Wiecie która jest godzinAAA!!!??

Czyli kto, kogo, gdzie i kiedy

Subscribe to RSS feed

Tu byłem

Travel Map
I've been to 238 cities in 17 countries
Wawrzyniec is an explorer that:
does their own thing
is happy with a roof and running water
flirts with danger
Travel cred: great
I rank in the top...
0.1% most cities visited - Poland
0.2% most cities visited - Hungary
0.4% most cities visited - Serbia

Autostopem w długi rejs - Koszyce

, , , ...

W maju wpadłem na pomysł, co by zwiedzić Europę autostopem - pierwsza wersja była maksymalna i trzeba ją okroić. Dzięki Klusce plan nabrał bardziej realnych kształtów i można było powiedzieć, że wycieczka Słowacja, Węgry, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Słowenia, Węgry, Słowacja, Austria, Czechy, jest do ogarnięcia w 3 tygodnie. Zaopatrzeni w telefon z internetem i WiFi, Aparaty i po 3000 PLN na łeb, ruszyliśmy pociągiem do Koszyc Via Kraków.




O 5 rano byliśmy na miejscu. Wykonaliśmy pierwszy desant. Wpadliśmy w śródek miasta, które najlepiej znaliśmy z mapy Google.


Miasto bardzo ładne, bez dwóch zdań, ludzie mówili jakby Polacy mówili po Czesku, oczywiście pod warunkiem, że nie byli Węgrami, którzy skolei nie bardzo mówili w jakimś przypominającym ludzki, języku.

Zaczęsliśmy od tradycyjnego bro w parku na ławce. Ponieważ całą noc spędziliśmy w sypialnym (znaczy z 5 godzin w ciągu nocy) to i zmęczeni byliśmy dosyć. Zamiast szukać hotelu i rozbijać ciężko zarobione pieniądze, poszliśmy na odkryty basen celem wypoczęcia i zmycia trudów podróży.

Cóż można powiedzieć, mnóstwo młodzieży w wieku szkolnym i wczesno studenckim, piękne dziewczyny, bardzo mało grubych ludzi, bardzo dużo sprawnych ludzi i bardzo mało ludzi leżących, aczkolwiek bywały wyjątki.


Koszyce to wprawdzie drugie co do wielkości miasto na Słowacji, ale historycznie korzenie ma węgierskie.

Mało kto wie, ale jest to pierwsze miasto w Europie, które otrzymało herb (1347 r.). Ponieważ pod koniec XIV w. miasto było drugim najważniejszym miastem Węgier, odegrało istotną rolę również w historii Polski. Być może hasło przywilej koszycki uruchomi w niektórych głowach jakieś zwoje wink.


O historii miasta można przeczytać na Wikipedii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Koszyce). Zatem opowiem pokrótce o wrażeniach. Miasto czyste, ogólne wrażenie bardzo przyjazne. W sumie niezbyt wielka starówka zawiera wiele ciekawych zabytków, jak np. katedra czy grająca fontanna.



Poza tym sporo tu miejscowych freaków, zaś nobliwi mieszkańcy mieszają się z nielicznymi kloszardami.



Zostaliśmy w hotelu. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że poprzedniego dnia kibice Hajduka Split przyjechali na słowację i zrobili srogi bajzel.

Następnego dnia z rańca obeszliśmy jeszcze raz starówkę i uderzyliśmy w dalszą trasę.
Kupiliśmy bilet na autobus, który miał nas wywieźć pod granicę madziarską, a stamtąd, dalej już stopem. Taki był w każdym razie plan.

Koncert Ministry - niepowtarzalny, jedyny i ostatni

Z zespołem Ministry zetknąłem się w 1994 roku dzięki... serialowi Beavis and Butthead - kultowej kreskówce z czasów "gdy w MTV puszczano jeszcze muzykę". Wpływ jaki Jurgensen i jego muzycy (których lista jest ogromna) mają na współczesną muzykę, jest odwrotnie proporcjonalny do ich popularności. Takie bendy jak Nine Inch Nails czy Marilyn Manson, prawdopodobnie nie byłyby tam gdzie teraz są bez Ministry. Dobra dość tego pieprzenia. Trudno opisać koncert bo to tak jakby zaśpiewać rzeźbę. To wglądu oddaję galerię zdjęć, których nastrzelałem aż miło.

Pomysły na Wieczór kawalerski

Ponieważ to już dzisiaj, oto kilka pomysłów na wieczór kawalerski ściągniętych z różnych stron. Niektóre śmieszne, niektóre przerażające, ale wszystkie bez wątpienia inspirujące.

Propozycje:
1. wóda, dupy i majonez. ten zestaw nigdy nie zawodzi. ;]
2 - od knajpy do knajpy, a w każdej jedno piwko
- zamówić striptizerkę, niech jeszcze popatrzy na inną przed ślubem
- zakończyć gdzieś w lokalu z mocną muzą
3. Może jakis przytulny burdelik ze striptizem? - taki standardowy wieczorek
4. Najlepiej to uderzyć do jakiejś restauracji, dobrze się najeść no i dobrze się spić
5. (Bez kitu znalazłem taką poradę na stronie dla nowożeńców!!!) Wspólne wyjście na imprezę sportową, na przykład turniej bokserski, jeśli lubicie mocne przeżycia i macie mocne nerwy. Jeśli wolicie coś mniej męczącego, możecie odprężyć się wędkując lub siedząc przy ognisku. Te dwie ostatnie formy relaksu sprzyjają długim serdecznym rozmowom i w dodatku są całkiem niedrogie. Innym oryginalnym pomysłem jest zorganizowanie imprezy w limuzynie - dużo miejsca, paru facetów i tancereczka...
6. - tory na kręgielni, pozwolenie wniesienia swojej wódeczki.
- 4nad ranem grill na ogródku
7. - skok na bungee - "w końcu to tak samo głupi pomysł jak małżeństwo" wink
8. Niewiarygodne, a jednak ktoś to chyba naprawdę zrobił - w jaki sposób zorganizować wieczór kawalerski, na którym nie będzie alkoholu, tortu ze striptizerką, a wszyscy będą się dobrze bawić. Zadanie na początku wydawało się nie do zrealizowania. A jednak udało się. Postanowiłem wykorzystać to, co jest w każdym mężczyźnie - chęć do rywalizacji.
Pierwszym krokiem było udowodnienie wszystkim, że "niektórzy mężczyźni w kuchni są lepsi". Podzieliliśmy się na dwie grupy. Każda z nich miała przygotować jakąś potrawę. Pierwsza grupa przyrządzała danie główne (ulubione danie Magdy) i w tej grupie "przypadkiem" znalazł się Łukasz. Druga przygotowywała deser. Danie główne wyszło rewelacyjnie. Panowie skończyli przygotowywać kurczaka na słodko już po 1,5 godzinie. Z ciasteczkami szło trochę gorzej. Nikt nie wiedział do końca, co oznacza "przebijanie ciasta" i jaką ma mieć ono konsystencję. Po różnych modyfikacjach przepisu wspólnie doszliśmy do końca, czyli do konsumpcji ciasteczek. Ich przygotowanie zajęło około 5 godzin. Wyszły... takie sobie.
W tym czasie Łukasz oprowadzał nas także po domu, w którym miał zamieszkać z Magdą po ślubie, wyjaśniając, dlaczego rurki miedziane są lepsze niż stalowe. Później urządziliśmy wyścigi samochodowe (znowu motyw rywalizacji) na torze, który pożyczyłem od mojego chrześniaka.
9. Można wyjechać w ustronne miejsce, pograć w piłkę, złuzgać się i ponadzierać do " pływaków". Najlepiej z jakiegoś glinianego nasypu. A ok trzeciej wyruszyć w trasę ok. 6kilometrową zastać ranek wkleić vlepkę i nie mieć sił na powrót. Polecam
10. Fajny wieczór kawalerski to np. robienie grilla na działce ... cola kiełbaski i ukoffana
11. kolacja przy świecach,a potem dyskusja na temat ewentualnego ślubu,aniżeli zrobienie z tego czegoś prymitywnego o erotycznych podtekstach.
12. Kumpel na swoim "kawalerskim" tak się napruł, że zapalniczką opalił sobie włosy na klacie
13. wieczór kawalerski - z mamą i jej narzeczonym wypiliśmny sobie sobie po kieliszku nalewki i zjedliśmy ciasto
14. Morze, plaża, pełne słońce, jedzonko mniamuśne
15. Zagrajcie w "państwa i miasta"
16. ...Albo w butelkę
17. bierki przez telefon? albo szachy cisnieniowe? poker z kartami od Czarnego Piotrusia
18. Skrzynka wódki, a reszta sama w trakcie wyjdzie
19. moze zagracie w sloneczko (http://allegro.pl/phorum/read.php?f=260&i=485327&v=t&t=485273)
20. Kto dluzej wytrzyma bez powietrza
21. Taka zabawa - http://allegro.pl/item344143698_kostka_do_gry_w_pozycje_super_cena_.html#photo
22. Paintball w głuszy (na poligonie), namioty, ognisko, wóda i piłka nożna
23. Spotkanie z ekipą i wspólne wymyślanie zadań dla Pana młodego (np. zbierz ileś tam kasy grając na gitarze itp)
24. Spotkanie z ekipą, grzanie wódy, a następnie odcholowanie zgonów na imprezę do klubu, do którego nie zostaną wpuszczeni, bo są nieprzytomni.
25. Zaprosić na wieczór kawalerski szkolne miłości i najlepsze koleżanki Pana Młodego.
26. Mazury (windsurfing, paintball, quady, kajaki, żaglówki), Hel (windsurfing, kitesurfing) lub Zakopane (rowery górskie, paralotnie, wspinaczkę), a także:
* zorbing (taka wielka kula)

• lot migiem nad Moskwą
• skoki spadochronowe
• parasailing
• lot motolotnią
• lot poduszkowcem
• wyścigi na motorówkach, skuterach wodnych, skuterach śnieżnych zimą
• wyprawa z przewodnikiem na bagna
• strzelanie na strzelnicy
• lot balonem (już nad ranem, ze względu na sprzyjające warunki pogodowe)
- skydiving
- rafting
- MUD BUGGY
- OFF ROAD
- ŁUCZNICTWO
- Jet Ski
- Jazda konna
27. autobus angielski typu doubledecker, który można wynająć na całą noc
28. harcerze proponują udział w grze, np. śladami filmu "Miś (citigames.pl)
29. ja proponuje hotel, jakieś dobre pokoje, dziwki, koks, vóda.... generalnie zeby koleś tyle sie naruchał zeby zapamietal to do końca życia:D
30. Wjazd z zaskoczenia do chaty pana młodego z przebraniem niespodzianką w ręku i całodzienna eskapada z różnymi atrakcjami (patrz wyżej + np.zwiedzanie browaru)
31. Kasyno, karaoke, wróżka (?), Spa,
32. Impreza tematczyczna np. Dwór królewski
33. Zaaranżowanie sytuacji znanej z filmu "Gra"



No i dobra, chcieli to mają - zawody świata

Tradycyjnie już przyjechaly przebierańce. Był kolejarz z konduktorką, weterynarz, z jakimś dentystą i męską rurą, był transwestyta na dorobku, Państwo instruktorstwo TKD, szczurołap, jakiś ciul z fabryki prefabrykatów, kucharz, kucharka, kelnerka, kamikadze w chińskim kapeluszu, para gosposi domowych, sprzątaczka żołnierz i jakaś lala co się przebrała ale nie wiadomo do końca za co. Zdjęcia mówią same za siebie.

