Skip navigation.

bigajo

... z zycia wiecznej studentki

Noworocznie

Jakos tak ten czas szybko leci, ze nawet nie wiem kiedy, a tu juz mamy Nowy Rok.

2010

Nie bylo zyczen Swiatecznych (wybaczcie), ale za to bade Noworoczne.

Wszyskim jawnym czytaczom-przyjaciolom, jak rowniez tym niejawnym sympatykom-podgladaczom mojego bloga zycze w tym mlodziutkim nowonarodzonym Roku, aby udalo sie Wam zdealizowac Wasze postanowienia Noworoczne. I zycze Wam tego, czego Wy zyczyliscie innym, bo najczesciej sami tego pragniemy.

A moje postanowienia?

Na razie jedno:
SKONCZYC STUDIA!!!

Swieta i czas spedzony w domu byl krotki i intensywny. Bylysmy w tym roku tylko same z Mama, cale rodzenstwo sietowalo ze swoimi rodzinami. A my z Lemurem musielismy sie rozdzielic, bo w tym krotkim czasie nie dalibysmy rady odwiedzic naszych rodzin. Wiec bylo kameralnie, spokojnie, cieplo i domowo. Wyjatkowo nie-obzarsko, na kolacje wigilijna byla pyszna rybka w tymianku, kluski z makiem (to must have mojej mamy) i lekko slodkie ciasto serkowo-brzoskwiniowe. Byla piekna pasterka, byly drobne prezenty a przede wszystkim byly rozmowy - pogaduchy - i gadanie. No i niestety nauka. Bo nawet we sweita nie moglam zapomniec o zblizajacym sie egzaminie.

A straaaasznie sie boje. Jak chyba nigdy w zyciu zadnego egzaminu. Nie pomagaja stare teksty, ze gorsi juz zdawali, i ze nawet jak nie zdam, to co? Nic nie pomaga. Boje sie i juz. Pomaga mi tylko tekst wujka M: jak sie boisz, znaczy, ze pojdzie sweitnie. I tego sie trzymam. Wiec mimo strachu siedze i kuje, robie notatki i powtarzam.

A sylwester byl spokojny, swietowalismy u kolegi Lukiego, grono 10-cio osobowe. Bylo pyszne jedzenie (moj twor, tzw. "blotko" - mieso mielone, duuzo porow, pieczarki, pomidory, biale wino i serek - o smaku bigosu (????)), byla mafia, byly kalambury, troche tancow, szampan, podziwianie ogni sztucznych u sasiadow i zyczenia. Czyli pelen standardzik. Ale milo przyjemnie i wesolo.

A teraz... Odliczanie.

A w poniedzialek chyba nie pojde do pracy. I tak bym nie mogla sie skupic, tylko myslala o tym, czego jeszcze nie umiem... Wiec chyba lepiej zostac w domu i sie uczyc.

A potem... nie wiem, chyba normalnie sie upije.... A jak znam siebie, to padne i pojde spac.

Nie wiem, czy znajde czas, zeby cos do piatku napisac, wiec prosze juz teraz:

PAMIETAJCIE O MNIE!!!!08.01.2010 godz. 9.15

okragle urodzinki

Przezylam. Ledwie, ale przezylam. Pozegnanie z dwojka jest bolesne....

Kiedy zabiegana, zmeczona, glodna i zmarznieta (praca, naprawa roweru, biblioteka x2, male szukanie prezentow, spotkanie z kolezanka, zeby dac jej notatki, masza urodzinowa + spowiedz), bo oczywiscie wszystko na rowerze przy mrozie -7, dotarlam w koncu do Lamura, i nie bylo kwiatkow, i nie bylo zyczen od nikogo z mojej rodziny, i wogole bo ten dzien wcaaaaale nie jest jakos wyjatkowy, i wogole stara jestem i brzydka, to az sobie musialam poplakac. Zasmarkalam Lemurowi sliczna rozowa koszule, ktora zalozyl specjalnie na moje urodziny, na szczescie nie splakalam sobie makijazu, bo go wcale nie mialam, napsioczylam sie na moj wiek, na wszystko i wszystkich i mi sie lepiej zrobilo.

Wprawdzie mialam jeszcze jedna walke ze lzami, jak w restauracju musielismy czekac w drzwiach prawie 15 min, az nam sie stolik zwolni (rezerwowalismy!!! dzis jest wszysko nie tak!!), ale potem bylo pieknie: szampan rose, przystawki pyszne i roznorodne, na danie glowne Jambalaya z muszlami, krabami, krewetkami i jakimis jeszcze innymi wasaczami. A przy tym rozmowy, smiechy, zwierzenia i "knucie" planow. :smile:

Jeszcze sie tylko raz wzruszlam. Jak dostalam prezent.

Czekalam na niego z wielkim napieciem, szczegolnie, ze Lemur sporo o nim mowil. A wczesniej zwierzyl mi sie, ze sie troche stresuje, jak mi sie spodoba, bo nie mial czasu nawet go jakos szczegolnie zapakowac...

No i faktycznie opakowanie bylo niezle. Brazowa koperta A4, zgieta w polowie, z namalowana czerwonym dlugopisem wstazka z kokardka i kwiatuszki. (Czyli kwiatki byly!). A w kopercie byl.....



tamtaratatattam......


BILET NA LOT BALONEM NAD ALPAMI!!!


Wyobrazacie sobie?????

Niestety musze leciec sama (chyba sporo kosztowalo...), ale za to bede robic setki zdjec. Lot ma byc zimowy i musze go wykorzystac do konca marca, wiec chyba gdzies w lutym sie wybierzemy.



LEMURKU!!!!JESTES CUDOWNY!!!

A potem jeszcze zadzwonila po koleji cala rodzinka, wiec do dwunastej wisialam na skype. I wszystko bylo dobrze. Nooooo moze nie dobrze, ale LEPIEJ.

A dzis bylo odsypiane wczorajszych atrakcji. I powrot do rzeczywistosci.... czyli nauka....

i po bolu!!

Dziekuje za modlitwy, blogoslawienstwa, dobre mysli i trzymanie kciukow.

Poszlo dobze. Pisanie. Bo jaka bedzie ocena, to sie okaze dopiero w stycziu. Nic nie zapomnialam, nawet w trakcie pisania zmienilam pare rzeczy, bo mnie tak spontanicznie naszlo, ze sie w jednym miejscu nie klei, a w innym moge sobie jeden akapit odpuscic... I wyszlo dwanascie stron drobno pisanych. I skurcz mialam w prawej rece. Ale STABILO sie sprawdzily. :smile:

Troche adrenalinki bylo, bo jakzez by inaczej. W sobote wstalam o 5.00 (chcialam o 4.00, ale sama sobie to wybilam z glowy) i powtozylam kazdy tekst. Siedzial w glowie, wiec calkiem spokojna pojechalam na egzamin. NA ROWEZE! Po wielkim sniegu i przy ujemnej temperaturze. Wahalam sie, ale stwierdzilam ze przewietrzenie glowy dobrze mi zrobi, wyjechalam duzo wczesniej, jakby bylo slisko, ubralam sie jak na biegun... i dojechalam szczesliwie i nawet bez jednego poslizgu. Tylko sie spocilam jak mysz...

Temat dostalam ten, ktory lepiej umialam, ale tez ten latwieszy. Czyli w efekcie ten trudniejszy przechodzi na usty...


Bo ja juz myslami przy ustnym jestem... Jeszcze miesiac kucia. Miesiac strachu i stresu. A w miedzyczasie wizyta Malego (hmmm w sumie nie wiem w koncu czy jutro przyjezdzaja czy nie, jak sie Erwina czuje...), moje urodziny (juz za kilka dni, za dni kilka), swieta (jade na 5 dni) i sylwester. Wiec na sama nauke zostaje niewiele czasu... Oby starczylo!

A z ostatnich rozmow...

Lemur jest na etapie poszukiwan prezentu urodzinowego dla mnie i ma z tym problem. Nie kryje sie z tym, wiec dostal pare wskazowek i podpowiedzi. A wczoraj uslyszalam:

- Wiesz co ci chcialem kupic, ale zrezygnowalem? W sumie moge ci powiedziec, bo mam juz cos lepszego.
- Nio?
- Mialas dostac Randke Ze Zwierzakiem!
- Ze co?
- No monachijskie zoo oferuje godzinne radevous z jakims zwierzakiem. Do wyboru jest slon, nosorozec, rybki, zlow i uwaga.... LEMUR KATTA!!!
- :eyes: I co sie robi na takiej randce?
- No mozna go nakarmic, poglaska, pobyc blisko...
- Ufffff.... eeeeee, to fajnie! Bo ja juz mialam wizje kolacji przy swiecach i przy muzyce z nosorozcem... A potem romantyczny taniec...:D

Ale ja sie w takim razie boje, co on LEPSZEGO wymyslil... Juz w czwartek sie dowiem!

A tu macie slodkie Lemurki Katta:

juz jutro...

Czy aby 2 x 13 stron na pewno sie wyrylo w moim umysle?

To sie okaze juz jutro o 8.45. Brrrrrr

Prosze o modlitwe.

A tych co nie wierza, o trzymanie kciukow.

Odezwe sie jutro.

Wielka ci to nowina!

Siostra mnie pogania, a mlodszy brat mnie przegania.

Niniejszym oswiadczam, ze zostane ciocia!! Moj najmlodszy brat sie rozmnaza. GRATULUJE!!

A tudla przypomnienia Maly z Zona Erwina:



Ale tak baj de łej, to normalnie zalapie chyba dola jakiehos... To juz ten wiek, kiedy takie rzeczy doluja. A do tego za tydzien bede miala 30-ste urodziny....

Taaaaak, zalamka totalna. A ja jak jakis studenciak kuc musze do egzaminow. Kurcze, ja juz za stara jestem! Ja powinnam robic kariere wlasnie, realizowac sie zawodowo, biegac do przeczkola i rozpalac ognisko domowe. A tu co mi na starosc przyszlo...

I prosze zadnych pocieszajacych komentarzy.

Ide sobie cichutko poplakac w kacie. Albe jeszcze lepiej, ide zjesc tabliczke czekolady.

Rozmowy

- Jaka ty chuda jestes!!
- Nie jestem chuda!!
- Jestes! Ty wogole brzucha nie masz!!!
- Ale mam za to duzy tylek...
- Wcale nie... :smile: Ale brzucha naprawde nie masz.
- I oby to sie nigdy nie zmienilo!!! Ja mam nadzieje, ze ja nigdy brzucha nie bede miec!
- ...
- No dobra. Moze RAZ. Przez dziewiec miesiecy.
- ... ??? ...
- No dobra dwa razy. I NIE PROS O WIECEJ!!
- Wcale nie bede prosil. Myslisz, ze sie bede pytal? A poza tym jestem zdania, ze dobre geny trzeba rozmnazac. A to dopiero przy trzecim bedziemy na plusie.

Witki mi opadly.

Ja juz to widze! Ha!

W takim razie prosze bez marudzen, jak przyjdzie trzy nosy na raz wycierac i szesc rak na raz myc, i piecdziesiat razy w nocy wstawac.

A moze zrobimy taki deal. Ja: 3 x 9 Miesiecy + Porod, Lemur: 3 x rok z kazdym maluchem. A reszte podzielimy po rowno. Stoi?

:smile:

A poza tym, to wszystko ok. Praca/nauka, nauka/praca.

We wtorek (01.12) moja szefowa miala taki telefon:
-Czy Frau Bigaj oddala juz legitymacje firmowa?
- Eeee... Was?
- Legitymacje. Przeciez od wczoraj juz nie pracuje.
- Eeee, moge pana zapewnic, ze pracuje. Siedzi wlasnie naprzeciwko mnie...

Bo sie okazalo, ze moja stara umowa byla tylko do konca listopada i nikt jakos tego nie zauwazyl... I tak to podpisalam przedluzenie (oczywisce ze wsteczna data) to konca stycznia, bo od polowy lutego zaczynam prace z nowa umowa.

Niezle! W ciagu jednego tygodnia dwie umowy podpisac...

A Lemur sie ze mnie zbijal.

- Poczekaj, kiedy to bylo? We wtorek, kolo czternastej??? Tak. To wlasnie wtedy na gieldzie zanotowano gwaltowny spadek akcji Bertelsmann, a potem wielki skok. Czyli po raz kolejny uratowalas firme!!

No i co ja mam z takim chlopem zrobic? :D

zakwasy tu i tam

No i znow mam zakwasy w klacie....

Jak sie odgrazalam, poszlam znow na basen. Wielkam ci ja jest i twarda, bo lalo niemozebnie. Ale na moje szczescie nie zauwazylam tego wczesniej, dopiero kiedy spakowana wyszlam przed blok. A ze ja zawsze mam ze soba spodnie przeciwdeszczowe, to moglam bez problemu wskoczyc na rower. I nawet lampka sie przejela moja desperacja, bo nagle zaswiecila, kiedy przez ostatnie trzy dni strajkowala.

A basem mam 400 metrow ode mnie. I co lepsze odkrylam to dopiero dwa tygodnie temu. Po 2,5 roku mieszkania tutaj.

Jest calkiem fajny, malo uczeszczany i tani. 1,5h przed zamknieciem mozna wejsc za 2,5€.

Normalnie mialam prawie caly basen dla mnie!!! ALe luksius!! No wiec sobie polywalam 45 min i teraz nie moge rak podnosic.

Tekst nr 1 skrocilam do 12 stron.

I odkrylam czym mi sie najlepiej pisze. A oto tym:



Sie normalnie samo pisze, nie musze prawie wcale przyciskac. Bo z normalnymi dlugopisami dostawalam skurczy miesni...

chyba czeka mnie kucie

W koncu wymodzilam te moje dwie prace na egzamin pisemny. Nie chce mi sie tlumaczyc, wiec dla tych co znaja ten barbazynski jezyk:
1. Ursachen der zweiten Lautverschiebung
2. Klitika im Deutschen: zwischen Morphologie und Syntax.

Piekne tematy, nie? Na kazdy mi wyszlo po ok 13 stron. W Wordzie oczywiscie. Z szerokimi odstepami miedzy linijkami, zeby mniej wiecej jak na A4 wyszlo.

I wlasnie siedze i przepisuje to na papier. Aaaaaaale ja dawno nie pisalam recznie! I do tego statam sie pisac szybko, bo sobie czas mierze. I mi wyszlo, ze moja strone w Worda pisze ok. 17 min. Bez przerw jakichkolwiek. Czyli przy 13 stronach wychodzi mi 3,5h. Na egzaminie mam 4h czasu. Czyli powinnam sie zmiescic. Pol godziny na przeczytanie i poprawienie bledow. Zakladajac oczywiscie, ze bede miala wykuty tekst na pamiec. I nie bede sie zastanawiac ani chwili...

To ja ide kuc.

Ja cie krece... trzynascie stron tekstu wykuc. RAZY DWA!!!!

PS. Mam zakwasy w palcach prawej dloni. Chyba sciskam za mocno dlugopis. Jeszcze zadnego nie zlamalam, ale juz trzy wypisalam. Ale szajs teraz robia!


a co robie teraz?

ja tylko na chwileczke. Bo ja SIE UCZE. I oczywiscie w miedzczasie PRACUJE. Wiec generalnie siedze przed komputerem 14h na dobe.

Dobrze ze mnie Lemur czasem gdzies wyciagnie... I sie wybralismy wczoraj na basem. Sie wymoczylam, poplywalam iii... Wiecie, ze kobiety tez maja miesnie na klacie? Ze tak to ujme -pod piersiami??? To sa chyba te miesnie, ktore maja panie kulturystki pod ichnimi trojkacikami z materialu.

