KRAKOW Fullmoon madness
Friday, September 24, 2010 8:35:51 AM
Dziwna pełnia.
Czwartek - dłuuuuugi dzień. I bardzo dziwna noc z czwartku na piątek. I mega-dziwny poranek. Pełnia w tym miesiącu jest wyjątkowo schizująca.
Czwartek zaczął się i skończył dobrze, chociaż to był długi i nużący dzień, wypełniony robotą, frustracją w związku z robotą, tęsknotą za ciepłym łóżkiem, snem i parą ukochanych macek.
Wieczorem zwierzaki zachowywały się przedziwnie, niespokojnie, a Greg (crotalus atrox) przestraszył się niewidzialnego towarzysza w swoim terrarium i strasznie na niego naagresorował. Grześ jest spokojnym wężem, kiedy wchodzę na hodowlę zwykle nie reaguje - czasem machnie na kogoś grzechotką, żeby pokazać, że on tu jest i ma wszystko pod kontrolą - ale tak zagresorowanego jeszcze go nie widziałam. Uspokoił się pod czujnym okiem zaalarmowanego hodowcy, ale dopiero po dłuższym czasie, w którym generował dobrych kilkadziesiąt decybeli wściekłego grzechotania.
Mimo wszelkich szamańskich metod nasennych poszłam spać dopiero przed 3:00. Obudziłam się o 5, a wstałam o 6, bo znów nie mogłam się zwlec. Wróciłam rowerkiem do Jamy, szybko zebrać się do roboty.
Zaczęło się dziać tuż przed moim wyjściem. Najpierw wrzask - trwający dobrą minutę wszask przerażenia w ciszy jesiennego, mglistego poranka. I parę minut później podjechał samochód na sygnale - karetka, suki? - nie wiem. XXLecia to dość dziwne osiedle i zwykle wieczorami coś się tu dzieje... ale takiej akcji jeszcze nie było, jak tu mieszkam. Fakt - nie widziałam nic konkretnego, tylko słyszałam...
...ale pobudza wyobraźnię, prawda?
Czwartek - dłuuuuugi dzień. I bardzo dziwna noc z czwartku na piątek. I mega-dziwny poranek. Pełnia w tym miesiącu jest wyjątkowo schizująca.
Czwartek zaczął się i skończył dobrze, chociaż to był długi i nużący dzień, wypełniony robotą, frustracją w związku z robotą, tęsknotą za ciepłym łóżkiem, snem i parą ukochanych macek.
Wieczorem zwierzaki zachowywały się przedziwnie, niespokojnie, a Greg (crotalus atrox) przestraszył się niewidzialnego towarzysza w swoim terrarium i strasznie na niego naagresorował. Grześ jest spokojnym wężem, kiedy wchodzę na hodowlę zwykle nie reaguje - czasem machnie na kogoś grzechotką, żeby pokazać, że on tu jest i ma wszystko pod kontrolą - ale tak zagresorowanego jeszcze go nie widziałam. Uspokoił się pod czujnym okiem zaalarmowanego hodowcy, ale dopiero po dłuższym czasie, w którym generował dobrych kilkadziesiąt decybeli wściekłego grzechotania.
Mimo wszelkich szamańskich metod nasennych poszłam spać dopiero przed 3:00. Obudziłam się o 5, a wstałam o 6, bo znów nie mogłam się zwlec. Wróciłam rowerkiem do Jamy, szybko zebrać się do roboty.
Zaczęło się dziać tuż przed moim wyjściem. Najpierw wrzask - trwający dobrą minutę wszask przerażenia w ciszy jesiennego, mglistego poranka. I parę minut później podjechał samochód na sygnale - karetka, suki? - nie wiem. XXLecia to dość dziwne osiedle i zwykle wieczorami coś się tu dzieje... ale takiej akcji jeszcze nie było, jak tu mieszkam. Fakt - nie widziałam nic konkretnego, tylko słyszałam...
...ale pobudza wyobraźnię, prawda?












