moja myślodsiewnia

Czyli to czego nie powiem głośno i inne takie tam...

Subscribe to RSS feed

Dobranoc!

Z racji tego, że niestety obawiam się, że ten adres troszkę się spalił postanowiłam przenieść swoje manele gdzie indziej.
Zapraszam http://kay-ta-czarna.mojglos.pl/

Mam nadzieję, że jeśli ktoś to czyta tam trafi:)
Buźka!

Z rodzinnego albumu

Znalazłam takie stare zapiski...Zapraszam zatem do mojej głowy:P





O jedzeniu...

Kobiety o żarciu, jedzeniu, gotowaniu, pichceniu mogą gadać godzinami. Jest w ogóle parę takich tematów, które niezależnie od stanu znajomości prędzej czy później zawsze wypłyną w trakcie rozmowy. To są faceci (co do zasady temat nadrzędny), imprezy i alkohol (ale z wiekiem ten temat zanika jak nieużywany organ), studia i nasze nieszczęsne doświadczenia z wysłannikami piekieł czyli wykładowcami oraz oczywiście jedzenie. Czytałam kiedyś jakiś artykuł, że sama czynność związana z połykaniem pokarmów może być przyjemniejsza niż seks (a przynajmniej kobiety objęte jakimś badaniem takie odpowiedzi wybierały). Niestety muszę się zgodzić. Uwielbiam gotować. Wkręciłam się w ten temat do tego stopnia, że gdyby nie ograniczone środki finansowe to w kuchni szalałabym naprawdę. Zaczynam brać się za rzeczy których do tej pory unikałam jak ognia, próbuję tego o czym nigdy nie myślałam albo pamiętam tylko z dzieciństwa. Na dobrą sprawę ograniczona suma pieniędzy motywuje do poszukiwania interesujących ale tanich rozwiązań - bardzo inspirujące. Dochodzę nawet do wniosku, że mogłabym tak spędzić życie - byleby obok był ktoś kto doceniałby moje starania. Gotować lubię sama ale nienawidzę sama jeść. Jest w tym coś niezwykle przygnębiającego. Nie masz do kogo się uśmiechnąć znad talerza, albo wymienić się uwagami na temat jedzenia...Sprowadza się to wówczas do mechanicznej czynności wkładania widelca do ust. A posiłki można i powinno się celebrować. Wtedy człowiek odchodzi od stołu jakiś szczęśliwszy i bardziej najedzony. Postanowiłam dziś zrobić wątróbkę...pierwszy raz w życiu:P Moja mama robi najlepszą na świecie - z jabłkami i winem. W moim przypadku szału nie było...W zasadzie tak jakby się mi coś zwęgliło...Ale jak to mówią pierwsze śliwki robaczywki i następna będzie dużo lepsza:)Płakać nie płaczę - kosztowała 1,45zł:)

+10 do samopoczucia

Aaa bo śnieg spadł:)
Już nie pierwszy raz ale dziś był wyjątkowo piękny poranek. Spałam raczej słabo. Położyłam się chwilę przed 1a.m. a że miałam egzamin na 8a.m. no to musiałam wstać o tej 6a.m...Położyłam się z myślą, że muszę się skoncentrować na niezaspaniu. Niestety zawsze kiedy tak robię mój sen jest zbyt czujny no i budziłam się w nocy parę razy. Najbardziej schizowa była pobudka o 5.30 z przekonaniem o tym, że woda ciurka i na bank nie będę miała czym umyć głowy bo cała gorąca woda spłynęła już z boilera... No to poszłam chwiejnym krokiem na wpół śpiąc do tej łazienki i się okazało, że zwidy mam jakieś. W ogóle mieszkanie w starej kamienicy ma swoje przezabawne aspekty. Np możemy monitorować przebywanie w łazience naszych sąsiadów. Słychać bardzo wyraźnie każde spuszczenie wody czy branie prysznica albo kąpiel. Odgłosy są zaiste jak przy wodospadzie. Można dostać na głowę - i pewnie to był powód mojego obudzenia dziś rano...Równie ciekawe jest jak się włącza piec. Zawsze dzieje się to meega gwałtownie i parę razy już prawie zawału dostałam no już nie mówiąc o lodówce która na dodatek ma swoje fochy związane ze światłem. Zapala się od czasu do czasu i całkiem serio nie mam pojęcia od czego to zależy.
W każdym razie poranek był przecudowny. Delikatne wschodzące słońce, leżący śnieg na budynkach, drzewach, lampach. Piękny widok. Szczególnie, że 7.30 to taka pora kiedy nie ma jeszcze tłumów na ulicach i można się nacieszyć świtem:) Swoją drogą Sopot zyskuje kiedy otacza go właśnie taka zimowa aura - robi się romantycznie i aż chce się spacerować. Potem zrobiła się śnieżyca ale ją oglądałam już z mieszkania:) Teraz jest piękne słońce tylko sąsiedzi mogliby przestać wiercić. Byłabym im stokrotnie wdzięczna.

O Ideałach

Zastanawiam się ostatnio jakie cechy powinien mieć idealny facet dla mnie...
W zasadzie chyba już o tym pisałam ale temat związków i mężczyzn i uczuć to jest temat zawsze powracający jak bumerang. Od razu mówię gdyby czytał to ktoś kogo znam, że będę się starała nie robić żadnych przytyków do osób znajomych ale to się może zdarzyć:P
Tak jeszcze drogą wprowadzenia myślę, że powinnam zrobić sobie przerwę od związków. Śmiesznie to chyba musi brzmieć w kontekście tego co tu zaraz napiszę ale brak aktywności nie oznacza, że nie można myśleć o tym:)Nieprawdaż?
Ideały nie istnieją. Jest to oczywista oczywistość:)Ale chyba należałoby trochę popielęgnować w sobie to dziecko z odrobiną idealistycznej naiwności, która jeszcze we mnie pozostała. Wydaje mi się, że zbyt dużo wisielczo-realistycznie-cynicznych myśli krążyło mi po głowie w ciągu ostatnich paru lat w tym temacie.
Swoją drogą to jest kuriozum, że wiem co mnie kręci w facetach ale moje faktyczne wybory odbiegają rażąco od tego zarysu, który mam w głowie. Być może wynika to z tego, że zdaję sobie sprawę jak trudno trafić na kogoś takiego a czasem człowiek tak bardzo potrzebuje tej obecności, że korzysta z pierwszej nadarzającej się okazji po to by choć na krótką chwilę zaspokoić potrzeby bliskości, miłości i akceptacji...
Tak czy inaczej uważam, że jedną z najbardziej niesłychanych i niesamowitych rzeczy, które nas spotykają w kontaktach z drugą osobą jest chemia. I nie mam tu na myśli takiego jakiegoś zwykłego zainteresowania wynikającego z tego, że ktoś nam się np fizycznie podoba albo lubimy z nim przebywać. Chemia to jest odbieranie bodźców na zupełnie innym poziomie. To nie jest jakiś tam dreszcz kiedy ktoś się zbliża albo zmieszanie kiedy się rozmawia. To nie jest też poczucie błogości w ramionach drugiej osoby, spokoju i szczęścia. Te wszystkie uczucia można mieć przy przyjacielu albo kumplu. Nawet jeśli nam się podoba:) Ta chemia, o której myślę to jest rodzaj jakiegoś zwierzęcego przyciągania. Uczucie tak silne, że najchętniej pożarłoby się tą osobę. To jest czysty głód, którego nie można zaspokoić. Tak silny, że tylko bycie przez chwilę chociaż z tą osobą może jakoś to złagodzić. Zapach skóry, który oszałamia, głos, który powoduje dreszcze, elektryzujący dotyk...Rzadkie ale nie ma nic cudowniejszego. Jeśli chociaż raz poznało się chociaż namiastkę tego uczucia to wszystkie inne będą blade w porównaniu z nim. Tak więc facet może być ideałem chodzącym ale jeśli nie ma chemii może iść do domu:)
W ogóle marzy mi się facet gotujący:) I to najlepiej taki, który będzie umiał fantastycznie robić to czego ja nie potrafię i się nie tykam. Taki, który zniesie mój kuchenny despotyzm i będzie potrafił stanąć ze mną w szranki na blacie kuchennym. Nie jestem jakąś wybitną kucharką ale lubię gotować i nienawidzę kiedy ktoś mi mówi jak mam coś robić jeśli sam jest słabszy ode mnie. Lubię się uczyć nowych rzeczy ale tylko jeśli czuję szacunek wynikający ze zrozumienia. W innych okolicznościach szybko się irytuję. Lubię kiedy traktuje się ze zrozumieniem moje ograniczenia i nie wciska na siłę tego czego nie mogę lub nie chcę (chociaż tego drugiego jest niewiele - lubię eksperymenty kulinarne i jestem w stanie przełknąć prawie wszystko)...
Facet idealny powinien mieć duży dystans do siebie, poczucie humoru i wiele cierpliwości. Żeby ze mną wytrzymać trzeba być cierpliwym na maksa:P Musi być też taktowny i dobrze wychowany - chociaż przyznaję to bez bicia uwielbiam niegrzecznych facetów. Ale lubię gdy ta niegrzeczność jest raczej niepokornością niż brakiem wychowania. Lubię inteligentnie złośliwych, pewnych siebie i takich którzy potrafią być też czasem bezpruderyjni...Facet nie może być ciepłymi kluchami. Wystarczy, że ja się nad sobą użalam.
Poza tym odwaga i energia życiowa - czyli to czego ja nie mam. W końcu ktoś musi mnie wyciągnąć z mojej nory od czasu do czasu...
No i oczywiście długie zadbane włosy, odpowiedni wzrost:)Nie lubimy kościotrupów i grubasków - chociaż fajnie jak jest trochę ciała do którego można się przytulić:)
Poza tym czerwone wino i czarna koronka:P

P.S. To nie jest oferta matrymonialna:P

(brak tytułu)

Oj był dół. I to jaki...Na szczęście minął. Jakiś czas po poprzednim poście z ciekawości i może trochę for fun sprawdziłam swój biorytm (ja wieeem to jest głupie i nieprawdziwe pewnie p)ale ze zdziwieniem przeczytałam, że akurat w tych dniach miałam tak niskie wszystkie wskaźniki, że no masakra...Jednym słowem tak musiało być.
Jestem w trakcie sesji - w zasadzie mam jutro zaliczenie z jednego przedmiotu i zaraz będę się musiała w końcu zacząć uczyć...
Za oknem jest po prostu strasznie: mokro, wieje, ciemno i w najlepszym przypadku jeśli wziąć pod uwagę temperaturę i tym podobne czynniki pogoda jest późno październikowa. Jak dotąd był tylko jeden dzień kiedy widziałam śnieg - widziałam bo spadł w nocy i w ciągu dnia już nie było po nim śladu. W zasadzie nie ma co narzekać bo jest dość ciepło i to ma wiele plusów:)ale trochę słońca dodałoby energii i pozytywnej strony temu wszystkiemu...
Mam w ogóle taką refleksję, że w zasadzie jest strasznie dużo rzeczy których nie wolno mi tu napisać...Zbyt dużo niewłaściwych osób zna ten adres:/A ja mam w głowie niezły bigos jeśli chodzi o różne sprawy:P
Marzy mi się butelka dobrego wina i jakiś przyjaciel obok, z którym można by się pośmiać z całego tego durnego świata bez napięcia niepewności takiego jakie jest gdy kogoś dobrze nie znasz albo gdy znasz zbyt dobrze ale w niewłaściwy sposób.
Kieliszki kupiłam:) (Ikeo kochamy Cię xD)

Niczego nie będzie żal...

No dobra. Jestem tchórzem (a może raczej tchórzycą:P - w sumie nie ma tu formy żeńskiej:)) Jakiś czas temu przestraszyłam się trolla. Ogólnie rzecz biorąc pojawiło się tu trochę komentarzy niewybrednych brzydkich i typowo hejterskich. Więc spanikowałam i u ciekłam - to robię najlepiej...Z resztą jak przemyślałam temat to doszłam do wniosku, że jest coś beznadziejnie niskiego w wywlekaniu swoich żali na forum publicznym i poddawanie tego tym samym krytyce. Powiedziano mi też, że to co tu piszę nijak nie przystaje do tego jak wyglądam i jak się zachowuję w rzeczywistości...Wychodzi po prostu na to, że jak każdy mam swoją smutną, złą i mroczną stronę.
Jeśli chodzi o to co ze mną dzieje sie w tej chwili - mieszkam w Sopocie - to jak się tu znalazłam to w zasadzie długa historia. Czas mamy:)
Tamten rok był straszny.Jak dotąd chyba najmroczniejszy okres w moim życiu. Chciałam zrobić cokolwiek żeby uciec z miejsca w którym się wtedy znalazłam - w tym smutnym czasie pojawił się ktoś kto chciał być dla mnie i to mnie ujęło. Przez krótkie urwane czasowi chwile czułam się beztrosko szczęśliwa. Za tym poszła decyzja, że zamiast Poznania będzie Trójmiasto. W międzyczasie zaczęłam pracować. Gdyby ktoś kiedykolwiek mi powiedział, że będę agentem ubezpieczeniowym to raczej bym się zdziwiła - dość dziwna profesja jak dla mnie -chociaż z drugiej strony jak mówią: żadna praca nie hańbi. Włąsne pieniądze to coś naprawdę wspaniałego - i niech to pozostanie konkluzją:)
Zamieszkałam w Sopocie z trzema wspaniałymi dziewczynami.Codziennie prawie spaceruję, wszędzie na piechotę. Coraz lepiej poruszam się po Trójmieście, czuję się coraz pewniej...
Ale czuję się pusta. Jak wydmuszka. Mężczyzna odszedł. Stwierdził przedstawiając mi zimną logikę, że sprawiam wrażenie osoby, której na nim nie zależy.
Za każdym razem gdy przyjeżdżam do domu mam ochotę wskoczyć pod tira. Niczego nie czuję. Powinno mi było być smutno, że zostawił mnie facet i jeszcze mi wpierał, że to ja go zostawiłam. Nie poczułam tego.
Kiedy idę ulicą ze słuchawkami na uszach czuję jakbym płynęła. Pewnie jakiś rodzaj paranoi mnie ogarnia bo wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą z wyrzutem kiedy idę tą ulicą...
Czuję się nic nie znacząca.zagubiona...Na dobrą sprawę mogłabym nie wychodzić z łóżka.
Ale ciii...nikt o tym nie wie i niech tak zostanie...

not funny

Generalnie chciałam oficjalnie powiedzieć, że nie piszę tego tutaj po to żeby ktoś się nade mną poużalał. Jeśli nie podoba Ci się dziewczyno coś co tutaj przeczytasz nikt nie zmusza Cię do tego aby na tą konkretną stronę wchodzić. Internet jest na tyle rozległy, że jestem pewna, że bez problemu odnajdziesz w nim miejsce dla siebie. Nie jestem pomarańczową dziewczyną z solarium, dbam o swoją skórę i przeciwieństwie do ciebie za 10 lat nie będę wyglądała starzej od swojej matki.
Więc szanowna panno nie życzę sobie głupich komentarzy.
Tyle
Pozdrawiam

Pffff....

Od długiego czasu wzbiera we mnie morze żalu...Ciężko jest przyznać, że pewne rzeczy, o których słyszymy mają uzasadnienie a co gorsza niestety są prawdziwe. Ale czasem nie wszystko musi zostać wypowiedziane. A moja rodzina mówi zdecydowanie za dużo. Jest to męczące, czasem wręcz nie do zniesienia, szczególnie gdy wypowiadane słowa są oczywistością a fakt, że są mówione na głos dokłada nam poczucia winy czy beznadziei. Zrobiłam sobie w punktach listę bezsensownych słów, które usłyszałam ostatnio. Niektóre są boleśnie trafne inne bezsensownie niedorzeczne. Wszystkie wynikają z troski lub są próbą dalszego wychowywania inne jeszcze są spowodowane złością a może chorobą. Niezależnie od celu są męczące, krzywdzące i nie odnoszą takiego skutku jaki oni by sobie życzyli.
1. Jestem wredną osobą, mam obcesowy i zaczepny ton i na pewno nie mam przyjaciół ani znajomych bo jakże bym mogła mieć jeśli tak z nimi rozmawiam. No i jeśli tak rozmawiam z facetami to na pewno zostanę starą panną. (Pomijam fakt, że jest to jedyny sposób na to by jakos znieść zaczepki mojego ojca, które są właśnie wredne, obcesowe, złośliwe i w żaden sposób nie da się ich puścić mimo uszu.)
2. Całemu złu tego świata (w tym przeziębienie pęcherza, zgubienie torebki i powódź w Australii) winny jest fakt, że się za mocno angażuję. (Być może jest to prawda, ale w tym jednym przypadku nikt nie wini faceta, któy zrobił mnie w balona tylko szuka się winy po mojej stronie!!!co za kuriozalna sytuacja.zawsze angażuje sie tak samo, bo jeśli facet mówi same miłe rzeczy jest dobry i czuły i jest chemia to jako osoba ufna-a inna nie moge być w kontaktach z facetami bo bym zupełnie zwariowała- mam prawo sądzić że to dlatego że coś z tego będzie, i w żaden sposób nie poczuwam się do odpowiedzialności za to że ON jest palantem!!!)
3. Poza tym się narzucam na pewno. (usłyszałam to od wyżej wymienionego, który jak już zostało powiedziane jest palantem ale moja cudna mama nie omieszkała stwierdzić że pewnie ma rację (!!!), powodem dlaczego tak stwierdziła był fakt, iż jako wzgardzona kochanka napisałam mikroskopijną notkę do człowieka, że jest mi przykro, że mnie olał. Poza tym powiedziałam na głos (mój błąd) że uważam, iż siadanie facetowi na kolanach w miejscach publicznych nie jest zbrodnią. Za nic zdrożnego uważam również fakt uprawiania seksu przed ślubem lub bez niego (to drugie też wywołuje kontrowersje))
4. Co gorsza uważam, że na prawde da się żyć bez ślubu i nikt z tego powodu nie cierpi. No i sama nie zamierzam go brać (antychrystem już jestem)
5. Kolejną świetną rzecz usłyszałam już z milion razy od mojego ojca, który przynajmniej raz na dwa dni przypomina mi, że fakt, iż przeziębiłam pęcherz jest wynikiem ekshibicjonizmu/seksu w krzakach(niewłaściwe skreślić) oraz tego, że jak facet do mnie przyjechał a było zimno to siedzieliśmy sobie (kulturalnie) w Macu na kawie.(Jako komentarz dodam, że chodzi mu o samo miejsce, które jest dla niego takie dziwne bo ja tak nie lubię Maca. Ale kawa jest wszędzie taka sama do cholery!!!)
6. Z innej beczki: sytuacja gdy siedzę w słuchawkach, oglądam serial/film/słucham muzyki świadczy o tym że jestem niedojrzała, zdziecinniała, niepoważna oraz że wszystkich oszukuję
7. Objawem niedojrzałości oraz braku wiarygodności jest również jednoczesne oglądanie filmu/serialu/czytanie artykułu oraz pisanie z kimś na gg, bo przecież to oszukiwanie
8. Moim jedynym życiowym zajęciem powinno być poszukiwanie pracy. Najlepiej 24/h z przerwami na króciutki sen bo spanie dłużej niż do 9 jest karalne
9. Ponadto telefon nie służy do flirtowania (!!!)
10. A wkładanie piżamy pod poduszkę jest jakimś idiotycznym akademikowym zwyczajem (który kultywuje odkąd pamiętam...)

Jestem chodzącą katastrofą chyba...
!

No i???

Człowiek nigdy nie uczy się na własnych błędach!!!!Znowu to zrobiłam!!!aaaa...i cholera podoba mi się...
February 2012
M T W T F S S
January 2012March 2012
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29