych około 40% ekstra pracowników! I tu mamy problem podstawowy, w momencie gdy większość Kobiet zajmuje się domem facet ma praktycznie zapewnione miejsce pracy za godziwą pensje, dzieje się tak, ponieważ mamy do czynienia z niedoborem pracowników, co bezpośrednio przekłada się na wysokość wypłaty. Wpompowanie 40% pracowników extra na rynek pracy powoduje że nawet przy 2 pracujących osobach w rodzinie dochody się zmniejszają! co za tym idzie standard życia maleje. O wzroście problemu bezrobocia, jako oczywistym następstwie takiego działania chyba wspominać nie muszę.

Więc jak widzisz ciężko mówić o równouprawnieniu w samych superlatywach, niestety to co feministki wywalczyły dla swojego dobra nie jest w stanie zrównoważyć faktu, że skazały dzisiejsze rodziny na dużo trudniejsze życie, częstszy rozpad struktur rodzinnych, obniżenie standardu życiowego, ograniczenie możliwości właściwego wychowania potomstwa.

Rozpisuje się tu o negatywach, oczywiście jest wiele pozytywnych aspektów równouprawnienia, ale w większości dotyczą Kobiet samotnych, a nie tych pozostających w związkach rodzinnych.

Mona 28. September 2009, 19:52

Primo, kobiety i mężczyźni nie są do dziś równouprawnieni, i nie mów, że są, bo to bzdura - zadał ci ktoś kiedyś pytanie w czasie rozmowy o pracę, czy planujesz dzieci? Nie? No popatrz, a mojej koleżance tak - i co, niby odpowiedź niezgodna z prawem, ale wyżej kolan nie podskoczysz...
Jeśli chodzi o 'dbanie o dom', to ja cię uprzejmie proszę, zaznajom się z trendami pedagogicznymi sprzed stu laty i ich zmianami. Podpowiem ci - przez wiekszość naszego rozwoju jako cywilizacji traktowano dzieci jako malych dorosłych, ergo: nie wychowywano ich, nie poświęcano im czasu, nie bawiono się z nimi. Pal licho pedagogikę zresztą, wystarczy kilka książek 'z okresu', polecam Frances Burnett, Jane Austen, Prusa itp.
I naprawdę, kobieta nie trzymała w garści domu, bo Panem i Władcą domu był mężczyzna, a gdy kobieta się sprzeciwiała to co - no powiedz, co mogla zrobić? No wytłumacz mi na przykładzie - mąż zarabia, ja siedzę na chacie i nagle dociera do mnie, że mój mąż to kurwiarz, bimbrant, hazardzista i kibic MU... no i co ja moge zrobić? Przeca kasy nie ma, bo to nie jest nasza wspólna kasa, tylko jego.
Tak jest dziś nawet z emeryturkami - biedne kobiety, które faktycznie widzą swoje powolanie w podtrzymywaniu ogniska domowego, a ktore owdowieją nagle a niespodziewanie bedąc w wieku słusznym i problematycznym do znaleziena pracy mają solidny problem - bo na emeryturę zarabiał mąż, a ona NIE PRACOWAŁA. I to nie jest 'wywalczone' przez feministki, przeciwnie, te próbują coś z tym zrobić, no, ale niestety, puste hasła sa prostsze w odbiorze.
I jeszcze jedno - za rozpad rodzin można częściowo obwiniać faministki, zgadzam się. I bardzo mnie to cieszy, bo wolę rodzinę niepełną niż patologiczną.

Mighn 28. September 2009, 20:47

no nie do końca

1. Tak, miałem pytanie czy nie planuje dzieci, i od odpowiedzi zależało zatrudnienie (mimo że jest to pytanie nielegalne) poprawne odpowiedzi brzmiały:
-Nie
-Tak, ale obowiązki wychowawcze przejmie w całości Żona/Partnerka
2. Home wife oraz Home husband to normalne zawody w UK, od których odprowadzasz ubezpieczenie i masz emeryturę (w PL też tak możesz! - nikt ci tego nie zabrania)
3. W większości kultur występował jakiś element prawny pozwalający kobiecie po rozwodzie "wynieść" pewną ilość ogólnie rozumianej gotówki z kończącego się związku
4. w praktycznie każdej kulturze kobieta miała możliwość uzyskania rozwodu
5. w każdej kulturze do określonego wieku dzieci były pod właśnie opieką matki, a dziewczynki aż do uzyskania wieku uznawanego za pełnoletniość lub do zamążpójścia,
6. w ogromnej większości przypadków po rozpadzie rodziny patologicznej uzyskujemy niepełną rodzinę patologiczną - więc nie wiem czym się tu zachwycać :/
7. Frances Burnett, Jane Austen, - są mi obcy (ja prosty tępy nieuk jestem P:) natomiast Prusa nie można używać jako zwierciadła rzeczywistości - no chyba że bardzo krzywego... natomiast współczesna pedagogika jako antyteza wychowania to zupełnie inny temat. Dodam tylko, że do wychowania dzieci w klasie społecznej średniej i wyższej przykładano częstokroć znacznie większą wagę niż dzisiaj, kiedy głównym elementem para wychowawczym stała się szkoła, a rodzina odeszła na plan dalszy.

Jednak racją jest to, że równouprawnienie pozwala na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie kobiet samotnych pochodzących z niższych warstw społecznych.

A - rozwarstwienie społeczne w dzisiejszych czasach, to zdecydowanie temat na osobną dyskusję :smile:

Mona 28. September 2009, 21:08

To teraz dyskusja 1-10? :smile: Proszz...

1. To pytanie zadał ci pracodawca?
2. Oczywiscie, że podatek i ubezpieczenie możesz odprowadzać ile chcesz :smile: A skąd masz przychód?
3. Nie w - omawianej w obecnym kontekście przecież - kulturze europejskiej
4. j.w.
5. Prawa do syna miał ojciec, dziewczynka, jak matka, nikogo nie obchodziła, no, najwyżej jeśli można było ją nieźle wydać za mąż
6. Szczęściem dziś rodzina może się rozpaść nim przerodzi się w twór patologiczny
7. Podałam przykłady, chcesz, to się z nimi zapoznaj, nie - to nie. I nie mówię w ogóle o pedagogice ksztalcenia - bo tu, istotnie, klasom wyższym szlo nieco lepiej, ale o pedagogice jako równomiernym wychowaniu jednostki, na co zwraca się uwagę teraz. Możemy w tym klimacie polemizować, ale lepiej sobie darujmy, bo zazwyczaj nie lubię dyskutować nt. metodyki i pedagogiki z powodów oczywistych.

I z warstwami społecznymi się nie zgadzam a priori, bo nie wiem o jakie społeczeństwo klasowe ci chodzi.

Mighn 28. September 2009, 22:57

1. tak
2. w UK składka emerytalna od Home wife/husband wynika z jego dochodów - jeżeli wynoszą zero, to płaci zero - a i tak ma prawo do emerytury... w PL niestety tak pięknie nie ma.
3,4- przegrzebie i dam ci linki do opisów historycznych :smile:
5. prawa - prawami, ale wychowywany był na początku przez matkę, a w wypadku wyższego statusu społecznego matki często nawet całość wychowania odbywała się pod jej nadzorem.
6. może - zawsze mogła... teraz tylko trudniej udusić męża/żonę i zwalić wszystko na czary lub uroki... P:
7. nie podejmuje dyskusji o pedagogice z nauczycielem - to bezcelowe walenie głową w mur (zazwyczaj :wink: ) a znam nawet takich nauczycieli, którzy nadal twierdzą że szkoła pełni funkcje wychowawcze (hihihihi)

O dzisiejsze europejskie społeczeństwo klasowe oczywiście - jakie by inne - jak sobie wyobrażasz feudalizm parlamentarny bez rozwarstwienia społecznego??

Mona 29. September 2009, 08:41

2. No, więc w tym wypadku EOT, przynajmniej dla mnie
3-4. Tylko, żeby były historyczne, a nie spiskowe :smile:
5. Jak wychowywała kobieta? Dama, jak wiesz, leżała i pachniała, a dziećmi zajmowała się niania, guwernantka lub bona; klasa niższa po to co rok miała dzieci, by się same sobą zajmowały, klasa średnia albo równała w doł, albo w górę, zależy od kasy.
6. A mogę jakiś rzeczowy argument?
7. Nie wiem, jak zareagować na taką bezsensowną i niepotrzebną złosliwość. Chyba po prostu wzruszę ramionkiem.

Spoleczeństwo klasowe np. polskie, różni się od brytyjskiego (porownuję dlatego choćby, że brytyjskie wzorce są ci ostatnio niezwykle bliskie), rosyjskiego czy francuskiego - dlatego nie ma jednakowego rozwarstwienia społecznego.

Wiesz, Mighn, ta dyskusja donikąd nie prowadzi, więc może zakończmy ją i zmieńmy temat na przyjemniejszy, co?

Mighn 29. September 2009, 14:50

Mona 30. September 2009, 12:05

Zaskakuje mnie, że przy całej twojej tendencji do szukania teorii spiskowej dośc wybiórczo traktujesz fakt, że te same badania potwierdzają różne fakty, w zalezności od sponsora.

Mighn 30. September 2009, 14:41

no bo szukając teorii spisku uczy się człowiek wyszukiwać te interpretacje badań które mu pasują :smile: - i prawie zawsze się udaje :smile:, zresztą nawet przytaczanie cytatów jest manipulacją, bo można wybrać te, które nam pasują, tak samo jest z faktami historycznymi, prawem, moralnością... nic nie jest czarne albo białe, więc daje pole do manewrów.

W powyższej dyskusji na temat feminizmu uważam że masz rację, tak samo jak uważam że ja mam rację, temat jest zbyt rozległy żeby go streścić w krótkich blogowych komentarzach, zbyt zróżnicowany żeby można było zdecydować jednoznacznie czy feminizm jest zły czy dobry.

Faktem jednak jest, że równouprawnienie kobiet to nie tylko same plusy, że kobieta wyzwolona to nie zawsze kobieta szczęśliwa - szczególnie, że równouprawnienie nie idzie w parze z równo-traktowaniem, chociaż i to powoli się zmienia.

A w kwestii pedagogiki - przepraszam, to na prawdę nie było personalne, ja po prostu, mimo że szkołę skończyłem sporo temu do dziś dnia absolutnie nie wierze w role wychowawczą szkoły oraz skuteczność metod pedagogiczno wychowawczych stosowanych w naszym szkolnictwie... a równomierne wychowanie jednostki to dla mnie kolejny pusty slogan jakich wiele. Choć oczywiście jestem pewien, że na tym świecie żyje jeszcze kilku (no - może kilkunastu P:) zazwyczaj młodych nauczycieli, którzy chcą coś z tym zrobić - i na prawdę podziwiam takie osoby.

Mona 30. September 2009, 15:26

Popatrz na blog Marcina: http://my.opera.com/mmaly/blog/ na pewno nie jest młodym nauczycielem :wink: a stara się chłopak, jak dla mnie do przesady i do bólu brzucha od lukru, którym słodzi uczniom :wink: no ale ja cyniczna jestem :smile:

Mighn 1. October 2009, 09:18

temu piszę że zazwyczaj, i nawet się temu nie dziwię... na prawdę ciężka harówka za marne grosze może z każdego nawet największego fascynata zrobić zwykłego wyrobnika... a szkoda :frown: Do tego wspaniały system 30+ dzieciaków w klasie, zero możliwości indywidualnego podejścia, nieomal nietykalność ucznia - i gdzie tu miejsce na wychowywanie, na naukę? a potem dzieciak wraca do pustego domu siada przed kompem albo TV siedzi do wieczora kiedy przychodzą rodzice, skrobnie (albo i nie) prace domową, siądzie przed kompa /tv bo rodzice zmęczeni i nawet im się nie chce z młodym gadać - to wariant optymistyczny... bo czasem po szkole nasz bohater idzie z kumplami na miasto, popić, poszaleć a jak wraca o 10-11 do domu to już rodzice śpią, bo co innego robić jak od 7 do 20 w robocie? a potem wielkie zdziwienie "nasz kochany synek w areszcie???, nasza 15 letnia cureńka w ciąży??? - niemożliwe!!" no i kto oczywiście jest winny??? - no to przecież jasne... Nauczyciele!! bo przecież jeżeli szkoła wychowuje, to po kiego dziećmi mają się rodzice zajmować? - rodzice oboje mają harować od świtu do nocy dzięki temu mogą dbać o dziecko... nowy komp mu kupić, albo 20 letnie BMW na 18 urodziny...

Tak więc możemy między bajki odłożyć wychowanie dziecka przez szkołę, tak samo jak i wychowanie dziecka przez rodziców, bo jak widać dziecko wychować się może samo - i niestety tak jest coraz częściej.

A dla przeciętnego ucznia (takiego podbuntowanego nastolatka) nauczyciele dzielą się generalnie na 2 grupy, na tych ostrych i wymagających sukinkotów oraz tych przy których jest luzik i bumelka... a nauczyciel o którym się mówi "fajny gość, wymaga skurczybyk, ale na prawdę jest wporzo" to rzadkość na skale światową, i takich mistrzów edukacji podziwiam bezgranicznie... ja bym nie potrafił.

Anonymous 27. October 2009, 21:46

Anonim writes:

'równouprawnienie kobiet to nie tylko same plusy, że kobieta wyzwolona to nie zawsze kobieta szczęśliwa'

Ha, a co ma piernik do wiatraka i wyzwolenie do szczęścia? Kobiety nie-wyzwolone bywały szczęśliwe zawsze? Ciekawa teoria ;)

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies

January 2010
M T W T F S S
December 2009February 2010
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31