Skip navigation.

exploreopera

| Help

Sign up | Help

Wandering by mistake

Posts tagged with "Firefox"

Tak się tworzy spiskową teorię dziejów, czyli o widżecie - potworku językowym

, , , ...

Czytając artykuł Tak się robi historię dowiedziałem się (po raz kolejny zresztą z tego źródła, a dokładniej - ze źródła związanego z aviary.pl), że słowo widżet jest „potworkiem językowym”.

Zacytuję kolegę Gandalfa (zbranieckiego):
Ja się zastanawiam, jakie motywacje, pragnienia chciał zaspokoić autor tego wpisu…
No właśnie. Jakie?

Komentuję ten wpis tutaj, u siebie, gdyż padł tam mój nick. Mój artykuł, do którego odwołuje się kolega Gandalf, został opublikowany 1 kwietnia 2006 r., a nie, jak podano, 31 marca (data miała tu ogromne znaczenie, choć nie ze względu na widżety). I zapewne nie jest to jedyna pomyłka (choć na pewno jest najmniej znaczącą) w tym zupełnie dla mnie niejasnym wywodzie. Ale… gdyby szanowny autor baczniej się przyjrzał temu, co tego dnia (1 kwietnia) w tymże poście opublikowałem, to znalazłby zapewne materiał do kilku kolejnych (filozoficznych?) wpisów obnażających okropne mechanizmy rządzące tym światem (hint: chodzi o jednodniową zmianę nazwy pewnego istotnego elementu interfejsu użytkownika Opery w związku z moim wieloletnim pozostawaniem w błędzie). Życzę miłych i owocnych badań nad tą materią, gdyż tu aż prosi się o wysnuwanie kolejnych spiskowych teoryjek…

A jeśli chodzi o widżety, to proponuję zapoznanie się z opinią osoby o kompetencjach językowych przewyższających kompetencje kolegi Gandalfa i moje. (Dzięki jasisz; Gandalf, uwaga, pod podanym odnośnikiem kolejny raz występuje magiczna data 30 czerwca 2006!)
Szanowny Panie,
polszczenie pisowni wyrazów zapożyczonych jest procesem jak najbardziej normalnym, świadczącym postępującej adaptacji pożyczek. W przypadku tego wyrazu jego nowy (polski) kształt graficzny jest sensowny, oddaje wymowę i nie widzę powodu, by to kwestionować. Jeśli natomiast część użytkowników nie zgadza się z tą decyzją, to trzeba zapytać, jakie mają kontrpropozycje.
Łączę pozdrowienia- prof. dr hab. Mirosław Skarżyński
No właśnie. Jakie kontrpropozycje mają ci, którzy widżet nazywają potworkiem językowym? I dlaczego swą spiskową (może nie spiskową, ale, jak napisałem wcześniej - wywód jest dla mnie niejasny) teorię Gandalf wysnuł półtora roku po opisywanych wydarzeniach? Może teraz moja kolej na niejasny wywód o kolejnym spisku?

Przy okazji… Wielu krytyków słowa widżet pytało: „A dlaczego w takim razie nie Łidżet?” i jednocześnie, dla zwiększenia efektu, powoływało się na „łikend”, czy „łykend”. Otóż, szanowni koledzy, nie polszczyzmy pisowni angielskiej litery w wymawianej jak ł.

No i na koniec najważniejsze: koledzy z aviary.pl upatrzyli sobie Operę, jako cel ataku, jeśli chodzi o słowo widżet (kolega Gandalf w swym artykule w użytkownikach Opery widzi wręcz jedynych promotorów tego określenia). Zapomnieli przy tym (albo po prostu o tym nie wiedzieli), że używane było ono znacznie wcześniej i nie zostało (żałuję) wymyślone przez tłumacza Opery (podobnie, jak to miało miejsce z kartami). Nie wiem jak i gdzie przebiega dyskusja dotycząca „wymyślenia” innego tłumaczenia słowa widget dla Firefoksa. Nie wiem też po co w ogóle się odbywa. Nie wróżę jednak tym próbom powodzenia.

Co tam mamy w karcie dań IE7?

, , , ...

Użytkownicy Opery przeglądają strony na kartach (analogia do stron na kartkach książki). Użytkownicy Firefoksa robią to samo w kartach (tutaj lokalizatorzy wybrali dosłowność, podejście od strony programisty - traktują kartę nie jako metaforę, ale jako kontrolkę, w której wyświetlana jest treść). A użytkownicy nowiutkiego, błyszczącego, polskiego Internet Explorera 7? Oni to mają zagwozdkę… Otwierają strony w kartach, ale mówi im się, że otwierają je na kartach. Idealny kompromis pomiędzy Operą a Firefoksem. :D

A mówiąc poważnie - widać, w jakim pośpiechu i niechlujnie lokalizowano IE7, skoro nie zadbano o spójność tłumaczenia dotyczącego tak istotnego elementu interfejsu użytkownika. Być może przez ten pośpiech kanały informacyjne nazwano tam źródłami danych. p:

Żart sezonu ogórkowego, czyli agresywny członek społeczności Opery trolluje

, , , ...

