co teraz
Sunday, 21. June 2009, 17:36:26
Wiecie, czasem jestem straszliwie zmęczona.
Mam drugą pracę - w dziale promocji pewnej szkoły wyższej - na szczęście, w Klubie zaczęła się "przerwa sezonowa", więc nie tak trudno wywiązywać się ze wszystkich obowiązków.
A od września czeka mnie jeszcze dorywcze zaangażowanie w "rozruszowanie" pewnego centrum kultury.
No, cóż, ale kiedy chce się jakoś w miarę zarabiać, stale rozwijać, kiedy się nadal szuka dla siebie miejsca - to czasem właśnie tak to musi wyglądać.
W międzyczasie, chwała Panu, pojawiła się okazja wyjazdu. Krótkiego, ale niesamowicie regeneracyjnego. Spróbuję Wam kiedyś o nim opowiedzieć.
Wstaję przed pięć dni w tygodniu po piątej rano, wracałam przez pierwszy tydzień totalnie wykończona, teraz już powoli, powoli się do tego nowego rytmu przyzwyczajam. Popołudnia to ślęczenie przy komputerze lub załatwianie zaległych spraw, czasem - jak teraz, mimo niedzieli - nadal praca, choć przecież tak bardzo nie chcę jej przynosić do domu.
Przegapiam, jak już kiedyś, dwa lata temu, rozwijanie się lata, ale wierzę, że tak ma być. Chcę tak, na razie naprawdę tak właśnie chcę.
Najadłam się czereśni, niedawno, pierwszy raz od bardzo dawna, tak, że aż bolał mnie brzuch. Szparagi udało mi się kupić i, pierwszy raz w życiu, w ogóle pierwszy raz!, jako tako przyrządzić.
A teraz kończę cappuccino, słucham Cafe del Mar, po kolei, wszystkie części; kończę w tej chwili piątą. Częściej przychodzi, niż kiedyś, ochota na eFIeSZetA. Jakoś żyję, modlę się gorąco o zdrowe stopy i dom, ból zabiegu na stopie lewej powoli odchodzi w zapomnienie, idę wklejać napisy do kroniki uczelnianej.
Mam drugą pracę - w dziale promocji pewnej szkoły wyższej - na szczęście, w Klubie zaczęła się "przerwa sezonowa", więc nie tak trudno wywiązywać się ze wszystkich obowiązków.
A od września czeka mnie jeszcze dorywcze zaangażowanie w "rozruszowanie" pewnego centrum kultury.
No, cóż, ale kiedy chce się jakoś w miarę zarabiać, stale rozwijać, kiedy się nadal szuka dla siebie miejsca - to czasem właśnie tak to musi wyglądać.
W międzyczasie, chwała Panu, pojawiła się okazja wyjazdu. Krótkiego, ale niesamowicie regeneracyjnego. Spróbuję Wam kiedyś o nim opowiedzieć.
Wstaję przed pięć dni w tygodniu po piątej rano, wracałam przez pierwszy tydzień totalnie wykończona, teraz już powoli, powoli się do tego nowego rytmu przyzwyczajam. Popołudnia to ślęczenie przy komputerze lub załatwianie zaległych spraw, czasem - jak teraz, mimo niedzieli - nadal praca, choć przecież tak bardzo nie chcę jej przynosić do domu.
Przegapiam, jak już kiedyś, dwa lata temu, rozwijanie się lata, ale wierzę, że tak ma być. Chcę tak, na razie naprawdę tak właśnie chcę.
Najadłam się czereśni, niedawno, pierwszy raz od bardzo dawna, tak, że aż bolał mnie brzuch. Szparagi udało mi się kupić i, pierwszy raz w życiu, w ogóle pierwszy raz!, jako tako przyrządzić.
A teraz kończę cappuccino, słucham Cafe del Mar, po kolei, wszystkie części; kończę w tej chwili piątą. Częściej przychodzi, niż kiedyś, ochota na eFIeSZetA. Jakoś żyję, modlę się gorąco o zdrowe stopy i dom, ból zabiegu na stopie lewej powoli odchodzi w zapomnienie, idę wklejać napisy do kroniki uczelnianej.














microBeE # 22. June 2009, 22:28
Szparagi używam banalnie i po chłopsku, ale tak lubię, pycha
Idę spać, rano na Poznań. Czekam na Was w piątek na mojej hacjendzie, pa