KRAKOW S jak Spontan... tydzien spontanow?
Friday, April 2, 2010 6:00:00 PM







Koniec cyklicznych imprez na Wspólnej zaowocował tygodniem spontanów 
Właściwie w poniedziałek nic się tylko nie działo... poza USG i odkryciem cysty Bakera w kolanie :>
We wtorek miałam L4, bo byłam u chirurga. NFZ to pomiot Babilonu. Cysta, która rośnie mi od paru lat nie jest dla nich pilną sprawą, a na najbliższą punkcję mają termin w drugiej połowie maja... no, ale miałam o spontanach.
Zawędrowałam w okolice ósemki i zgarnęłam bandę Oposa. Spontanicznie i kolektywnie zdecydowaliśmy się zahaczyc o Jamę. W ramach światowego dnia muffina upiekłam muffinki czekoladowe
Niestety, przypaliłam T_T Ok 16 zebralam sie i polecialam na swierszczarnię, na plotki. Potem japoński, wracajac zahaczylam o Eru (oddać zapięcie do rowerka, kupiłam wreszcie własne), a wieczorkiem przybył mój ragga-brat piec murzynka na spotkanie klasowe, na dzień następny. Nigga został przygotowany, padliśmy spać coś ok 1.W środę (kolejną DOBRĄ środę)... oj... w środę

Oczywiście przespałam pierwszy budzik =_= Ani basen, ani trening

Plan był ambitny. Po pracy miałam wykonać misję na Wzgórza, miała się odbyć akcja żuk, ale ze wzgledu na aurę została odwołana. Zostały raptem 3 misje do wykonania.
Po robocie pozytywna wibracja z lampy dżinna, cztery osoby i dwa rowery w kiosku z gazetami
Potem śmignęłam na rowerze na akademiki URolu.. pufff, ależ się przyjemnie jeździło
Towarzystwo było już solidnie zrobione, jak to leśnicy
Wyższy poziom abstrakcji niż moja naturalna faza
Po jakimś, niedługim zresztą, czasie opuściłam zacnych URoli i pognałam na moim rumaku na śródmieście. Nie chciało mi sie nijak wracać do pustej Jamy, postanowiłam więc wpaść na imprezę do Małolatów... gdzie czekała kolejna porcja ciężkiej demencji
Ale ta impreza była... kwaśna XD XD XD Masakra. Oni zaczynają lepiej, niż ja kończyłam przed studiami ;D Co za banda <3A dzień zamienił się w czwartek.
W okolicach 2:00 postanowiłam powrócić grzecznie do Jamy, przebrać się do roboty i zaliczyć chociaż rano basen. Nie miałam zamiaru juz się kłaść - trochę bez sensu, ze standardową pobudką o 4. Ale po wyprowadzeniu Witusia na spacer Opos postanowił zabrać się ze mną - chyba go zmęczył poziom abstrakcji. Więc zgarnęłam biedaka i poleźliśmy z rowerkiem do Mogilskiego, a stamtąd on nocnym, a ja na Yukimaru do Jamy. Komunikacja miejska chyba przez Wawę jeździ. Zdązyłam się wykąpać i zrobić herbatę, zanim podłe mpk oddało mi ragga-brata
Jak to Opos, zrobił oposie oczy i rzekł: spaaaaaaaaać. Toteż mimo wcześniejszych zamiarów, poszłam spać, nie odmawia się bowiem oposim oczom XD Chyba przesadzam z tym spaniem
Jeszcze się przyzwyczaję.I znów przespałam budzik. Ale tym razem poszłam na basen
A potem do pracy.A po pracy.. kolejny spontan

Zahaczyłam o znajomą hasz-komorę. W międzyczasie zadzwoniła Hana, że objawił się Wituś z ciężką traumą poimprezową i ratować go trzeba. Toteż, niewiele myśląc, opuściłam zacne towarzystwo nowohuckiej Legendy i pognałam rowerkiem do Jamy. Nie ma tego złego, upiekłam murzynka i muffinki na wieczór, i rozpuściłam wici, że pożegnalna kawa i ciacho. Spontaniczna, oczywiście.
I spontanicznie zeszła się banda wieczorem
Poddaliśmy się z Witkiem wspólnej terapii za pomocą nowo nabytego sprzętu do inhalacji
Mam jednakowoż wrażenie, że ekipa, która zjawiła się spontanicznie w czwartek paliła lepsze rzeczy 



Poziom demencji przekroczył skalę :] Kate i Karol zryli mi psychikę totalnie, Komun sam sobie zrył, a Opos w zestawie z całą resztą poskładali Witka dokumentnie.Nie wiem, o której padliśmy. Ale Hana, która wróciła z imprezy na mieście, nie załapała się już na pobojowisko :]
I zrobił się piątek. Znów przespałam budzik. Tym razem dość przypałowo, nie zdążyłam poćwiczyć, ani pójść na basen.
Wstałam o 6, spakowałam się, zrobiłam śniadanie dla Witka, a potem niecnie wywaliłam go z Jamy i udałam się w stronę dworca PKP.
Trzeba kiedyś dotrzeć na te święta. Potwornie mi się nie chceeeee T_T Będzie mi brakowało Jamy i ludzi. Pierwszy raz od dawna niechętnie wyjeżdzam. Moze dlatego, ze nie mieszkam już w Krakowie...?

No, ale to święta. Bless, jakie by nie były.












