ACTA
Wednesday, January 25, 2012 9:07:06 PM
Zasadniczo dokument ACTA bardzo mi się nie podoba z 3 powodów. Każdy z nich jest dostateczny, aby wyrzucić go do kosza w całości.
1. Rząd przygotowywał ową umowę w tajemnicy. W demokratycznym państwie coś takiego jest z definicji złe. Czasami dopuszczalne, ale zawsze złe.
2. Nikt do tej pory nie powiedział konkretnie, gdzie nastąpią jakieś zmiany na lepsze dla obywateli. Ogólnikowo w sumie też do mnie nie dotarło. Po co podpisywać coś, co nic nie zmienia albo zmienia na gorze?
3. Osobiście jestem za drastycznym ograniczeniem zewnętrznej kontroli kogokolwiek nad Internetem, zarówno państw jak i wielkich przedsiębiorstw. Możliwość wymiany poglądów i informacji bez ingerencji wielkich koncernów medialnych jest wiele warta. Równie ważna jest wolność od propagandy państwowej. Dużo więcej, niż drobne ułatwienia dla przestępców, którzy i tak sobie poradzą.
Jeśli chodzi o protesty. Na razie są to dzieci. Może w dużej liczbie, ale to nie są profesjonaliści. W dodatku akcje są bardziej pokazowe, niż cokolwiek. Bardziej ostrzeżenie przed tym, co może się stać.
W tej chwili możliwa jest już dezinformacja, skuteczne podszywanie się pod wysoko postawionych polityków, jeśli chodzi o różne internetowe serwisy. Do tego tajna korespondencja i inne ważne dokumenty mogą zostać opublikowane. Nie zdziwiłbym się, gdyby już teraz znajdowały się w nieodpowiednich rękach. Problemem jest bardziej ich bezpieczne opublikowanie. Do tego dochodzą różne kompromitujące, mniej luba bardziej, materiały. Mniej lub bardziej tajne.
Nie chcę brnąć w filozofię, światopogląd, może nawet metafizykę... Może innym razem...
Wypiję za zdrowie przegranych.
1. Rząd przygotowywał ową umowę w tajemnicy. W demokratycznym państwie coś takiego jest z definicji złe. Czasami dopuszczalne, ale zawsze złe.
2. Nikt do tej pory nie powiedział konkretnie, gdzie nastąpią jakieś zmiany na lepsze dla obywateli. Ogólnikowo w sumie też do mnie nie dotarło. Po co podpisywać coś, co nic nie zmienia albo zmienia na gorze?
3. Osobiście jestem za drastycznym ograniczeniem zewnętrznej kontroli kogokolwiek nad Internetem, zarówno państw jak i wielkich przedsiębiorstw. Możliwość wymiany poglądów i informacji bez ingerencji wielkich koncernów medialnych jest wiele warta. Równie ważna jest wolność od propagandy państwowej. Dużo więcej, niż drobne ułatwienia dla przestępców, którzy i tak sobie poradzą.
Jeśli chodzi o protesty. Na razie są to dzieci. Może w dużej liczbie, ale to nie są profesjonaliści. W dodatku akcje są bardziej pokazowe, niż cokolwiek. Bardziej ostrzeżenie przed tym, co może się stać.
W tej chwili możliwa jest już dezinformacja, skuteczne podszywanie się pod wysoko postawionych polityków, jeśli chodzi o różne internetowe serwisy. Do tego tajna korespondencja i inne ważne dokumenty mogą zostać opublikowane. Nie zdziwiłbym się, gdyby już teraz znajdowały się w nieodpowiednich rękach. Problemem jest bardziej ich bezpieczne opublikowanie. Do tego dochodzą różne kompromitujące, mniej luba bardziej, materiały. Mniej lub bardziej tajne.
Nie chcę brnąć w filozofię, światopogląd, może nawet metafizykę... Może innym razem...
Wypiję za zdrowie przegranych.

