Skip navigation.

Kolej rzeczywista i wirtualnA

since 2006

Parowozjada 2007

Jest drugie miejsce po Wolsztynie, które muszę odwiedzić przynajmniej raz w roku. Tym miejscem jest Chabówka, gdzie znajduje się, przez wielu uważany za najlepszy w Polsce, Skansen Taboru Kolejowego. Nie mogło mnie zatem zabraknąć na tegorocznej Parowozjadzie, która od 2005 roku zagościła w kalendarzu każdego Miłośnika Kolei. To była sobota 28 lipca 2007 roku, pogoda okazała się tego dnia niezwykle łaskawa, a sama impreza bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła...

Niezwykły jest klimat tego miejsca. Górski krajobraz, przepiękne linie kolejowe i parowozy, które w wakacyjne weekendy prowadzą pociągi retro. Ze względu na ciężką dla spokojnego zaliczenia całej imprezy ofertę PKP, wzorem poprzedniego roku udaliśmy się do Chabówki samochodem. Okres wakacyjny, więc na słynnej zakopiance wzmożony ruch, ale udało się dotrzeć bezpiecznie. W skład tegorocznej ekipy wchodziły cztery osoby. Jedna z przeuroczych towarzyszek wyprawy do Tarnowskich Gór – Sandra, mój ojciec, Akvin i ja – Profeta :smile:.
Na miejsce przybyliśmy po godzinie jedenastej, a właściwie to przed dwunastą :wink:. Po krótkim rozeznaniu sytuacji udaliśmy się spod skansenu na stację Chabówka, aby darmowym pociągiem retro ruszyć na paradę, która tak jak w zeszłym roku odbyła się na stacji Rabka Zaryte. Jechaliśmy pociągiem zestawionym z czterech wagonów dwuosiowych typu Ci prowadzonych parowozem Ok1-359 z parowozowni w Wolsztynie. Podróż była oczywiście ekstremalna, gdyż frekwencja w pociągu sięgała trzystu procent. Na miejsca siedzące nie było szans :wink:. Niemniej i tak byliśmy zadowoleni, że udało nam się jakoś wcisnąć do wagonu. Tuż za nami wsiadł kierownik pociągu, więc można było nasłuchiwać informacji z kolejowego radia. Z postojem na stacji Rabka Zdrój dotarliśmy w końcu do punku docelowego. O dziwo, po tym jak w Zdroju dosiedli się ludzie zrobiło się w wagonie jakoś przestronniej... Chyba gdzieś w środku nastąpiła większa kompresja tłumu :wink:. Po opuszczeniu pociągu stanęliśmy w obliczu dylematu :wink:. Wybrać do robienia zdjęć miejsce za taśmami, czy na platformach. Naszą siłą ognia były trzy aparaty. Dwa z nich to oczywiście Akvin i Profeta, a trzeci to Sandra, która już ma za sobą doświadczenie ze 150-lecia stacji w Tarnowskich Górach :smile:. Postanowiliśmy udać się na platformy, co z dzisiejszej perspektywy wydaje się błędem ze względu na masę przeszkód człekokształtnych w kadrze :smile:. Zdjęcia wykonywało się w dość ekwilibrystyczny sposób. Podobnie jak w Wolsztynie, ja zająłem się kręceniem filmików i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda się uruchomić ich galerię, bo materiału jest już sporo :smile:. Na początek stały punkt programy, czyli przemówienia wszystkich oficjeli. W zasadzie to nie przemówienia, a swego rodzaju wizje :smile:. Zabawianiem tłumu zajmował się znany chyba wszystkim nad Wisłą Tadeusz Drozda :smile:. A skoro już jesteśmy w temacie nazwisk, oficjeli, mów natchnionych itd to wypada wspomnieć o organizatorach Parowozjady. Są nimi PKP Cargo S.A., Fundacja Era Parowozów oraz burmistrz Rabki Zdrój.
O 13:30 rozpoczął się show... Zaprezentowało się 12 zabytkowych składów, międzynarodowe towarzystwo, niezwykłe maszyny, stare wagony, fachowy komentarz. Jako pierwsza pojawiła się piękna, świeżo po naprawie Ty2-911 ze składem dalekobieżnym, w skład którego wchodziły dwie węgierskie salonki. Kolejna zaprezentowała się wolsztyńska Ok22-31 z wagonem pocztowym i czterema dwuosiowymi Ci. Następnie nadjechała Tr5-65, również z parowozowni w Wolsztynie. Lokomotywa prowadziła dwuosiowe wagony pasażerskie, a na końcu miała doczepiony wagon ogrzewczy. Potem na szlaku pojawiła się Ty2-953 z niezwykle ciekawym, zróżnicowanym składem towarowym. Następnie nadjechały wagony motorowe. Na czele SN61-168 z Chabówki, dalej dwa „ryflaki”, a następnie szczeciński SN61-183, a na końcu czeski M274. Było to niezwykle ciekawe zestawienie, szczególnie spodobała mi się maszyna wyprodukowana przez Skodę. Trzeba przyznać, że Czesi i Słowacy niezwykle dbają o swoje „maszynki” :smile:. Kolejnym pojazdem jaki się zaprezentował był znów pojazd mający czecho-słowackie korzenie – M131-1053. Ten wagon motorowy sprawiał imponujące wrażenie. W tle było słychać głosy: „wygląda jak tramwaj” i rzeczywiście po powierzchownej ocenie można było odnieść takie wrażenie. Nie zapominajmy jednak, że był to pojazd spalinowy z niezwykle ciekawie umieszczonymi rurami wydechowymi na dachu i posiadający przepięknie brzmiącą syrenę. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Następna wtoczyła się wspaniała Skoda... 475-196 ze skansenu we Vrutkach na Słowacji. Maszyna tej samej serii gościła w tym roku na imprezie wolsztyńskiej. W Chabówce widziałem tą lokomotywę po raz drugi w życiu. Przyznam, że ten prześwit pomiędzy kotłem a kołami robi na mnie gigantyczne wrażenie. Co tu wiele mówić... Lokomotywa jest piękna, po prostu. Widząc jak jej załoga o nią dba, na prawdę serce rosło. Prowadziła skład polskich salonek, jakie można wynajmować na specjalne okazje... Jeśli kogoś stać. Szkoda tylko, że jechała tendrem naprzód, ale ona jest cudowna z każdej strony :smile:. Kolejna na szlaku pojawiła się słowacka maszyna ze Zwolenia. W zasadzie powinienem napisać maleństwo. Parowóz serii 422-0108 o niezwykle wdzięcznym wyglądzie i nie mniej pięknej historii. Prowadził krótki skład towarowy z czecho-słowackimi wagonami włącznie. Następna na stację w Zarytem wjechała maszyna niemiecka. Parowóz pospieszny BR03-2204 z Cottbus, który może się poruszać z prędkością maksymalną 130 km/h. Koła o średnicy dwóch metrów robiły piorunujące wrażenie, a gwizdek przypominał bardziej syrenę okrętową niż sygnał jaki wydobywa się z naszych lokomotyw parowych. Za lokomotywą trzy wagony osobowe, całość wyglądała niezwykle dostojnie. I w końcu jako ostania zaprezentowała się maszyna z parowozowni w Chabówce. Największa kolejowa miłość Sandry... Parowóz Tr12-25. Można powiedzieć, że ta maszyna ma coś w sobie i właściwie trudno wskazać, czy to ten komin, czy te okienka, czy ta budka. Niemniej to wszystko w całości powoduje sytuację, w której nawet ludzie obojętni wobec kolei spoglądają na nią z podziwem. Prowadziła skład towarowo-osobowy z przewagą elementu towarowego :wink:. Na końcu, moja ulubiona... Gęsiarka :wink:. Była jeszcze jedna maszyna... Najmniejszy parowóz na imprezie – Tkh49-1. Maleństwo przejechało i później pociągnęło całą resztę z powrotem, aby następnie można było uformować pociągi powrotne do skansenu. My wracaliśmy pociągiem zestawionym z wagonów motorowych, a konkretnie w SN61-183... Szkoda, że zdefektowała i nie mogliśmy posłuchać pracy silnika. Był to jednak mój pierwszy „rejs” Ganzem.
Po przybyciu na miejsce rozpoczęliśmy zwiedzanie nieczynnych eksponatów na terenie skansenu. Odwiedziliśmy również wagon, w którym słowacki miłośnik prezentował swą makietę w skali TT. Trzeba przyznać, że była wykonana bardzo ładnie. Do TT mam szczególny sentyment, gdyż posiadam kilkanaście modeli w tej skali, z resztą wiele z nich funkcjonowało na tejże makiecie. W tym czasie miał miejsce pokaz obrządzania parowozów, a następnie mały koncert Piosenki Retro w wykonaniu laureatów festiwalu im. M.Fogga. Wpadła mi tam w ucho piosenka zatytułowana „Dziś pani Andzia ma wychodne”, choć pierwotnie słowa zrozumiałem jako „Dziś pani Andzia na wychodku” :wink:. Po godzinie 18-tej miała miejsce parada parowozów na terenie skansenu w Chabówce. Przejazd każdej lokomotywy, tak jak w Zarytem, opatrzony był profesjonalnym komentarzem. Jechały kolejno: Ty2-911, Tr12-25, 475-196, 422-0108, Ok1-359, BR03-204, Ok22-31, Tr5-65. Po zakończeniu parady miały miejsce zawody drużyn parowozowych. Zawody polegały na przewiezieniu szklanki wody z jednego podestu na drugi w możliwie najkrótszym czasie bez rozlania wody. Emocje sięgały zenitu, a Sandra z całych sił kibicowała załodze Tr12-25... Niestety ich przejazd był wyjątkowo pechowy :smile:. Ułańska fantazja poniosła drużyny słowackie i nie zakończyły one zawodów z konkretnym wynikiem :smile:. Zdecydowanym zwycięzcą okazała się drużyna z Wolsztyna, a konkretnie załoga parowozu Tr5-65... Gratuluję panowie :smile:. Kolejnym punktem programu był występ Krakowskiej Orkiestry Staromiejskiej. Byli wspaniali, powiem więcej – genialni... Po prostu dali czadu. W tym samym czasie na teren skansenu wtoczyła się niespodzianka. Pociąg pancerny... Wydobyty z krzaków w Warszawie i pięknie odmalowany. To kolejny szynowy kolos, który tego dnia wywarł na mnie wrażenie. To kolejny szynowy kolos, którego widziałem pierwszy raz w życiu na żywo. To w zasadzie był ostatni punkt imprezy w jakim uczestniczyliśmy... Przy dźwiękach świetniej orkiestry udawaliśmy się na parking do samochodu. Już wówczas pełni wspomnień, ciekawi zdjęć, filmików.
Organizatorzy imprezy, dziękuję Wam. To był kawał dobrej roboty, tak trzymać. Wszystkich, którzy jeszcze nie byli, zachęcam do odwiedzenia Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce, warto. Cóż zatem, super impreza, doskonałe towarzystwo, a w rezultacie znakomita zabawa. Do zobaczenia na Parowozjadzie 2008 :smile:.

Pozdrawiam i zapraszam do galerii, Profeta!

DTK - część 2 -> 150 lat stacji Tarnowskie GórySkansen kolei wąskotorowych Pomorza Zachodniego w Gryficach.

Comments

Anonymous 19. August 2007, 20:08

Dolmio writes:

Warto by dodać pare słów na temat balonu reklamowego Cargo, bo bardzo ładnie się prezentował na nocnym niebie podświetlony ogniem palnika. No i na zakończenie imprezy był wspaniały pokaz fajerwerków, żałujcie że tego nie widzieliście. Co do loków to dodam że Ty2-911 był świerzo po naprawie i w tym roku obchodzi jubileusz 60 lat nieprzerwanej pracy w lokomotywowni w Chabówce, piękna historia służby maszyny.... Oby jeździł jak najdłużej :)

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies