In my own world...but it is still only my word....??
Sunday, 11. February 2007, 13:07:08
Kolejny dzień mojej marnej egzystencji pozbawionej uczuć wyższych w waszym marnym świecie..
Jaki złośliwy kaprys albo siła sprawiły że tu jestem??
Czekam aż drzwi do mojego świata zostaną dla mnie otwarte...
Ta emocjonalna otchłań waszego świata sprawia że się wypalam...że ta nieliczna prawdziwa część mnie która ocalała z mojego świata i która przetrwała to co sprawiło że tu jestem... powoli umiera...
Czekam..
Wy mówicie, że czekam rok a może dwa...
A może całe moje marne życie w waszym niedoskonałym świecie...czym jest czas??
Jak śmiecie nazywać to co nienazwane ??co niewidoczne i nieuchwytne? coś co trwa od początku waszego świata(jeżeli w ogóle można to nazwać światem) aż do jego końca??(a raczej do chwili w której waszemu panu i władcy(jak to śmiesznie brzmi dla nas istot doskonałych nie z tego świata...)znudzi się oglądanie waszych prób przeżycia...
Wrota do mojej krainy otwórzcie się!!! błagam!!
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………
Ta cząstka mnie, która przeżyła w tym waszym świecie kurczy się z każda chwilą…a raczej kurczyła się…ktoś sprawił, że chce mi się żyć, tańczyć śpiewać, że nawet czasami mam ochotę krzyknąć “trwaj chwilo jesteś piękna”!!(a zdarzyło mi się to teraz po raz pierwszy w tym już odrobinę mniej obcym świecie…)nie żebym w moim miała ochotę krzyczeć to przez cały czas-o ile słowo czas jest tu na miejscu…niesamowite ile jeden uśmiech,uścisk dłoni potrafi wnieś radości i pozytywnej energii,…że jest na tym świecie osoba, na której widok chmara motylków w brzuchu budzi się i zaczyna radośnie trzepotać, ale ten błysk w oczach ten drugiej osoby…iskierki, które iskrzą tylko na twój widok…czysta magia…coś, czego nie można wyrazić słowami….spojrzenia ludzi za nami na ulicy czasami pełne zazdrości i zawiści,…ale to nasz szczęście, które z nas promieniuje i podobno aż razi po oczach.. tylko z nim nie czuje się tu obco przenosimy się do naszego alternatywnego świata…który jest baaardzo podobny do tego , do którego już coraz mniej tęsknie zwłaszcza gdy jestem z nim…wreszcie zrozumiałam znaczenie słów pokrewne dusze czy dwie połówki pomarańczy…może w moim starym świecie były jednak pewne niedoskonałości…a może właśnie doskonałość waszego i już troszeczkę już mojego świata przejawia się w tym ze mimo wzajemnych niedoskonałości wad złej woli i ogólnie całemu złu tego świata potrafimy się odnaleźć siebie nawzajem i odkryć ze jednak razem jesteśmy doskonali i szczęśliwi tak ze nawet świat wydaje się nam lepszy?? Może żyjąc w moim z pozoru doskonałym świecie tylko istniałam a nie przeżywałam i czerpałam z niego garściami?? Może to nie przypadek ze się znalazłam właśnie tu i teraz…ze czuje to co czuje ze poznałam kogo miałam poznać i ze połączyło nas to co miało nas połączyć…może tak a może nie…zresztą trudno mi też obiektywnie cokolwiek tu pisać…coraz mniej mnie łączy z moim starym światem a jednocześnie jedyna więź emocjonalna jaka mnie łączy z waszym światem to on…czuje się rozdarta wewnętrznie…coraz częściej dopadają mnie wątpliwości czy chce aby brama do mojego świata się otwarła…bo czy on jest już mój?? A może to co mnie z nim łączyło tez powoli umiera?? dlaczego oragrnją mnie wątpliwości?? najlepszym rozwiązaniem było by pozostanie w tylko naszym świecie…ale to niemożliwe…awykonalne amoralne aspołeczne akulturalne …
Odkryłam w tym świecie jeszcze jedna rzecz, która sprawia ze zapalają się iskierki w moich oczach a i motylki zaczynają się wybudzać ze swojego letargu…nigdy bym się pomyślała ze obcowanie z przyrodą i podziwianie jej piękna z końskiego grzbietu może dostarczać tyle doznań, wrażeń nieś ze sobą tyle samo niespodzianek i radości z każdym śladem kopyta odciśniętym na drodze wrażeń i odkrywania samego siebie i tego pięknego i inteligentnego zwierzęcia…świadomość ze można nawiązać tak silna wież emocjonalna, rozumieć i poznawać się coraz lepiej z każdym ruchem szczotki sierści, z każdym wyciągniętym kamieniem z kopyta czy zaplecionym warkoczykiem…myślałam ze zapominam o tamtym świecie tylko gdy jestem z nim a tu zaskoczenie…on dalej jest dla mnie najważniejszy i tej radości z przebywania z nim nic nie zastąpi…ale jak można pozostać obojętnym na radosne rżenie na twój widok połączone z radosnym cwałem z drugiego końca padoku do ciebie?? na poszturchiwanie chrapami aby się upewnić ze ty to ty??
Tego się nie da porównać tej radości szaleństwa i brykania razem po okolicznych drogach, polach, lasach…ścigania się z sarnami i wiatrem…pokonywaniem strachu i uczuciu ze możesz zaufać tej istocie oraz ze ona ufa tobie…i wreszcie po raz pierwszy mogę napisać, że poczułam wiatr we włosach ze popłynęłam a raczej pofrunęłam czy pognałam…a już myślałam, że już nigdy tego nie doświadczę…kolejny kaprys losu, ale takich może być jak najwięcej…ktoś może pomyśleć wariatka i samobójczyni nie troszcząca się o konia,…ale tej jednej chwili, kiedy czasoprzestrzeń dla nas się zatrzymała, kiedy świat dla nas nie istniał Byłam tylko ja i ona prosta droga, którą gnałyśmy przed siebie- przesuwające się krajobrazy i ten magiczny i tak długo wyczekiwany wiatr we włosach i jedność z tym zwierzęciem i nierealne i magiczne przekonani ze ta chwila jest tak samo ważna dla ciebie i dla niej,…ale wracam już do opisu wybrałam się na przejażdżkę na mojej koffanej klaczce po okolicy…miało być spokojnie tylko delikatny stępik na oklep-w końcu zbliżał się termin oźrebienia i musiałam baaadzo na nią uważać…zjechałyśmy sobie drogą w dół i miałyśmy przed sobą piękna prostą, śliczną i śliską(w końcu to był styczeń)drogę…Zdążyłam tylko wyszeptać jedz jak chcesz i wtedy ruszyła z kopyta…świst powietrza ruszenia z miejsca do cwału wiatr we włosach i to poczucie wolności i czegoś jeszcze czegoś nieuchwytnego i magicznego, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam i już chyba nigdy więcej nie doświadczę…frunęłyśmy w milczeniu i nieopisanej radości…takiej chwili nie zapomina się nigdy i czasami całe życie czeka się na nią…ta jedna jedyna chwila, w której czas płynął inaczej sprawiła,że drzwi do tamtego świata zatrzasnęły się już…być może kiedyś się otworzą, ale moja dusza pozostanie tu już na zawsze: w tych dolinach,pagórkach,leśnych dróżkach czy kłodach zwalonych drzew…to nie drzwi się zamknęły się- to ten świat sprawił że chce tu pozostać…ta brama do innego świata zatrzasnęła się w mojej duszy…i oby kłódka na niej pokryła się rdzą a bluszcz wspomnień utulił w swe ramiona skrywając ją na zawsze przed moim wzrokiem, tęsknotą za tamtym doskonale-niedoskonałym światem…
……………………………………………………………………………………………..
jednak stało się „a miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam ,miało być sto lat sto lat..” kolejny kaprys losu sprawił że słowa usłyszanej piosenki słyszę w szumie fal , szeleście liści na drzewach, świergocie ptaków nawet-o ironio-dręczą mnie w ciszy która zaległa się w moim pustym sercu…motyle zakończyły swój taniec w cieple promyków nadziei a poczcie więźi i przynależności do tego świata kurczy się im bardziej rwiący staje się wodospad moich łez…moje motyle zamarzły bo przestał je ogrzewać blask jego oczu i uśmiechu…chłód i pustka utuliły je w swoje ramiona powili delikatnie jednego później następnego…jeden gest kilka słów które nie tylko wypłoszyły stado motyli ale i zgasiło blask w moich oczach….chciałam wrócić do mojego świata nawet znalazłam już bramę- bluszcz zaczął żółknąć a szelest kilku opadłych liści obwieścił moje przybycie….jednak przejście nadal pozostawało dla mnie zamknięte a może sama nie chciałam znaleźć klucza??
W tym świecie pozostawało jeszcze jedno miejsce, stajnia a w niej jeden boks, które mogło zatrzymać wodospad moich łez, bo jeżeli galop przed siebie nie osuszy powodzi żalu i goryczy spływających po moich policzkach to, no właśnie sama nie wiem, co…może wreszcie odnajdę klucz do bramy??
Zamyślona nie zauważyłam złośliwego uśmiechu losu, który posyłał do mnie swój kolejny kaprys , bez adresu zwrotnego, niestety…a już myślałam ze gorzej być nie może ze to podżeganie obudziło wszystkie uśpione negatywne uczucia w zakamarkach moje duszy….na moje nieszczęście część z nich drzemała dalej nieświadoma tego, iż staną się kluczem do bramy oraz, że kaprys szykuje im brutalna pobudkę. A to nadeszła szybciej niż oczekiwałam jedno słowo „sprzedana” sprawiło, że głęboko skrywane emocje zostały wyrwane ze swojej drzemki płosząc jednocześnie ostatnią chmarę motyli…po raz kolejny ludzie mnie zawiedli albo ja dałam się im kolejny raz nabrać na pięknie brzmiące słówka…niestety sama nie mogłam nic powiedzieć ,pożegnanie nie było nam dane, mogłam tylko stać w jej pustym boksie a w głowie dźwięczał złośliwy chichot losu podsuwający natrętna myśl: rozstanie z Nim pożegnanie z ukochanym koniem gratis…dziękuje za takie promocje…same nie wiem, kiedy znalazłam się przed wrotami do mojego świata…bluszcz wspomnień zrzucił już wszystkie liście tylko jeden jeszcze leży na kłódce…przypominam sobie oba rozstanie tak samo bolesne a tak różne od siebie: to z raniącymi słowami i gestami pośród wzajemnych żali i złości wykrzyczanych niepotrzebnie,i to drugie w ciszy wśród pustych ścian boksu i złorzeczenia ze nie można już nic powiedzieć-może to kara za Tamte wypowiedziane krzywdzącym tonem słowa… stoję na rozdrożu a liście wspomnień szeleszczą pod moimi stopami, znalazłam klucz do bramy był głęboko skryty w mojej duszy…trzymam go w ręku i nie wiem czy otworzyć przejście.. bo który świat mam wybrać ten doskonale-niedoskonały bez bólu i radości ,w którym się tylko egzystuje czy ten niedoskonale-doskonały w którym płacz przeplata się ze śmiechem, miłość z nienawiścią, radość z bólem gdzie po prostu się ŻYJE…ostatni motylek wybudził się ze swego letargu wypuszczam go, gdy ja przekręcam klucz on tańczy z ostatnim opadającym liściem wśród wschodzących nowych promyków nadziei…nie popełnię dwa razy tego samego błędu nie zatrzasnę już bramy miedzy tymi światami, zostawiam ja lekko uchyloną…może jakiś zbłąkany motyl przefrunie przez tą szparę wraz z promieniami nadziei…odchodząc a raczej uciekając, do tej pozbawionej prawdziwych uczuć krainy obserwuje ,niestety tylko cień, zbliżającego się do powierzchni ziemi liścia jednak motyl dalej pląsa…oby wiatr dobrych myśli przywiał go kiedyś to tego świata ,aby pozostałe istoty z mojego świata mogły zobaczyć ten taniec na własne oczy, bo mnie już widok cieni nie wystarczy….teraz OBA światy są moje…nie potrafię wybrać jednego, bo zawsze tęsknie za drugim…jednak już wiem jak otworzyć bramę wiec wszystko przede mną…może następnej chmarze motyli uda się odnaleźć rytm łączący te dwa odrębne światy grające w mojej duszy…
Jaki złośliwy kaprys albo siła sprawiły że tu jestem??
Czekam aż drzwi do mojego świata zostaną dla mnie otwarte...
Ta emocjonalna otchłań waszego świata sprawia że się wypalam...że ta nieliczna prawdziwa część mnie która ocalała z mojego świata i która przetrwała to co sprawiło że tu jestem... powoli umiera...
Czekam..
Wy mówicie, że czekam rok a może dwa...
A może całe moje marne życie w waszym niedoskonałym świecie...czym jest czas??
Jak śmiecie nazywać to co nienazwane ??co niewidoczne i nieuchwytne? coś co trwa od początku waszego świata(jeżeli w ogóle można to nazwać światem) aż do jego końca??(a raczej do chwili w której waszemu panu i władcy(jak to śmiesznie brzmi dla nas istot doskonałych nie z tego świata...)znudzi się oglądanie waszych prób przeżycia...
Wrota do mojej krainy otwórzcie się!!! błagam!!
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………
Ta cząstka mnie, która przeżyła w tym waszym świecie kurczy się z każda chwilą…a raczej kurczyła się…ktoś sprawił, że chce mi się żyć, tańczyć śpiewać, że nawet czasami mam ochotę krzyknąć “trwaj chwilo jesteś piękna”!!(a zdarzyło mi się to teraz po raz pierwszy w tym już odrobinę mniej obcym świecie…)nie żebym w moim miała ochotę krzyczeć to przez cały czas-o ile słowo czas jest tu na miejscu…niesamowite ile jeden uśmiech,uścisk dłoni potrafi wnieś radości i pozytywnej energii,…że jest na tym świecie osoba, na której widok chmara motylków w brzuchu budzi się i zaczyna radośnie trzepotać, ale ten błysk w oczach ten drugiej osoby…iskierki, które iskrzą tylko na twój widok…czysta magia…coś, czego nie można wyrazić słowami….spojrzenia ludzi za nami na ulicy czasami pełne zazdrości i zawiści,…ale to nasz szczęście, które z nas promieniuje i podobno aż razi po oczach.. tylko z nim nie czuje się tu obco przenosimy się do naszego alternatywnego świata…który jest baaardzo podobny do tego , do którego już coraz mniej tęsknie zwłaszcza gdy jestem z nim…wreszcie zrozumiałam znaczenie słów pokrewne dusze czy dwie połówki pomarańczy…może w moim starym świecie były jednak pewne niedoskonałości…a może właśnie doskonałość waszego i już troszeczkę już mojego świata przejawia się w tym ze mimo wzajemnych niedoskonałości wad złej woli i ogólnie całemu złu tego świata potrafimy się odnaleźć siebie nawzajem i odkryć ze jednak razem jesteśmy doskonali i szczęśliwi tak ze nawet świat wydaje się nam lepszy?? Może żyjąc w moim z pozoru doskonałym świecie tylko istniałam a nie przeżywałam i czerpałam z niego garściami?? Może to nie przypadek ze się znalazłam właśnie tu i teraz…ze czuje to co czuje ze poznałam kogo miałam poznać i ze połączyło nas to co miało nas połączyć…może tak a może nie…zresztą trudno mi też obiektywnie cokolwiek tu pisać…coraz mniej mnie łączy z moim starym światem a jednocześnie jedyna więź emocjonalna jaka mnie łączy z waszym światem to on…czuje się rozdarta wewnętrznie…coraz częściej dopadają mnie wątpliwości czy chce aby brama do mojego świata się otwarła…bo czy on jest już mój?? A może to co mnie z nim łączyło tez powoli umiera?? dlaczego oragrnją mnie wątpliwości?? najlepszym rozwiązaniem było by pozostanie w tylko naszym świecie…ale to niemożliwe…awykonalne amoralne aspołeczne akulturalne …
Odkryłam w tym świecie jeszcze jedna rzecz, która sprawia ze zapalają się iskierki w moich oczach a i motylki zaczynają się wybudzać ze swojego letargu…nigdy bym się pomyślała ze obcowanie z przyrodą i podziwianie jej piękna z końskiego grzbietu może dostarczać tyle doznań, wrażeń nieś ze sobą tyle samo niespodzianek i radości z każdym śladem kopyta odciśniętym na drodze wrażeń i odkrywania samego siebie i tego pięknego i inteligentnego zwierzęcia…świadomość ze można nawiązać tak silna wież emocjonalna, rozumieć i poznawać się coraz lepiej z każdym ruchem szczotki sierści, z każdym wyciągniętym kamieniem z kopyta czy zaplecionym warkoczykiem…myślałam ze zapominam o tamtym świecie tylko gdy jestem z nim a tu zaskoczenie…on dalej jest dla mnie najważniejszy i tej radości z przebywania z nim nic nie zastąpi…ale jak można pozostać obojętnym na radosne rżenie na twój widok połączone z radosnym cwałem z drugiego końca padoku do ciebie?? na poszturchiwanie chrapami aby się upewnić ze ty to ty??
Tego się nie da porównać tej radości szaleństwa i brykania razem po okolicznych drogach, polach, lasach…ścigania się z sarnami i wiatrem…pokonywaniem strachu i uczuciu ze możesz zaufać tej istocie oraz ze ona ufa tobie…i wreszcie po raz pierwszy mogę napisać, że poczułam wiatr we włosach ze popłynęłam a raczej pofrunęłam czy pognałam…a już myślałam, że już nigdy tego nie doświadczę…kolejny kaprys losu, ale takich może być jak najwięcej…ktoś może pomyśleć wariatka i samobójczyni nie troszcząca się o konia,…ale tej jednej chwili, kiedy czasoprzestrzeń dla nas się zatrzymała, kiedy świat dla nas nie istniał Byłam tylko ja i ona prosta droga, którą gnałyśmy przed siebie- przesuwające się krajobrazy i ten magiczny i tak długo wyczekiwany wiatr we włosach i jedność z tym zwierzęciem i nierealne i magiczne przekonani ze ta chwila jest tak samo ważna dla ciebie i dla niej,…ale wracam już do opisu wybrałam się na przejażdżkę na mojej koffanej klaczce po okolicy…miało być spokojnie tylko delikatny stępik na oklep-w końcu zbliżał się termin oźrebienia i musiałam baaadzo na nią uważać…zjechałyśmy sobie drogą w dół i miałyśmy przed sobą piękna prostą, śliczną i śliską(w końcu to był styczeń)drogę…Zdążyłam tylko wyszeptać jedz jak chcesz i wtedy ruszyła z kopyta…świst powietrza ruszenia z miejsca do cwału wiatr we włosach i to poczucie wolności i czegoś jeszcze czegoś nieuchwytnego i magicznego, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam i już chyba nigdy więcej nie doświadczę…frunęłyśmy w milczeniu i nieopisanej radości…takiej chwili nie zapomina się nigdy i czasami całe życie czeka się na nią…ta jedna jedyna chwila, w której czas płynął inaczej sprawiła,że drzwi do tamtego świata zatrzasnęły się już…być może kiedyś się otworzą, ale moja dusza pozostanie tu już na zawsze: w tych dolinach,pagórkach,leśnych dróżkach czy kłodach zwalonych drzew…to nie drzwi się zamknęły się- to ten świat sprawił że chce tu pozostać…ta brama do innego świata zatrzasnęła się w mojej duszy…i oby kłódka na niej pokryła się rdzą a bluszcz wspomnień utulił w swe ramiona skrywając ją na zawsze przed moim wzrokiem, tęsknotą za tamtym doskonale-niedoskonałym światem…
……………………………………………………………………………………………..
jednak stało się „a miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam ,miało być sto lat sto lat..” kolejny kaprys losu sprawił że słowa usłyszanej piosenki słyszę w szumie fal , szeleście liści na drzewach, świergocie ptaków nawet-o ironio-dręczą mnie w ciszy która zaległa się w moim pustym sercu…motyle zakończyły swój taniec w cieple promyków nadziei a poczcie więźi i przynależności do tego świata kurczy się im bardziej rwiący staje się wodospad moich łez…moje motyle zamarzły bo przestał je ogrzewać blask jego oczu i uśmiechu…chłód i pustka utuliły je w swoje ramiona powili delikatnie jednego później następnego…jeden gest kilka słów które nie tylko wypłoszyły stado motyli ale i zgasiło blask w moich oczach….chciałam wrócić do mojego świata nawet znalazłam już bramę- bluszcz zaczął żółknąć a szelest kilku opadłych liści obwieścił moje przybycie….jednak przejście nadal pozostawało dla mnie zamknięte a może sama nie chciałam znaleźć klucza??
W tym świecie pozostawało jeszcze jedno miejsce, stajnia a w niej jeden boks, które mogło zatrzymać wodospad moich łez, bo jeżeli galop przed siebie nie osuszy powodzi żalu i goryczy spływających po moich policzkach to, no właśnie sama nie wiem, co…może wreszcie odnajdę klucz do bramy??
Zamyślona nie zauważyłam złośliwego uśmiechu losu, który posyłał do mnie swój kolejny kaprys , bez adresu zwrotnego, niestety…a już myślałam ze gorzej być nie może ze to podżeganie obudziło wszystkie uśpione negatywne uczucia w zakamarkach moje duszy….na moje nieszczęście część z nich drzemała dalej nieświadoma tego, iż staną się kluczem do bramy oraz, że kaprys szykuje im brutalna pobudkę. A to nadeszła szybciej niż oczekiwałam jedno słowo „sprzedana” sprawiło, że głęboko skrywane emocje zostały wyrwane ze swojej drzemki płosząc jednocześnie ostatnią chmarę motyli…po raz kolejny ludzie mnie zawiedli albo ja dałam się im kolejny raz nabrać na pięknie brzmiące słówka…niestety sama nie mogłam nic powiedzieć ,pożegnanie nie było nam dane, mogłam tylko stać w jej pustym boksie a w głowie dźwięczał złośliwy chichot losu podsuwający natrętna myśl: rozstanie z Nim pożegnanie z ukochanym koniem gratis…dziękuje za takie promocje…same nie wiem, kiedy znalazłam się przed wrotami do mojego świata…bluszcz wspomnień zrzucił już wszystkie liście tylko jeden jeszcze leży na kłódce…przypominam sobie oba rozstanie tak samo bolesne a tak różne od siebie: to z raniącymi słowami i gestami pośród wzajemnych żali i złości wykrzyczanych niepotrzebnie,i to drugie w ciszy wśród pustych ścian boksu i złorzeczenia ze nie można już nic powiedzieć-może to kara za Tamte wypowiedziane krzywdzącym tonem słowa… stoję na rozdrożu a liście wspomnień szeleszczą pod moimi stopami, znalazłam klucz do bramy był głęboko skryty w mojej duszy…trzymam go w ręku i nie wiem czy otworzyć przejście.. bo który świat mam wybrać ten doskonale-niedoskonały bez bólu i radości ,w którym się tylko egzystuje czy ten niedoskonale-doskonały w którym płacz przeplata się ze śmiechem, miłość z nienawiścią, radość z bólem gdzie po prostu się ŻYJE…ostatni motylek wybudził się ze swego letargu wypuszczam go, gdy ja przekręcam klucz on tańczy z ostatnim opadającym liściem wśród wschodzących nowych promyków nadziei…nie popełnię dwa razy tego samego błędu nie zatrzasnę już bramy miedzy tymi światami, zostawiam ja lekko uchyloną…może jakiś zbłąkany motyl przefrunie przez tą szparę wraz z promieniami nadziei…odchodząc a raczej uciekając, do tej pozbawionej prawdziwych uczuć krainy obserwuje ,niestety tylko cień, zbliżającego się do powierzchni ziemi liścia jednak motyl dalej pląsa…oby wiatr dobrych myśli przywiał go kiedyś to tego świata ,aby pozostałe istoty z mojego świata mogły zobaczyć ten taniec na własne oczy, bo mnie już widok cieni nie wystarczy….teraz OBA światy są moje…nie potrafię wybrać jednego, bo zawsze tęsknie za drugim…jednak już wiem jak otworzyć bramę wiec wszystko przede mną…może następnej chmarze motyli uda się odnaleźć rytm łączący te dwa odrębne światy grające w mojej duszy…
weź no tu najpierw porządek zrób z tymi komentami
By agnus88, # 12. February 2007, 19:55:06
a jeśli chodzi o poznawanie koników dodałabym, że dużą role w tych wspólnych przejażdżkach odgrywają niespodziewane "zwroty akcji", "urywanie filmu" - gdy ty skaczesz a konik nie koniecznie oraz jakże porzyteczna i zapierająca dech w piersiach (dosłownie i w przenośni) nauka "latania"
By agnus88, # 12. February 2007, 20:04:29
By catharina178cd, # 12. February 2007, 20:21:10
By zetorres, # 13. March 2007, 15:39:06
By zetorres, # 13. March 2007, 15:39:07
By catharina178cd, # 13. March 2007, 16:13:56
I need learn more polish to undersant what you writ.
By zetorres, # 13. March 2007, 16:22:51
By catharina178cd, # 13. March 2007, 18:00:54
By zetorres, # 13. March 2007, 19:05:33
By catharina178cd, # 13. March 2007, 22:12:09
By jcmarques, # 19. October 2007, 11:21:38
By zetorres, # 19. October 2007, 11:23:53
By catharina178cd, # 19. October 2007, 21:11:28
By jcmarques, # 19. October 2007, 22:59:52
By catharina178cd, # 20. October 2007, 12:58:44
By jcmarques, # 20. October 2007, 16:57:36
By catharina178, # 2. February 2008, 14:47:14
By zetorres, # 2. February 2008, 19:48:13
By catharina178cd, # 4. February 2008, 10:22:19
By zetorres, # 4. February 2008, 20:10:33
By catharina178cd, # 5. February 2008, 10:17:43
And time for new photos too:)
By zetorres, # 7. February 2008, 14:02:33
By catharina178cd, # 7. February 2008, 16:08:43
By zetorres, # 7. February 2008, 20:49:16
By catharina178cd, # 7. February 2008, 22:19:37
By zetorres, # 8. February 2008, 15:36:10
By catharina178cd, # 8. February 2008, 19:50:15
By zetorres, # 8. February 2008, 20:25:55
By catharina178cd, # 9. February 2008, 13:41:07
By zetorres, # 9. February 2008, 18:18:04
By catharina178cd, # 9. February 2008, 19:05:32
By zetorres, # 9. February 2008, 21:51:03
By catharina178cd, # 10. February 2008, 09:55:37
By zetorres, # 11. February 2008, 00:42:11
By catharina178cd, # 11. February 2008, 11:54:09
By zetorres, # 11. February 2008, 12:29:41
By catharina178cd, # 11. February 2008, 19:54:20
http://pl.wikipedia.org/wiki/Oceanarium_w_Lizbonie here you will see big sharks:up: alive and you also can dive:)
By zetorres, # 11. February 2008, 20:03:08
By catharina178cd, # 13. February 2008, 11:58:55
By zetorres, # 13. February 2008, 14:01:16
By catharina178cd, # 13. February 2008, 14:27:18
By zetorres, # 13. February 2008, 14:38:03
By catharina178cd, # 13. February 2008, 15:09:59
By zetorres, # 13. February 2008, 15:12:32
By catharina178cd, # 13. February 2008, 15:18:42
By zetorres, # 13. February 2008, 15:30:52
By catharina178cd, # 13. February 2008, 15:43:22
By zetorres, # 13. February 2008, 15:48:19
By catharina178cd, # 13. February 2008, 18:35:39
By zetorres, # 13. February 2008, 19:36:01