bigajo

... z zycia mlodej pani manager

Subscribe to RSS feed

Zamkniete

Jak na razie to bezterminowo. Jakos mi sie odechcialo tu pisac.

Ale pozdrawiam wszystkich czytelnikow serdecznie. smile

Poprawinowo

Juz w najblizsza sobote odbedzie sie impreza poprawinowa dla naszych monachijskich przyjaciol, ktorzy nie byli na naszym weselu - w sumie ok 50 ludzia. Strasznie sie ciesze na ta impreze. Uwielbiam bawic sie w tym towarzystwie. A teraz dodatkowo bede mogla zalozyc po raz drugi moja przepiekna suknie slubna, i to jest niesamowite. Sama ja wypralam, bo nie chcialam placic 100€ za czyszczenie chemiczne. Niby na metce stalo, ze nie wolno prac, ale mi sie nie chcialo wierzyc. Delikatnie, w chlodnej wodzie, i sie udalo. I zaoszczedzilam kupe kasy.

Nawet chyba ciasnote mojej sukienki przezyje. Po prostu nie bede nic jadla smile

Nie wiem, co zrobic z wlosami, bo scielam je po weselu. chyba zadnej fryzury sie nie uda wymyslic.

bo tak, to juz chyba nie bede wygladac:



Kolega K. bedzie nam dj-owal, ma doswiadczenie, znamy sie i wiem, ze bedzie puszczal swietna muzyke.

Beda weselne zabawy, gorzko-gorzko, stolat, tort, rzucanie welonem i wodka weselna!

Bedzie super!

Jest tylko jedno ALE.

Czy ktos to moze za mnie zorganizowac?????

Bo mi sie nie chce.... Bedziemy sami robic jedzenie, sami stroic sale, sami wozic sprzet naglasniajacy. Mamy olbrzymie wsparcie przyjaciol, dziewczyny zrobia salatki, chlopaki przyjda stoly ustawiac, ale i tak wiekszosc decyzji musimy podjac sami, wymyslic zabawy, zrobic zakupy idt itp. Troche mam juz dosc organizowania po weselu, jestem zmeczona.

Jedyne co mnie motywuje, to ludzie. Bo niesamowicie pomagaja, i wiem, ze nie maja wygorowanych wymagan. Nikt nie oczekuje obslugi, trzech dan, wodzireja i transportu. Oni chca NAS w pelnej krasie zobaczyc (slyszalam juz rozczarowane westchniecia, ze nie bede miala takiej samej fryzury), wypic z nami wodke, zagryzc ogorkiem, i skakac do bialego rana. I za to ich uwielbiam smile

poslubnie

No wiec w koncu mam chwile czasu. Ale niestety niezadluga, bo sie z okazji nieobecnosci meza (poszedl na meskiego pokera) zabralam za malowanie przedpokoju i musze teraz posprzatac.

No wiec wesele sie odbylo. I bylo cudownie. Nie jestem pewna, czy potrafie wyrazic te uczucia i przezycia.

Tydzien przed weselem pojechalismy do Polski i codziennie jezdzilismy, zalatwialismy, przymierzalismy, odwiedzalismy i ustalalismy. W wielki Czwartek wybralismy sie pod Warszawe odwiedzic mojego chorego wujka (pisalam tu juz o nim, to ten wujek ksiadz, ktory mial wypadek rowerowy. A teraz ma raka...). Byla to bardzo stresujaca wyprawa i trwala chyba 14h. W miedzyczasie Triduum Paschalne i uroczystosci, ktore bardzo lubie. Niestety nie moglam w pelno przezywac tych nabozenstw, bo moje mysli ciagle krazyly kolo wesela. Ale mysle, ze Pan Bog mi to wybaczy.

Kryzys mialam w Wielka Sobote i w Niedziele Wielkanocna. W sobote przeczytalam prognoze pogody, a w niedziele ogarnelo mnie potworne zmeczenie i ryczalam bez powodu. Na szczescie dostalam od mamy ziolowe tabletki na uspokojenie i pomogly rewelacyjnie!!!! Bylam spokojna, wesola i rozluzniona. Dzieki nim poglam sie delektowac kazdym momentem.

Poniedzialek Wielkanocny oczywiscie fryzjer i makijaz, no i sukienka. Z relacji wygladalam rewelacyjnie. I nieskromnie przyznam, ze sama sie sobie bardzo podobalam i jak bym mogla, to bym sie ze soba ozenila. Ale to Lemur mial te przyjemnosc.

Slub byl przepiekny, spokojny i uroczysty. Nie stresowalismy sie wcale, patrzylismy sobie w oczy i czule sie usmiechalismy. Moment grozy przezylismy, kiedy Lemurowie obraczka sie nie mogla zmiescic. Ja dalam rade tylko do polowy palca, on potem wcisnal dalej. Ale naprawde jest za mala, ja nie wiem, jak miara byla wizieta... miesci mu sie tylko na lewa reke. Ale to tez ok, prawda? W niektorych krajach nosi sie przeciez na lewej...

Po wyjsciu z kosciola troche nas pokropilo, ale ucieklismy z zyczeniami na sale i bylo ok. Wesele bylu cudowne, byly tance, zabawy, tance, cudowne jedzenie, tance, pogaduchy, tance, toasty, tance, gorzko-gorzko, tance. No i tance.

Jedyny mankament, to byla moja cudowna suknia, ktora niestety nie byla uszyta dla kobies jedzacych. Lezala pieknie, do czasu az zjadlam obiad. Wtedy to sie okazalo, ze tak mi trzyma zebra i uciska, ze na parkiecie robili mi sie slabo, nie moglam oddychac, a zoladek mnie bolal strasznie. Musialam co 15 min. odsuwac suwak, coby troche powietrza zlapac. Na szczesie mielismy wysokie krzesla i nikt nie widzial. Jak tylko ktos podchodzil do nas, Lemur mnie szybko zasowal. Kolo 3.00 rano juz przestalam zasowac. smile W efekcie wypilam tylko jeden kieliszek alkoholu i prawie nic nie zjadlam. Za to wytanczylam sie za wszystkie czasy. Oczywiscie na ile mi sukienka pozwolila. ALe byla tak piekna, ze za nic nie chcialam jej zdjac, wiec nie narzekam. Warto bylo cierpiec. smile

Swietnym pomyslem bylo zorganizowanie wspolnego sniadania dla gosci. Oczywiscie nie wszyscy nocowali, ale z tymi, ktorzy zostali moglismy jeszcze spokojnie porozmawiac i spedzic troche czasu. No i jeszcze jeden genialny pomysl. Na stoliku podczas wesela ustawilismy ksiege goscim, specjalna malutka drukarke do zdjec, klej i dlugopisy i poprosilismy gosci, zeby zrobili sobie zdjecie, wkleili je i cos milego napisali. Z tego powstala genialna ksiazka z niesamowitymi zdjeciami i genialnymi wpisami! Bedziemy ja regularnie ogladac! Polecam to kazdemu!

Do Monachium pojechal z nami kolega Czarek, do ktorego dolaczyla kolezanka Iza (Czaro siedzi w Manchasterze a Iza w Sydney. Pozdrawiamy! I odwiedzimy was kiedys!) wiec oddalismy sie przyjemnosciom imprezowo-wycieczkowym. Pierwszy spokojny wieczor mielismy dopiero w czwartek, a w sumie to dopiero dzis odpoczelismy.


Generalnie byl to cudowny czas, intensywny i niezapomniany. Teraz zabieramy sie za zorganizowanie malej imprezy dla przyjaciol w Monachium, ktora odbedzie sie 21.05. A potem trzeba bedzie planowac nasza sierpniawa podroz do Peru. Trzeba by sie zabrac za nauke hiszpanskiego... Ale kiedy? Bo jak patrze na kalendarz, to nastepne dwa miesiace mamy kazdy weekend zajety... smile

Ps. Lemur sie zakochal w moich slodkich siostrzenicach i koniecznie musimy sobie takie jak najszybciej sprawic!!! Ok, to ja juz lece sie starac. smile

Ps. Postaram sie wrzucic niedlugo jakies zdjecia. Mamy na razie tylko jakies od gosci, te profesjonalne dostaniemy pewnie za jakis czas...

jest

Melduje, ze stres jest. STOP Jestem zmeczona STOP Nie wysypiam sie STOP Mam tysiac rzeczy na glowie STOP czemu ten czas tak leci? STOP

przed weselem

wlasnie wyjelam kolejny chlebek z piekarnika i nie czekajac az ostygnie skonsumowalam chrupiaca pietke z maselkiem. Mniam! Jak zwykle smakuje rewelacyjnie, ale jak zwykle nie zadowala mnie wyglad miaszu. Jest taki zbity i troche glamiasty... Musze jeszcze popracowac nad moim zakwasem.

***

Wesele juz za trzy tygodnie, a ja ciagle jeszcze nie mam stresa. Coraz czesciej stresuje mnie, ze nie mam stresa. Bo wszyscy maja. I wszyscy pytaja, czy sie juz stresuje. Wiec czekam, na tego stresa, w tu nic smile. Czy aby nie zapomnielismy o czyms strasznie waznym? Czy nie zalatwilismy czegos istotnego, o czym sie dowiemy tuz przed slubem? I czy to oczym zapomnielismy, jest wlasnie takie stresujace? Bo tak szczerze, ja nie widze powodu do strachu! Bede w towarzystwie mojej rodziny i przyjaciol, bede pieknie wygladac przygotowana i wymodelowana przez specjaliski, bede slubowac kochanemu czlowiekowi.... Czym tu sie stresowac? A jak walne jakas gafe, to sie bede smiac do rozpuku!

No ja naprawde nie wiem... Moze to jest zwiazane z moja osobowoscia? Ja sie nie boje wystapien publicznych, szczegolnie, jak jestem na nie przygotowana. Nawet bym powiedziala, ze lubie wystepowac, lubie byc w centrum uwagi. Niektorzy twierdzili, ze powinnam zostac aktorka... Taaaa, jak bym umiala chodzic na rzesach i spiewac sopranem, do tego urode bogini i figure Bardotki, labo znanych i bogatych rodzico, to moze. Ale tak...

Moze wesele jest naprawde stresujace dla osob, ktore sa niesmiale? Boja sie wystapien? Boja sie ludzi? Maja stresa, ze sie pomyla, cos zle zrobia, ze im widelec spadnie, albo pomyla slowa przysiegi. Moze. No to ja taka nie jestem. smile

Ja sie ciesze. Strasznie sie ciesze. Juz sie nie moge doczekac! Ciesze sie, ze bedzie fantastyczna impreza. Bedziemy sie bawic do bialego rana! Bedziemy dobrze jesc i gadac z niesamowitymi ludzmi. A do tego bede pieknie wygladac i wszyscy beda patrzyc tylko na nas smile I robic nam zdjecia smile


A teraz tylko jeszcze te nudne przygotowania! Kto gdzie siedzi, kto co je i gdzie spi. Czy wszyscy maja jak dojechac? Wydrukowac winietki i menu, wymyslic teksty do zabaw. Cwiczyc rumbe na pierwszy tanie i opalic sie troche, co by nie wygladac jak trup. Kupic bielizne i bizuterie. I buty dla Lemura. Przygotowac mapki dla gosci, jak dotrzec na nocleg. Je sama jeszcze nie wiem co. Na szczescie mamy wiele pomocy, moja mam zajmuje sie oprawa mszy swietej, przyjaciolka M kupi nam wodke, zrobi kwiaty. DAmy rade. smile

No to ide przygotowywac winietki. smile

nastepne hobby

Poniewaz w pracy brakuje mi natychmiastowych efektow, bo nieraz trzeba tygodniami czekac az ktos laskawie odpowie na maila, potrzebuje zajecia, ktore daje natychmiastowe efekty. Stad moja milosc do wiercenia smile.

Moim nastepnym najnowszym odkryciem i hobby, jest pieczenie chleba. No jest taka niesamowita zabawa i przyjemnosc! Calkiem sama ukisilam zakwas. Potrzebowalam do tego tylko trzech podejc. Najpierw sie skwasilo, ale wyszedl zurek, bo ufajac w moje umiejetnosci kulinarne, dodalam wszystkiego na oko. Bo konsystencja miala byc gestej smietany. Ale widac sa rozne smietany. I wyszedl zurek. Ale jakos nie mialam odwagi zrobic zupy - kibelek.

Drugie podejscie mialo dobra konsystencje i nawet zaczelo troche juz gazowac, ale niestety dopadla je choroba . plesn => kibelek.

Za trzecim razem juz widzialam, jaka ma byc kosystencja, wiedzialam, ze woda musi byc przegotowana a sloik wyparzony. I zakwas wyszedl.

Pierwszy chleb byl zytni razowy - i o niebiosa! - Lemurowi smakowalo. Piec razy sie dopytywalam, czy aby na pewno woli moj chleb od sklepoweg? Czy aby na pewno nie robi tego z grzecznosci? I sie dowiedzialam, ze mam przestac sie dopytywac, jak by mu nie smakowalo, to by przeciez powiedzial. No fakt, mowi. Znaczysie nie klamie. Czyli ze smakuje. smile

Zachecona pierwszym sukcesem, od razu sie wzielam za nastepny i rzecz jasna poczulam sie juz specjalistka i zaczelam eksperymentowac. Po dodaniu zbyt duzej ilosci maki razowej wyszedl nam przepiekny gnieciuch, ktory sie kruszyl masakrycznie. I znow sie czegos nauczylam - maka razowa chlonie wode i wtedy ciasto ma byc luzniejsze/mokrzejsze. Lemur jadl, choc mniej chetnie. I nie dziwie sie, bo trzebabylo przy tym troche gimnastyki. Kromeczki mianowicie nie dalo sie zjesc z reki, bo srodek wypadal, tylko trzebabylo trzymac na talerzyku i przysowajac do otworu gebowego ugryzc, starajac sie przy tym oszczedzic talerzyk i zeby. Wiec raczej sie meczylam sama - ale smakowalo niezle. I bochenek zmeczylam.

Trzecie podejscie bylo z tego zamego przepisu, ale zgodnie z poleceniami. Wyszedl piekny chlebek, pachnial i smakowal jak marzenie.

Na weekend bylismy w polsce, wiec sie zaopatrzylam na Olkuskim targu w trzy rodzaje maki, orteby, ziarenka wszelakie i stolnice. Niestety nie znalazlam koszykow do wyrastania chleba. Trzebabedzie sie zwrocic do wujka piekarza z pytaniem, gdzie takie cuda mozna dostac.

Oczywicie, ze moj chleb nie umywa sie do chlebka od wujka Staszka, ktory ma piekarnie od wielu lat, ale dla mnie jest wspanialy i smakuje niesamowicie.

Naprawde polecam wlasnoreczne pieczenie chleba, to naprawde nie jest trudne! A najfajniejsze jest, ze do tego potrzeba tylko maki, wody i troche soli...

Walentynkowy prezent

Troszeczke mnie tu nie bylo. A to nie dlatego, ze nie nic sie nie dzieje i nie mam o czym pisac, wprost przeciwnie. Dzieje sie bardzo duzo. Po prostu mialam przez jakis czas dosc mojego bloga. Obrazilam sie na blogowanie. Obrazilam sie, bo jest to niestety bardzo ograniczona forma komunikowania sie. Forma, ktora pozwala na czytanie miedzy linijkami, domyslanie sie, a nawet wymyslanie tego nienapisanego. Dlatego nie mialam ochoty pisac. Ale poniewaz rzesze moich cztelnikow dopomianaja sie o wpis, pisze. smile Ale prosze, jesli macie jakies watpliwosci, cos jest niejasne, jestescie niepewni, czy naprawde mam to na mysli, co wy zrozumieliscie, to spytajcie. Ale spytajcie ZANIM sie zdenerwujecie, osadzicie, zaszufladkujecie. Bo mozecie sie mylic.

To tyle gwoli wyjsnienia. smile

A u nas wielkich zmian nie ma, ale sa drobne poprawki i male radosci. Postaram sie wszystko powoli updatowac. Dzis bedzie o moim prezencie walentynkowym!

Kupialam sobie sama cudowny prezent walentynkowy. Kwiatki od ukochanego tez dostalam, a jakze. Ale tak sie zlozylo, ze akurat w walentynki udalo mi sie wyjsc wczesniej z pracy i kupilam to, co chcialam miec od dawna. Jestem szczesliwa posiadaczka WIERTARKI!! Prawdziwy bosch! Jest taka sliczna i zgrabna!

Troche musialam poczekac z pierwszy wierceniem, bo jak sie okazalo brakowali mi tez troche dodatkowych przyborow. I po tym jak zakupilam specjalny srubokret do kostek przy lampach, okulary (no bo czasem pyl leci w oczy!), zestaw wiertel, dwa pudla wkretow z dyblami, to moglam zaczac.

Na pierwszy ogie poszedl zegar. Prosze sie nie dziwic, bo zegar jest taki nietypowy i naprawde musial byc przywiercony, bo jest to cos takiego:



Troche sie nameczylam, bo musialam przywlec stol, zeby moc wiecic na odpowiedniej wysokosci.

wiec nastepnym oczywistym zakupem byla drabina.

Lampe w kuchni moglam juz przywiercic stojac na drabinie. I udalo mi sie zarazic Lemura. Najpierw sie troche wzbranial, nie chcial mi odbierac przyjemnosci wiercenia smile, ale namowilam bo i lampe juz wieszalismy razem. Ale radocha!!!! Jest taka piekna!!! I SWIECI!!!!! I w koncu widze, co kroje!

Wieszaki w kanciapie wiercilam juz sama. smile

A naspetne lampy juz czekaja!

A ja juz mam nastepny niezbedny zakup. Takie urzadzenie do sprawdzania, czy w scianie sa jakies kable lub inne niespodzianki.

A to Ola w akcji:


Sprawy weselne w koncu ruszyly.

Zaproszenia w przygotowaniu.

Rodzinka i znajomi poinformowana, terminy porezerwowane.

Nauki przedslubne w trakcie. Znaczysie uczeszczam i udzielam sie ja, Lemur chodzi dla mnie. smile Ale niech chodzi, co by potem nie bylo, ze nie wiedzial. Wprawdzie troche marudzi, szczegolnie kiedy w niedzielny poranek trzeba sie zwlec z lozka i przy temp. -15 jechac na drugi koniec miasta. Ale marudzi naprawde tylko troche. I tylko troche sie krzywi, na temat tego co slyszy. Dzis sie po raz pierwszy wypowiedzial troche zdenerwowanym glosem na temat zaslyszany na spotkaniu z pania o planowaniu rodziny. Ale w sumie mial racje, Bo pani powiedziala, ze prezerwatywy nie dzialaja, bo jesli by dzialaly, to by nie bylo AIDS na swiecie. No troche przegiela. Ale pozatym dalo sie przezyc. Choc w sumie nic nowego sie nie dowiedzialam smile

A pozatym to nic nowego nie slychac, pracy bedzie teraz wiecej, bo sie zgodzilysmy wspomoc kolegow w pewnym projekcie. Trzeba bedzie wallic nadgodziny (rzecz jasna nieplatne), ale w sumie ciesze sie, bo jest do bardzo interesujacy temat. Bedziemy zajmowac sie Shop Management dla pewnego klienta, czyli wszystkim co jest zwiazane z poprawnym funkcjonowaniem TEGO sklepu internetowego. Bedzie fajnie smile

<>

A tu jeszcze mala fotorelacja z mojej ostatniej przygody.































Wywalczylam!

Dzis dostalam w koncu ostateczna umowe w pracy na czas nieokreslony!

Co wcale takie oczywiste nie bylo, bo moj dzial poki co nie przynosi wymiernych profitow. W planach ma sie rozwijac i pozyskiwac nowych klientow, ale poki co rozowo nie jest. Wiec nie bylam pewna, czy mnie przejma. Beda patrzyc na koszta, czy tez raczej spojrza strategicznie na przyszlosc?

I tuz przed swietami sie dowiedzialam, ze jednak licza na rozwoj, i rece do pracy beda jak najbardziej potrzebne. I umowa byla.

Ja sie troszke najezylam, bo sie okazalo, ze oni dla mnie przygotowali umowe, bez zadnej konsultacji ze mna, na jakich warunkach mam byc zatrudniona. Wiec sie zdenerwowalam i juz sie psychicznie nastawialam na walke. Bo mi to wcale latwo nie przychodzi, raczej nie potrafie walczyc o swoje, latwo sie poddaje i wdzieczna jestem za wszystko, co dostane. Tak bylo do tej pory. Ale pracuje nad soba. I dlatego przygotowywalam sie dlugo do tej rozmowy.

I jak przyszlo co do czego, szef po drugiej stronie biurka, umowa i dlugopis na stole, ja zerknelam na nia, iiii... nieeeee.... Malo!!!!!

walcz! zagrzewal mnie moj duch bojowy.

Wiec zebralam cala odwage, usmiechnelam sie niesmialo i szepnelam:

Mialam nadzieje na wiecej...

Kazdy ma! Zasmial sie moj szef. Ale aktualna sytuacja ... bla bla ... male doswiadczeni ... bla bla ... za rok bedzie mozna ... bla bla

walcz do cholery!

Nachylam sie nad umowa, dlugopis drzy w rece, usmiecham sie leciutko i niesmialo do szefa... I cos chyba skumal, wiec dal mi szanse.

Widze, ze potrzebujesz czasu do namyslu. Wez ta umowe ze soba i porozmawiamy za pare dni

No i sie zaczelam namyslac.

Bo przeciez ja chce, lubie firme i ludzi. Praca jest ok, nie ma fajerwerkow, ale daje rade. Mamy super kantyne, doplaty do kursow fitnesu, przeczkole firmowe. Jest to wielki koncern, wiec nobilitacja, slawa i swiatla reflektorow. No i ja faktycznie mam tylko rok doswiadczenia, nie mam wyksztalcenia marketingowego, to co ja wogole za zyczenia mam. Brac co daja i jeszcze w rece calowac.

Ale duch walki nie popuszcza. A inna, co tez byla przez rok na douczeniu i nie miala wyksztalcenia dostala wiecej! Musisz choc sprobowac! Masz tylko rok doswiadczenia, ale za to od razu mialas wielka odpowiedzialnosc, opieka nad klientami, przez miesiac sama caly dzial prowadzilas i nie tlyko wszyscy przezyli, ale nawet klienci byli zadowoleni! Wiec masz argumenty i walcz! A pozatym jak nie ta praca to inna, wiele firm szuka na takie stanowisko, znajdziesz cos lepszego, nie bierz pierwszego ochlapu, co ci z panskiego stolu rzucaja.

Przedstawilam ZA i PRZECIW Lemurowi

No i najpierw mi kazal walczyc, a potem, po konsultacji z kolegami, jednak zmienil zdanie. Bierz co daja. Lepszy wrobel w garsci, niz... Zacznij z ta umowa na ich warunkach i potem bedziesz szukac czegos lepszego. Nie stawiaj sprawy na ostrzu noza, bo jeszcze nic nie dostaniesz. A kolezanka Taka I Taka to szuka i szuka, i za marne grosze cos z nalazla. Przeciez kryzys jest. Ja zarabiam dobrze, ty mozesz troche gorzej.

No i to podzialalo nam nie jak plachta na byka. A wlasnie ze jestem wiecej warta! I dam rade! I pokaze zabki!

Poszlam. Do szefa. Poprosilam o rozmowe. I powiedzialam co myslalam. Ile chce, i jakie mam na to argumenty. I ze oczywiste jest dla mnie, ze kazda firma chce miec pracownika za jak najwieksze pieniadze, a kazdy pracownik chce prace jak najlepiej platna, wiec oni powiedzieli tyle, a ja mowie tyle. I gdzies sie musimy spotkac.

Szef spojrzal zaskoczony, ja spokornialam i dodalam: No sam Pan rozumie, ze musze o swoje zawalczyc.

Na co on sie zasmial, i powiedzial Walcz dziewczyno! Tak trzeba! Ja nie inaczej rozmawiam z moimi szefami! Ale decyzja nie nalezy do mnie, musze isc do szefa XY. Ale nie boj sie, wstawie sie za toba.

No i mam com chciala. smile

Komentarz Lemura? Hurra! To mozemy sie niedlugo zabrac za robienie dzieci!*

Mezczyzni! Jedno im w glowie!

*tutaj trzeba gwoli wyjasnienia dodac, ze na macierzynskim dostaje sie przez rok 65% sredniej z zarobkow ostatniego roku. Warto przez rok zarabiac jak najwiecej, co by potem jakies rozsadne pieniadze dostawac. Wiec trzeba bedzie troche na nowych warunkach popracowac, cobym sobie srednia podwyzszyla. i potem mozna rodzic. smile

Co przyniesie Nowy Rok?

Dla wiekszosci ludzi Nowy Rok jest okresem przelomowym. Czasem kiedy robimy postanowienia, podsumowujemy Stary Rok, snujemy plany na Nowy. Jestesmy pelni nadziei i ciekawosci, co ten nowy rok przyniesie.

A ja nie robie postanowien. Nie podsumowuje starego roku.

Dla mnie Nowy Rok na jedno najwazniejsze znaczenie: JEST JUZ CORAZ BLIZEJ WIOSNY!

Od wigilii - przesilenia zimowego - znow przybywa dnia a noce robia sie coraz krotsze. Tylko patrzec, jak snieg stopnieje i zakwitna przebisniegi i krokusy... Nowy Rok to dla nie zapowiedz slonca i ciepla. Nie zebym tak strasznie niecierpiala zimy, ale stanowczo malo komfortowo czuje sie w tej porze roku. Mam malo energii, duzo za duzo spie i ciagle jestem zmeczona i nie w sosie. A nie lubie tego u siebie. Z zalem wspominam sierpniowe soboty, kiedy Lemur przewracal sie na drugi bok, a ja pelna energii o 7.00 rano zabieralam sie za malowanie kuchni. A teraz? Teraz to ja namawiam do dluzszego poleniuchowania. Jak to On nazywa: Zlemurzylas sie!!! Ale to nie to. To zima.

A z wiosna jeszcze inne zmiany przyjda. Nasz Slub i Wesele. Termin juz ustalony, wszystko zarezerwowane i zaklepane. Jak bylismy na swieta w PL to prawie wszystko juz nam sie udalo zalatwic.

Slub bedzie w klasztorze Karmelitow Bosych w Czernej. To miejsce z mojej mlodosci. Tu czesto jezdzilam na rekolekcje, na wycieczki, nierzadko bywalismy tu na swieta. Mama jest tam prawie mieszkancem i zna wszystkich. Problemu z wyborem nie bylo.





Sala jest. Przepiekna, klimatyczna, niedaleko klasztoru. Tu pare fotek:





Piekna prawda?

Kupilismy obraczki, zarezerwowalismy DJ-a, zabukowalismy hotel - a w sumie dom rekolekcyjny siostr karmelitanek smile - kupilismy garnitur, musznik i koszule. Mamy fotografa - mam to szczescie, ze moj szfagier i szfagierka, oboje sa fotografami i to naplawde swietnymi. Tu troche ich fotek. I zgodzili sie zrobic nam zdjecia, choc my nie chcielismy naszych gosci zatrudniac. Ale skoro nalegali, to nie bedziemy oponowac. smile A do tego uwaga - szfagier ma biuro poligraficzne i zatrudniona graficzke i zrobia nam zaproszenia. Projekt i drukowanie. jak rowniez winietki i co tam bedzie potrzeba. Czy ja nie jestem szczesciara?

A teraz NAJWAZNIEJSZE. Mam juz sukienke. Jest piekna, cudowna, sliczna i do tego tania! Udalo mi sie kupic w salonie sukienke komisowana ,a 30% jej ceny. Jest raz uzywana i dokladnie mojego rozmiaru. Troche trzeba bedzie w pasie zwezic, ale tak to pasuje idealnie. I najgorszy stres tego wesela juz za mna - placenie za sukienke, ktora bede miala na sobie jeden raz - 6 tys. zl. Udalo mi sie tego uniknac! A to tego ona jest taka piekna! Chyba nie wytrzymam i wrzuce jakies zdjecie... A co tam. Lemur juz mnie widzial, wiec i wy mozecie.



Ja cie krece, ale jestem podjarana! Juz sie ciesze! I delektuje sie kazda chwila przygotowan!

Bedzie super!