Skip navigation.

Gdzieś w Internecie

dawniej Bezsensowne wypociny Michasia

STICKY POST

Gdzieś w Internecie

W skrócie:
Wszystkie fotografie w albumie i wpisy na tym blogu są objęte licencją CC BY (wersja polska).

W pełni:
Tak sobie zauważyłem, że trochę naprodukowałem się tutaj, a nie wybrałem licencji. Cóż, część rzeczy jest dla mnie zbyt oczywista... W każdym razie uważam, że wszystko to, co jest na tym blogu, jest dla mnie bezwartościowe. Dla mnie jedyna wartość jest w tego tworzeniu. Przypisywanie sobie pracy innych osób uważam za rzecz o negatywnej wartości. Może kiedyś napiszę o tym więcej. W każdym razie na dzień dzisiejszy postanowiłem wyraźniej napisać, że fotografie w albumie i wpisy na tym blogu są objęte licencją CC BY (wersja polska). Przy okazji przemianowałem blog z "Bezsensowne wypociny Michasia" na "Gdzieś w Internecie".

Sieć i video, kolejne przemyślenia

,

O miano standardu video w Sieci obecnie walczą głównie dwa rozwiązania. Jednym z nich jest Ogg Theora, drugim MPEG-4 AVC, znane też jako h.264. Pierwsze jest wspierane przez Mozillę i Operę, drugie przez Apple i Nokie. Firma Google zajmuje relatywnie neutralne stanowisko, chwilowo skłania się jednak bardziej ku MPEG-4. Kodeki audio i kontenery multimedialne są tutaj sprawą drugorzędną, podporządkowaną właśnie kodekom video.

Zasadniczo h.264 oferuje lepszy współczynnik jakości do szerokości strumienia danych. Posiada też nieporównywalnie lepsze wsparcie ze strony producentów sprzętu. Z drugiej strony, w przypadku braku dedykowanych układów, zbyt mocno obciąża procesor komputera. Ale to nie jest główny problem. Niestety ów kodek w kilku miejscach na świecie jest płatny, czyli końcowy użytkownik musi w jakiś sposób wydać własne pieniądze, aby móc z niego korzystać. W Polsce jest darmowy.

Niestety normalny sposób, czyli wliczenie tego kosztu w cenę samej przeglądarki, odpada. Microsoft niestety zepsuł rynek, kiedy wliczył koszt swojej aplikacji do systemu operacyjnego. Czyli przeglądarka nie może sama w sobie owego kodeku zawierać. Nie można też polegać na udostępnieniu odpowiednich mechanizmów przez system Operacyjny, Microsoft jest znany z robienia problemów tego typu. Nie można nawet liczyć też, że końcowy użytkownik sam zainstaluje sobie jakieś wtyczki.

Firmy Apple, Nokia zarabiają na produkcji sprzętu, w cenę którego mogą wliczyć dodatkowy kodek. Trzeba zauważyć, że sprzęt mobilny jest praktycznie ograniczony do h.264, posiada stosowne układy dedykowane. Firma Google z kolei zarabia na reklamach i dostarcza treści video. Urządzenia mobilne są więc dla niej na tyle atrakcyjnym rynkiem, że warto zapłacić za prawo do kodeku. Dla pozostałych producentów, czyli Mozilli i Opery, jedyne akceptowalne rozwiązanie nie może pociągać za sobą dodatkowych kosztów licencyjnych.

Jest jeszcze kwestia oprogramowania do tworzenia treści video. Tutaj opłaty licencyjne są jeszcze wyższe. Co prawda większość ludzi robi plik video w jakimkolwiek formacie, a potem wysyła do jakiegoś serwisu, gdzie wszystko jest przekodowywane na coś akceptowalnego. Niemniej jednak, gdyby ktoś chciał być bardziej niezależny, miałby problem. Musiałby zapłacić dość duże pieniądze. Znowu nie dotyczy Polski.

Wypadałoby tutaj zaznaczyć, że właściwie jest pewne rozwiązanie, które by umożliwiło wszystkim producentom instalować obsługę h.264 i nie uiszczać opłat licencyjnych. Należałoby się umówić z firmą trzecią (względnie kilkoma), która by dostarczyła instalator odpowiedniego kodeka dla różnych systemów i pozwoliła go rozpowszechniać razem z przeglądarką, bez opłat, reklam i innych niedogodności. Niestety najwyraźniej nie ma odpowiedniej firmy trzeciej.

Tutaj zasadniczo kończą się prawdziwe powody decyzji, a zaczynają kłamstwa.

Pierwszym jest różnica w jakości przy takiej samej szerokości strumienia danych, ten argument mocno akcentuje Google. Gdyby to była prawda, YouTube w pierwszej kolejności nie bazowałoby na technologii Flash. Czyli liczy się głównie popularność danego rozwiazania. Dopiero wersja 8 przyniosła dobrą jakość, a wtedy już był to uznany i dominujący standard. Sam kodek h.264 został wprowadzony dopiero w jednej z kolejnych poprawek do wersji 9.

Jeśli tak sobie pooglądać różne pliki video, jakie ludzie umieszczają w Sieci, argument lepszej jakości przy ograniczonym strumieniu zdanych jeszcze bardziej traci na znaczeniu. Jeśli ktoś już wyśle bardzo mocno skompresowany filmik, praktycznie nic nie poprawi jego niskiej jakości. Tutaj Ogg Theora ma tą zaletę, że teoretycznie będzie można wysłać do serwisu video format, który nie będzie wymagał już przekodowywania. W efekcie filmiki słabej jakości mogą wyglądać lepiej w teoretycznie gorszym formacie.

Aby wspierać urządzenia mobilne, nie można też wykorzystać całego potencjału, jaki leży w AVC. Trzeba uwzględnić ograniczenia możliwości ich układów, inaczej ich posiadacze nie będą mogli owej treści odtworzyć.

Ponadto sam Ogg Theora oferuje całkiem przyzwoitą jakość. Co prawda dopiero w wersjach testowych, ale na dzień dzisiejszy to wystarczy. Technologia integracji obsługi video w przeglądarce internetowej jest bowiem dopiero w fazie testowej. Jest jeszcze bardzo daleko do uzyskania znacznego udziału w rynku.

Kolejnym argumentem za stosowaniem h.264 są potencjalne ukryte patenty, czyli dodatkowe koszty, za jakie w niesprzyjających warunkach będzie trzeba zapłacić przy implementacji Ogg Theora. Właściwie jednak owe koszty dotyczą praktycznie wszystkich kodeków. Ponadto w przypadku MPEG-4 już same opłaty za jawne patenty są same z siebie wysokie i w ciągu roku mają prawdopodobnie jeszcze podrożeć. Firma BBC uznała nawet, że taniej jest opracować swój własny format video. Jedyna zaleta h.264 polega na tym, że kilka firm już za niego zapłaciło, względnie ma udziały we wspomnianych patentach.

Opera Freedom

W domenie Opery pojawiła się dziwna strona.

http://www.opera.com/freedom/

Jest to ciekawa zgadywanka, więc postanowiłem się dołączyć.

Na stronie umieszczono śmiałą zapowiedź wynalezienia WWW na nowo, co w połączeniu z czerwonym tłem strony wygląda bardzo agresywnie. Wspomnienie o 15 latach innowacyjności uprawdopodabnia twierdzenie, że jest to coś wielkiego. Z drugiej strony nie przypominam sobie w historii Opery żadnego skrajnie rewolucyjnego rozwiązania, aczkolwiek wiele dość istotnych faktycznie po raz pierwszy pojawiło się właśnie w tej przeglądarce po raz pierwszy.

Obok napisu umieszczono biały obrazek chmury z błyskawicą. Można to próbować odebrać jako burzę nad obecnym porządkiem, idąc dalej pewnego rodzaju wstrząs, przełom. Jest to zgodne z umieszczonymi hasłami, ale trzeba próbować wyciągnąć coś więcej, aby zbliżyć się do rozwiązania zagadki. Sama chmura symbolizuje powrót w pracy z komputerami do korzystania z serwerów, wielkich komputerów otoczonych licznymi terminalami. Co stało się możliwe dzięki rozwojowi globalnej sieci. Sama błyskawica to z kolei szybkość, moc, jakby podkreślenie skuteczności owej chmury obliczeniowej.

Mając na uwadze target tej specyficznej reklamy należałoby odrzucić wszystkie rzeczy, które zostały już zaprezentowane w wersji beta. Odpada więc Opera Turbo, którą mogła sugerować błyskawica. Tym bardziej, że skuteczność tej technologii jest odczuwalna tylko na powolnych albo mocno obciążonych łączach.

Słowa kluczowe strony wskazują na standardową edycję Opery. Nie wspomina się o przeglądarkach mobilnych ani usługach pobocznych. Obalałoby to więc pomysły ze znacznym rozbudowaniem Opera Link.

Dalej szukając w metadanych można trafić na opis, który stawia znak równości między przeglądarką a WWW, dalej zaś wspomina, jak WWW może być szybkie i przyjemne. Ogólnoświatowa pajęczyna to, jeśli mnie pamięć nie myli, to zbiór dokumentów z treściami multimedialnymi, które linkują do innych dokumentów. Ukryty w kodzie strony komentarz wspomina z grubsza o historii komputerów i kończy się na pojawieniu serwerów i klientów, oraz bardzo ważnej pozycji zajmowanej przez przeglądarki. Co pewien czas dopisywane są do niego kolejne fragmenty. Dalej powinien być chyba wspomniany powolny powrót do węzłów równorzędnych, czyli pojawianie się dzisiejszego p2p. Co by pokrywało się z tymZasadniczo pokrywa się to z tym, co można wywnioskować z opisu strony.

Opera jako społeczna przeglądarka? Przeglądarka, która pozwala naraz kilku osobom jednocześnie oglądać te same strony, zapewni dodatkową komunikację tekstową albo dźwiękową, aby było łatwo komentować, do tego wstawianie notatek bezpośrednio na stronach, może też obrazków. Dla formalności jeszcze jakaś integracja z różnymi portalami społecznościowymi... Faktycznie wprowadzenie czegoś takiego byłoby rewolucyjne. Szukam jednak dalej, czegoś bardziej przydatnego.

A może Opera jako prywatny serwer WWW? W dzisiejszych czasach to chyba zbędne działanie. Za dużo tych serwisów społecznościowych z blogami i takimi tam. W dodatku różnego typu przechowalnie na pliki. Bardzo niewielu potrzebuje czegoś więcej. W dodatku istnieje serwis społecznościowy Opery. Zupełnie nieprawdopodobne.

Bardziej sensowne jest ścisłe zintegrowanie z Operą anonimowego proxy działającego na zasadach sieci p2p. Taki tryb anonimowości przerósłby wszystko, co konkurencyjne oprogramowanie (może pomijając skrajnie niszowe programy) oferuje w standardzie. Całkiem duże prawdopodobieństwo. Problem w tym, że całość mało rewolucyjna.

Można też rozważyć rozbudowę wbudowanego klienta BitTorrent. Tylko komu to potrzebne? Większość ludzi i tak tylko ściąga, a do tego obecne rozwiązanie nadaje się całkiem dobrze. Jeśli w grę wchodziłoby udostępnianie nowych plików, należałoby raczej opracować całkowicie nową sieć p2p, która poprawiłaby niedociągnięcia i ograniczenia obecnych. To jednak trochę nie ma sensu. W końcu przeglądarka WWW powinna zasadniczo pozostać przeglądarką WWW, a nie dedykowaną aplikacją do udostępniania plików, która zepchnie inne funkcje na dalszy plan. To zupełnie inny profil działaności gospodarczej..

A może chodzi o wprowadzenie lokalnego przechowywania danych dla różnych stron? Faktycznie wtedy nawet najbardziej dynamiczne strony, a właściwie przeglądarkowe aplikacje, mogłyby zacząć działać też lokalnie, Opera stałaby się dla nich całą siecią. Tyle, że konkurencja coś takiego już chyba wprowadziła jakiś czas temu. Ja bym się nie chwalił tym tak bardzo. Poza tym to takie mało p2p.

A może jednak moja interpretacja była błędna? Może chodzi o to, że przeglądarka przedefiniuje to, co nazywamy obecnie stronami www. Obiekty 3d z akceleracją, natywna obsługa kodeków audio i video... Faktycznie to byłby drastyczny postęp. Wszystko bez problemów z różnymi pluginami. Prace w tej materii toczą się już jakiś czas i mogą zostać w każdej chwili niespodziewanie zakończone. Chmura w tym wypadku oznaczałaby zwyczajnie chmurę serwerów WWW z różnymi treściami. Niedokończoną historyjkę z komentarza można rozwinąć, że najpierw serwery ledwie wysyłały tekst, a teraz mogą nawet przekazy filmowepoczątkowo wystarczał tekst, a teraz wszyscy oczekują przekazów multimedialnych. Czyli wszystko się zasadniczo zgadza.

Na zakończenie mogę dodać, że nie spodziewałbym się wymiany silnika JavaScript, czy też wypuszczenia wersji finalnej. Byłaby to albo zbyt drastyczna zmiana na zbyt późnym stadium, albo wypuszczenie produktu bez dostatecznego przetestowania. Cóż, może później mi coś do głowy wpadnie.

