A fingerprint
Monday, 15. September 2008, 21:02:26
Odkleiłem folię z nowego wyświetlacza i na tej lepkiej stronie pozostawiłem swój unikatowy odcisk palca. Pozakręcane linie papilarne, cielesny podpis. No, w końcu wszyscy jesteśmy wyjątkowi i nasze życia też są wyjątkowe. Każdy ma swoją historię do opowiedzenia i to, że każda z nich jest różna, robi ten świat tak ciekawym miejscem. Dlatego zawsze patrzę ze smutkiem na bezdomnych i samotnych, bo oni swojej opowieści raczej nikomu nie opowiedzą. A nawet jeśli, to słuchacze wsadzą ją między bajki. To doświadczenia zza barmańskiej lady, kiedy cierpliwe wysłuchiwanie życiorysów po kilkunastu godzinach pracy było stałym elementem krajobrazu. Zawód barmana zdecydowanie trzeba dopisać do listy zawodów/powołań terapeutycznych - przyjciel, psychiatra, ksiądz, nauczyciel (ale taki życiowy, nie szkolny), fryzjer, taksówkarz, barman. Tak życiowo - to było świetne doświadczenie.
Milion razy powtarzałem, że kocham moje życie za to, że potrafi się obrócić o 180 stopni w ciągu kilku tygodni. I znowu tak się dzieje; wszystko zaczęło przyspieszać, jakbyśmy się zbliżali do skoku w nadprzestrzeń. Teraz mój internetowy termometr pokazuje 7 (słownie: siedem) stopni Celcjusza, na oknach mam chyba z miliard zaglądających do mojego pokoju kropel deszczu. Miesiąc temu oddychałem Mazurami, żyłem każdą sekundą w tamtym raju (Mazury jak Mazury, ale jeżeli ma się kogoś, kto zrobi je dla ciebie rajem...;-)). Teraz padam ze zmęczenia. Ostatnio rzadko się zdarza, żeby gazeta ukazała się bez mojego artykułu (tak, to jest dziennik). To taka terapia, zabijam czas, albo zmuszam go, by płynął szybciej. Praca, deszcz, muzyka, sen, wieczorem ćwiczenie chwytów na gitarze. Poprawę pogody zapowiadają dopiero od przyszłego tygodnia, ale i tak jest... nieźle. Naprawdę nieźle.
Publilius Syrus
Milion razy powtarzałem, że kocham moje życie za to, że potrafi się obrócić o 180 stopni w ciągu kilku tygodni. I znowu tak się dzieje; wszystko zaczęło przyspieszać, jakbyśmy się zbliżali do skoku w nadprzestrzeń. Teraz mój internetowy termometr pokazuje 7 (słownie: siedem) stopni Celcjusza, na oknach mam chyba z miliard zaglądających do mojego pokoju kropel deszczu. Miesiąc temu oddychałem Mazurami, żyłem każdą sekundą w tamtym raju (Mazury jak Mazury, ale jeżeli ma się kogoś, kto zrobi je dla ciebie rajem...;-)). Teraz padam ze zmęczenia. Ostatnio rzadko się zdarza, żeby gazeta ukazała się bez mojego artykułu (tak, to jest dziennik). To taka terapia, zabijam czas, albo zmuszam go, by płynął szybciej. Praca, deszcz, muzyka, sen, wieczorem ćwiczenie chwytów na gitarze. Poprawę pogody zapowiadają dopiero od przyszłego tygodnia, ale i tak jest... nieźle. Naprawdę nieźle.
Bis vincit, qui se vincit in victoria.
Publilius Syrus














How to use Quote function: