Wybraliśmy się w sierpniu ze znajomymi w niezapomnianą podróż po Francji. Pojechaliśmy sami, bez biur podróży. Zaplanowaliśmy trasę, wsiedliśmy w samochód, mając zarezerwowane tylko dwa pierwsze noclegi w Strasburgu we Francji, (a w bagażniku namiot i śpiwory na wszelki wypadek) i przejechaliśmy autem po Europie ponad 4 000 km w dwa tygodnie, własnoręcznie (że tak powiem), ja i moja siostra. Po drodze uczyliśmy się korzystać z sieci autostrad

Trasa wycieczki wiodła przez Alzację, Burgundię, Prowansję i Lazurowe Wybrzeże, to dało nam wspaniały przegląd kultury we Francji, gdyż w każdym z tych regionów jest całkiem inaczej - inna atmosfera, inna architektura, inna kuchnia. Zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc, plan był ambitny, czasu mało, więc było bardzo intensywnie. Byliśmy we wspaniałej podróży krajoznawczej, kulturowej i jak dla mnie nade wszystko w niezwyklej i niezapomnianej podróży kulinarnej. Poznałam tyle nowych smaków, że ech .... Tam jest tak różnorodna kuchnia, że ciężko wszystkiego spróbować.
Po długiej podróży z Polski zatrzymaliśmy się na dwie noce w
Strasburgu. Piękne miasto, piękna katedra (wieczorem przeżyliśmy przepiękną iluminację katedry). Kuchnia raczej ciężka tj. golonka i ziemniaki zasmażane w boczkiem, parówka na ciepło, zasmażana kiszona kapusta, a jeden z naszych biesiadników odkrywał nawet walory smakowe szpiku kostnego.
Symbolem Alzacji jest bocian, widać to na każdym targu wśród pamiątek i maskotek.
Malownicze stare miasto.
Kanał Petite France.

Zapraszam na zdjęcia ze Strasbourga
http://my.opera.com/edaniela/albums/show.dml?id=8766052Po dwóch dniach spędzonych w Strasburgu ruszyliśmy w dalszą trasę. Zatrzymaliśmy się w urokliwym Alzackim zabytkowym miasteczku
Obernai.

Zapraszam na zdjęcia z Obernai
http://my.opera.com/edaniela/albums/show.dml?id=8817852Następnie na krótko zatrzymaliśmy się w Miluzie, gdzie obejrzeliśmy wspaniałe zabytkowe modele aut w Muzeum motoryzacji. Muzeum jest ogromne, ekspozycja niezwykła. Poniżej zdjęcie autorstwa eGrazi.
A tu zapraszam na moje zdjęcia z muzeum
http://my.opera.com/edaniela/albums/show.dml?id=8818952Potem ruszyliśmy dalej na południe. W drodze do Dijon trafiliśmy przez przypadek do miejscowości
Gy. Już o oddali miasteczko wyglądało bardzo malowniczo. Chcieliśmy tam dojechać, a na drogowskazie tylko dwie literki GY, nie załapaliśmy od razu, że to nazwa miasta i siostra powiedziała, że ten drogowskaz jest jakiś dziwny, nic nie wskazuje.
Pojechaliśmy tam jednak i zobaczyliśmy malownicze, spokojne (pora sjesty też chyba miała na to swój wpływ) stare, zabytkowe miasteczko, nad którym góruje piękny zamek. Zamek jest teraz własnością prywatną i pan udostępnia go zwiedzającym. Niestety trudności w porozumieniu się z panem, który mówił tylko po francusku doprowadziły do tego, że nas wyrzucił z terenu zamku i zamknął przed nami furtę. Trzeba było się nieźle nagimnastykować, żeby tam wejść jeszcze raz i zwiedzić zamek. A było warto
Zdjęcia z Gy.
http://my.opera.com/edaniela/albums/show.dml?id=8866412Prosto z Gy pojechaliśmy do
Dijon. Piękne miasto w Burgundii, z charakterystycznymi mozaikowymi dachami, słynne na całym świecie z przepysznych musztard (próbowaliśmy faktycznie,w Polsce takich nie ma). Specjalnością Dijon są także pierniki (polskie domowe lepsze

), nie mówiąc o winach. Kuchnia np. wytrawne tarty na zimno, kir, ślimaki. Miasteczko jest jak ze snu, tak nam się tam spodobało, że zostaliśmy jeden dzień dłużej. Symbolem Dijon jest Sowa, w miasteczku jest szlak sowi, małe wizerunki sówek na chodnikach prowadzą do figurki Sowy w murze kościoła Notre Dame, którą trzeba koniecznie pogłaskać w okolicy serca na szczęście. Nie wiedziałam dokładnie gdzie ona ma serce, więc ją całą posmyrałam, aż po pachy. A swoją drogą zabytkowa ta Sowa i bardzo wytarta, trochę jej szkoda. Oto link gdzie znajdziecie to, co zostało z sowy.
http://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2127142,2,6,sowa-z-Dijon.html
W Dijon znaleźliśmy przepiękny mały hotelik w centrum miasteczka, Chamberlain Hotel. Było tam urocze podwórko, chroniące przed upałem, gdzie mogliśmy spożywać śniadania i kolacje, i kontynuować naszą bogatą podróż kulinarną.
Oto nasze śniadanie w hotelu Chamberlain (oczywiście produkty z targu, nie hotelowe).

Zdjęcia z Dijon
http://my.opera.com/edaniela/albums/show.dml?id=8968932Następnym etapem podróży był
Lyon. Miasto trzecie, co do wielkości we Francji, dużo zabytków, w tym ruiny budowli rzymskich. Piękne miasto, inne niż dotychczas widzieliśmy, już się czuło, że jesteśmy coraz bliżej południa Francji.
Oto Lyon
http://my.opera.com/edaniela/albums/show.dml?id=9184792Z Lyon przemieściliśmy się do
Chateaurenard w Prowansji, w tym urokliwym małym miasteczku spędziliśmy kilka nocy, by stamtąd objechać okolicę. W miasteczku oczywiście też trochę zabawiliśmy.
Wieczorami po wycieczkach odpoczywaliśmy w Chateaurenard, spędzaliśmy wspaniale czas. Spacerowaliśmy po małym, spokojnym miasteczku, gdzie wszyscy się z nami witali, jakbyśmy tam mieszkali. Zwiedziliśmy mały zamek, w małej restauracji próbowaliśmy specjalności regionalnych. Tam dostałam najdziwniejsze danie, jakie kiedykolwiek jadłam, było jakieś dziwne, ale nawet dobre. Do dziś nie wiem, co ja właściwie zjadłam. Był też wieczór wyjątkowy w Chateaurenard, akurat w miasteczku było chyba jakieś święto, siedzieliśmy sobie wieczorem w restauracji, w której był koncert Jazzenco, bardzo przyjemnie grali, tak super było się zrelaksować.
A w miasteczku do późna trwał festyn, wracaliśmy przez ulicę pełną straganów z regionalnymi produktami, kupowaliśmy sobie warzywa, świeżą rucolę i regionalny pasztet, a temu wszystkiemu przygrywała lokalna orkiestra. Pan z prawej gra na tarce

Nadszedł czas na
Avignon. Tego reklamować nie trzeba, piękne, jedyne w swoim rodzaju miejsce, w którym spędziliśmy calutki dzień. Było super ...
Cudne zabytki,
cudny most.
a na moście my.
Ależ ekscytującą mamy tę podróż

Potem miasteczko
Nimes, także było warto. Najbardziej podobał mi się ogromny amfiteatr wybudowany przez Rzymian w I w n. e. , gdzie współcześnie odbywały się walki byków. Obecnie organizowane są także koncerty. Właśnie trafiliśmy na zmieniony wystrój areny, czyli scenę i siedzenia dla publiczności. Z najwyższego miejsca areny można podziwiać przepiękną panoramę Nimes. Wkrótce zapraszam na zdjęcia z Nimes.
W drodze do Aix-en-Provence zatrzymaliśmy się na lawendowej łące na śniadanie

Pięknie tam pachniało, mieliśmy cudowny widok na góry, po śniadaniu dziewczyny zbierały lawendę do woreczków.
W pierwszej chwili myślałyśmy, że na łące jest pełno kwiatków, a tam wszędzie były małe ślimaczki.
Aix-en-Provence stolica Prowansji, prawdziwe miasto południa, uwielbiane przez malarzy, urokliwe, pełne regionalnych targów i festynów, pięknych zakątków. Tutaj spróbowałam żabich udek

A ten widok mnie zauroczył

co to musi za zapach się snuć za tą ciężarówką

Tu muszę jeszcze wspomnieć o kuchni prowansalskiej, nie przypuszczałam, że może być tyle zapachów i smaków w jednej potrawie, te potrawy to dzieła sztuki.
Następnie na bardzo krótko zatrzymaliśmy się w Marsylii. Potem pojechaliśmy do
Vence, pięknego miasteczka, w których mieszkał Witold Gombowicz. Tu mieszkaliśmy najdłużej w przeuroczym, rodzinnym, małym hoteliku La Lubiana, przy samej rzeczce o tej samej nazwie. W hoteliku mieliśmy urokliwy pokoik cały w kwiatki i do dyspozycji cudny taras, a z niego taki widok

W Vence byliśmy najdłużej - pięć nocy, chcieliśmy trochę odpocząć i pozażywać atmosfery miasteczka południa. Odnaleźliśmy dom, w którym mieszkał Witold Gombowicz i jego grób na miejscowym cmentarzu.
Mieliśmy ulubioną restaurację, gdzie dawali jeść tak, jak chyba nigdzie na świecie, pod warunkiem, że się zdążyło do 14 - tej

Cudnie było w Vence
Z Vence zrobiliśmy sobie jeszcze tylko jedną wycieczkę do
Nice. Chcieliśmy zobaczyć miasto, ale chcieliśmy też do morza ... morze tam takie ciepłe...
I tak podróż dobiegła końca, jeszcze trzeba było tylko wrócić do domu

Jechaliśmy przez Szwajcarię, gdzie zastała nas zima, temperatura spadła do 4 stopni Celsjusza i przez godzinę staliśmy w korku, bo odśnieżali drogę w górach. A my jechaliśmy z regionów, gdzie było prawie 40 stopni w cieniu, jechaliśmy oczywiście w sandałach i bluzkach bez rękawów