Skip navigation.

bigajo

... z zycia wiecznej studentki

Wielka ci to nowina!

Siostra mnie pogania, a mlodszy brat mnie przegania.

Niniejszym oswiadczam, ze zostane ciocia!! Moj najmlodszy brat sie rozmnaza. GRATULUJE!!

A tudla przypomnienia Maly z Zona Erwina:



Ale tak baj de łej, to normalnie zalapie chyba dola jakiehos... To juz ten wiek, kiedy takie rzeczy doluja. A do tego za tydzien bede miala 30-ste urodziny....

Taaaaak, zalamka totalna. A ja jak jakis studenciak kuc musze do egzaminow. Kurcze, ja juz za stara jestem! Ja powinnam robic kariere wlasnie, realizowac sie zawodowo, biegac do przeczkola i rozpalac ognisko domowe. A tu co mi na starosc przyszlo...

I prosze zadnych pocieszajacych komentarzy.

Ide sobie cichutko poplakac w kacie. Albe jeszcze lepiej, ide zjesc tabliczke czekolady.

Rozmowy

- Jaka ty chuda jestes!!
- Nie jestem chuda!!
- Jestes! Ty wogole brzucha nie masz!!!
- Ale mam za to duzy tylek...
- Wcale nie... :smile: Ale brzucha naprawde nie masz.
- I oby to sie nigdy nie zmienilo!!! Ja mam nadzieje, ze ja nigdy brzucha nie bede miec!
- ...
- No dobra. Moze RAZ. Przez dziewiec miesiecy.
- ... ??? ...
- No dobra dwa razy. I NIE PROS O WIECEJ!!
- Wcale nie bede prosil. Myslisz, ze sie bede pytal? A poza tym jestem zdania, ze dobre geny trzeba rozmnazac. A to dopiero przy trzecim bedziemy na plusie.

Witki mi opadly.

Ja juz to widze! Ha!

W takim razie prosze bez marudzen, jak przyjdzie trzy nosy na raz wycierac i szesc rak na raz myc, i piecdziesiat razy w nocy wstawac.

A moze zrobimy taki deal. Ja: 3 x 9 Miesiecy + Porod, Lemur: 3 x rok z kazdym maluchem. A reszte podzielimy po rowno. Stoi?

:smile:

A poza tym, to wszystko ok. Praca/nauka, nauka/praca.

We wtorek (01.12) moja szefowa miala taki telefon:
-Czy Frau Bigaj oddala juz legitymacje firmowa?
- Eeee... Was?
- Legitymacje. Przeciez od wczoraj juz nie pracuje.
- Eeee, moge pana zapewnic, ze pracuje. Siedzi wlasnie naprzeciwko mnie...

Bo sie okazalo, ze moja stara umowa byla tylko do konca listopada i nikt jakos tego nie zauwazyl... I tak to podpisalam przedluzenie (oczywisce ze wsteczna data) to konca stycznia, bo od polowy lutego zaczynam prace z nowa umowa.

Niezle! W ciagu jednego tygodnia dwie umowy podpisac...

A Lemur sie ze mnie zbijal.

- Poczekaj, kiedy to bylo? We wtorek, kolo czternastej??? Tak. To wlasnie wtedy na gieldzie zanotowano gwaltowny spadek akcji Bertelsmann, a potem wielki skok. Czyli po raz kolejny uratowalas firme!!

No i co ja mam z takim chlopem zrobic? :D

zakwasy tu i tam

No i znow mam zakwasy w klacie....

Jak sie odgrazalam, poszlam znow na basen. Wielkam ci ja jest i twarda, bo lalo niemozebnie. Ale na moje szczescie nie zauwazylam tego wczesniej, dopiero kiedy spakowana wyszlam przed blok. A ze ja zawsze mam ze soba spodnie przeciwdeszczowe, to moglam bez problemu wskoczyc na rower. I nawet lampka sie przejela moja desperacja, bo nagle zaswiecila, kiedy przez ostatnie trzy dni strajkowala.

A basem mam 400 metrow ode mnie. I co lepsze odkrylam to dopiero dwa tygodnie temu. Po 2,5 roku mieszkania tutaj.

Jest calkiem fajny, malo uczeszczany i tani. 1,5h przed zamknieciem mozna wejsc za 2,5€.

Normalnie mialam prawie caly basen dla mnie!!! ALe luksius!! No wiec sobie polywalam 45 min i teraz nie moge rak podnosic.

Tekst nr 1 skrocilam do 12 stron.

I odkrylam czym mi sie najlepiej pisze. A oto tym:



Sie normalnie samo pisze, nie musze prawie wcale przyciskac. Bo z normalnymi dlugopisami dostawalam skurczy miesni...

chyba czeka mnie kucie

W koncu wymodzilam te moje dwie prace na egzamin pisemny. Nie chce mi sie tlumaczyc, wiec dla tych co znaja ten barbazynski jezyk:
1. Ursachen der zweiten Lautverschiebung
2. Klitika im Deutschen: zwischen Morphologie und Syntax.

Piekne tematy, nie? Na kazdy mi wyszlo po ok 13 stron. W Wordzie oczywiscie. Z szerokimi odstepami miedzy linijkami, zeby mniej wiecej jak na A4 wyszlo.

I wlasnie siedze i przepisuje to na papier. Aaaaaaale ja dawno nie pisalam recznie! I do tego statam sie pisac szybko, bo sobie czas mierze. I mi wyszlo, ze moja strone w Worda pisze ok. 17 min. Bez przerw jakichkolwiek. Czyli przy 13 stronach wychodzi mi 3,5h. Na egzaminie mam 4h czasu. Czyli powinnam sie zmiescic. Pol godziny na przeczytanie i poprawienie bledow. Zakladajac oczywiscie, ze bede miala wykuty tekst na pamiec. I nie bede sie zastanawiac ani chwili...

To ja ide kuc.

Ja cie krece... trzynascie stron tekstu wykuc. RAZY DWA!!!!

PS. Mam zakwasy w palcach prawej dloni. Chyba sciskam za mocno dlugopis. Jeszcze zadnego nie zlamalam, ale juz trzy wypisalam. Ale szajs teraz robia!


a co robie teraz?

ja tylko na chwileczke. Bo ja SIE UCZE. I oczywiscie w miedzczasie PRACUJE. Wiec generalnie siedze przed komputerem 14h na dobe.

Dobrze ze mnie Lemur czasem gdzies wyciagnie... I sie wybralismy wczoraj na basem. Sie wymoczylam, poplywalam iii... Wiecie, ze kobiety tez maja miesnie na klacie? Ze tak to ujme -pod piersiami??? To sa chyba te miesnie, ktore maja panie kulturystki pod ichnimi trojkacikami z materialu.

Bo ja wlasnie mam w tych miesniach zakwasy. I w paru innych tez, ale te mnie najbardziej niepokoja. Myslicie, ze mi sie tak zrobi, jak tym wymienionym paniom kulturyskom? Bo ja mam zamiar czesciej plywac tej zimy, i sie obawiam...

A tak z nowosci:

DZIS PODPISALAM UMOWE!!!! Czyli dnia 15.02 zaczynam prace!!!! Juhu!!!

A a weekend byli u nas goscie. Ci sami, u ktorych bylismy na weselichu w sierpniu. Wyobrazcie sobie, ze przyjechali specjalnie z Wrocka na weekend, zeby obejrzec nasze zdjecia i pokazac swoje z ich podrozy poslubnej po USA.

Wpadli w piatek w nocy, zabrali nas swa limuzyna na wycieczke do zamku Linderhof, potem my ich zabralismy na kolacje do chinczyka, a potem wspolnie ogladalismy zdjecia przez pol nocy. W niedziele po poznym sniadaniu spakowali sie i wrocili na slask. Kochani!!! Dzieki za odwiedziny, bylo naprawde sweitnie.

A poniewaz nie mam zdjec w naszej wycieczkie (aparat jest u Lemura) to pokaze zdjecia z wesela.









A tu jeszcze jak szalejemy z Lemurem na parkiecie:

co robilam ostanie trzy dni...

Caly wczorajszy dzien, i pol przedwczorajszego, jak rowniez przed-przedwczorajszy wieczor + kawalek nocy spedzilam bardzo pracowicie.

Na wybieraniu i przebieraniu zdjec z Nepalu. Na szczescie Lemur zaraz po powrocie dokonal wstepnego wyboru 700 najlepszych zdjec (sposrod 5.00 ktore przywiezlismy), czym bardzo ulatwil nam prace.

We wtorek wysortowalimy dalsze 300 najlepszych.

W srode zredukowalismy liczebe do 150.

A caly czwartek ja sie bawilam w przygotowywanie prezentacji, co skonczylo sie dodaniem prawie 50 kolejnych zdjec - zeby mi sie historia kleila.

A po co to?

Bo wymyslilismy, ze zamiast zapraszac wszystkich po kolei do naszych malych metrazy, to wykozystamy, ze miejsce gdzie spotyka sie Stowazyszenie Polskich Studentow dysponuje duzym telewizorem, i zaproponowalismy zarzadowi, ze moze bysmy pokazali tam nasze zdjecia?

W efekcie dostalismy Bar do naszej dyspozycji podczas naszych co.dwutygodniowych spotkan przy piwie, czas od 21.00 i informacje na stronie oraz w Newsletterze.

Przyszlo duuuzo osob. Nie wiem.. kolo 50?

Na szczescie sprzet nie zawiodl... a ja bylam w swoim zywiole :smile:

Choc wczesniej ustalalismy....

L: Ok, to ja witam, i mowie o Maoistach, o szkolnictwie i o dolinie Kali Gandaki.
Ja: Super. A jak bedziesz chcial cos poza tym wtracic, to mi daj znak.

I w efekcie nawijalam przez 1,5 h. A Lemur musial mi oberwac rekaw koszuli, zebym go dopuscila do slowa. A jak juz zaczal cos mowic, to mu przerywalam... I musial mnie poganiac, zebym sie streszczala...

Ale wszystkim sie podobalo i twierdzili, ze im sie wcale nie dluzylo!! I ze bardzo interesujaco opowiadalam, i ze wiele informacji przekazalam (oplacalo sie trzy dni czytac wszelakie dostepne informacie w necie p: ) Ale wziawszy pod uwage, ze byli to wszyscy nasi przyjaciele, to moze mowili to z grzecznosci...

No ja sie w kazdym razie sweitnie bawilam!!

A tu macie te wybranie zdjecia. Obejrzyjcie sobie, bo chyba jest co. :smile:

Up date do poprzedniej notki

@Czaro - pomysl nie jest zly. Ale temat musi byc lingwistyczny. wiec moze cos w stylu: Wplyw komunikacji sredniowiecznych mrowkowej na dialekty jezyka germanskiego.

O.

Bo ja wlasnie dostalam kolejnego maila od pani promotor. Co by sie zabezpieczyc przed tym, ze nie bardzo wie o czym mowie, kazala mi zmienic cala bibliografie na tytuly, ktore ona zna.

Ja to juz czuje. Bedzie sie czepiac...

Masiaka.

pieriepalki z egzaminami

Dziwny jest tu system egzaminacyjny, naprawde dziwny. No bo tak, napierw pisze prace magstersta - to mam juz za soba - potem mam egzamin pisemny z germanistyki, miesiac potem mam egzamin ustny z germanistyki, a potem jeszcze dwa ustne z kierunkow bocznych - fonetyki i lingwistyki komputerowej.
ALE tematy na egzaminy wymylsam sobie sama!! Jedyny w arunek - nie moga pochodzic z tego dzialu, co praca magisterska.

No i na pisemny wymyslam sobie dwa tematy, dostane z nich jeden wybrany przez moja promotorke i mam napisac wypracowanie w 4 godziny. Ale ja ten temat ZNAM, bo sobie go przeciez sama wymyslilam! Wiec w praktyce wyglada to tak, ze pisze sobie w domu dwa wypracowanka, ucze sie ich na pamiec, pisze ekspresowo z pamieci i wychodze po godzinie.

A teraz egzamin ustny. Tez sobie wymyslam trzy pytania, pisze male wypracowanie, na egzaminie strzelam maly wykladzik i sie modle, zeby nie bylo pytan dodatkowych. Albo jestem rowniez obkuta we wszystko dookola mojego tematu...

Wlasnie po powrocie z urlopu wisial nade mna ten problem. Wymyslic trzy tematy, kazdy z innego dzialu... Tylko ze ja przez cale studia wybiarelam przedmioty, ktore mniej lub wiecej mialy cos wspolnego z fonetyka lub fonologia - to moje ulubione dzialy - wiec o reszcie mam dosyc powierzchowne pojecie.

No wiec jazda do biblioteki - czytamy wprowadzenia i podreczniki w poszukiwaniu tematu - 1. waskiego - zeby za duzo pytan nie mozna bylo zadac 2. przyjemnego - w koncu trzeba sie tego nauczyc 3. latwego - zeby to rozumiec 4. z dosyc przystepna literatura 5. kazdy z innego dzialu.

i wymyslilam co nastepuje:
1. jezyk pisany a jezyk mowiony na przykladzie komunikacji w chacie
2. rodzaje tekstu na przykladzie listu z pogrozkami
3. procesy redukcyjne podczas szybkiej wymowy

W piatek wyslalam i szczesliwa, ze takie fajne tematy mam. Cala sobote mialam swietny humor.
A w niedziele dostalam odpowiedz od promotorki.

1. za waski
2. o wiele za waski
3. odpada, zbyt pokrewny do tematu pracy magisterskiej

Wiec rozumiecie, czemu mialam w niedziele zly humor? Cala zabawa od poczatku... bleee

dzieci Nepalu

Poniewaz mnie moja siostra zrugala bardzo, a autorytetem jest mi ona wielkim i boje sie podpasc, wiec czym predzej wrzucam nowe fotki.

A przy tym poogladalam sobie moje cudowne siostrzenice i mi sie zatesknilo, to dzis bedzie pare dzieciakow, ktore udalo mi sie uczwycic na szlaku.

Ale moze najpierw sie troche usprawiedliwie, jak wam zdradze pewna tajemnice. Nic nie mowilam jeszcze, bo chcialam miec najpierw papierek w rece, ale DOSTALAM KONTRAKT!!! BERTELMANN MNIE PRZEJMUJE!! I do tego w super rozwojowym Teamie, ktory zajmuje sie Affiliate oraz wspolpraca z Micr*osoftem. Zaczynam w polowie lutego!!! Hurra!!! Wprawdzie zaczynam na posadzie Trainee, czyli ucznia = mala kasa, ale mam nadzieje, ze potem dostane normalna oferte. A przy tym - jest krysys + coz ja moge po germanistyce + lubie tych ludzi + interesujace obowiazki = no i co ze za male pieniadze???

No ale mialam sie tlumaczyc. No wiec juz teraz powoli przejmuje nowe obowiazki, mimo, ze jeszcze jestem zatrudniona jako studentka. Ale szefowa juz chce mnie wprowadzac, i w najblizszym czasie chca zatrudnic nowego studenta na moje miejsce. Wiec mam teraz 2 x wiecej roboty, bo moje stare obowiazki ciagle jeszcze musze wypelniac dopoki nie zatrudnia nowej osoby. A do tego musze sie uczyc, bo egzaminy sie zblizaja, wiec pracuje do ok. 16.00 a potem siedze nad ksiazkami do 23.00. Wiec sobie wybrazacie, ze troche duzo mam na glowie i czasu malo.

Ale jak tylko mam troche czasu, to sortuje zdjecia i juz niedlugo bedzie mozna obejrzec je na picassa.

A teraz dosyc gadania, pora na nepalskie dzieciaki.

Ta slicznotka kucala z umiechem i pokazywala na aparat. Nawet rozumiala "Foto?", bo radosnie odpowiedziala kiwaniem glowy. Potem kazalo sobie pokazac zdjecie i z zadowolonym usmiechem zatwierdzila je skininiem glowy. Ps: w tle lydka Lemura. :smile:

Tylko plastikowa butelka, a pol dnia zabawy! (zwroccie uwage na polarek - "oryginalny" North Face!!! :smile:)

Chlopaki maja nadzieje, ze mlodszy kolega da sie pobawic balonikiem (nie widac go..)

Ta modnisia grala zawziecie z bratem chyba w kosci. Pamietam ta gre z podstawowki, ale nie pamietam zasad. Rozrzucalo sie kamyki, wybieralo jeden i przy podrzuceniu go do gory trzeba bylo zebrac reszte z ziemi jednym ruchen i potem zlapac spadajacy kamien... jakos tak to szlo. A jej jak widac niezle to wychodzi!!

Brudasek grzies na szlaku:

Dzieciakom dostaly sie baloniki, ten po lewej nawet ustawil sie drugi raz w kolejce, ale go zlapalam! :smile:

Te rozbojniki rechotaly bardzo, jak zobaczyly swoje zdjecie!

Buntownik:

A ten nie mogl sie zdecydowac na poze:

To malenstwo chwile wczesniej chodzilo i radosnie pierdzialo ustkami. :smile: sama slodycz!

Eh, flirciara jedna! Ale z balonika dumna!!

" A ja mam dwa! ahaha!!" - chyba podwedzil bratu, bo rozdzielalam sprawiedliwie!

A ta dostala pare spineczek:

Ta mala dostala chyba chwile wczesniej bure od mamy:

Annapurna

Dzis bedzie pare widoczkow, bo mi sie zatesknilo za gorami. Zimno i mokro za oknem. Uczyc sie musze. Wiec sobie powspominam.

Tu pierwszy widok na jakas wieksza gore, to chyba jedna z Annapurn, ale pewna nie jestem. Czego jestem pewna to tego, ze jest to dzien piaty naszej wyprawy (co ja bym zrobila bez mojego pamietniczka w podrozy :smile:), jemy wlasnie lunch w jakiejs wiosce na szlaku.



A tu widok sprzed swiatyni buddyjskiej w Upper Pisang na Annapurne II.



A tu taki kawal lodu gdzies po drodze...



A tu leze sobie na lawce, popijam herbatke i podziwiam widoki:



A widok mialam na trzy Annapurny, od lewej Annapurna II, IV i III:



Widok na doline Marshyangdi, wioske Manand i Annapurne II w porannym sloncu:



Z kolosami w tle:



I jeszcze tylko Annapurna dymi: