Coś pozytywnego (dla mnie) o Google (i otwartych standardach)
Wednesday, January 12, 2011 8:06:21 PM
Google porzuca kodek h.264 w Chrome. To ważne wydarzenie. Drastycznie zmienia się układ sił w walce o przyszłość video na stronach WWW. Do tej pory mieliśmy pewną formę impasu.
Opera ma zbyt mały udział w rynku, aby móc kształtować standardy. Microsoft ma bardzo duży problem z wprowadzaniem nowych wersji swojej przeglądarki na rynek, więc mimo sporego udziału ma też niewiele do powiedzenia w tej kwestii. Firma Google zaś do niedawna stała sobie z boku i nie opowiadała się po żadnej stronie.
Pojedynek toczył się więc między Mozillą a Apple. Kompromis, głównie z powodów finansowych, był nieosiągalny. Ten pierwszy podmiot to całkiem udany projekt otwartoźródłowy, niestety praktycznie bez wsparcia ze strony komercyjnych instytucji, w dodatku też trochę mało medialny. Ten drugi zaś to firma, która na rynku urządzeń przenośnych z dostępem do Internetu odniosła bezprecedensowy sukces.
Teraz do Mozilli przyłącza się firma Google, wraz ze swoim ogłoszeniem planów porzucenia natywnego wsparcia dla h.264. Ów podmiot ma na rynku trzy silne bastiony: popularny serwis z treściami video, popularną platformę dla urządzeń przenośnych i całkiem sporo szumu medialnego.
Cóż, ograniczenie funkcjonalności to zawsze trudna decyzja. Niestety impas powodował, że na rynku nie następowały zmiany, które byłyby korzystne dla mniejszych producentów różnych urządzeń i systemów. Portowanie całego środowiska Flash dla nowych, często egzotycznych platform tylko po to, aby ktoś mógł sobie wyświetlić głupi filmik, jest raczej mało opłacalne dla Adobe.
Rozumiem osoby, którym ta decyzja Google nie odpowiada. Ale to ich problem. Ba, to bardzo ich problem. Ja tam chcę dostać nową, fajną zabawkę.
Opera ma zbyt mały udział w rynku, aby móc kształtować standardy. Microsoft ma bardzo duży problem z wprowadzaniem nowych wersji swojej przeglądarki na rynek, więc mimo sporego udziału ma też niewiele do powiedzenia w tej kwestii. Firma Google zaś do niedawna stała sobie z boku i nie opowiadała się po żadnej stronie.
Pojedynek toczył się więc między Mozillą a Apple. Kompromis, głównie z powodów finansowych, był nieosiągalny. Ten pierwszy podmiot to całkiem udany projekt otwartoźródłowy, niestety praktycznie bez wsparcia ze strony komercyjnych instytucji, w dodatku też trochę mało medialny. Ten drugi zaś to firma, która na rynku urządzeń przenośnych z dostępem do Internetu odniosła bezprecedensowy sukces.
Teraz do Mozilli przyłącza się firma Google, wraz ze swoim ogłoszeniem planów porzucenia natywnego wsparcia dla h.264. Ów podmiot ma na rynku trzy silne bastiony: popularny serwis z treściami video, popularną platformę dla urządzeń przenośnych i całkiem sporo szumu medialnego.
Cóż, ograniczenie funkcjonalności to zawsze trudna decyzja. Niestety impas powodował, że na rynku nie następowały zmiany, które byłyby korzystne dla mniejszych producentów różnych urządzeń i systemów. Portowanie całego środowiska Flash dla nowych, często egzotycznych platform tylko po to, aby ktoś mógł sobie wyświetlić głupi filmik, jest raczej mało opłacalne dla Adobe.
Rozumiem osoby, którym ta decyzja Google nie odpowiada. Ale to ich problem. Ba, to bardzo ich problem. Ja tam chcę dostać nową, fajną zabawkę.