Na stronie pojawił się nowy fragment. Zasadniczo jednak nic nie zmienił i wystarczyły kosmetyczne poprawki.

Krótki opis monopolu na przykładzie Microsoftu

,

Doszedłem do wniosku, że przydałoby się, abym napisał trochę o zajmowanej przez Microsoft pozycji na rynku. Czyli abym napisał trochę o konkurencji i monopolu, w tym trochę o różnych prawach, które są wzajemnie wykluczają.

Monopol to zasadniczo sytuacja, kiedy jedna firma jest jedynym dostarczycielem danego produktu. Inne firmy albo nie mają zwyczajnie prawa produkować danego dobra, lub są zbyt małe, aby wytrzymać wojnę cenową, względnie zapewnić sobie dostatecznie rozbudowane kanały dystrybucyjne. Zasadniczo zaprzeczenie takiej sytuacji nazywa się konkurencją. Tutaj ważna uwaga, całkowicie wolny rynek nie chroni przed monopolem, nie gwarantuje konkurencji.

Jeśli już na danym rynku jest firma o pozycji monopolistycznej, największym problemem jest brak powodów do rozwoju. Monopoliście nie opłaca się wprowadzać nowszych, lepszych wersji swojego produktu. W przypadku oprogramowania nawet nie ma powodów do redukcji kosztów, bowiem wytworzenie kolejnej sztuki programu praktycznie nic nie kosztuje. Jeśli produkt nie ulega zużyciu jego nowsze wersje pojawiają się zasadniczo tylko, kiedy starą już wszyscy kupili i nazbierali fundusze na nową. A nawet wtedy ulepszenia mogą się ograniczyć do kosmetyki. Konkurencja zaś może się starać, wprowadzać rewolucyjne rozwiązania, a i tak nie zaistnieje na rynku.

Co gorsze, monopolista może zacząć wprowadzać transakcje wiązane. Klient nabywając jeden produkt mimowolnie nabywałby więc też inny, płacąc za oba. W ten sposób można rozszerzyć swój monopol na inne obszary. Konkurencja z innych obszarów zostałaby więc wyparta, nawet gdyby oferowała lepszy produkt w bardziej atrakcyjnej cenie, a nawet lepszą sieć dystrybucyjną i markę.

Teraz może bardziej konkretnie. Sytuacja, kiedy na rynku są komputery, na których jest zainstalowane wyłącznie oprogramowanie Microsoftu, nie jest straszna do momentu, kiedy na rynku jest alternatywa i możliwość z niej skorzystania. Może ja jestem aż tak nienormalny, że muszę zostać zamknięty w szpitalu dla psychicznie chorych, ale tego, co jest obecnie, ja się boję.

W dzisiejszych czasach ogromnym problemem jest nabycie komputera, na którym nie zainstalowano najróżniejszego oprogramowanie Microsoftu. Jeszcze ciężej jest chyba dostać też pracę, gdzie by nie wymagano jego obsługi, a obsługi oprogramowania konkurencyjnego. A nawet jeśli się uda, ze wszystkich stron będą naciski, aby jednak zacząć stosować rozwiązania wiadomego producenta.

W ten sposób wiele firm programistycznych upadło albo musiało zaniechać produkcji wielu typów aplikacji. Podobna sytuacja spotkała wielu producentów sprzętu, jeśli ten nie był wspierany przez Microsoft. Pogorszyła się sytuacja dla firm szkoleniowych i sprzedawców komputerów, czy oprogramowania, którzy z jednej strony praktycznie stracili możliwość konkurowania różnorodnością, z drugiej zaś stali się podmiotami mniej lub bardziej zależnymi od jednej firmy.

Dla klientów końcowych też nie jest to dobra sytuacja. Z powodu spadku różnorodności oprogramowania czy architektur komputerów stracili oni możliwość wybrania lepszej albo tańszej alternatywy. Większe firmy stanęły zaś z jednej strony między wyborem tańszego oprogramowania i sprzętu kosztem dodatkowych szkoleń i droższych specjalistów, z drugiej zaś droższym oprogramowaniem i sprzętem, ale z mniejszymi wydatkami na szkolenia i specjalistyczny personel. Większość ludzi bowiem zna tylko produkty wiadomej firmy.

Na wszelki wypadek podkreślę jeszcze raz fakt, że jeśli na rynku jest monopol, monopoliście nie zależy na obniżeniu cen jego produktów. Nie opłaca się mu także przeznaczać większych funduszy na badania i podnoszenie jakości wytwarzanych dóbr. Nic na tym by nie zyskał. Opłaca się mu zaś przeznaczać duże fundusze dwie inne sfery. Jedną z nich jest lobbing, aby swoją pozycję monopolistyczną utrzymać albo umocnić. Drugą jest zaś zdobywanie pozycji monopolistycznej na nowym obszarze. Obie bardzo kosztowne. Często nawet się opłaca złamać prawo a potem zapłacić grzywnę albo bezpośrednio zapłacić poszkodowanemu za wycofanie pozwu.

Beznadziejność potyczki UE z MSIE

, , , ...

Jakiś czas temu pisałem o problemie związanym z integracją przeglądarki Internet Explorer z systemem operacyjnym Windows w różnych wersjach. Właściwie to jest największy problem dotyczący szeroko pojętej informatyki, z jakim mamy obecnie do czynienia. Ostatnio pojawiło się kilka propozycji jego rozwiązania, dość dziwnych, więc uznałem, że coś w tej sprawie muszę napisać.

Ze strony Microsoftu pojawiła się inicjatywa, aby wypuścić specjalną wersję systemu operacyjnego, który byłby jakiejkolwiek przeglądarki pozbawiony. Jeśli jednak na rynku, w tej samej cenie, byłaby dostępna wersja już zintegrowana z przeglądarką, problem by pozostał. Nikt by nie kupował owej, ograniczonej edycji. Tak było już w przypadku odtwarzacza multimedialnego. Rozwiązanie zdecydowanie odpada.

Można by było jednak zakazać na terenie Unii sprzedawania pełnej wersji systemu. Problem w tym, że końcowi użytkownicy są w większości tak nieporadni, że ktoś musi im przeglądarkę i tak zainstalować. Prawdopodobnie producenci komputerów dalej by instalowali oprogramowanie Microsoftu, przyzwyczajenie. Cóż, rozwiązanie wprowadza więcej problemów, niż korzyści, więc odpada.

Można jednak pozwolić Microsoftowi sprzedawać swój system operacyjny zintegrowany z przeglądarką obok wersji bez owej integracji. W sumie wystarczyłoby tylko, aby ta druga była odczuwalnie tańsza. Powinien być to dostateczny argument w przypadku komputerów domowych. Nawet gdyby do tej tańszej wersji można było później bez dodatkowych opłat ściągnąć przeglądarkę Internet Explorer. Microsoft się jednak na to nie zgodzi, zbyt zmniejszyłoby to jego zyski.

Ze strony Opery padła propozycja, aby Microsoft integrował ze swoim systemem przeglądarki konkurencji, właściwie wystarczyłby sieciowy instalator, o ile Internet Explorer też by był ściągany na komputer w ten sposób. Jakaś niezależna organizacja powinna jednak przygotować listę wszystkich wspieranych w ten sposób aplikacji. Samych silników jest kilka, ale powłok znacznie więcej, tyle że w większości bardzo mało popularnych. Mogą być dość duże komplikacje z tym związane.

Wcześniej wspomniałem, że można byłoby zintegrować system Windows z przeglądarką, która by się praktycznie nie nadawała do pracy z obecnymi stronami WWW. Wyłączyć skrypty, wtyczki, tryby zgodności ze starymi przeglądarkami... Wystarczyłoby w zupełności, aby zmusić ludzi do zainstalowania czegoś innego. Byłoby to rozwiązanie podobne do braku jakiejkolwiek przeglądarki w systemie, ale znacznie mniej problematyczne. Cały czas na producentach komputerów byłaby zbyt silna presja, więc instalowaliby swoim klientom coś używalnego.

Ciekawym rozwiązaniem byłoby tworzyć listę przeglądarek, które nie mają niebezpiecznie wysokiej pozycji na rynku i pozwalać producentom sprzedawać komputery z przeglądarką pochodzącą z tej listy. Jako że i tak wypada sprawdzić producenta, jak sobie radzi z łataniem wykrywanych luk, teoretycznie można by było uniknąć oskarżeń o ignorowanie ewentualnych nowych graczy. Niestety cały czas takie rozwiązanie byłoby chyba zbyt kontrowersyjne.

Cóż, sytuacja jest bardzo skomplikowana i jakoś nie widzę z niej wyjścia. Cóż, pozostaje czekać, może ktoś mądrzejszy ode mnie wymyśli coś sensownego.
November 2009
S M T W T F S
October 2009December 2009
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30