JOANNA & BŁAŻEJ & MARIANNA STANISŁAWSCY'S PAGE

WROCŁAW, POLAND

TWIERDZA CHOCIM


Na kresach dawnej Rzeczypospolitej

Ruski, mołdawski, ukraiński, polski, turecki, rosyjski oraz rumuński – zamek w Chocimiu przez wieki przechodził z rąk do rąk. Obecnie leży na południu Ukrainy, tuż przy mołdawskiej granicy. Chocim, jak i niedaleki Kamieniec Podolski uważane były w XVII za bastiony na rubieży dwóch światów. Dalej, na południowy wschód rozciągało się budzące strach imperium Allaha.

Joanna Orłowska-Stanisławska


Chocim „wkracza" na karty polskiej historii w XVII w., w okresie wojen polsko-tureckich. 1621 i 1673 - za tymi datami kryją się szczególne dla naszych przodków wydarzenia. Warownia nad Dniestrem była wówczas areną krwawych walk. Ością niezgody była nie tylko polityka (m.in. zbliżenie interesów polskich i habsburskich; wyprawy Kozaków na miasta tureckie i na Tatarów; oraz na odwrót - najazdy Tatarów i Turków na Polskę) w połączeniu z terytorialnymi roszczeniami. Zdobycie zamku, wybudowanego w strategicznym miejscu, nie zaspakajało ambicji najeźdźcy. Chodziło o utrzymanie kontroli nad miejscem, traktowanym jako jedna z bram do Europy. W konsekwencji fizyczne walki dwóch armii pod murami Chocimia rozgrywały się również na płaszczyźnie symbolicznej. Chrześcijaństwo zmagało się z islamem. Przepaść dzieląca te dwie religie monoteistyczne wiązała się, najogólniej mówiąc, z odmienną kulturą, a co się z tym wiąże - pojmowaniem świata, życia i śmierci. Gdyby w XVII wieku Turkom i Tatarom udało się wedrzeć w głąb Europy, zmieniliby bieg dziejów tej części świata. W jaki sposób? – stawianie śmiałych hipotez w tym wypadku należy do badaczy. W rzeczywistości długotrwałe walki z Turcją wyniszczyły Polskę militarnie i politycznie, mimo iż w historii zmagań Europy z Osmańskim Imperium wielkimi literami zapisał się król Jan III Sobieski i jego spektakularne zwycięstwo. W 1683 r. polski monarcha pod murami Wiednia rozgromił wojska wezyra Kara Mustafy. Miał potem powiedzieć, trawestując słowa Cezara: „Przybyłem, zobaczyłem a Bóg zwyciężył”. Dzięki świetnej wiktorii, król utrzymał status quo, nie dopuszczając do zmiany granic Orientu i Zachodu.


Niebo płonęło, ziemia drżała

Podczas wojny chocimskiej w 1621 r. połączone wojska polsko-kozackie starły się z kilkukrotnie liczniejszą armią sułtana Osmana II. Na czele wojsk polskich stanął Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, utalentowany dowódca, który wsławił się zwycięstwem nad Szwedami pod Kircholmem w 1605 r. Kilkudziesięciotysięczną armią Zaporożców dowodził ataman Petr Konaszewicz Sahajdaczny, który okrzyknięty został później bohaterem narodowym Ukrainy. Pomnik upamiętniający tę postać „strzeże” obecnie wejścia do twierdzy. Oblężenie murów Chocimia trwało 5 tygodni. W końcu, 28 września 1621 r doszło do walnej rozprawy: - Ponad 60 armat grzmiało bez przerwy – relację zdał Jakub Sobieski, uczestnik bitwy, ojciec przyszłego króla . - niebo płonęło, powietrze zaciemnił dym, ziemia drżała, mury stękały, skały pękały w kawałki. Co widziało oko w ciągu dnia, nie da się opisać. Nie da się wyrazić tego, z jaką zawziętością i męstwem, lub raczej determinacją walczyły obydwie strony.
Podczas ciężkich zmagań, szala zwycięstwa przechyliła się na polsko-kozacką stronę, dzięki czemu potęga turecka została powstrzymana ... na jakiś czas.
W konsekwencji podpisano pokój, który nie zawierał jednak żadnych poważnych rozstrzygnięć na korzyść Rzeczypospolitej: twierdza pozostała w rękach mołdawskich, ale pod faktyczną turecką kontrolą. Sułtan zobowiązał się natomiast do powoływania hospodarów przychylnych Polsce.
Na negocjacje pokojowe wpływu nie miał już hetman Chodkiewicz, który zmarł podczas walk.
- Kampania chocimska z 1621 r. była wydarzeniem ważnym nie tylko w kategoriach historii politycznej, ale też jako fakt o wielkim wpływie na świadomość Polaków – pisze dr hab. Janusz S. Gruchała, w szkicu o Wacławie Potockim, autorze „Wojny chocimskiej” . – Niebezpieczeństwo zagrażające krajowi od południowego wschodu, narastające od XV wieku (...) po raz pierwszy przybrało formę wielkiej wyprawy turecko-tatarskiej dowodzonej przez samego sułtana. Niezwykłego dramatyzmu dodawała owej bitwie również gorzka pamięć sprzed roku, kiedy to Polska pod Cecorą nie tylko przegrała bitwę, ale też straciła jednego ze swych najlepszych wodzów, hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Ów splot okoliczności sprawił, że bitwa chocimska stała się dla Polaków walką o życie lub śmierć, spektaklem wojennym porównywalnym z antyczną tragedią.



Kawałek Mauretanii

Z Kamieńca Podolskiego do Chocimia jedzie się około pół godziny marszrutką, czyli mikrobusem. Bilet kosztuje 2,5 hrywni (ok. 1,80 zł – ceny z września 2004 r. ). Szary budynek dworca - pierwszy przystanek w Chocimiu. Taksówka jest tylko jedna, wydaje się, że wrak nie ruszy z miejsca. Kierowca przekonuje jednak, że zamek daleko, więc lepiej podjechać. Z zapakowaniem ciężkich plecaków do bagażnika czekamy do momentu, aż dotychczasowy towarzysz kierowcy, pociągający co chwila z butelki, ustąpi miejsce na przednim siedzeniu.
- 4 dni w tygodniu w Chocimiu jest bazar – informuje kierowca podczas jazdy, cudem utrzymując zdezelowany silnik przy życiu. – U nas, tak jak u was 15 lat temu, ludzie zaczynają handlować. Dawniej tylko zaglądali do kieliszka.
Pniemy się z trudem w górę wąskich uliczek, mijając wiejską zabudowę. O podupadłej mieścinie, z mnóstwem wałęsających się psów i kotów, przeczytasz w przewodniku: „największe miasto obwodu czerniowieckiego, ważny przemysłowy, turystyczny i kulturalny ośrodek Bukowiny” . Zbyt szumnie - każdy, kto dotarł do Chocimia, namacalnie mógł odczuć bliskość granicy z Mołdawią i Rumunią (20 km.)
3 hrywnie przy wejściu do warowni, 1 hrywnia za robienie zdjęć, za popilnowanie bagaży, co łaska, ale spróbuj nie dać barmanowi – przed płaceniem nie ma ucieczki. Każdy chce na zamku zarobić. Szczęśliwi ci, którzy mogą.