Bo ja wlasnie mam w tych miesniach zakwasy. I w paru innych tez, ale te mnie najbardziej niepokoja. Myslicie, ze mi sie tak zrobi, jak tym wymienionym paniom kulturyskom? Bo ja mam zamiar czesciej plywac tej zimy, i sie obawiam...

A tak z nowosci:

DZIS PODPISALAM UMOWE!!!! Czyli dnia 15.02 zaczynam prace!!!! Juhu!!!

A a weekend byli u nas goscie. Ci sami, u ktorych bylismy na weselichu w sierpniu. Wyobrazcie sobie, ze przyjechali specjalnie z Wrocka na weekend, zeby obejrzec nasze zdjecia i pokazac swoje z ich podrozy poslubnej po USA.

Wpadli w piatek w nocy, zabrali nas swa limuzyna na wycieczke do zamku Linderhof, potem my ich zabralismy na kolacje do chinczyka, a potem wspolnie ogladalismy zdjecia przez pol nocy. W niedziele po poznym sniadaniu spakowali sie i wrocili na slask. Kochani!!! Dzieki za odwiedziny, bylo naprawde sweitnie.

A poniewaz nie mam zdjec w naszej wycieczkie (aparat jest u Lemura) to pokaze zdjecia z wesela.









A tu jeszcze jak szalejemy z Lemurem na parkiecie:

co robilam ostanie trzy dni...

Caly wczorajszy dzien, i pol przedwczorajszego, jak rowniez przed-przedwczorajszy wieczor + kawalek nocy spedzilam bardzo pracowicie.

Na wybieraniu i przebieraniu zdjec z Nepalu. Na szczescie Lemur zaraz po powrocie dokonal wstepnego wyboru 700 najlepszych zdjec (sposrod 5.00 ktore przywiezlismy), czym bardzo ulatwil nam prace.

We wtorek wysortowalimy dalsze 300 najlepszych.

W srode zredukowalismy liczebe do 150.

A caly czwartek ja sie bawilam w przygotowywanie prezentacji, co skonczylo sie dodaniem prawie 50 kolejnych zdjec - zeby mi sie historia kleila.

A po co to?

Bo wymyslilismy, ze zamiast zapraszac wszystkich po kolei do naszych malych metrazy, to wykozystamy, ze miejsce gdzie spotyka sie Stowazyszenie Polskich Studentow dysponuje duzym telewizorem, i zaproponowalismy zarzadowi, ze moze bysmy pokazali tam nasze zdjecia?

W efekcie dostalismy Bar do naszej dyspozycji podczas naszych co.dwutygodniowych spotkan przy piwie, czas od 21.00 i informacje na stronie oraz w Newsletterze.

Przyszlo duuuzo osob. Nie wiem.. kolo 50?

Na szczescie sprzet nie zawiodl... a ja bylam w swoim zywiole :smile:

Choc wczesniej ustalalismy....

L: Ok, to ja witam, i mowie o Maoistach, o szkolnictwie i o dolinie Kali Gandaki.
Ja: Super. A jak bedziesz chcial cos poza tym wtracic, to mi daj znak.

I w efekcie nawijalam przez 1,5 h. A Lemur musial mi oberwac rekaw koszuli, zebym go dopuscila do slowa. A jak juz zaczal cos mowic, to mu przerywalam... I musial mnie poganiac, zebym sie streszczala...

Ale wszystkim sie podobalo i twierdzili, ze im sie wcale nie dluzylo!! I ze bardzo interesujaco opowiadalam, i ze wiele informacji przekazalam (oplacalo sie trzy dni czytac wszelakie dostepne informacie w necie p: ) Ale wziawszy pod uwage, ze byli to wszyscy nasi przyjaciele, to moze mowili to z grzecznosci...

No ja sie w kazdym razie sweitnie bawilam!!

A tu macie te wybranie zdjecia. Obejrzyjcie sobie, bo chyba jest co. :smile: