Pasterz Drzew

Szymon Gackowski

Subscribe to RSS feed

Sticky post

^^


Muzyczne podsumowanie roku

Szybkie spojrzenie na last.fm i co widzimy w ostatnim roku?



W kwestii wykonawców niespodzianek raczej nie ma. No może pozycja 4. jest trochę przegięta wink Musiałem gdzieś na początku ubiegłego roku maniakalnie słuchać gości z "palenie zabronione". Faza była, faza minęła. Drugie zaskoczenie to pozycja 11. - tak na dobrą sprawę lubię ich tylko jedną piosenkę, a resztę przesłuchałem ot tak, a nuż widelec znajdę coś ciekawego. Nie znalazłem, choć muzyka nie jest zła. Ot, do posłuchania bez większego zagłębiania się w treść.



OK, jak to wygląda w poszczególnych piosenkach? Tu nie da się ukryć, że trochę maniakalnie słuchałem SCOB-ów. No cóż, podeszli mi, szczególnie gdzieś w okolicach jesieni. Ale niekwestionowanym liderem jest "Gorące lato w mieście". Uwielbiam tę piosenkę, klimat który buduje jest niesamowicie wprost ciepły i wręcz czuje się to gorące lato w mieście, zapach topionego asfaltu, szorstką suchość betonu blokowiska... Niesamowite.
Ach, no i Koniec Świata. Poznałem "końców..." gdzieś dawno temu, ale tak naprawdę przekonałem się do nich po koncercie na zeszłorocznych juwenaliach, kiedy to grali przed Kultem i Buldogiem. I wiem, że to może bluźnierstwo, ale z całej trójki na końcach bawiłem się chyba najlepiej.

Kate Nash - nic nowego. Niezmiennie lubię tę piosenkę. Bono? Wynik obejrzenia "Across the universe", który jest chyba jednym z lepszych filmów muzycznych, które widziałem ewer. Zastanawiają mnie natomiast dwie pozycje - Band of Skulls, bo nie przypominam sobie bym ich aż tyle słuchał, oraz Peter Gabriel, bo Solsbury Hill nie jest moją ulubioną piosenką tegoż pana, a statystyki twierdzą, że najwięcej właśnie jej słuchałem. Dziwne.

Squander - poezja. Dzięki tej piosence wróciłem po latach do Skunk Anansie. Żywiołak - również wiosenna inspiracja, zapoczątkowana przez "Świdrygę i Midrygę", rozpalona przez "Psychotekę" właśnie. Kto nie słyszał, niech posłucha. Strange Fruit - o tak, piosenka z niesamowitej płyty - ścieżki dźwiękowej do filmu "Strange Days". Trochę psychodeliczna, trochę klimatyczna, z pewnością godna polecenia.

Co przyniesie kolejny rok? Nie mam pojęcia, lecz z pewnością nie omieszkam podzielić się nową muzyką ^^

Zima



Taka zima, że nawet pentak zamarza. Trzeba mu oddać, trudne warunki miał. Poleżał najpierw 2 godziny w stajni na mrozie, a gdy wracałem przyuważyłem trochę zwierzyny na polu. Co tam, dał radę, tylko bateria nienaładowana padła dość szybko. I tak szacun, że dał radę. Przy 14-stopniowym mrozie? Przyznać się, kogo aparat daje radę?

Przy okazji, na takim mrozie zapis na karcie pamięci nie do końca działa. Gdy podłączyłem ją do komputera, miałem taką oto niespodziajkę. Błędy jak błędy, ale zobaczcie na rzekome rozmiary tych plików bigsmile Dodam tylko że karta 4GB nagle "urosła" mi i zmieściła te pliki łącznie mające ponad 10 bigsmile Wniosek: mróz zwiększa pojemność kart SD

Goń się pan, panie Maslow

Tak chciałbym powiedzieć panu wymienionemu w tytule, gdyby jeszcze żył. Musiał sobie wymyślać tę swoją piramidę potrzeb? Kiedyś ludzie nie zastanawiali się, czy ich podstawowe potrzeby są zaspokojone i żyli sobie szczęśliwie. A teraz? Pff, trzeba pilnować, czy aby na pewno zaspokoiłem potrzebę niższego rzędu, zanim się zabrałem za potrzebę rzędu wyższego. No komedia jakaś. W pyszczek misia, czemu on sobie wymyślił tak trafną teorię?

Choć, czasem zastanawiam się, czy z psychologią nie jest tak, jak z horoskopami - są one pisane tak ogólnie, lakonicznie i bez detali, by każdy mógł dopasować to do siebie. By każdy mógł znaleźć w jakimś horoskopie/teorii psychologicznej coś dla siebie. Trzy wielkie kłamstwa ludzkości?

Kto chce, niech wierzy, kto nie chce, niech nie wierzy. A kto chce siebie i swoją wiarę sprawdzić, temu polecam wykonanie testu na stronie http://enneagram.pl/ . Przyznam się bez bicia - mój wynik zaskoczył mnie trafnością, opis jest niepokojąco adekwatny i pasujący do mnie. I teraz pytanie, co bardziej mnie niepokoi: to, że dałem się zwieść i wierzę, że coś napisanego niezwykle mgliście i ogólnie pasuje do mnie (wersja: naiwny niedowiarek). Czy też to, że za pomocą kilku prostych pytań i paru numerków można określić ze sporą dozą dokładności jakim typem człowieka jestem?


Z innej beczki. Za sprawą pewnej niezwykłej osóbki sięgnąłem ostatnio po nową płytę Moniki Brodki pt. Granda. Przyznam się bez bicia, podchodziłem do niej na zasadzie "kolejne popowe nic". Nigdy nie przepadałem jakoś specjalnie za Brodką i chyba pokutuje w mojej pamięci jej popowy wizerunek z czasów idola i nijakie, wymuszone płyty.
A tu proszę, Monika nam się rozwinęła muzycznie i pokazała w miarę dojrzały i interesujący projekt muzyczny. Genialnie napisane teksty, niezła oprawa muzyczna, interesujące wykonanie... Tekst w "Kropki kreski" jest magiczny, a tak niesamowicie nie wprost, aluzyjnie i uroczo napisanego erotyku, jak Saute dawno nie słyszałem. Wielkie brawo!

W ogóle ostatnio rozmowy obfitują niezwykle w inspiracje muzyczne. No ale to wina rozmów z ciekawymi ludźmi. Chwała im za to! Salve!

Dissolved girl

,

Zastanawiam się dlaczego właściwie nigdy wcześniej nie słuchałem Massive Attack. Dzisiaj za sprawą jednej piosenki zaczynam kompletować ich dyskografię (ciekawe, czy się wybronią w moim mniemaniu z klimatu tej jednej piosenki).

Z innych spraw, zima w pełni. Z dołowaniem drzewek zdążyłem w ostatniej chwili (obsypywałem je już przy lekkim mrozie, a jeszcze tej samej nocy było -12). Mam cichą nadzieję, że im to nie zaszkodzi. Obawiam się, ze drzewka w mniejszych doniczkach mogły niebezpiecznie przemarznąć... Zobaczymy na wiosnę.

Poza tym, biegam z papierkami. Wnioski o 3 stypendia + rejestracja samochodu. Masakra.

A konie zimą są cudnie puszyste i "wyprane" w śniegu bigsmile "To nowe? Nie, wyprane w perwolu p". Postaram się wrzucić w najbliższym czasie jakieś zdjęcia Astona.



http://mahidiel.wrzuta.pl/audio/6zXb5GQkgnp/massive_attack_-_dissolved_girl

Shame, such a shame
I think I kind of lost myself again
Day, yesterday
Really should be leaving but I stay

Say, say my name
I need a little love to ease the pain
I need a little love to ease the pain
It's easy to remember when it came

'Cause it feels like I've been
I've been here before
You are not my savior
But I still don't go

Feels like something
That I've done before
I could fake it
But I still want more


Fade, made to fade
Passion's overrated anyway
Say, say my name
I need a little love to ease the pain
I need a little love to ease the pain
It's easy to remember when it came

'Cause it feels like I've been
I've been here before
You are not my savior
But I still don't go, oh

I feel live something
That I've done before
I could fake it
But I still want more, oh.

3. dzień Birke

Wiosna. Na razie powoli i nieśmiało do nas zagląda, ale jest coraz lepiej.

W telegraficznym skrócie, z frontu drzewkowego:

  • Przygotowania do nowego sezonu pełną parą. Dorobiłem się kilku niezłych doniczek, niektóre nawet z kamyszkami.
  • Minus nadchodzącego sezonu, to potrzeba sporych zakupów. Już kupione: wyżej wymienione doniczki docelowe, nowe druty, płyn do jin, doniczka mame. Nadal do kupinienia: zestaw doniczek przejściowych (plastiki), duży worek ziemi ogrodniczej, osmocote (długodziałający nawóz, w zeszłym roku sprawdził się doskonale i chyba przy nim zostanę), kilka worków żwirku dla kotów (o tym opowiem niedługo).
  • W planach, jesli chodzi o formowanie, to jak na razie posadzenie kilku mniejszych sosen i modrzewi na skałkach, zrobienie porządku z laskiem jałowców oraz formowanie wygranego w zeszłym roku jałowca, prawdopodobnie w stylu sokan.


Z innych spraw, równiez w skrócie:

  • Nowy nabytek w postaci używanego Tamrona 35-90. Niestety, okazuje się, że do makro się nie nadaje (kłopoty z ostrością, aberracje chromatyczne i tym podobne cuda). Trzeba jeszcze wypróbować w portretówce.
  • Lotki przewietrzone, sezon łuczniczy uważam za otwarty. Zrobiony własnoręcznie zimą ochraniacz przedramienia sprawdza się nieźle. Czas jeszcze pomyśleć nad tarczą.
  • Z powodu wiosennej energii słucham maniakalnie ska. Polecam "Gorące lato w mieście" Vespy. Można znaleźć za darmochę na last.fm

Ursula LeGuin - Wydziedziczeni

, , ,

Gdy ją pytano czym się zajmuje, odpowiadała "Jestem genetykiem ryb". Lubiła swoją pracę; łączyła ona w sobie te dwie cechy, które wysoko ceniła: ścisłą, opartą na faktach pracę badawczą, oraz cel, nastawiony na wzrost i poprawę. Nie wykonując takiej pracy nie osiągnęłaby satysfakcji. Ale praca jej nie wystarczała. Większość z tego, co działo się w głowie Takver niewiele miało wspólnego z genetyką ryb.

Miała niewymowny pociąg do krajobrazów i żywych stworzeń. Pociąg ów, nazywany nieudolnie "miłością natury", wydawał się Szevekowi czymś znacznie pojemniejszym od miłości. Istnieją dusze - rozmyślał - których pępowina nigdy nie została odcięta. Które nigdy nie zostały odstawione od piersi wszechświata. Nie traktują one śmierci jak wroga; z radością oczekują gnicia i obracania się w próchnicę. Niezwykły był widok Takver biorącej do ręki liść albo choćby kamień. Stawała się jakby jego przedłużeniem - on zaś jej.
(...)
Pobiegła spojrzeniem za małą niebieską rybką, która łukiem przecinała mroczny zbiornik. Szevek śledził w skupieniu tor rybki, podążając zarazem za biegiem myśli swojej partnerki. Długo włóczył się między zbiornikami, a później często przychodził z Takver do laboratorium i akwariów, rezygnując ze swej arogancji fizyka wobec tych małych, dziwnych żyjątek, wobec istnień, dla których teraźniejszość trwa wiecznie, istotek, które z niczego się nie tłumaczą i nie potrzebują usprawiedliwiać się przed człowiekiem ze swego zachowania.


Ursula K. LeGuin - Wydziedziczeni

Powrót gackowatej lecznicy - kos nielot

, , , ...

Historia lubi się powtarzać. I albo ja mam jakąś tendencję do znajdowania uszkodzonych zwierzaków, albo one mają tendencję do wpadania na mnie p Tak czy inaczej dorobiłem się kosa-nielota.

Od może dwóch dni widziałem w ogródku kosa przesiadującego na berberysie. Myślałem, że po prostu przylatuje tam obżerać jagódki, lokacja znakomita, gąszcz kolców trzyma koty z daleka, żarełko też jakieś jest. Ale dzisiaj sąsiad zwrócił uwagę, że ten kos nie lata, tylko usiłuje łazić po ogródku (a raczej śniegu) skacząc jak kura wink I faktycznie, nielot totalny. Gdy go łapałem nawet nie próbował latać.

Szybkie oględziny nie wykazały żadnych uszkodzeń. Skrzydła w całości, nawet pióra nieuszkodzone. Jedynie skacząc prawym rusza trochę mniej, zatem zapewne coś właśnie z nim ma nie tak. Może krogulec go dopadł i ma stłuczone, nie wiem. Potrzymam go trochę i zobaczę jak to z tym jego lataniem będzie. Na razie wygłodzona bestia pożarła pół jabłka wink A Kicia znowu zazdrosna - bo wyrzucona z pokoju - odstawia fochy, obrażona na cały świat. Znaczy konkretnie na mnie. Na jedno wychodzi.

Szybkie spostrzeżenia, porównując dotychczasowych moich współlokatorów (sikorki, dzwoniec...) z kosem:

  • Kosy jedzą jabłka. Między innymi.
  • Kos jest mniej strachliwy, szybciej daje się złapać. Nie wiem, czy przez szok, czy z natury, jest mało ruchliwy - przez cały dzień nie zmienił miejsca, non stop siedzi na doniczce z kwiatkiem.
  • Kosy są albo mniej kumate, albo bardziej uparte - sikorka bardzo szybko nauczyła się, że przez szybę się nie da zwiać. Kos próbował dopóty, dopóki nie zakleiłem okna papierem pakowym (mam teraz trochę mroczną atmosferę w pokoju, hihi).
  • Kos gryzie mniej dotkliwie, niż sikorka. Chyba ze względu na rozmiar, dziób sikorki był ostry jak brzytwa.
  • Kosy srają na czarno. Przestraszone kosy na rzadko (i również na czarno)

Dusza zmieniona w bitą śmietanę

Powiedzieć, że Wienrich i Boettcher "robią czekoladę", to jak nazwać Leonarda z Quirimu "niezłym malarzem, który lubił majsterkować" albo Śmierć "kimś, kogo wolałbyś nie spotykać zbyt często". Opis jest prawdziwy, ale nie opowiada całej Historii.
Przede wszystkim nie robili, ale tworzyli. To bardzo istotna różnica (zwykle około dziesięciu dolarów na funcie). A choć ich ekskluzywny, niewielki sklep sprzedawał rezultaty tej twórczości, nie zrobili nic tak prymitywnego, jak zapełnianie nimi wystawy. To by sugerowało... no, pewną natrętność.
W&B mieli zwykle na wystawie kompozycję jedwabnych i aksamitnych draperii oraz - na niewielkim postumencie - może jedną ze swych specjalnych nadziewanych czekoladek albo nie więcej niż trzy sztuki swych słynnych lukrowanych karmelków. Nie było tabliczki z ceną. Jeśli ktoś musiał pytać o cenę czekoladek W&B to znaczy, że nie było go na nie stać.
A jeśli skosztował jedną i nadal nie było go stać, to oszczędzał, odmawiał sobie wszystkiego, kradł, sprzedawał podstarzałych krewnych, byle tylko raz jeszcze poczuć w ustach ten smak, który kochał się z językiem, a duszę zmieniał w bitą śmietanę.


T. Pratchet - "Złodziej Czasu"

Inspiracje: styl fukinagashi (smagany wiatrem)

, , , ...

Bonsai to sztuka naśladownictwa przyrody, zatem najlepiej inspiracji szukać w niej samej. Poniżej przedstawiam przykład drzewa, które może być idealną ilustracją stylu fukinagashi (styl "smagany wiatrem", styl ukształtowany przez wiatr). Za wikipedią:

W bonsai w stylu Fukinagashi gałęzie wyrastają lub są wygięte tylko w jedną, wyznaczoną przez wiatr, stronę. Pień może być pochylony w tym samym kierunku co gałęzie lub w stronę przeciwną. Wyróżnia się dwie odmiany stylu, a mianowicie: drzewka uformowane w sposób sprawiający wrażenie, jakby były narażone na działanie ciągłego wiatru lub jakby zostały uderzone nagłym, silnym podmuchem. w tego typu kompozycjach nie można pozwolić sobie na wyrastanie wielu młodych gałązek, gdyż ich zagęszczenie psułoby efekt płynnej linii tego stylu. W tym stylu formuje się głównie sosny (np. Pinus mugo ) i klony (Acer).

Tutaj mamy przykład drzewa, którego główny pień był na tyle silny, że stawił opór wiatrom wiejącym głównie z jednego kierunku, natomiast drobniejsze gałęzie już nie. Warto zwrócić uwagę na dynamikę tego stylu: choć zdjęcie zrobione jest w raczej spokojny dzień, gałęzie sprawiają wrażenie, jakby były cały czas smagane wichurą. Oddać coś takiego w sposób sztuczny, kształtując drzewko, to naprawdę sztuka.

The Windswept Warrior by =jonnygoodboy on deviantART