Asana

"No i słuchaj jeszcze ostatnią rzecz ci opowiem. Wiesz co chomik mi zginął. Nie no znalazł się, no co ty..." Jeśli idzie o rozmowy telefoniczne, Marta nigdy nie dawała za wygraną. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że przez osiem godzin ja i Marek znosimy jej towarzystwo w Najlepszej Firmie. Co gorsza cienkie niby ścianki naszej otwartej przestrzeni powodują, że do grona wtajemniczonych w sekrety Marty, należy również Gruby, Zwierzu, Marta Blondynka i nasz ukochany superwajzor Mariusz "Mańka" vel "Generał", czyli cała loża szyderców.
Wogóle z Martą to jest dziwna historia, wszyscy ją lubią między 7.30 a 8.00, ale wystarczy że zacznie odbierać telefony i ludzie zaczynają jej nienawidzieć. Bez względu na to z kim rozmawia okazuje dziecinny entuzjazm wobec wszystkich i wszystkiego. Skala głośności i prędkość wypowiadanych słów jest wprost proporcjonalna do stopnia jej podniecenia, a odwrotnie proporcjonalna do ich sensu. Niestety poza opowieścią o chomiku każde z nas przynajmniej raz słyszało również historię o opryszczce, lumbago teścia, wszystkich chorobach wieku dziecięcego martowych latorośli, wizytach u dentysty i (owszem nie mylicie się!) wizytach u ginekologa (ze szczegółami). Nie dlatego, że Marta nie krępuje się tym o czym opowiada, ale ona po prostu niemiłosiernie i bezprzerwy w monologu drze ryja przez ten telefon.
Najgorzej gdy rozmawiamy my z kimś przez telefon wtedy kiedy ona. Pół biedy gdy rozmawiamy prywatnie, bo robimy to większość czasu i nasi znajomi znają większość problemów Marty przynajmniej tak samo jak my, ale gdy dzwoni klient... Stali klienci, czasami pytają co słychać u Marty, chociaż wiem, że robią to kurtuazyjnie bo tego nie da się nie usłyszeć.
O nie historia o chomiku rozkręca się na dobre. Rodzina się zastanawia gdzie może być - w szybie wentylacyjnym, czy może wszedł do zmywarki, tak czy siak napewno przepadł. A może to kot go zeżarł, napewno sąsiada bo kot Marty jest wykastrowany i nie mógł tego zrobić ich Puszkowi, bo zawsze się razem bawili. Teraz jest moment w którym dzieci są zapłakane. Szymek ma zapuchniętą twarz, a Julce zrobiły się worki pod oczami. Jeszcze tylko drobny wtręt o sąsiadach ogółem i zbliżamy się do wielkiego finału. Tym razem będzie to wersja zawężona bo to rozmowa z zaprzyjaźnionym klientem. Nie będzie fragmentu o zepsutym kiblu, sąsiedzie z góry z bielmem na prawym oku i awanturze w kamienicy na przeciwko, przejdziemy bezpośrednio do sedna. "Sąsiadce piętro niżej również zginął niedawno chomik, i pytała wszystkich czy Tuptuś nie zawędrował czasami do nich". Marta nawija i jej podniecenie wyraźnie rośnie. Wskaźnik decybeli przekroczył próg, w którym słuchowisko przechodzi na kolejną "dziuplę". Gruby, Zwierzu i Marta Blondynka przestali stukać w klawiaturę, znaczy wkręcają się w fabułę.
"Poszłyśmy z Julką do sklepu i spotkałyśmy naszych sąsiadów z Azji i opowiadałyśmy o Puszku. Mówię ci jak się przejęli, naprawdę bardzo sympatyczni ludzie. Przy okazji kupiłyśmy sobie takie fajne kiecki, mówię ci, fenomenalne, a jakie tanie! Z przeceny, no. Nie no co ty, Polskie, przecież podróby bym nie kupiła. No i ci Azjaci, ona taka fajna malutka, a on niewiele wyższy, wiesz, mówią tak trochę po swojemu, że jak znajdą to powiadomią. No i mówię ci następnego dnia zadzwonili i mówią, że jest i żeby przyjść potwierdzić czy to ten! Ty no ja to o mały włos się nie rozpłakałam. Dzieciaki to w piżamach chciały do nich lecieć i go odbierać. Ja tak narzuciłam na siebie tylko tę nową kieckę i pobiegliśmy z Karolem na dół. No, to był nasz Puszek, mówię ci jak ja się wzruszyłam. Tak jakby członek rodziny się odnalazł. Wiesz tydzień go nie było, a tak jakby ktoś umarł. Straszne mówię ci..." Słyszę, że reszta loży szyderców wraca do klepania w klawiaturę, wszystko wraca do normy i podniecenie opada. Mieliśmy 15 minutową przerwę, ale jak zwykle Marta załatwiła przy okazji jakiś kontrakt, który pozwoli nam przez następne parę miesięcy w spokoju tolerować jej rozmowy telefonicze.

Abdukcja

Deska klozetowa opadła z trzaskiem. "Łatwo przyszło, łatwo poszło" pomyślała Ofelia, po czym umyła zęby z resztek czegoś co jej ojciec górnolotnie nazwał śniadaniem. Ofelia skończyła wczoraj dwudziesty óśmy rok życia. Pięć lat temu z wyróżnieniem ukończyła studia na kierunku dla bezrobotnych czyli Polonistykę. Od tego czasu wiele nauczyła się o życiu i przekonała, że nic nie jest pewne. Nic poza tym, że jest w ciąży. O tak, to było pewne. Początkowo myślała nawet żeby wybrać się na wycieczkę, ale jednonocna przygoda przekształciła się w prawdziwe i szczere uczucie. Kryspin wprawdzie nie może się na razie zaangażować, ponieważ bigamia jest zabroniona, ale na przyszły rok planują ślub.
Ofelia trochę się teraz wstydzi swoich myśli. Nie dlatego, że uważa się za chrześcijankę, nie dlatego, że jej ojciec jest katolikiem (matka też była, ale zmarła gdy Ofelia miała 5 lat), ale dlatego, że nie chciała dać swojemu dziecku szansy, szansy, której jej nikt nie pozbawił. Nigdy.
Na początku miała trochę szczęścia, ale potem o to szczęście potrafiła się zatroszczyć.
Młodzieńcze ideały wprawdzie brutalnie zdeżyły się z rzeczywistością, ale urodziła się pogodnie spoglądając na świat i tak już jej zostało. Śmierć mamy przeżyła bardzo ciężko i tylko dzięki opiece ojca nie przypłaciła tego zdrowiem. Od tego momentu zawsze byli razem. Zawsze. Sama nie rozumiała jakim sposobem w ten idealny układ wpłątał się Kryspin. Jak do tego wogóle doszło?
Nie piła zbyt często, ale ta impreza miała w sobie coś magicznego. Tak jak wtedy gdy pierwszy raz ojciec zabrał ją do kina.
Nie dopuszczała do siebie zbyt wielu mężczyzn i nie miała wśród nich przyjaciół. Owszem miała sporo kolegów, ale trzymała ich na bezpieczny dystans. Jakim cudem Kryspin ją potrzedł? Rówieśnicy wydawali się jej zbyt dziecinni, a Kryspin był do tego dwa lata młodszy. Tak czy inaczej wylądowali w łóżku i zrobili "TO". "Nie rób TEGO", "uważaj, żebyś przez TO, nie miała kłopotów" powtarzał jej ojciec, tak jakby sex był zarazą z kosmosu. W każdym razie w tamtym momencie po raz pierwszy czuła, że robi to co chce i że nikt, nawet jej ukochany ojciec, nie jest w stanie jej przeszkodzić.
Skończyła poranną toaletę i wyszła z łazienki z mocnym postanowieniem. "Tato, jesteś dla mnie ostoją i ja chciałabym, żebyś mnie taką widział, ale nie mogę być Twoja przez całe życie" powiedziała, poczym nie patrząc w twarz ojcu, wzięła w garść swój plecak i odwróciła się ku wyjściu. "Wiem, Calineczko i wiedz, że nigdy nie zamierzałem cię więzić. Pamiętaj jednak, że tak jak ty będziesz częścią mnie, tak ja będę częścią ciebie." Gula wielka jak kromka chleba urosła w gardle dziewczynki, której na drodze do świata stały już tylko drzwi. Łzy wielkie niczym groch płynęły po twarzy ojca, który uświadomił sobie, że jego córeczka już dawno przestała go potrzebować, za to on będzie potrzebował jej coraz bardziej. Oboje wiedzieli, że choć nic już nie będzie takie samo, to jednak wszystko takim samym pozostanie.

Abazja

Kalina rozejrzała się po okolicy. Od jakiegoś czasu ktoś ją obserwował. Wprawdzie nie widziała swojego adoratora, ale niemal fizycznie czuła jego spojrzenie. Jej aparycja nie przyprawiała mężczyzn o przyspieszone tętno, chociaż urodzie dziewczyny nie można było nic zarzucić. Nie potrafiła wyglądać atrakcyjnie, była jednak na swój sposób zadbana. W przeciwieństwie do koleżanek w pracy nie była ekspansywna, ani nie miała w zwyczaju narzucać się mężczyznom. Często nazywano ją cnotką pomimo tego, że miała już kiedyś chłopaka. Dawno to było, stare dzieje, jak mawiają. Inni, włącznie z nią mawiają - błędy młodości. Trudno jej było zaakceptować te drobne różnice, które oddzielają dziewczyny od chłopaków i chłopaków od mężczyzn. On nie mógł po prostu zaakceptować braku, jak to poetycko określił "dowodów miłości". W każdym razie rozstali się. "Różnica charakterów" - zwykła odpowiadać na zbyt dociekliwe pytania.
Bardzo rzadko pokazywała się przed swoim blokiem o tej porze, dlatego też uznała, że zainteresowanie nią zaraz się skończy.
Weszła do swojego czystego mieszkania, zrzuciła buty i odstawiła torbę. Jej wspólokatorki wyjechały na przerwę majową zatem przez cały tydzień będzie sama. Nie przeszkadzało jej towarzystwo wiecznie roześmianych i imprezujących studentek, ale dopiero w samotności potrafiła się dobrze zreklasować. Zaparzyła swoją ulubioną herbatę i już miała pogrążyć się w lekturze książki, której od miesiąca nie mogła skończyć, gdy znowu poczuła na sobie czyjś wzrok.
Kalina podeszła do okna. Mogła zasłonić zasłony, jednak ciekawość była silniejsza. Sięgnęła po turystyczną lornetkę.

Kajtek

Chrzęst zgrzytających zębów jak zwykle z rana nie dawał Mariuszowi spać. Po omacku trafił w miejsce gdzie rury kanalizacyjne przyjmują to co wcześniej z siebie wylały. Chwilę odczekał, aż mary senne odpłyną wraz z wieczornym mlekiem gdzieś, het w kierunku morza. Machinalnie sięgnął po jednorazową żyletkę do golenia, by po raz trzeci w tym tygodniu stwierdzić, że musi ją wymienić. Pomimo tego, że w domu Mariusza nigdy niczego nie brakowało, nie znosił marnotrawstwa. Wolał się pociąć niż dopuścić myśl, że wyrzucił jeszcze dobrą żyletkę. Ponieważ często dokonywał takiego wyboru, żona przyzwyczaiła się już do widoku skrawków papieru toaletowego na jego twarzy, tak jak on do papilotów, przydepniętych kapci i nieświeżego oddechu, spowodowanego jej słabością do nocnych eskapad w kierunku lodówki i nęcących ją tam czosnkowych frykasów.
W życiu Maiusza od pewnego czasu panowała stabilizacja. Lubił życie odpowiedzialnego pracownika, męża i ojca trójki uroczych dziewczynek. Pogrążony we własnych myślach o czekających go zadaniach wdział świeżą koszulę na nieświeżą podkoszulkę, zawiązał krawat, włożył marynarkę i poszedł do kuchni. Wziął łyk kompotu rabarbarowego, który teściowa przywiozła z Małkini. Na dziurawe skarpety przyodział buty, które do ślubu zamówił u miejscowego szewca. Nie mówiąc ani słowa wyszedł z mieszkania na drugim piętrze starej kamienicy tylko po to by uświadomić sobie, że nie ma spodni, jest druga rano, a w dodatku niedziela.

Kto

Wstałem. Do porannego rytuału niemycia zębów i nie czesania się Karol dołączył jeszcze jeden - plucie do kubka. Właściwie nie wiadomo czemu to zrobił, tak samo jak nie wiedział po co idzie do pracy. Po co? To filozoficzne pytanie z pogranicza egzystencji zadał sobie już parę tygodni temu. Od tego czasu przestał zmywać naczynia, zamiast tego założył hodowlę muszek zgniłek w kąciku, który spełniał u niego rolę kuchni. Zlew, śmietnik, kuchenka, cztery fajerki, jedna działa. Wszystko tak jak wczoraj, nawet melodia w radio ta sama. A mówią "Panta Rei"... Sąsiadka opierdycza swojego syna. Że się niby nie uczy. Po grzyba chłopakowi szkoła? Czytać pisać umie, to pewnie w piłkę będzie grał, albo ministrem zostanie, albo najpierw pierwsze potem drugie.
Rozważania na temat nadziei Polskiej reprezentacji piłkarsko-parlamentarnej przerwał Kaczor. Kaczor to nowy kolega Karola. Warszawiak pełną gębą. Już dwa miesiące jak opuścił rodzinny Łochów. Chłopak trzeba przyznać ma orientację. Wprawdzie jeszcze rozdziawia gębę kiedy widzi Pałac Kultury, ale wyczaił już robotę i od jutra rozpoczyna karierę agenta sprzedaży. Właściwie gdyby nie konieczność wysłuchiwania planów o szybkim ustawianiu się, Karol nie wychodziłby dzisiaj z domu. Ma jeszcze jeden dzień "na żądanie", ale w czwarty dzień stycznia postanoił dać losowi szansę i pofatygował się do roboty.
June 2012
S M T W T F S
May 2012July 2012
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30