Skip navigation.

как-то само собой вышло..

, , , ...

ещё год назад мы с Ульмо ходили разными тропами.

, , , ...

много ходили. подальше от глаз







Lupus in fabula, едрёнть!

, , , ...

Сидя на работе и восстанавливая утраченные в ночи ресурсы организма, поковырял источников на предмет названия породы Самоеда, дескать почему? Понаписано с три короба всякого, но пожалуй самый подходящий и краткий ответ таков:

"На тему эту написано немало работ, высказано множество гипотез, большая часть которых не удовлетворяет никого, кроме их авторов.
Среди наиболее убедительных и общепризнанных можно выделить, пожалуй, толкование известного советского этнографа Б. О. Долгих. По его мнению, «название «самоеды» является модификацией словосочетания самэнэде, то есть «земля саамов». Это название было перенесено русскими с саамских племен, занимавших, видимо, когда-то весь север Европейской России, на появившихся здесь позже ненцев и затем на энцев и нганасан". (http://endis.fatal.ru/sirtya.php)

Хотя с другой стороны, если посмотреть на его исконную территориальную принадлежность, то не сугубо саамский это пёс, если от Саян до Кольских Лопарей под кусток ходил.

Попутно напоролся на фотки Арктического волка. Однако.. если зооархеология и не подтверждает гипотезы о том, что Самоедские собаки сначала были волками (веков так 30 тому), то по крайней мере придерживается такого мнения.
Собственно, глядя на Ульмо и сегодняшнего заполярного lupus'a, сложно не согласиться. Красота! едрёна-корень..


lupus


Ulmo


lupus


Ulmo


lupus


Ulmo


Ulmo


lupus family


Ulmo's family


Ulmo's family again


lupus


Ulmo


да, я лупусов потомок! :headbang:

Zimowa piesza wyprawa po wyspie Wolin

, , , ...

Mimo wszelkich przesunięć terminów nie doczekaliśmy śniegu nawet w lutym, tak więc wyruszyliśmy zgodnie z ostatnimi ustaleniami w piątek 16.02.07 ze skansenu w Wolinie, gdzie wróciliśmy 18.02.2007 po 2,5 dniach wędrówki.

Pokonaliśmy pieszo około 40 km, spędziliśmy dwie noce pod gołym niebem w lasach w pobliżu Narodowego Parku Wolińskiego.
Średnią temperaturę mieliśmy od +3 do –5C.

Inicjatorem i organizatorem tej, jak i dwóch poprzenich wypraw jest Vislav ze Świnoujściaza co pragnę podziękować jemu oraz całej ekipie:headbang:


Oto pełny skład:
1. Vislav ze Świnoujścia
2. Boran z Krakowa
3. Karma z Warszawy
4. Lewy z Elbląga
5. Walia z Moskwy
6. Wojtek z Wrocławia
7. Żenia z Kaliningradu
8. Biełyj i Ulmo z Warszawy

Cel podróży z pewnością każdy miał swój, ale w jej trakcie niewątpliwie zostały sprawdzone walory praktyczne materiałów, z jakich wykonano repliki strojów, jak i możliwości przemieszczania się w terenie nieoswojonym, oraz sposoby radzenia sobie za pomocą dosyć skromnych, jak na dzisiejsze czasy narzędzi łącznie z tymi do rozpalania ognia.

Elementy wyposażenia jakie miałem przy/na sobie:

Strój zimowy:

Jest próbą odwzorowania przeciętnego mieszkańca Skandynawii nadbałtyckiej X-XIww. Wzorowałem się na elementach stroju osobnika głównie z terenów Szwecji.

Niektóre wzory historyczne wykorzystane prze doborze fasonu:

Tunika z Birki:


Kaptur z Bocksten:


Wykoju spodni nie posiadam, jeśli chodzi o koszulę, to jest standardowa dla danego okresu i regionu, czyli prostokąty, kwadraty i trójkąty, właściwie to tej samej koszuli z powodzeniem używam na imprezach XIII w.

Buty wzorowane na bazie znanego powszechnie "katalogu"
.

Wykorzystane materiały:

len na koszulę i spodnie,
wełna na płaszcz, kaptur, tunikę, onuce, owijki i spodnie (drugie) oraz rękawiczki i para skarpet.
filc i futro lisie na czapkę
buty skórzane (z filcowymi wkładkami)

Ten zestaw sprawdził się prawie idealnie, aczkolwiek zakladam, że przy -10 i niżej koniecznie musiałbym spać przy samym ognisku i to większym, niż mieliśmy, no i przykrywać się czymś więcej, niż samym plaszczem.

O plaszczu:
w podróży jak ta jest raczej nie przydatny, bo na plecach jest bagaż, natomiast jako przykrycie w nocy jest niezbyt (lub też: zbyt nie-) wygodny. Spanie na zimnie wymaga szczelności ochrony, czego nie moglo mi wpełni zapewnić moje „półkoło”, zaś odslonięta część ciała natychmiastowo i odczuwalnie zaczyna oddawać ciepło. Następnym razem zabiorę koc.

O czapce:
filcową podstawę obszyłem futrem z lisa. Nie obcinalem wystających fragmentów zachodzących na uszy, ani zwisającego z tyłu ogona i powiem tak: względem zachowanych przedstawień, miałem niezły dylemat, czy tak być powinno, ale się z tym wstrzymalem, zakładając, że obciąć „ogonki” mogę w każdej chwili.
W trakcie podróży doszedłem jednak do wniosku, że poczucie estetyki zdecydowanie ustępuje przed potrzebą ciepła, które właśnie owe fragmenty znakomicie zapewniają, a bez których na pewno marzły by mi uszy. Ośmielę się też zakładać, że podobne odczucia i wnioski mogli mieć nasi XI-wieczni poprzednicy nie koniecznie odwzorowani na słynnych tkaninach i in.

O owijkach na nogi:
Sprawdziły się znakomicie (miałem około 4m na każdą nogę). W zestawie z wełnianą skarpetą onucą zapewnił mi ciepło od stopy do kolana na całą podróż.

Buty
Najważniejsze by były wystarczająco luźne tak, by wraz z ww. zestawem wełnianym nie uciskały. Pod tym względem mu mnie było ok.

Do spania pod gołym niebem miałem też:

„Iglaste” gałęzie, kawał grubszego filcu, futro barana, płachtę 2x1m grubego plótna lnianego.

Futro uważam za warunek konieczny do spania, warto też zastosować dodatkowe „owijki” na nogi oraz dodatkowe skarpety, czy onuce, byle nie przesadzać i nie uciskać dopływu krwi do kończyn.
Rękawiczki – wracamy do kwestii odslonięcia i „przecieków” ciepła – koniecznie.
Poza tym Walok, Żenia i ja spaliśmy hurtem, co uważam za przednią metodę do oszczędnego rozchodu ciepła jakie wytwarzamy na mrozie.

Wspomniane wyżej płótno lniane również jest warte szczególnej uwagi.
Pierwszej nocy obozowaliśmy nieopodal zatoki. Porywisty północny wiatr, który się zerwał nagle i na całą noc zostal skutecznie „przystrofowany” właśnie tym kawałkiem materialu oraz drugim takim, posiadanym przez Leifa. Rozciągnęliśmy je do ziemi na „poziomych” konarach drzew. Do samego rana było słychać uderzenia wiatru w „żagle”.

Do dźwigania bagaży miałem kosz wiklinowy, torbę podręczną lnianą, bukłak skórzany 2L.

Narzędzia: scramasax, dwa krótsze nożyki, maczetka do gałęzi, krzesiwkio z krzemieniem, poza tym miałem igly do szycia i nici, około 10m grubej i z 6m cienkiej i cieńszej liny konopnej, co było bardzo przydatne np. przy ustawianiu ww. „wiatrochronu” w nocy.

Prowiant: ser, kasza jaglana, kawał boczku, suszone owoce, suszone warzywa, orzechy laskowe kawałek chleba (a la "litewski"); do picia: woda i „grzaniec”. Do owijania i przechowywania wszystkich zapasów stosowałem kawalki lnu.

Wady w moim ekwipunku:

Muszę mieć szersze szelki na koszu podróżnym, co najmniej 3-4cm i najlepiej podbite czymś miękkim w okolicach szyi i obojczyków.

Przed zawiązaniem buta upewniać się, że wełniana skarpeta, czy onuca dobrze się ukladają na nodze, czy np. nie są "zsunięte". Po pierwszych 10 km poczułem otarcie na stopie, które nie wpłynęło co prawda na tempo i sposób chodzenia, ale co jakiś czas dawalo o sobie znać.

Za duża ilość jedzenia dla mnie i dla psa. Uważam (i nie tylko ja zapewne), że do następnej wyprawy powinniśmy wspólnie planować prowiant, tak by nikt nie musiał wlec zbędnych kg., czyli zabierać tylko optymalny dla calej grupy zestaw. Dotyczy to również zestawu narzędzi i „wspólnych kotłów” do gotowania strawy.

Cieszę się po:

- z całego towarzystwa, a szczególnie, że Walok i Żenia zdążyli dojechać na czas
- że mimo utrudnień doczesnych udalo mi się dotrzeć na wyprawę
- z ilości kilometrów oraz pięknych lasów i równin Wolina, które nas otaczały
- brak „współczesnych” tubylców na szlaku (z wyjątkiem paru rowerzystów)
- z całkowitego braku "niehistorycznych" naczyń i narzędzi do survivalu
- z ciepłego Ulma
leżącego w/na nogach nad ranem, kiedy robi się najzimniej
- z ognisk rozpalonych krzesiwem
- z wieczornych "integracji" po trudach, przy tych że ogniskach
- ze żródeł wody pitnej, które dzięki Vislavowi i Ulmo dane nam było odnaleźć przed zmierzchem.


Pozdrawiam
i do zobaczenia na kolejnym szlaku zimowym :smile:

Więcej zdjęć:

w galerii Vislava (1)
w galerii Vislava (2)
w galerii Vislava (3)
w galerii Vislava (4)

w galerii Błażeja Stanisławskiego

w mojej Galerii

Miłego oglądania :coffee:

p.s. Krótka historia podróży Walok'a z Moskwy na Wolin:
Miał z Moskwy dolecieć do Kaliningradu, by tam z Żenią wsiąść w autokar do Elbląga. Na odprawie dowiedzial się, że lot odwołano. Stanął więc po bilet do Warszawy i tuż przed kasą dowiedzial się, że tamten lot jednak jest aktualny. Opóźniony samolot wylądował w Kaliningradzie w momencie, kiedy autokar z Żenią już wyruszył w stronę granicy. Wskoczył więc do taxi i przywitał się z kompanem na przejściu granicznym tuż przed odprawą celną.
W podróży powrotnej skradziono mu portfel w pociągu do Elbląga, na szczęście stracił tylko pieniądze.. :rolleyes:

koń Tatara

:left: koni niestety na razie nie możemy mieć, metropolia nie sprzyja.. przynajmniej popodziwiam nie swoje :right:



2

dostalismy najlepszy prezent na gwiazdkę!
Mimo pomyślnej operacji nie było pewności co do ew. powikłań.

wczoraj badania guza wyciętego u Ulma wskazały, że nie był to złośliwiec. badania krwi są ok, nerka pracuje jak cza.. no i jesteśmy w niebie :smile: dziekujemy wszystkim, kto z nami miał nadzieję. Thank You God.

przykry początek

potworność losu, mój pies bardzo cierpi, jest po czterogodzinnej operacji chirurgicznej i paru dniach narkotycznych zapaści. ma szew od splotu rzeber przez cały brzuch aż do dumy, wymazany jodyną, ma dziury po kroplówkach i zastrzykach i wygoloną do zabiegów skórę na łapach, przeżył swoje, również bez nas, tam gdzie nie mogliśmy z nim być, wrócił lżejszy o cenę niepieskiego stresu, o jedną nerkę i guza, leży tuż przy mnie i udaje, że nic się nie stało.
jest to dzielny i silny zwierz, będę czekał na niego. God sawe the dog.
December 2009
S M T W T F S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31