Po przejściu przez biletową zonę, trzeba iść przed siebie, aż do pierwszej bramy Benderskiej w zewnętrznym pierścieniu murów. Za nią otwiera się ogromna zielona przestrzeń z białym punktem cerkwi Aleksandra Newskiego i w dole ...zamek. „Jaki mały” – to pierwsze wrażenie turysty, który ma jeszcze przed oczyma potężny Kamieniec. Po czasie okazuje się to złudzeniem optycznym. Schodząc w dół, pokonując pagórkowatą przestrzeń z serpentynami białych murów obronnych, pozostałości bastionów, cytadeli, umocnień ziemnych i nasypów, rosną w oczach potężne mury Chocimia. Do wnętrza budowli obronnej prowadzi most nad suchą fosą. Wejścia strzeże armata. Chrobot drewnianych klepek wpasowywanych jedna w drugą, cięcie, echo uderzeń młotków, gwar ludzkich głosów – hałas uderza po wejściu na dziedziniec wewnętrzny. To górale z gór Bukowiny przyjechali do Chocimia za pracą i metodami historycznymi rekonstruują Pałac Komendanta. Robota wre. Dach do połowy już pokryty gontem. Podobnie jak w Kamieńcu Podolskim, ruina ma odzyskać dawną świetność. Baszty, mury, galerie obronne są wydzierane zniszczeniu, dzięki zachowanym planom.
- Remont – mówią robotnicy – trwa od 1967 r. Od czasu rozpadu ZSRR pracujemy nieprzerwanie przez cały rok.
Twierdza kryje wiele tajemnic, o czym można się przekonać dzięki zaprzyjaźnionym robotnikom. Wpuszczają nas po wąskiej kładce do zamkowych piwnic. Ciemność spowija dwie sale z kolebkowym sklepieniem, przedzielone potężnym arkadowym murem. Niebo przeziera tylko przez małe zakratowane okienko, gdy zadrzesz wzrok. Na ścianach dostrzegalne ślady kucia – jakby zdradzały próby dotarcia do niższych poziomów. Zwiedzamy zagadkowe piwnice w dwóch częściach zamku. Podczas spaceru po wyższych kondygnacjach warto zatrzymać się w budynku dawnego kościoła zamkowego z przepięknymi „mauretańskimi” oknami. Orientalne, wprowadzone za tureckiego panowania elementy architektoniczne zdradzają, że kościół zmieniono niegdyś w meczet.
Wrażeń dostarcza spacer wokół murów zamku. Wijąca się ścieżka oplata warownię, z tej perspektywy sprawiającą wrażenie niezdobytej. Warto wpatrzeć się w fakturę potężnych murów i charakterystyczny wzór na kamieniu. Od strony Dniestru – strome ściany pną się w górę. Żadnego zaczepienia dla oka i ręki w litym murze, oprócz kilku małych okienek. Wieje.

Mury proroka

W listopadzie 1673 r. hetman koronny Jan Sobieski stanął pod murami Chocimia na czele polsko – kozacko-litewskiego wojska. Rozgromił w proch, jak pisze Henryk Sienkiewicz w zakończeniu „Pana Wołodyjowskiego”, turecką nawałę. Rok później hetman został królem Polski.
Nie na długo twierdza utrzymała się w rękach polskich monarchów. Polacy, Turcy a nawet wojska Stefana Chmielnickiego walczącego o niepodległość Ukrainy przejmowały zamek. Z początkiem XVIII w. Turkom udało się zdobyć twierdzę na dłużej. Zdobywcy przystąpili do remontu. Dzięki licznym udoskonaleniom wprowadzonym przy pomocy francuskich inżynierów, stworzyli najpotężniejszą warownię Osmańskiego Imperium na wschodzie Europy. Do czasu przejęcia jej przez Cesarstwo Rosyjskie...Na tym nie koniec burzliwych losów warowni. Do końca II wojny światowej nie zagrzała w niej dłużej miejsca żadna załoga. Faktem jest, że zamek ma już dawno za sobą czasy świetności militarnej i międzynarodowego znaczenia. Wciąż toczy jednak najważniejszą batalię – z czasem. I wydaje się, że wygrywa...

Powyższy artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku "Gazeta Rycerska".

KOŚĆ NIE MÓWI SAMA KAMIENIE RUNICZNE W JOMSBORGU

Write a comment

You must be logged in to write a comment. If you're not a registered member, please sign up.