W ferworze dyskusji na temat społeczności Opery padł jeden z zabawniejszych żartów tego sezonu:

Originally posted by zbraniecki:

Glownymi odbiorcami internetowych technologii komorkowych sa raczj odbiorcy, ktorzy nie beda tworzyc spolecznosci. Poza tym ta nisza tez dosc szybko zostanie zalatana. Minimo jest rozwijane,[...]


Ho, ho, ho... Tempo rozwoju, liczba obsługiwanych platform, szybkość działania (a nawet uruchamiania) oraz ogólna funkcjonalność Minimo rzeczywiście świadczy o bardzo rychłym wyparciu Opery Mobile, a być może i Opery dla innych urządzeń (trudno tu mówić o łataniu, gdyż nisza ta jest już zajęta i istniejące produkty, a raczej produkt, trzeba wyprzeć).

Porównywanie uruchamiającej się na komórce od kilkudziesięciu sekund do kilka minut, dostępnej tylko na platformie Windows Mobile i znajdującej się wciąż w bardzo wczesnym stadium rozwoju zabawki z istniejącym na rynku i pojawiającym się na coraz szerszej gamie urządzeń realnym, dostępnym od dawna i dynamicznie rozwijanym produktem, jest co najmniej niepoważne. Nawet twórcy Minimo nie są tak optymistyczni (eufemizm), skoro najnowszą wersję oznaczyli numerem 0.016. Choć... i oni przesadzili nazywając swój produkt innowacyjnym (A small, simple, powerful, innovative, web browser for mobile devices). Bo na czym polega ta innowacyjność, skoro od lat mamy już Operę Mobile, a ostatnio również Operę dla różnego typu elektroniki użytkowej? BTW, skoro trollujemy, to na całość: Opera na dwóch, mogących pracować niezależnie w różnych trybach, ekranach rulez! Uff... Zawsze chciałem to powiedzieć. :smile: (Choć tak naprawdę, Opera na Nintendo DS może być przez niektórych traktowana jako zabawka do wyszukiwania cheat-kodów do gierek bez wychodzenia z łóżka :wink:)

Wiem, wiem. Nie mam żadnej wiedzy na temat Mozilli, ani przeglądarek (o, przepraszam - „browserów”). Niemniej sądzę, że żart ten rozbawi wszystkich podobnych do mnie przeglądarkowych ignorantów. Do łez. Hough!

Ten post wygląda być może na czepianie się słówek, gdyż wtręt na temat Minimo nie należał do meritum dyskusji, jednak na „słówka” trzeba zważać tym bardziej, im wyższą pozycję w środowisku się osiąga, gdyż, jak wspomniałem w innym miejscu, wielu czytelników bezkrytycznie przyjmuje słowa prominentnych członków społeczności. Aby uniknąć niedomówień, wyjaśniam, że terminu „zabawka” w odniesieniu do Minimo użyłem w znaczeniu czegoś, czego nie można jeszcze nazwać produktem, co na razie służyć może raczej do zabawy w przeglądanie sieci, a nie do poważnego użytkowania.

Grand zealot i pomniejsi fanboye

, , ,

Wracam sobie z wakacji, przeglądam sieć i w kilku miejscach trafiam na tę samą śpiewkę, odtwarzaną od dłuższego czasu przez kolegę Gandalfa. Co rusz Gandalf obwieszcza światu, że źli użytkownicy Opery, zwani przez niego z niezrozumiałych względów z angielska zealotami (co jest nie tak z polskim słowem fanatyk?), przy każdej okazji wykrzykują „Opera rulez”. I to zachowanie go mierzi. Gorzej. W jednym z komentarzy stwierdza, że takie zachowania cechują społeczność Opery. Jeśli chodzi o inne zachowania - proszę o oświecenie.

Nie mogę takiego postępowania prominentnego członka społeczności Mozilli pozostawić bez wyrażenia swojego oburzenia, co niniejszym czynię.

Tę starą śpiewkę mógłbyś już drogi Gandalfie porzucić, gdyż staje sę ona nudna i, delikatnie mówiąc, wykrzywia rzeczywistość. Okrzyki te nie są cechą „fanów” Opery, a fanatyków wszelkiej maści - włączając w to fanatyków Firefoksa, Legii Warszawa czy Mandaryny (z użyciem być może nieco innych słów). W komentarzach do artykułów dotyczących Opery, w których nikt nie wspomina o Firefoksie, nie pytani o nic fanatycy Firefoksa wykrzykują „Firefox rulez”. I nie ma to nic wspólnego ze społecznością jako taką.

