Skip navigation.

Log in | Sign up

photo of Mona

The Villain Strikes Back

Be the flame, not the moth.

174. Czas oblechów oraz niepojęte zagrania Morta:p

Z pamiętnika villaina-ticzera:
Mona: O, Kubek.
Kubek (11 l.): Dźbry. W czymś mogę pomóc?
Mona: E nie. Zła jestem.
Kubek: Może chce pani poskakać mi po nogach?
Mona: Chcę (skacze)

-relacje wychowawczyni z przewodniczącym klasy

Wiosna. Oblechy atakują. Niewybredne hasła żuli pod blokiem, obrzydliwie kleiste spojrzenia różnych typów spotkanych w autobusie... ohydztwo.
Poza tym rozkoszne ciepełko na dworze zachęcające do lenistwa (a tu się uczyć trzeba!:yuck: ) a ponadto wszystko nowa grupa przygotowująca się do FCE.
Państwo W. to osobny temat, ale dopóki na zajęciach mam Grzesia, czyli mojego ulubionego studenta jeszcze z Callana, to wiem, że dam radę. Kilka słów odnośnie Grzesia - to człowiek o niesamowitym poczuciu humoru, miły z wyglądu bardzo - no i uroczy, po prostu. Oczywiście nie muszę wspominać, że Grześ jest wysokim blondynem, prawda? :happy:
Co ja mam z tymi wysokimi blondynami?
:star:
A operacja Rhys przybiera nowe formy działania, ale nie powiem jakie, bo Mort skombinuje swoją kontrgrę...

Swoją drogą, jakiego ja mam popapranego faceta. Nie jest zazdrosny o moje flirciki (a przynajmniej o jeden powinien :D), nie jest w ogóle zazdrosny o facetów w moim życiu :whistle: , ale za to jest zazdrosny o babskie wieczory w chilli. Rozumiecie to? Bo ja w ogóle.Owszem, mówi moje zezowate szczęście, chilli jak najbardziej, ale ze mną.
Hah. Ja mogę równie dobrze z nim jak bez niego ^^
Chilli jest fajne. Mam z nim fajne skojarzonka, bo poznaję fajnych ludzi. Ot, Kubę, Agę, Christiana...
Ciekawe, kogo poznam jeszcze :happy:.

Łotr dnia: pani W.
Motto dnia: Headshot (czyli walenie we łby moich uczniów... co niestety traktują jako odpowiednik świetnej zabawy ;p)

A na weekendzie zapodam fotki z wycieczki zeszłotygodniowej. Będziecie mogli bawić się w zgadywankę 'czy na tym zdjęciu jest wychowawczyni... a jeśli tak, to gdzie;p)

A teraz.
100 lat, 100 lat niech żyje żyje nam
Gróbas, gróbas niech tyje tyje nam
Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje żyje nam
I tyje sam!
Niech mu pieróg pomyślności nigdy nie zagaśnie, nigdy nie zagaśnie,
śpiewa Mona pijąc piwo i się śmiejąc właśnie.
Zdrowia i szczęścia, Beer, czempionie wikińskiej szkoły walki!
I do brzucha :beer:

173. Fun ^^

Z pamiętnika villaina śmiejącego się:
The European Commission has just announced an agreement whereby English will be the official language of the European Union rather than German,which was the other possibility.
As part of the negotiations, the British Government conceded that English spelling had some room for improvement and has accepted a 5-year phase in plan that would become known as "Euro-English".
In the first year, "s" will replace the soft "c". Sertainly, this will make the sivil servants jump with joy.
The hard "c" will be dropped in favour of "k". This should klear up konfusion, and keyboards kan have one less letter.
There will be growing publik enthusiasm in the sekond year when the troublesome "ph" will be replaced with "f". This will make words like fotograf 20% shorter.
In the 3rd year, publik akseptanse of the new spelling kan be expekted to reach the stage where more komplikated changes are possible.
Governments will enkourage the removal of double letters which have always ben a deterent to akurate speling.
Also, al wil agre that the horibl mes of the silent "e" in the languag is disgrasful and it should go away.
By the 4th yer people wil be reseptiv to steps such as replasing "th" with "z" and "w" with "v".
During ze fifz yer, ze unesesary "o" kan be dropd from vords kontaining "ou" and after ziz fifz yer, ve vil hav a reil sensibl riten styl.
Zer vil be no mor trubl or difikultis and evrivun vil find it ezi tu understand ech oza. Ze drem of a united urop vil finali kum tru. Und efter ze fifz yer, ve vil al be speking German like zey vunted in ze forst plas.

-stare ale jare :wink:

Niedziele bywają zabawne. Wprawdzie niekoniecznie wtedy, gdy trzeba pracować, ale zasadniczo są lepsze od poniedziałków. Mniej porannego wstawania (poniedziałkowy koszmar 7.40 w pracy...), mniej nerwów z pierwszym dniem pracy w tygodniu - ja wiem, że nie mam co narzekać, skoro pracuję 4 dni w tygodniu, ale to ciężkie 4 dni. A na weekendach - zjazdy. Ten kolejny to już - mam nadzieję - ostatni.
Ciekawe, ile jeszcze razy będę musiała przyjechać na UAM? Anyways, marzę, by móc już powiedzieć 'koniec'.
:ko:

Z miłych rzeczy, JaXa wisi mi pifko. Mru, to bardzo, bardzo miłe. Lubię ludzi, którzy wiszą mi piwo. na przykłąd Morcik, który wisi mi ich sześć.
Poza tym jest fajnie. Jest naprawdę fajnie. Czuję się nieźle, a dobry humor po czwartkowym flirciku ciągle się utrzymuje. Chyba powinnam więcej flirtować, to dobrze na mnie działa, a Mortowi jakoś nie przeszkadza :cool:
Nio, ale żeby poflirtować, muszę wpierw zająć się obowiązkami. Rzucam zatem radosne germańskie Tschüs! i pomykam radośnie do poprawiania magisterki.

Łotr dnia: ja
Motto dnia: Co za głupie dziecko... (rodzinne komentarze nt. MiHa i jego prezentacji z polskiego)

172. Flirt po niemiecku

Z pamiętnika villaina:
Christian: You've got perfect skin.
Mona: Yup, I know.
Christian: And you are so beautiful.
Mona: Of course I am.
Christian: So why am I telling you all this?
Mona: Because you got used to.
Christian: ...

-trzeba uważać podczas komplementowania Mony p:

Miałam opisać flirt po niemiecku, by spełnić oczekiwania Morta i spowodować rechot u 4647a. No, to opiszę. Rzeczonym Niemcem był niejaki Christian z partnerskiego poniekąd Bielefeldu, który w piątek opuszczał przyjazne granice Rzeszowa - idealny człowiek do flirtu (flirt z wyjeżdżającymi ludźmi jest specjalnością Mony:p). Sytuacja polegała na tym, że w czwartek Aga z iberystyki zadzwoniła z propozycją wyjścia do chilli, bo ma jakichś gości z Niemiec do zabawiania. Na co my z Anką przystałyśmy, ja zwinęłam po drodze 4647a i już w okolicach dziesiątej zalogowałyśmy się w klubie.
I pierwszą osobą, która wpadła mi w szare oczko był właśnie Christian. Blond włosy (irokez z dredów związanych w kucyk) mnie zabiły i zastrzeliły. A ponieważ Mona spontaniczna jest, więc pierwsze, co powiedziała po przedstawieniu było I like your hair. Trzeba przyznać jednakowoż, że cała reszta nie ustępowała włoskom, gdyż chłopak sprawiał wrażenie bardzo miłe i zapraszające. Grzech nie skorzystać, zwłaszcza, że jemu też oczka ładnie się świeciły.
No, to skorzystałam :happy:

Rozmawiało nam się bardzo milutko i zabawnie, Christian był naprawdę kawaii a poza tym dzielił się ze mną piwem, co należy docenić. I na rozmowie zapewne by się zakończyło, gdyby nie fakt, że młody* musiał wyjść do laski. I w międzyczasie zainteresował się mną pewien starszy pan. Lubię starszych, ale bez przesady. Zatańczyłam z nim sobie polkę (bo polkę kocham) i uznałabym całą sprawę za zakończoną, gdyby nie to, że starszawy podszedł i zapytał, czy może liczyć na coś więcej. Popatrzyłam na niego w lekkim osłupieniu, co mógł odczytać jako zgodę, ale kiedy pogłaskał mnie po policzku zabiłam go spojrzeniem na tyle, że wyjąkał przeprosiny i się zmył. Ale Mona, planująca zawsze trzy kroki w przód już wiedziała jak miło upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Bo Christian pannę odprowadził i wrócił. I powróciliśmy do przerwanego flirciku. Wprawdzie jego znajomi sobie poszli i zostaliśmy z 4647ą, ale było ok (może nie dla 4647y, ale o tym zaraz). Gadamy więc, pijemy piffko i nagle pojawia się starszawy. Widzę go kątem oczka, nachylam się do Christiana i wyrachowanie mówię mu, jaki dziwny jest starszawy i że doprawdy przydałaby się pomoc. Niemiec nie Niemiec, Christian głupi nie jest i od razu wziął się do przytulania. Starszawy został zbity z pantałyku, więc poprosił do tańca 4647ę. Co miało katastrofalne skutki, bo z tego, co zauważyłam, jakoś nie mógł się od niej odlepić. 464cie powinna podskoczyć samoocena, ale czy podskoczyła - nie wiem, bo doprawdy boję się pytać :whistle:
Zwłaszcza, że sama byłam dość zajęta :angel:

Koniec końców, zamiast przed pierwszą pojawiłam się w domq po drugiej. Co i tak należy uznać za pewne osiągnięcie.

Tak czy inaczej, flirt z Niemcem okazał się być bardzo miły. Nawet spławianie Niemca i podawanie całej gamy powodów dla których nie pójdę z nim do łóżka było bardzo miłe. A najmilsze w tym wszystkim jest to, że to jednorazowy flirt, który się więcej nie powtórzy :happy: . I to, że nie mam zdjęcia ani nic ^^

Łotr dnia: 4647
Motto dnia: Tannen-what-the-f***k

171. Diabelnie długi post

Z pamiętnika villaina-ticzera:
Bartek: Proszę pani... zamówilibyśmy pizzę, ale nie mamy numeru...
Mona: A dacie kawałek?
Bartek: No jasne.
Mona (telefon w łapkę): Czeźwy? Cześć, słonko... daj mi numer na pizzerię krakowską...

-wycieczka w interpretacji Mony

Wycieczka, wycieczka i po wycieczce. Gdyby nie pilotka, byłoby ok. Ale Szalona Pani Przewodnik (SPP) to emerytowana nauczycielka matematyki, ultra-pro-kat i full usztywnienie. Pierwsze co zrobiła, to zapodała Pod Twoją obronę, ale potem było tylko gorzej. I już nawet nie to, że bredziła jak potłuczona, ale bredziła non-stop: a to, że po lewej kościółek, a po prawej po raz 153 widzimy Wawel... W dodatku ciągle wtryniała się ludziom w kompetencje - a to kierowcy, a to nam. Z opiekunów byłam ja, Anka i Beata (plastyczka) ze swoją szóstą klasą, żadna z nas przesadnie surowa; więc SPP poczuła misję. I zaczęła nam dzieci ustawiać. Ja po pierwszym wybryku powiedziałam, że to nie SPP jest za nie odpowiedzialna, tylko ja, i że bachorki mają słuchać nauczycieli, a nie SPP. I tyle, koniec dyskusji.
Tak czy inaczej SPP strasznie narzekała na naszą wycieczkę, nie mogąc pojąć, że dzieci nie chcą jej słuchać, nie chcą śpiewać do mikrofonu, nie chcą recytować ani nie chcą, żeby im pomagała w nauce. Była to kobieta niekompetentna, nieprzewidywalna w swym szaleństwie i koniec końców stwierdziłyśmy, że piszemy na babsztyla skargę.
Ole!:raider:
Mecz, naturalnie, obejrzeliśmy. Fajny był nawet.

Jednakowoż wycieczka była fajna, ośmiałam się z moimi dzieciakami równo, wprawiłam chłopców w niesamowite zdumienie, bo dowiedzieli się ode mnie, że ich zainteresowanie seksem nie jest chorobą psychiczną tylko czymś absolutnie normalnym (nauczycielka WDŻ powiedziała ponoć, że o prezerwatywach to mogą się dowiedzieć po ślubie...), w równe zdumienie wprawiłam dziewczynki informując je, że nie tylko chłopcy przechodzą mutację, a poza tym dawałam czadu za pomocą seksownych skarpetek w kwiatki.

Justyna: Ale pani jest ładna.
Mona: Taaa?
Justyna: No, naprawdę.
Mona: Bzdura, mówisz tak, bo podobają ci się moje skarpetki.


Poza tym pozwalałam się rozpieszczać (mam klasę, która w razie upału mnie wachluje, a poza tym dają mi jeść) i słuchałam 1001 durnych rzeczy.

Paula: Lubię brunetów.
Mona: A ja blondynów. Kocham blondynów z niebieskimi oczami.
Bartek: To takich jak ja!
Mona: No w sumie.
Bartek: To jestem w pani typie!
Mona: No tak, ale jesteś za młody.
Bartek: Ale rosnę

-stwierdzenie niepozbawione racji, swoją drogąp:

Ale nic nie może być doskonałe. I taki Kuba, którego okropnie lubię, ma jakiegoś zgryzola. Qrde, nie macie pojęcia jakie to smutne widzieć dzieciaka, który uśmiecha się tylko ustami, a i tak ten uśmiech drży jak na granicy łez. I nie chce mówić, co mu jest, więc przecież nie będę go torturować... ech:right:

I Wróbelek z klasy Beaty. Szlag. Strasznie fajny dzieciak, ja cię kręcę, taki kochany maluch, że po prostu nie można go nie lubić. Mówię mu 'Wróbelku, ty jestes taki kochany, że wzięłabym sobie ciebie do domu'. A Wróbelek na to: 'Niech mnie pani weźmie, i tak nie chcę wracać do siebie'. Potem się dowiedziałam, że jego matka jest alkholiczką, a ojciec jest wiecznie w rozjazdach. Szlag, szlag, szlag. To jest dzieciak typu Dominika, dla którego wystarczy być miłym choć przez chwilę, a on pójdzie za tobą w ogień. W drodze powrotnej siedział z przodu, bo było mu niedobrze i mu się przysnęło. Jak się obudził, powiedziałam, że wygląda tak śliczniutko, że muszę mu zrobić zdjęcia. I faktycznie, gdy znowu zasnął, zrobiłam mu fotki. Potem chłopaki mu o tym powiedzieli. A jak zareagował Wróbelek? Totalną niewiarą. 'Naprawdę pani zrobiła mi zdjęcie? Naprawdę pani myśli, że ładnie wyglądam? Naprawdę mnie pani lubi?'
Szlag.

Mam pomysł, co mogę zrobić z takimi dzieciakami. Tylko abym mogła wziąć się za realizację, muszę przestać być nauczycielką.
Co za paradoks, prawda?

Łotr dnia: Ludzie, którzy sprawiają, że na świecie są takie Wróbelki
Motto dnia: Mogę panią wziąć na barana (by Bartek)

Ponieważ post i tak jest długi, historię Christiana i flirtu po niemiecku zapodam jutro. Pouczająca ta historyjka jest dowodem na to, że aby zarwać Niemca, nie trzeba jechać do Niemiec. Niemcy przyjadą sami:p:p:p

170. Butna sprawa

Z pamiętnika villaina
Mona: Czy są tampaxy?
Aptekarka: Nie. Są tylko tampony.

- no właśnie

Mam buty! Wprawdzie zamiast trampków (nowhere to be found) dziecięce sandałki, ale dobre i to, przynajmniej będę mogła pojutrze iść na płaskiej podeszwie po Dolinie Prądnika omawiając z dzieciakami moimi niuanse jutrzejszego meczu^^
Jutro, że przypomnę wszystkim, jest finał Ligi Mistrzów Arsenal gra z FC Barceloną. Naturalnie oczywiste jest, komu kibicuje Mona.
Kanonierom:yes:

A to dlatego, że ja kocham angielski football, po prostu. Niemiecki bazuje na taktyce (i przez to bywa nudny jak flaki z olejem), hiszpański na nastrojach drużyny (potrafią grać jak diabli albo dać ciała na maksa), osławieni canarinhios to czysty atak (czy ktoś kiedyś słyszał o genialnym brazylijskim obrońcy?), Włosi potrafią zacząć cudnie - i pogrążyć się po pierwszym utraconym golu, Holendrzy mają to do siebie, że mimo radosnego sposobu grania wiecznie przegrywająp:, a Polacy? Ech...monkey
Natomiast wyspiarze mają wszystko, co lubię - odpowiednią mieszankę improwizacji i taktyki, przebłyski geniuszu, ale i niesamowity upór w walce, a także zdrową dawkę brutalnej, ostrej gry. Bo lubię ostrą grę.
Nie tylko na boisku, ale mniejsza z tym.

Ale, wracając do tematu jutrzejszego meczu. Postanowione jest, że oglądam relację z moimi chłopakami. Fajnie, ładnie i pięknie, tylko boję się, że będę się musiała bardzo napracować z trzymaniem jęzora za zębami (dla tych, którzy nie wiedzą: mam tendencje do klęcia podczas meczów... że ujmę to łagodnie).
Tyle dobrze, że nie gra Chelsea. Bo podczas meczów Chelsea moim współmieszkańcy wynoszą się bardzo daleko od strefy zero (Mony i TV).
I na czas meczów CFC mój związek z Mortem przyjmuje dramatyczny obrót. Siada bowiem samotny i opuszczony Mort, wrażliwy jak każdy inteligent, myśli o swojej kobiecie, dla której nie istnieje nic poza telewizorkiem będącym bezpośrednim medium z jej ukochaną drużyną piłkarską, piwkiem w wypielęgnowanej dłoni i dzikim okrzykiem na różanych usteczkach i twierdzi z regularnością równą transmisji meczów CFC w TVP:
Mam kobietę kibola.
Poniekąd ma rację - ale człowiek nie będący fanem, nie zrozumie tego... i jego życie wewnętrzne będzie uboższe o całe spektrum emocji, tak tak...

Łotr dnia: Krzysiek i Lidka
Motto dnia: Najbardziej w tej wycieczce podoba mi się, że będziemy z naszą panią oglądać mecz (by Bartek zapytany przez nauczycielkę, na co najbardziej czeka na wycieczce)
January 2010
M T W T F S S
December 2009February 2010
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31