Jest wszakże pewna różnica. Poważni użytkownicy Opery, czy też członkowie społeczności Opery, pomijają te wybryki firefoksowych fanboyów należnym im milczeniem. Zarówno wówczas, gdy się na nie natkną, jak i później - po prostu je ignorują i nie przywołują przy każdej sposobności. Więc przestań, Zbigniewie, rzucać oszczercze kłamstwa na temat cech społeczności użytkowników Opery. Kropka. Czy naprawdę nie potrafisz w tej kwestii zachować się uczciwie? Bezustanne próby tworzenia obrazu całej społeczności na podstawie pojedynczych zachowań odpowiednio dobranych, anonimowych użytkowników, użytkowników zwykle z tą społecznością nie mających nic wspólnego, jest bardzo niepoważne i krzywdzące wszystkich, którzy się z tą społecznością identyfikują.

Niedawno napisałeś w jednym z komentarzy: „Zostalem wychowany w przekonaniu, ze tylko osoby o zenujacym poziomie kultury osobistej pozwalaja sobie na stawianie zarzutow zanim je potwierdza”. Udowodnij więc swoją tezę o cechach społeczności Opery, albo tę społeczność przeproś.

Przy okazji: większość członków społeczności Opery nie ma nic wspólnego z techniką, nie interesuje ich branża IT, ani konkurencja. Przyjrzyj się wybieranym ostatnio laureatom tytułu „member of the week” serwisu my.opera.com, zajrzyj na ich blogi lub przeczytaj, za co zostali uznani. A potem dopiero wygłaszaj swoje sądy o społeczności użytkowników Opery, gdyż to, co zrobiłeś ostatnio (przytaczam z pamięci Twoje ulubione stwierdzenie) świadczy o Twoim kompletnym braku wiedzy na ten temat. Społeczność Opery wygląda zupełnie inaczej, niż ty to widzisz ze swej szklanej wieży. Ty zwracasz uwagę tylko na tę „techniczną” część społeczności, przy czym z niezrozumiałych względów członków tej społeczności szukasz wśród małoletnich gnojków wykrzykujących jednego dnia „Opera rulez”, innego „Firefox rulez”, a jeszcze innego „Windows sucks”, czy „użytkownicy Windows to lamerzy”, albo „Legia Pany”. A uwaga na temat ewentualnego powstania społeczności Winampa, która „blogowalaby, wymieniala poglady, znajdowala bledy, dyskutowala o nowych funkcjach w nowych wersjach, wyczekiwala nowych wersji beta itp. Byloby to ciekawe zjawisko, prawda?” jest co najmniej nietrafiona, gdy skonfrontujemy ją z odnośnikami do blogów „członków tygodnia”. Niepojęte zjawisko. Prawda?

Przy okazji zastosuj swój tok rozumowania do opisania charakterystycznych cech społeczności Mozilli, okazywanych w komentarzach do skomentowanego ostatnio przez Ciebie artykułu. Że co? Osoby tam się wypowiadające trudno nazwać przedstawicielami społeczności? No właśnie. Z treścią artykułu można się nie zgadzać (mi też się nie podoba), ale przyznasz chyba, że poziom komentarzy na stronach Chipa jest żenujący. Podobnie jak lincz, który zaczyna się tam odbywać. Tylko czekać, aż pojawi się tam życiorys TT, jego zdjęcie, numer telefonu i adres. Co potem? Serwis No-FF-Lovers-Watch?

Co ciekawe, co rusz zajmujesz się analizowaniem potencjału Opery, czy też związanej z nią „społeczności” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Czy takie zainteresowania są „cechą” społeczności Mozilli? A może jednak prywatnymi upodobaniami jednego z jej prominentnych członków? Nieważne. Z drugiej strony takich przepełnionych szczerą troską, ani żadnych innych, głosów po prostu nie ma.

Co musi się stać, abyś przestał mącić wodę, gdy tylko staje się zbyt klarowna?

Parafrazując słowa Roca „Mozilla zealots are idiots. Same as our zealots. It has nothing to do with smart people in Mozilla”. Niestety jednak w tej przerobionej wersji słowa te nie są w moim odczuciu prawdziwe. Zealots i insiders nie są grupami rozłącznymi - posiadają niestety zbiór wspólny.

Firefox 1.5.0.4 - Instalacja i pierwsze uruchomienie, czyli ping-pong

, , ,

Zainspirowany postem marcoosa, postanowiłem przeprowadzić (cytuję) „reportaż z instalacji i moich wrażeń jako lokalizatora konkurencji”.

Marcoos drwi z 2 elementów procesu instalacji Opery 9, w których widoczne są napisy anglojęzyczne. Wyświetlenie „Polish” zamiast „polski” nazywa nawet wtopą. Otóż teksty te wyświetlane są u marcoosa po angielsku dlatego, że najprawdopodobniej przeprowadził on swój test na anglojęzycznej wersji Windows. Jeśli się mylę - to proszę o więcej szczegółów na temat posiadanego systemu, co pozwoli na dogłębniejszą diagnozę i rozwiązanie problemu (przyjaciele przecież sobie pomagają). Instalator InstallShield dobiera język wspomnianych tekstów na podstawie języka systemu operacyjnego. Być może można to zmienić w ustawieniach InstallShielda (nie używam go, więc nie wiem). Reportażysta nie wykazał się przy tym spostrzegawczością, gdyż nie zauważył anglojęzycznych tekstów opisujących stan instalacji. Być może zamknął na chwilę oczy, aby przypomnieć sobie te „niezłe laski”. Za brak tłumaczenia tych tekstów rzeczywiście odpowiada OS, ale problem jest znany i będzie poprawiony w następnej wersji.

Prztyczek za prztyczek, przyjaciele kochani.

Ale wtopa

Oto warunki eksperymentu:
  1. System operacyjny: Windows XP SP2, English, ustawienia regionalne: English (test przeprowadzono również z ustawieniem Polish)
  2. Produkt: Firefox 1.5.0.4 PL pobrany z www.firefox.pl dnia 21.06.2006 r.


Po uruchomieniu instalatora przywitał mnie taki oto obrazek:Ale wtopa.
Zaraz potem jest już lepiej - tekst jest po polsku:Ale, ale... Gdzie się podziały polskie znaki? Ale wtopa.

Doszliśmy do momentu, w którym możemy zmienić folder instalacji:Niestety - polskich znaków nie zobaczymy aż do końca instalacji. Podobnie, jak polskich przycisków „Dalej”, „Wstecz”, czy „Anuluj”. Ale wtopa.

Spróbujmy zmienić folder instalacji: O... „Browse for folder”, „Make New Folder”, „Cancel” (pozwoliłem sobie na zachowanie odrobiny prywatności - mam nadzieję, że mi odpuszczacie). Ale wtopa.

OK, naciśnijmy przycisk "Make New Folder".Hm... Gdzie jest ten nowy folder? Już widzę mamę Blake'a Rossa naciskającą nerwowo, raz po razie, przycisk tworzenia nowego folderu i tworzącą kilkanaście (albo i więcej) nowych folderów.

Nie, bzdura - przecież nasze mamy wybierają instalację standardową. Twardziele wiedzą, że drzewko folderów trzeba przewinąć:Przewinąłem więc je klikając pasek przewijania. Nigdzie więcej nie klikałem. Mimo to nasz „New Folder” stracił fokus. Jak ja mam teraz zmienić jego nazwę? Może służy do tego pole edycyjne „Folder”? Nic z tych rzeczy. Jedynym wyjściem jest wywołanie menu kontekstowego folderu. Bardo intuicyjne.

Skoro jakoś przez to przebrnęliśmy, damy sobie radę dalej...Dalej? Dalej? Gdzie jest ten przycisk, który mi każą wcisnąć?

Używam przecież anglojęzycznego systemu. Wiem więc, co trzeba kliknąć. :D Udało mi się dotrzeć do końca:Teraz już wiem, że nie należy wierzyć poleceniom - naciskam „Finish”

Tytuł tego wpisu jest nieco mylący, gdyż z uruchamiania zrezygnowałem. :D Zamiast tego przystąpiłem do dezinstalacji. I tu kolejna niespodzianka: usuwanie polskiego Firefoksa z systemu odbyło się całkowicie w języku angielskim.

Być może instalator wyświetlałby polskie znaki po zmianie ustawień dla programów nieunikodowych. Taka zmiana wymaga jednak doinstalowania do systemu dodatkowych komponentów, których w systemie testowym być nie może, gdyż nie można zmieniać jego konfiguracji. Instalator Opery oczywiście nie ma takich problemów, choć nie zdążył jeszcze być testowany przez miliony użytkowników na świecie.

Nigdy by mi nie przyszło do głowy, aby z powodu tak niewielkich mankamentów instalatora (choć ten z tworzeniem folderów taki niewielki nie jest) marnować czas na wpis o „wtopach”.

Za naszą przyjaźń, panowie! :cheers: :cheers: :cheers: